dr.krisk
08.12.17, 12:07
Jak rządziła junta Tuska, to co chwila wyciągano problemy z dostępnością do służby zdrowia: kolejki do lekarzy, bałagan, ogólne niechlujstwo i tak dalej.
Teraz tego problemu nie ma: przez chwilę było coś o proteście lekarzy-rezydentów, sprawa ucichła.
Czy kolejki zniknęły? Czy nagle służba zdrowia ozdrowiała?
W moim mieście (120 tys mieszkańców) nie ma lekarza endokrynologa..... W przychodni specjalistycznej przy szpitalu dziki tłum ludzi, tkwiących godzinami na ciasnych korytarzach.
Zdesperowany kolega zapłacił z własnej kieszeni (ubogiej!) za operację onkologiczną - przez NFZ miał czekać trzy miesiące.....
Jestem na szczęści zdrowy, a więc sprawa mnie nie dotyczy, ale dziwi mnie to nagłe wyciszenie tematu.