aniechto.only
30.12.17, 09:50
... była ponoć skutkiem przemysłu pogardy wobec drugiego najwspanialszego Kaczyńskiego, Lecha.
Jak nazwać to?
"Ja bym chciał, żeby zajęła się tym prokuratura, albo jakaś komisja, żeby wszystko wyszło na jaw, póki nie dojdzie do tragedii" – mówi w "Fakcie" wysoki rangą oficer sił powietrznych. Chodzi o wydarzeniach sprzed Bożego Narodzenia, a dokładnie wylot prezydenckiej delegacji do Kuwejtu.
Na poniedziałek 18 grudnia zaplanowany był wylot tzw. grupy przygotowawczej, składającej się z oficerów BOR i pracowników BBN; taka jest procedura przed wizytami prezydenta. Ale do startu nie doszło, bo - jak się okazało - nie było sprawnej maszyny.
W tej sytuacji lot przeniesiono na wtorek – tyle, że z Poznania. Nie z Warszawy. Ale i tak maszyna i tak nie wystartowała. Powód? Wyciek z silnika.
"Sprawa zaczynała być kłopotliwa, bo prezydent miał lecieć w czwartek rano. To może inna maszyna? Nie ma! Obie sprawne CASY poleciały z szefem MON do Afganistanu!", podaje też "Fakt". "Minister zabrał też nowego Gulfstreama. Drugi ma niekompletną jeszcze załogę. Gdy w końcu Hercules został naprawiony okazało się, że... MON nie dało zgody na wylot!".
– Z resortu płynęły sprzeczne sygnały, to potęgowało chaos – mówi informator z sił powietrznych.
"W końcu nastąpił wylot. Wtedy jednak, na wysokości ok. 5000 m nastąpiło... rozszczelnienie drzwi samolotu! Pilot zaplótł je sznurkiem i zawrócił. Na lotnisku w Powidzu na maszynę czekała straż pożarna i karetki. Udało się bezpiecznie wylądować", informuje "Fakt".
wiadomosci.dziennik.pl/polityka/artykuly/565620,fakt-o-kulisach-prezydenckiego-wylotu-do-kuwejtu.html