tanebo2.0
06.02.18, 18:46
Bloki odremontowano, zbudowano publiczny plac zabaw dla dzieci. Na pewno nie jest to zaniedbana prowincja.
I dlaczego Miastko głosuje na PiS?
- Bo jest dobrze, ale powinno być jeszcze lepiej. A dotychczasowe elity nam tego nie dały.
Nie dały?
- „500 plus? Nareszcie! To się ludziom należało. Dziwne, że politycy wcześniej tego nie wymyślili”. „Państwo powinno pomagać w wychowywaniu dzieci, bo to jest strasznie drogie i obciążające czasowo”. Badani wcale nie uważają, że PiS wyczarował jakieś cuda. „Żadne cuda, to powinno być już dawno!”.
Jeden z głównych argumentów brzmiał: „Polskę na to stać”. Nasi rozmówcy podkreślali, że skoro zbudowano autostrady i jest Pendolino, co zresztą doceniają, to teraz państwo powinno zaspokoić także inne potrzeby obywateli niż infrastruktura.
To racjonalne.
- Tak. Typowy przykład wzrostu aspiracji. I trudno sobie wyobrazić, że jakaś partia wygra w Polsce wybory, krytykując to.
Ludzie w Miastku uważają okres trudnej transformacji za zakończony. „Było ciężko, zaciskaliśmy pasa, a teraz czas wreszcie trochę pożyć”. Gdy Morawiecki mówi, że Polska się wzbogaciła i za chwilę będzie europejską potęgą, to z jednej strony rozbudza aspiracje, ale z drugiej - je wyraża. To nie jest tylko PiS-owska propaganda, ale to odbicie rzeczywistości, którą badani wokół siebie widzą. Doceniają osiągnięcia III RP i chcą więcej.
Tyle że na razie to taka grzeczna opowieści o źródłach poparcia PiS-u. Można się temu życzliwie przyjrzeć i pokiwać głową, że to racjonalne.
A ta mniej grzeczna opowieść?
- Wyborcy PiS-u dostają od swojej partii coś, co można nazwać wzrostem poczucia mocy. Czują się wywyższeni z jednej strony nad zdegenerowane elity, a z drugiej strony nad słabszych - uchodźców i „patologię”. To poczucie wyższości jest moim zdaniem najważniejsze dla rozumienia dzisiejszej dynamiki politycznej.
W niechęci do elit wcale nie przoduje klasa ludowa. „Jesteśmy zwykłymi ludźmi” - mówią o sobie i uważają, że to jest w porządku. „Niech tam sobie będą te elity, nam to nie przeszkadza, ale niech pamiętają o nas”. Natomiast przedstawiciele klasy średniej szczerze elit nienawidzą: „Trzeba te skorumpowane elity wyrzucić na śmietnik”.
Dlaczego tak jest?
- Bo chcą więcej znaczyć. Proszę pamiętać, że to jest małomiasteczkowa klasa średnia. Tych ludzi nie można określić mianem wielkich wygranych polskiej transformacji, ale też nie można powiedzieć, że są przegrani. Wchodzą w antyelitarną narrację PiS-u i mogą się dzięki temu podpompować. Mają ochotę na większy kawałek tortu. „Tamtych trzeba wymienić”.
Ale nie wejdą w ich miejsca!
- Oczywiście. Tyle że symboliczne kwestie też są ważne. Mają wrażenie, że odzyskują świat, w którym będą ważniejsi.
Wyborcy PiS-u z klasy średniej popierają swoją partię bez zastrzeżeń. Chwalą wszystkie działania rządu, nie ma tu niuansowania, że coś jest dobrze, a coś źle.
Klasa średnia jest taka bezkrytyczna?
- Tak. Ludowa pokazuje pewien rodzaj dystansu, takiego zdrowego chłopskiego rozumu. „Przyglądamy się, głupi nie jesteśmy”.
A klasa średnia?
- „Brawo PiS! Rozbić sędziowską kastę!”.(...)
W Miastku jedna rzecz bardzo mnie przestraszyła. Wyborcy PiS-u uważają swoich przeciwników za tak mocnych, że w zasadzie nic im nie zaszkodzi. Nie da się ich skrzywdzić, nie da się przesadzić.
Bo nie będzie bolało?
- Będzie. Niech cierpią i krzyczą. Ale cokolwiek byśmy im zrobili, to na pewno się nie zagalopujemy, tak bardzo oni są silni. To groźna sytuacja, w której nie ma żadnych bezpieczników. I trwa proces przesuwania się prawicowych wyborców coraz dalej.
Dalej?
- PiS w wyborach nie obiecywało likwidacji Trybunału Konstytucyjnego, zawłaszczenia mediów publicznych ani reformy sądów polegającej na tym, że politycy będą powoływać zależnych sędziów. Gdyby wystąpiło z takim programem, nie miałoby szans. A jednak potem tak się stało i ludzie to zaakceptowali. Bo Kaczyński potrafi kształtować swoich wyborców, ma ogromną moc kulturotwórczą. To pokazuje, jak ważna jest dziś rola lidera politycznego. Zmiany technologiczne powodują, że osłabli wszyscy pośrednicy - dziennikarze, naukowcy, media głównego nurtu, elity - którzy filtrowali i oceniali przekaz liderów. Zamiast tego mamy dużo kanałów bezpośrednich. Kaczyński ciągnie wyborców za sobą i daje im coś, czego moim zdaniem liberalni liderzy dać nie potrafią: poczucie uczestnictwa w wielkim dramacie historycznym. To istota zjawiska, które nazywam neoautorytaryzmem. a koniec będzie taki: Putin spuści atomówkę na Suwałki i powie że Polacy mają gadać po rusku, chodzić do cerkwi i płacić podatki Moskwie. A zachód się wypnie na polskich faszystów...