Gość: GMR
IP: *.poznan.sdi.tpnet.pl
24.04.02, 11:14
Po wejściu Polski do Unii pracodawcy będą musieli przygotowywać programy
zapobiegające gładzeniu po pośladkach czy niedwuznacznemu mruganiu okiem do
współtowarzysz(y)ek pracy. Molestowanie seksualne przejdzie na cenzurowane.
Teraz w polskim prawie nie ma definicji "molestowania seksualnego". W kodeksie
pracy nie ma też paragrafów, które pozwalałyby na określenie i walkę z tym
zjawiskiem. Eksperci przyznają, że choć przypadki molestowania kobiet i
mężczyzn w naszym kraju są na porządku dziennym, pracodawcy nie robią nic
(bądź) niewiele, by im zapobiec. Zdarza się, że pracodawcy w czasie rekrutacji
pytają kandydatki o ich stosunek do... seksu. Świadomość zjawiska jest nikła,
również wśród kobiet, które - jak wynika z lektury doniesień prasowych - padają
najczęściej ofiarami molestowania.
Również Unia Europejska pozostaje w tyle za USA pod względem zapobiegania temu
zjawisku. W takich krajach jak Grecja czy Portugalia stan prawny niewiele różni
się od polskiego. Unijne statystyki biją na alarm. Z danych Komisji
Europejskiej wynika, że w krajach Piętnastki przynajmniej raz w życiu
molestowanych seksualnie w pracy było ok. 40 proc. kobiet i 10 proc. mężczyzn.
Z problemem molestowania zmierzyła się w Unii na poważnie obecna komisarz ds.
socjalnych Greczynka Anna Diamantopoulou, która sama padła ofiarą molestowania,
gdy miała 19 lat.
Pani komisarz przeforsowała rozwiązanie, że molestowanie będzie uznawane za
formę dyskryminacji ze względu na płeć, i skutecznie doprowadziła do
znowelizowania starej unijnej dyrektywy z 1976 roku o równych prawach w miejscu
pracy.
Tak też narodziła się pionierska europejska definicja molestowania przyjęta
niedawno po długich debatach pomiędzy unijnymi instytucjami. Za molestowanie
będą uznawane "wszelkie formy niechcianego werbalnego, niewerbalnego lub
fizycznego zachowania o charakterze seksualnym, którego celem lub skutkiem jest
pogwałcenie godności osoby, zwłaszcza poprzez zastraszanie, wrogość, upodlanie,
poniżanie lub obrażanie".
Definicja znajdzie się w unijnym ustawodawstwie od roku 2005. Od tego też czasu
pracodawcy w Unii Europejskiej będą współodpowiedzialni za przypadki
molestowania, jeśli nie udowodnią, że starali się mu zapobiec.
Przedsiębiorstwa - małe czy duże - będą musiały wymyślić i wdrożyć w życie
własne strategie mające na celu wyeliminowanie tego zjawiska.
Polska, wchodząc do Unii, będzie musiała przyjąć unijne prawo. Polscy dyplomaci
w Brukseli przyznają, że nie będzie z tym problemów. Zapisy zakazujące
molestowania i jego definicja znajdą się w nowym kodeksie pracy. Zdaniem
ekspertów dopisywanie ich do starego, który i tak jest już mało spójnym
zlepkiem, nie ma sensu. Teoretycznie polscy pracodawcy będą mieli rok na
praktyczne wdrożenie nowego prawa. Do Unii mamy wejść 1 stycznia 2004 r.
No to możliwość poderwania ciekawej kobitki w pracy praktycznie spada do zera.
Nawet komplementu niebedę mógł powiedzieć pod adresem pieknej kobiety...a mówią
że to katolicy są pruderyjni tymczasem pruderyjnosć a la polityczna poprawność
jest gorsza od pruderyjności talibów! Oczywiście nie popieram klepania po
tyłkach.... ie mniej zakaz mówienia komplementów to jest najgorsze w tym co
polityczna poprawnosćmma nam do "zaoferowania"