zdravko_vypic
15.08.22, 15:38
Najpierw w prologu dzieci odgrywają scenki z wszystkich przegranych powstań, wszystkie ładne (nasze) stosownie giną z rąk tych brzydkich (kuzynostwa) przebranych za zaborców, potem jest widowisko "bitwa warszawska", w której gdy już wszystkie ładne (nasze) dzieci giną z rąk brzydkich (kuzynostwa) dzieci przebranych za sowietów nagle pojawia się kuzynka Marzena w stroju Matki Boskiej (bo ma najfajniejsze cycki, ekstra doczepione rzęsy i najkolorowsze tipsy) i wtedy giną wszystkie brzydkie (kuzynostwa) dzieci przebrane za sowietów, ładne (nasze) zmartwychwstają i jest ten cud, bez którego znowu Polacy by przegrali - a Marzena dostaje na głowę koronę Miss Polonia z doczepioną aureolą i staje w pozie Angeliny Jolie (noga przez rozcięcie).
Potem pijemy pod mielone z mizerią i płaczemy, z dumą przekrzykując się wzajemnie, w którym to przegranym starciu historycznym ponieśliśmy więcej strat, im więcej ofiar, tym lepiej. Wygrywa zawsze dziadek Wicek z Powstaniem Warszawskim, bo było najgłupsze, zupełnie jak dziadek Wicek. Potem oskarżamy wszystkie ościenne nacje ze szczególnym uwzględnieniem ruskich i szkopów o to, że sobie zabrały nasze państwo, któreśmy sobie wprawdzie sami spieprzyli, choć było 400 lat temu światowym mocarstwem, ale to było bardzo wstrętne z ich strony. Bardzo bardzo. Potem znów duma z tego, żeśmy z szablami na czołgi i z kosami na sztorc na szkopskie i ruskie czworoboki piechoty z artylerią, mnóstwo naszych trupów i krwi przelanej za Ojczyznę wprawia nas w patriotyczną świąteczną euforię.
Na koniec opowiadamy sobie dowcipy o głupich ruskach i tępych szkopach oraz o sprytnych Polakach.