kawa_poranna11
20.04.26, 22:21
Handel istnieje dla ludzi, a nie ludzie dla handlu.
To nie jest poetycka metafora, tylko podstawowa zasada zdrowego społeczeństwa.
Gospodarka ma służyć człowiekowi - jego wygodzie, bezpieczeństwu i jakości życia
- a nie zamieniać go w trybik, który ma się dopasować do systemu bez względu na koszty.
Jeżeli ktoś decyduje się pracować w sklepie, na plaży jako ratownik czy prowadzić tramwaj, to wybiera konkretny zawód z jego realiami.
Te zawody istnieją właśnie dlatego, że ludzie chcą żyć normalnie także w niedzielę
- zrobić zakupy, odpocząć nad wodą, przemieścić się po mieście.
To nie jest fanaberia, tylko codzienne życie.
Absurd zaczyna się wtedy, gdy próbuje się odwrócić tę logikę
- kiedy system zaczyna mówić: „to ludzie mają się ograniczyć, żeby dopasować się do pracy”.
Nie.
To praca ma być zorganizowana tak, żeby obsłużyć ludzi, a nie odwrotnie.
Oczywiście - każdy ma prawo do odpoczynku.
Ale rozwiązaniem nie jest zamykanie wszystkiego dla wszystkich, tylko organizacja pracy:
zmiany, rotacje, dodatki za pracę w weekendy, dobrowolność.
Świat nie zatrzymuje się w niedzielę i udawanie, że można go wyłączyć jednym przepisem, to myślenie życzeniowe.
Bo jeśli pójdziemy tą drogą konsekwentnie, to gdzie się zatrzymamy?
Zamkniemy szpitale?
Wyłączymy prąd?
Zatrzymamy transport?
To pokazuje absurd takiego podejścia.
„Tabakierka jest do nosa, a nie nos do tabakiery”
Systemy, instytucje i miejsca pracy są narzędziami.
To człowiek jest celem.
Kiedy zaczynamy odwracać tę relację, kończy się to
frustracją, sztucznymi ograniczeniami i hipokryzją.
Albo więc uznajemy, że żyjemy w społeczeństwie dla ludzi -
z ich różnymi potrzebami, rytmem życia i wyborami -
albo zaczynamy budować rzeczywistość, w której człowiek
ma się podporządkować zasadom dla samych zasad.
I to już nie jest kwestia handlu.
To kwestia tego, kto tu jest dla kogo.