kawa_poranna11
02.06.26, 20:57
Od pięciu lat polskie fabryki zbrojeniowe słały pisma, prosząc o dofinansowanie na rozwój i budowę kolejnych linii produkcyjnych. Zarówno szef Ministerstwa Aktywów Państwowych Jacek Sasin, jak i premier Mateusz Morawiecki pozostawali głusi na głosy fachowców. Za to radośnie wzięli kredyt w koreańskim banku na zakupy koreańskiego sprzętu.
I to jest właśnie esencja pisowskiej „strategii przemysłowej”: swoich fachowców można latami ignorować, własne fabryki trzymać na kroplówce, a potem z poważną miną ogłaszać historyczne zakupy za granicą.
Polskie zakłady prosiły o pieniądze na rozwój, nowe linie produkcyjne i realne zwiększenie mocy - czyli dokładnie o to, czego państwo potrzebuje w czasie wojny za granicą i kryzysu bezpieczeństwa.
Ale najwyraźniej to było zbyt proste, zbyt logiczne i zbyt polskie.
Zamiast budować własną zdolność produkcyjną, wybrano model kolonialny: zadłużyć się za granicą, kupić za granicą, zachwycić się za granicą, a swoim powiedzieć, żeby jeszcze poczekali.
Na patriotycznych konferencjach Polska Walcząca, biało-czerwone flagi, w praktyce - drogi kredyt w euro, w obcej walucie, import i uśmiechy do cudzych fabryk.
Najbardziej gorzkie jest to, że nie mówimy o luksusowych zabawkach, tylko o amunicji, sprzęcie i bezpieczeństwie państwa.
Kraj, który nie potrafi w porę dofinansować własnej zbrojeniówki, sam sobie zakłada smycz.
A potem może już tylko modlić się, żeby zagraniczny dostawca miał czas, części, wolne moce produkcyjne i polityczną zgodę na dalsze dostawy.
Fachowcy pisali, fabryki alarmowały, potrzeby były oczywiste.
Ale pisowcy woleli wielkie kontrakty, wielkie konferencje i wielkie drogie kredyty w obcej walucie.
Polska zbrojeniówka miała czekać.
Koreańska - mogła wystawiać faktury.
Ile to jest 1% od takiego kontraktu?