Gość: Leszek Biały
IP: *.gdynia.mm.pl
16.01.05, 11:42
(...)Równocześnie z odrzuceniem dekomunizacji, ta sama orientacja
zakwestionowała procedurę lustracji. Paradoksalnie, to wokół lustracji, a nie
dekomunizacji rozgorzała największa wojna III Rzeczpospolitej. Być może
dlatego, że o ile dekomunizacja już w początkach lat dziewięćdziesiątych
okazała się mało prawdopodobna, to ustawa lustracyjna, jakkolwiek w bardzo
ograniczonym kształcie, została ostatecznie przyjęta przez parlament i choć w
sposób bardzo ułomny, to jednak wprowadzona w życie.
Oto lista argumentów używanych przez przeciwników lustracji
!) Akta są niekompletne -duża ich część została przecież zniszczona. Co
więcej, mogły być (i pewnie bywały) fałszowane przez funkcjonariuszy SB. Dają
więc wiedzę niepełną i wielokrotnie mogą wprowadzać w błąd. Możemy ująć
płotki, a więksi winowajcy uniknął odpowiedzialności. I, co ważniejsze,
możemy skrzywdzić osoby niewinne.
2) Tak naprawdę, to nie wiadomo co poprzez lustrację chcemy osiągnąć.
Współpracownicy policji politycznej zmuszani byli do współpracy,
szantażowani, poddawani różnorakiej presji, łamani psychicznie. Zgoda na
współpracę była klęską moralną. Byli więc ofiarami i należy się im raczej
współczucie i pomoc, a nie ściganie i potępianie.
3) W procesach lustracyjnych musimy polegać na ubeckich świadectwach, a nawet
będziemy zmuszeni powoływać dawnych funkcjonariuszy na świadków. Czynienie z
funkcjonariuszy policji politycznej arbitrów jest moralnie odrażające i
niedopuszczalne.
4) Dlaczego mamy ścigać i prześladować wykonawców, kiedy ich mocodawcom
(policja politycznej, przywódcom partyjnym) nic nie grozi.
Jeśli przyjrzymy się tej argumentacji, okaże się, że bardziej fundamentalnie
wymierzona jest ona w zasadę instytucji prawa, niż szczególnie w lustrację. A
w miejscach odnoszących się rzeczywiście wyłącznie do lustracji, pełna jest
hipokryzji i sprzeczności.
Ad 1) Wszystkie dokumenty i świadectwa ludzkie są niepełne i ułomne.
Zainteresowani często usiłują je fałszować. Ułomna jest wreszcie ludzka
zdolność poznawcza. Zawsze więc narażeni jesteśmy na pomyłki. I to pomyłki
bez porównania poważniejsze niż w lustracyjnym procesie, którego konsekwencją
może być co najwyżej utrata stanowiska, albo czasowy zakaz jego pełnienia.
Tak więc konsekwencja potraktowania radykalnie tych argumentów, jak chcą tego
przeciwnicy lustracji, byłaby tożsama z likwidacja wymiaru sprawiedliwości.
Natomiast uznanie, że tajna dokumentacja, którą policja polityczna gromadziła
na swoje potrzeby będzie jakoś szczególnie fałszowana urąga zdrowemu
rozsądkowi i empirii (choćby doświadczeniom z byłego NRD i Czechosłowacji) .
Wprawdzie mogły pojawiać się później takie próby, ale wszystkie one okazały
się stosunkowo łatwe do wykrycia.
Ad 2) Jest to typowy argument prawniczych ultraliberałów. Człowiek jest
zdeterminowany okolicznościami społecznymi, a więc za popełnione przestępstwo
odpowiada bardziej społeczeństwo, układ warunków, zbieg okoliczności czy
jakie tam jeszcze można znaleźć determinanty.
W efekcie przestępca jest raczej ofiarą. Tą intelektualną konstrukcją chyba
nie ma sensu zajmować się poważnie. Warto jednak zwrócić uwagę, że wbrew
swoim założeniom demonizuje ona PRL. Pomimo całej obrzydliwości
komunistycznej Polski można było w niej, zwłaszcza po 56 roku, oprzeć się
propozycjom współpracy ze strony policji politycznej. Ta wbrew woli
diabolizacja PRL, nie wprost, obecna jest również przy innych argumentach
antylustratorów.
Jeśli uznajemy za tak wielką krzywdę moralną ujawnienie współpracy z SB,
przyjmujemy tym samym, że była to czynność niezwykle naganna - z czym należy
się zgodzić. Uznanie tego wchodzi jednak w zasadniczą sprzeczność z
relatywistycznym podejściem do PRL. Zresztą uznanie współpracy z
komunistyczną policją polityczną za rzecz aż tak naganną moralnie, winno
pociągnąć za sobą konieczność co najmniej ujawnienia tego faktu w odniesieniu
do osób kandydujących do władz politycznych, aby wyborcy mogli wziąć go pod
uwagę. Powinno także powodować odsunięcie takiej osoby od stanowisk co
najmniej w wymiarze sprawiedliwości.
Ad 3) To prawda, że w procesach lustracyjnych zmuszeni jesteśmy korzystać z
dokumentów i świadectw dawnych ubeków, tak jak w procesach o zbrodnie
pospolite zmuszeni jesteśmy korzystać również ze świadectw złoczyńców.
Wielokrotnie, jak w przypadkach procesów przeciw przestępczości
zorganizowanej, są oni świadkami głównymi, bez których nie byłoby możliwe
rozbicie gangów i skazanie przestępców. Nieprawdziwy jest natomiast zarzut,
że ubecy stają się arbitrami w procesach lustracyjnych, gdyż arbitrem
pozostaje sąd, a świadectwa ubeckie nie są jedynymi materiałami dowodowymi.
Przy argumentacji tej pojawia się zresztą identyczny paradoks, co w
rozumowaniu poprzednim. Przyjęcie (słuszne), że funkcjonariusz komunistycznej
policji politycznej jest postacią absolutnie odrażającą moralnie, winno
pociągać za sobą całkiem inne ideowe i polityczne konsekwencje niż te, które
demonstrują antylustratorzy -radykalni przeciwnicy dekomunizacji.
Ad 4) Jest to jedyny argument przeciwko lustracji, który posiada pewną
wartość merytoryczną. Można wprawdzie ominąć go, przyjmując, że brzmi on
identycznie jak założenie, iż nie powinniśmy łapać drobnych przestępców jeśli
nie aresztujemy ich zleceniodawców, jednak w wypadku lustracji, mocodawcy
agentów ustawowo nie ponoszą żadnej konsekwencji swoich działań. Co więcej,
nie zostają nawet w żaden sposób potępieni publicznie. W sytuacji takiej
pozostaje nam przyjąć, że lepiej jeśli sprawiedliwość realizowana będzie
fragmentarycznie niż wcale. Mimo wszystko trudno potraktować poważnie ten
argument przeciw lustracji jeśli zgłaszany jest on przez ludzi, którzy
zrobili wszystko, aby zablokować dekomunizację, a więc pociągnięcie do
odpowiedzialności (w przeważającej mierze czysto symbolicznej) mocodawców
zarówno agentów jak i całej policji politycznej. Zresztą, ci którzy żarliwie
dowodzą niemożności lustracji w związku ze zniszczeniem przez funkcjonariuszy
dokumentów, nie wykazali się szczególnym zaangażowaniem w przeciwdziałaniu
temu procederowi, ani w ściganiu jego sprawców.
Przeciwko lustracji rozpętana została wielka kampania deformacji i
fałszerstw. Pierwsze próba lustracji przestawiona została jako zamach stanu.
Pomimo, że okazało się, że wszystkie pomówienia pod adresem jej autorów
okazały się nieprawdziwe, media i ludzie najbardziej zaangażowani w ich
lansowanie nigdy nie zająknęli się o swojej pomyłce, a często nadal
powtarzają swoje zdezawuowane oskarżenia.
Już na początku lat dziewięćdziesiątych rozpuszczona została na dużą skalę
pogłoska o dziewczynie z małego miasteczka, która szantażem zmuszona do
współpracy z SB, dowiedziawszy się o możliwości ujawnienia akt tej
instytucji, popełniła samobójstwo. Oczywiście, okazało się, że historyjka ta
w całości została spreparowana i chyba nie ma wątpliwości, że autorami jej
byli dawni funkcjonariusze. Co interesujące, powtarzał ją m.in. pierwszy
niekomunistyczny minister SW, Krzysztof Kozłowski, który twierdził także, że
akta SB należałoby zniszczyć. Można być przekonanym, że Kozłowski opowiastkę
tą przytaczał w dobrej wierze, ale pokazuje to stopień naiwności wielu
solidarnościowych polityków i ich podatność na ubecką manipulację.(...)
całość artykułu;
www.omp.org.pl/wildstein2.htm