Gość: kataryna
IP: *.devs.futuro.pl
30.01.05, 12:52
Wygląda na to, że Wildstein listy nie ukradł tylko ją dostał od kogoś z IPN,
czyli zrobił to co robią wszyscy dziennikarze. Jeśli to się potwierdzi,
będzie to kolejne udane śledztwo dziennikarskie a la Marek Mamoń.
Dzisiejszy program Żakowskiego potwierdza chyba tezę, że nic tu nie jest
przypadkowe, bo jeśli w sobotę ukazuje się tekst w Gazecie, a za chwilę
Żakowski ma na ten temat cały program, to chyba wszystko planował i gości
zapraszał wcześniej. I świetnie się wpasował w klimat, wystawiając Jadwigę
Staniszkis (z tego co zrozumiałam, zadzwonił do niej i jej "uprzejmie
doniósł" że jest na liście, i żeby przyszła do programu a ona dopiero w
studio od Friszke dowiedziała się że jej teczka jest czysta). Staniszkis
powiedziała, że od 9 rano, do przyjścia do studia miała depresyjne myśli itp.
Żakowski się popisał taktem - rozumiem, że wolał, żeby do czasu przyjścia do
studia buzowały w niej emocje i niepewność, takie reality show sobie zrobił.
No i niezły był numer z zasugerowaniem, że wszyscy z tej listy mogą iść do
sądu przeciwko IPN-owi i podsunięciem im adwokata gotowego podjąć się tej
sprawy. Oczywiście wystarczy, że kilka osób wystąpi przeciwko IPN-owi, żeby
rozległo się od nowa wołanie o rozgonienie IPN-u.
Kampania przeciwko Instytutowi wkroczyła w nową fazę.