Dodaj do ulubionych

Wroński o Maleszce u Pospieszalskiego

08.02.05, 12:39
"Warto rozmawiać" 07.02.2005 TVP2
Paweł Wroński: Leszek Maleszka nie jest dziennikarzem GW siedzi w domu
adjustuje teksty, co mieliśmy z nim zrobić? powiesić na szyldzie Agora?
Mógłby również zamiatać ulice ale nie poradziłby sobie mając na uwadze jego
posturę.
Maleszka pisał o dekomunizacji- wystarczy zajrzeć do archiwum - nie należy
panie Pawle szydzić z dr Dudka.
Głos z sali: wielu moich znajomych co walczyło o wolność są dziś bezrobotnymi
a GW ma parę groszy dla kapusia. To nie jest populizm. To fakty.
Wiele osób umie adjustować teksty dlaczego robi to Maleszka? - to są śmieszne
argumenty panie Pawle.
Przyznał Pan że przyjaźni się i poprawił się Pan że przyjaźnił się z
Maleszką. Prywatnie może Pan mu nawet darować w swoim imieniu- ale w
publicznej debacie o sprawach kraju mieszanie przyjaźni z dobrem publicznym
jest niewybaczalne. To przecież fundamentalny zarzut do środowiska Gazety w
III RP.

Mając na uwadze co robił Maleszka- powinien zamiatać ulice.
Albo żyć na utrzymaniu miłosiernych ludzi. LUDZI nie INSTYTUCJI.
Zupełnie niewiarygodne i żałosne tłumaczenia. Jak środowisko gazety nie może
zrozumieć najprostszej prawdy, że takie argumenty kompromitują GW. Przecież
to jest największe medium w Polsce- gazeta jest instytucją zaufania
publiczengo. Czy GW nie goniła kiedyś Piotrowskiego za to że pracuje dla
Życia Warszawy ZBIERAJĄC OGŁOSZENIA???
Tak , tak zabójca to nie to samo co kapuś, trzeba ważyć racje i te de i te pe
rzygać się chce.
Obserwuj wątek
    • douglasmclloyd Re: Wroński o Maleszce u Pospieszalskiego 08.02.05, 12:46
      seew napisał:

      > "Warto rozmawiać" 07.02.2005 TVP2
      > Paweł Wroński: Leszek Maleszka nie jest dziennikarzem GW siedzi w domu
      > adjustuje teksty, co mieliśmy z nim zrobić? powiesić na szyldzie Agora?
      > Mógłby również zamiatać ulice ale nie poradziłby sobie mając na uwadze jego
      > posturę.
      > Maleszka pisał o dekomunizacji- wystarczy zajrzeć do archiwum - nie należy
      > panie Pawle szydzić z dr Dudka.
      > Głos z sali: wielu moich znajomych co walczyło o wolność są dziś bezrobotnymi
      > a GW ma parę groszy dla kapusia. To nie jest populizm. To fakty.
      > Wiele osób umie adjustować teksty dlaczego robi to Maleszka? - to są śmieszne
      > argumenty panie Pawle.
      > Przyznał Pan że przyjaźni się i poprawił się Pan że przyjaźnił się z
      > Maleszką. Prywatnie może Pan mu nawet darować w swoim imieniu- ale w
      > publicznej debacie o sprawach kraju mieszanie przyjaźni z dobrem publicznym
      > jest niewybaczalne. To przecież fundamentalny zarzut do środowiska Gazety w
      > III RP.
      >
      > Mając na uwadze co robił Maleszka- powinien zamiatać ulice.
      > Albo żyć na utrzymaniu miłosiernych ludzi. LUDZI nie INSTYTUCJI.
      > Zupełnie niewiarygodne i żałosne tłumaczenia. Jak środowisko gazety nie może
      > zrozumieć najprostszej prawdy, że takie argumenty kompromitują GW. Przecież
      > to jest największe medium w Polsce- gazeta jest instytucją zaufania
      > publiczengo. Czy GW nie goniła kiedyś Piotrowskiego za to że pracuje dla
      > Życia Warszawy ZBIERAJĄC OGŁOSZENIA???
      > Tak , tak zabójca to nie to samo co kapuś, trzeba ważyć racje i te de i te pe
      > rzygać się chce.

      TW sprzątający ulicę, to w GW nie do pomyślenia.
    • nurni nie zgadzam sie....ale 08.02.05, 12:48
      seew napisał:

      > "Warto rozmawiać" 07.02.2005 TVP2
      > Paweł Wroński: Leszek Maleszka nie jest dziennikarzem GW siedzi w domu
      > adjustuje teksty, co mieliśmy z nim zrobić? powiesić na szyldzie Agora?
      > Mógłby również zamiatać ulice ale nie poradziłby sobie mając na uwadze jego
      > posturę.
      > Maleszka pisał o dekomunizacji- wystarczy zajrzeć do archiwum - nie należy
      > panie Pawle szydzić z dr Dudka.
      > Głos z sali: wielu moich znajomych co walczyło o wolność są dziś bezrobotnymi
      > a GW ma parę groszy dla kapusia. To nie jest populizm. To fakty.
      > Wiele osób umie adjustować teksty dlaczego robi to Maleszka? - to są śmieszne
      > argumenty panie Pawle.
      > Przyznał Pan że przyjaźni się i poprawił się Pan że przyjaźnił się z
      > Maleszką. Prywatnie może Pan mu nawet darować w swoim imieniu- ale w
      > publicznej debacie o sprawach kraju mieszanie przyjaźni z dobrem publicznym
      > jest niewybaczalne. To przecież fundamentalny zarzut do środowiska Gazety w
      > III RP.
      >
      > Mając na uwadze co robił Maleszka- powinien zamiatać ulice.
      > Albo żyć na utrzymaniu miłosiernych ludzi. LUDZI nie INSTYTUCJI.

      Agora to instytucja prywatna. Ma prawo robic co chce.

      > Zupełnie niewiarygodne i żałosne tłumaczenia. Jak środowisko gazety nie może
      > zrozumieć najprostszej prawdy, że takie argumenty kompromitują GW.

      A to juz zupelnie inna historia.

      > Przecież
      > to jest największe medium w Polsce- gazeta jest instytucją zaufania
      > publiczengo.

      Warto o tym przypominac. Zwlaszcza wtedy gdy GW uderza w wielkie bebny
      oburzenia. Np oburzenia na tych na ktorych Maleszka donosil.
      Bardzo czytelne staly sie pozycje z jakich pisze GW. Czyz przelozony Maleszki
      nie general Kiszczak nie zasluguje jednak na miano czlowieka honoru ?
      Wszak tez zapewnial Maleszce zrodlo utrzymania.
      • seew Re: nie zgadzam sie....ale 08.02.05, 13:38
        "Agora to instytucja prywatna. Ma prawo robic co chce."
        Formalnie tak , według przepisów prawa też. Ale media rządzą się prawami
        niepisanymi. Formalnie jest Agora prywatna ale powstała dzięki potężnemu
        potencjałowi zaufania publicznego- niczego nie wypominam- tego potencjału nie
        da się przeliczyć na żadne udziały.
        Poza tym ma ambicje kształtować sprawy kraju.
        Jest "czwartą władzą" a władzy patrzy się na ręce i w duszę.


        • nurni Re: nie zgadzam sie....ale 08.02.05, 13:48
          seew napisał:

          > "Agora to instytucja prywatna. Ma prawo robic co chce."
          > Formalnie tak , według przepisów prawa też.

          I wystarczy....


          > Ale media rządzą się prawami
          > niepisanymi.

          Owszem. Ale to juz co innego. Zgadzam sie z Toba we wszystkich innych
          elementach. Tu staram sie byc jednak b precyzyjny.

          > Formalnie jest Agora prywatna ale powstała dzięki potężnemu
          > potencjałowi zaufania publicznego- niczego nie wypominam- tego potencjału nie
          > da się przeliczyć na żadne udziały.

          O tym potencjale mozemy mowic jedynie w czasie przeszlym.
          Z drugiej strony zawsze bedzie tak ze wiara ludzka nie znosi jakichkolwiek
          sygnalow swiadczacych ze z nia cos nie tak.
          W rosji jeszcze dzis maszeruja staruszki przekonane o tym ze Stalin chcial
          dobrze...Dlatego zawsze bedzie grono osob uwazajace ze GW chce dobrze, nie
          klamie i cieszy sie ich zaufaniem. To juz sfera w ktorej fakty nie maja zadnego
          znaczenia.

          > Poza tym ma ambicje kształtować sprawy kraju.
          > Jest "czwartą władzą" a władzy patrzy się na ręce i w duszę.

          Bezwzglednie trzeba patrzec jej na rece. A to z powodu ambicji o ktorych
          piszesz, a nie struktury wlasnosci.
    • seew Maleszka pisał....... 08.02.05, 13:53
      Tekst Cimoszewicza i Michnika odrzuca obie te interpretacje. Apeluje, by
      wydostać się z błędnego koła, które rodzi pytanie: "czyja Polska?", kto ma do
      niej większe prawa? Myślę, że tak właśnie należy rozumieć apel o prezydenta
      prawdy i pojednania.
      W istocie chodzi więc o zawarcie historycznego pokoju nad grobem PRL. Pokoju
      pomiędzy obywatelami i politykami.
      Ale pomysł "okrągłego stołu historyków" uważam za nierealny i nierozsądny.
      Autorzy proponują: "Uważamy, że winna powstać grupa złożona z osób zaufania
      publicznego, która przygotowałaby swój >>raport dla prawdy i pojednania<<.
      Muszą tam znaleźć się ludzie z różnych obozów, z różnych stron polskiej
      barykady. Muszą oni podjąć próbę wspólnej oceny naszej najnowszej historii,
      ukazując możliwie najpełniej prawdę o wydarzeniach, ludziach, ich postawach,
      motywach, wyborach, o panującym systemie".
      Nie wierzę, by ktokolwiek z poważnych historyków zechciał redagować taki
      raport. Przede wszystkim dlatego, że historia - jak każda nauka - nie poddaje
      się negocjacjom, kompromisom i procedurom parlamentarnym. Można pertraktować i
      głosować nad sprawami praktycznymi (np. nad ordynacją wyborczą), ale nie nad
      kwestiami, które rozstrzyga kryterium prawdy i fałszu, dalej zaś - szkoła
      interpretacji właściwa każdemu badaczowi.
      GW 11.09.1995

      "Byłem Ketmanem" (XI 2001)
      "Muszę tu jeszcze powiedzieć o rzeczy parszywej. Otóż brałem od bezpieki
      pieniądze. I przyznam się, że nie miałem z tego powodu większych wyrzutów
      sumienia. Niestety. Po studiach przez ponad dwa lata pozostawałem bez pracy.
      Nie dlatego, bym nie chciał pracować - dla ludzi z opozycji pracy nie było.
      Żyłem ze wsparcia żony, trochę z pożyczek. Naprawdę nie chcę się nad sobą
      użalać, ale czasami brakowało mi na jedzenie. Bezpieka wzywała mnie i
      żądała: "Jedź do Warszawy, dowiedz się, co tam planuje Michnik, jakie
      instrukcje ma Kuroń...". Odpowiadałem: "Nie mam forsy, nie stać mnie na takie
      podróże". Płacili mi. Mój stosunek do tych pieniędzy był na ogół taki jak
      robotnika w państwowej fabryce do mienia "uspołecznionego" - państwo mnie
      okrada, ja okradam państwo. Dziś piszę o tym z największym wstydem."

      "W pewnym momencie - mógł to być początek roku 1983 - prowadzący mnie esbek
      powiedział: - Rozważana jest koncepcja, żebyś wystąpił jako świadek oskarżenia
      w procesie KOR.

      Zacząłem krzyczeć: - To oszustwo, nie tak się umawialiśmy. Obiecywaliście, że
      nikt nigdy się nie dowie o mojej roli. Jeśli spróbujecie coś takiego zrobić, to
      w trakcie procesu będziecie mnie musieli przesadzić na ławę oskarżonych."

      "Wiedziałem jedno - człowiekowi z taką biografią jak moja w wolnej Polsce nie
      wolno zajmować żadnych stanowisk publicznych ani czynnie angażować się w
      politykę. Nigdy nie kandydowałem do żadnych władz, nie korzystałem z grosza
      publicznego.

      Raz jeden przyjąłem funkcję. Długo wzbraniałem się, gdy zaproponowano mi
      stanowisko zastępcy redaktora naczelnego "Gazety Krakowskiej". Przekonało mnie
      dwóch ludzi, których autorytet bardzo wysoko sobie cenię, a którzy podnieśli
      raban: "Przez takich jak ty ta gazeta zostanie w ręku komuny"."

      Ale czynnie angażował się politykę - pisząć teksty polityczne w GW. Wiedział że
      nie moż eprzyjmować funkcji ale raz przyjął.
      Słaby biedny człowiek szukajcy beznadziejnie usprawidliwień.
      Nie cytuję by się pastwić nad Leszkiem Maleszką. To po prostu próba mini-
      analizy fenomenu psychiki ludzi złamanych. Prywatnie należy im współczuć,
      wybaczać, może pomagać. Ale sfera publiczna jest zakazana dla nich i tyle.
      Dlaczego kobietom zabrania się nosić w pracy określonych ciężarów. Są za słabe
      FIZYCZNIE (tylko fizycznie (-:) Złamani przez SB są za słabi PSYCHICZNIE by
      zajmować się sprawami państwa. I tyle. Nieuczciwe są argumenty o nagonce, o
      pornografii naszych czasów. Jeśli człowieka coś gryzie i dręczy to w imię
      spokoju byłych TW mają sie zadręczać do końca życia?
      Na początku III RP byłem przeciw lustracji- nie było IPN, procedur, były
      ważniejsze problemy, no i był Macierewicz.
      Racje moralne zawsze przemawiały za lustracją nawet wówczas gdy nie należało
      jej przeprowadzać.
      Wierzę, że środowisko GW jest przeciw lustracji bo tak uważą a nie tak
      nakazują jej interesy. Ale nie można odmawiać ofiarom prawa do poznania ich
      krzywd.



      • nurni Re: Maleszka pisał....... 08.02.05, 14:10
        seew napisał:

        > Tekst Cimoszewicza i Michnika odrzuca obie te interpretacje. Apeluje, by
        > wydostać się z błędnego koła, które rodzi pytanie: "czyja Polska?", kto ma do
        > niej większe prawa? Myślę, że tak właśnie należy rozumieć apel o prezydenta
        > prawdy i pojednania.
        > W istocie chodzi więc o zawarcie historycznego pokoju nad grobem PRL. Pokoju
        > pomiędzy obywatelami i politykami.
        > Ale pomysł "okrągłego stołu historyków" uważam za nierealny i nierozsądny.
        > Autorzy proponują: "Uważamy, że winna powstać grupa złożona z osób zaufania
        > publicznego, która przygotowałaby swój >>raport dla prawdy i pojednania
        > <<.
        > Muszą tam znaleźć się ludzie z różnych obozów, z różnych stron polskiej
        > barykady. Muszą oni podjąć próbę wspólnej oceny naszej najnowszej historii,
        > ukazując możliwie najpełniej prawdę o wydarzeniach, ludziach, ich postawach,
        > motywach, wyborach, o panującym systemie".
        > Nie wierzę, by ktokolwiek z poważnych historyków zechciał redagować taki
        > raport. Przede wszystkim dlatego, że historia - jak każda nauka - nie poddaje
        > się negocjacjom, kompromisom i procedurom parlamentarnym. Można pertraktować
        i
        > głosować nad sprawami praktycznymi (np. nad ordynacją wyborczą), ale nie nad
        > kwestiami, które rozstrzyga kryterium prawdy i fałszu, dalej zaś - szkoła
        > interpretacji właściwa każdemu badaczowi.
        > GW 11.09.1995
        >
        > "Byłem Ketmanem" (XI 2001)
        > "Muszę tu jeszcze powiedzieć o rzeczy parszywej. Otóż brałem od bezpieki
        > pieniądze. I przyznam się, że nie miałem z tego powodu większych wyrzutów
        > sumienia. Niestety. Po studiach przez ponad dwa lata pozostawałem bez pracy.
        > Nie dlatego, bym nie chciał pracować - dla ludzi z opozycji pracy nie było.
        > Żyłem ze wsparcia żony, trochę z pożyczek. Naprawdę nie chcę się nad sobą
        > użalać, ale czasami brakowało mi na jedzenie. Bezpieka wzywała mnie i
        > żądała: "Jedź do Warszawy, dowiedz się, co tam planuje Michnik, jakie
        > instrukcje ma Kuroń...". Odpowiadałem: "Nie mam forsy, nie stać mnie na takie
        > podróże". Płacili mi. Mój stosunek do tych pieniędzy był na ogół taki jak
        > robotnika w państwowej fabryce do mienia "uspołecznionego" - państwo mnie
        > okrada, ja okradam państwo. Dziś piszę o tym z największym wstydem."
        >
        > "W pewnym momencie - mógł to być początek roku 1983 - prowadzący mnie esbek
        > powiedział: - Rozważana jest koncepcja, żebyś wystąpił jako świadek
        oskarżenia
        > w procesie KOR.
        >
        > Zacząłem krzyczeć: - To oszustwo, nie tak się umawialiśmy. Obiecywaliście, że
        > nikt nigdy się nie dowie o mojej roli. Jeśli spróbujecie coś takiego zrobić,
        to
        >
        > w trakcie procesu będziecie mnie musieli przesadzić na ławę oskarżonych."
        >
        > "Wiedziałem jedno - człowiekowi z taką biografią jak moja w wolnej Polsce nie
        > wolno zajmować żadnych stanowisk publicznych ani czynnie angażować się w
        > politykę. Nigdy nie kandydowałem do żadnych władz, nie korzystałem z grosza
        > publicznego.
        >
        > Raz jeden przyjąłem funkcję. Długo wzbraniałem się, gdy zaproponowano mi
        > stanowisko zastępcy redaktora naczelnego "Gazety Krakowskiej". Przekonało
        mnie
        > dwóch ludzi, których autorytet bardzo wysoko sobie cenię, a którzy podnieśli
        > raban: "Przez takich jak ty ta gazeta zostanie w ręku komuny"."
        >
        > Ale czynnie angażował się politykę - pisząć teksty polityczne w GW. Wiedział
        że
        >
        > nie moż eprzyjmować funkcji ale raz przyjął.
        > Słaby biedny człowiek szukajcy beznadziejnie usprawidliwień.
        > Nie cytuję by się pastwić nad Leszkiem Maleszką.

        To nie jest pastwienie sie. To konfrontacja. Maleszka pisywal androny o polskim
        nacjonalizmie o grzebaniu w przeszlosci. Warto wiedziec Z JAKICH POZYCJI to
        robil.
        Nie cytujemy jego meldunkow by pastwic sie nad jakims slusarzem z Pafawagu.
        Maleszka zabieral glos w sprawach Polski. Dezawuowal pomysly naprawy
        RZeczpospolitej. W swoim dobrze pojetym interesie.

        Dal wielu fanow Gazety "dziennikarzy sledczych" sa duza niespodzianka
        przedostajace sie co i raz informacje. Np o biesiadach z Urbanem. Dlatego
        pytamy co i raz o pozycje z jakich pisza "autorytety opozycji". Jakim cudem
        redaktorow bardziej wiaze donoszacy za ppieniazki i obmyslajacy prowokacje
        wobec podzziemia Maleszka, niz ofiara jego donosow.
        Jakim cudem to Kiszczak czy Urban stali sie towarzyszami biesiad a nie
        Wildstein i inni. Ofiary dzialn Urbana i Kiszczaka.

        >To po prostu próba mini-
        > analizy fenomenu psychiki ludzi złamanych. Prywatnie należy im współczuć,
        > wybaczać, może pomagać.

        Jesli chodzi o same wybaczanie to proponowalbym ostroznosc. Zabieg wybaczania
        za innych jest podejrzany. Wybaczac moga jedynie ofiary donosow.

        > Ale sfera publiczna jest zakazana dla nich i tyle.
        > Dlaczego kobietom zabrania się nosić w pracy określonych ciężarów. Są za
        słabe
        > FIZYCZNIE (tylko fizycznie (-:) Złamani przez SB są za słabi PSYCHICZNIE by
        > zajmować się sprawami państwa. I tyle.

        Przede wszystkim nie maja JAKIEGOKOLWIEK mandatu by zabierac glos.


        > Racje moralne zawsze przemawiały za lustracją nawet wówczas gdy nie należało
        > jej przeprowadzać.

        Ponury zabieg GW zawsze polegal na tym ze to wydumane "racje moralne" mialy byc
        argumentem przeciw lustracji. Nabralo sie na to wielu ludzi.

        > Wierzę, że środowisko GW jest przeciw lustracji bo tak uważą a nie tak
        > nakazują jej interesy.

        Ta wiara wystawina byla przez lat na ciezka probe. Dzis, wobec ujawnianych co i
        raz FAKTOW, jest juz tak wielka ze az dziwne ze gor nie przenosi....

        > Ale nie można odmawiać ofiarom prawa do poznania ich
        > krzywd.

        Podnoszac do tego ze to w ich interesie.
        Prawda jako zrodlo krzywdy. Ciekawe....
      • seew Maleszka pisał....... 08.02.05, 14:24
        ten tekst jest bardzo ciekawy
        stronniczy przegląd prasy z 1994 r

        "W ostatniej "Polityce" D.P. karci czytelnika "Gazety", który zadzwonił do
        redakcji z propozycją, by rabina Abrahama Weissa nie wpuścić do Polski. Zły to
        pomysł - przekonuje D.P. - by konflikty wyrastające z odmiennych przekonań i
        systemów wartości rozwiązywać metodą deportacji. "Czy wówczas Polska będzie od
        nienawiści wolna? (...) Trzeba by wysiedlić miliony, żeby oczyścić kraj z
        nienawiści, być może musielibyśmy wyjechać wszyscy, no, może prawie wszyscy".

        (...)

        Dziewięć lat temu służby specjalne PRL zatrzymały na lotnisku w Warszawie
        Seweryna Blumsztajna powracającego z Paryża do kraju. Blumsztajn, który
        wyjechał do Francji na parę tygodni przed ogłoszeniem stanu wojennego, po 13
        grudnia współpracował z zachodnimi organizacjami niosącymi pomoc
        zdelegalizowanej "Solidarności". Po przylocie do Polski nie zdążył nawet
        opuścić płyty Okęcia. Zapakowano go do samolotu i odstawiono do Paryża.

        W kwietniu 1985 r. decyzji o deportacji Blumsztajna bronił w "Polityce" nie
        D.P., lecz - Daniel Passent. Tłumaczył: "Ogromna większość dawnych i obecnych
        działaczy opozycji kręci tę samą katarynkę, że za poprzednich 37 lat
        odpowiadają tylko komuniści i ich trzeba rozliczać i oni też wyłącznie są winni
        takiego, a nie innego przebiegu kryzysu 1980/81. Dla nich więc np. ważne jest
        wyłącznie to, że Seweryna Blumsztajna odstawiono do granicy, a nie, po co tu
        przybywał i co jest dla Polski lepsze - Blumsztajn w więzieniu, dokąd otwarcie
        zmierzał, czy w Paryżu?".

        Był to czas - przypomnijmy - gdy społeczeństwo dzieliły dramatyczne konflikty
        przekonań i postaw, sięgające aż po otwartą wrogość i chęć odwetu. Co wszelako
        nie skłoniło Passenta do refleksji, jak leczyć chorobę nienawiści. On po prostu
        wiedział "co jest dla Polski lepsze" - a lepsze było wypędzenie przeciwnika na
        banicję.

        Nie podzielał też Passent dylematów moralnych, jakie niepokoiły Zofię Kossak-
        Szczucką: czy można uważać kogoś za przeciwnika, nawet wroga politycznego, a
        jednocześnie okazywać mu najgłębsze współczucie jako ofierze bezprawnych
        represji?

        Mam nadzieję, że Daniel Passent zmienił poglądy w tej materii. W każdym razie
        jego niegdysiejsze życzliwe zrozumienie dla decyzji o odesłaniu Blumsztajna
        wypada przekreślić w imię słów, którymi D.P. kończy swój artykuł: "Nawet
        najtrudniejsze sprawy są do rozwikłania i zrozumienia, a ludzi o odmiennej
        tradycji niekoniecznie trzeba zaraz odstawiać na Okęcie i deportować z Polski".
        • nurni Re: Maleszka pisał....... 08.02.05, 14:29
          No prosze....
          Maleszka piywal o hipokryzji innych niz on sam...

          Czy moge poprosic o wiecej ?

          Wiecej Maleszki ?
          • seew Re: Maleszka pisał....... 08.02.05, 15:45
            teraz o Maleszce słowami GW :
            (by uniknąć jakichkolwiek sugestii- Wildstein uważa że Maleszka nie przyczynił
            się do śmierci Pyjasa. Wiadomości po wybuchu sprawy z listą IPN przekazały że w
            GW pracuje Maleszka który ma krew Pyjasa na rękach.)

            Pobili na śmierć Gazeta w Krakowie 14.10.2000
            Z SĄDU. Proces w sprawie zabójstwa Pyjasa

            Gdy zobaczyłem ciało Staszka, nie miałem wątpliwości, że go pobito - stwierdził
            wczoraj przed krakowskim sądem Bronisław Wild-stein, przyjaciel Stanisława
            Pyjasa.

            W procesie dwóch byłych funkcjonariuszy MSW Jana B. i Zbigniewa K., oskarżonych
            o utrudnianie śledztwa w sprawie śmierci krakowskiego studenta, zeznawali
            wczoraj przyjaciele i znajomi Pyjasa z czasów studenckich. Razem z nim
            współtworzyli w latach 70. krakowską opozycję. Do dziś są przekonani, że śmierć
            S. Pyjasa to nie przypadek.
            - Twarz Staszka była zmasakrowana. Miał sine wybroczyny, rozbite usta, ranę w
            okolicach łuku brwiowego, jakby ktoś go uderzył metalowym przedmiotem -
            opisywał wczoraj w sądzie swoje wrażenia po ujrzeniu zwłok Pyjasa Bronisław
            Wildstein. Pytany przez obrońców nie potrafił jednak określić, czy było to już
            po sekcji zwłok. - To na pewno nie były obrażenia posekcyjne - zapewniał b.
            dyrektor Radia Kraków. Jego zdaniem, o tym, iż w tej sprawie palce maczała SB,
            świadczy fakt, że już przed śmiercią krakowskiego studenta bezpieka
            interesowała się ich grupą, pisząc m.in. anonimy na niego. - To był obrzydliwy
            stek obelg, gróźb i pomówień - tłumaczył Wildstein. - Ich autorem nie mógł być
            ktoś ze studentów, bo nie mieściły się po prostu w kodeksie naszego środowiska -
            podkreślał Lesław Maleszka, przyjaciel Pyjasa, a dzisiaj dziennikarz "GW".
            Zdaniem Bogusława Sonika, dyrektora Festiwalu "Kraków 2000", bliskiego
            znajomego Pyjasa, SB próbowała inwigilować studentów zaangażowanych w
            opozycyjną działalność. - Bezpieka stosowała tzw. krótkie krycie. Chodzili za
            nami agenci, jeździły samochody - opisywał. Potwierdził, że przyjaciele i
            znajomi Pyjasa tuż przed jego śmiercią złożyli w prokuraturze doniesienie w
            sprawie anonimów. - Już po tragedii przedstawiliśmy też pismo o inwigilowaniu
            nas - mówił wczoraj B. Sonik. - Nikt z nas nigdy nie został powiadomiony, jak
            załatwiono tę sprawę.
            Według B. Wildsteina, sposób prowadzenia wtedy przesłuchań w prokuraturze
            nasuwał wątpliwości, czy chodziło o wyjaśnienie przyczyn śmierci studenta. -
            Bez przerwy pytano, czy nadużywał alkoholu, brał narkotyki i miał manię
            samobójczą - podkreślał Wildstein, dodając, że w jego przekonaniu prowadzący
            śledztwo chcieli przede wszystkim uzyskać jak najwięcej informacji o
            działalności opozycjonistów.

            Gazeta w Krakowie 07.05.1997

            20. ROCZNICA ZABÓJSTWA. Kto dziś pamięta o Staszku Pyjasie"
            Siódmego maja 1977 roku w bramie przy ul. Szewskiej 7 znaleziono
            ciało 24-letniego studenta polonistyki UJ Stanisława Pyjasa.
            Do dzisiaj nie ujawniono sprawców jego śmierci. - Osiagnęliśmy
            jedno: nie zgrzebano tej sprawy, nie zapomniano, przywrócono
            jej prawdziwe oblicze. Chodzi o zbrodnię - mówi Bogusław Sonik,
            który rozmawiał ze Staszkiem kilka godzin przed jego śmiercią.
            Był niewysokim, drobnym chłopakiem. Nosił wąsy, brodę i włosy
            do ramion, jak wielu jego rówieśników. W 1977 r. studiował na
            V roku filologii polskiej. Współpracował z opozycją - rozrzucał
            ulotki, zbierał w akademikach podpisy pod petycjami o uwolnienie
            z więzień działaczy Komitetu Obrony Robotników oraz osób zatrzymanych
            po wydarzeniach w Radomiu i Ursusie.
            Nie chciał wchodzić
            - Staszek nie był człowiekiem z pierwszej linii. Nie chciał
            wchodzić w politykę. Dlatego nie pojechał w Gorce na spotkanie
            z ludźmi z KOR-u - wspomina Bogusław Sonik.
            - Nie czytałam tych samych książek, nie oglądałam tych samych
            filmów. Byłam na pierwszym roku, on na piątym, ale mnie intrygował
            - mówi Danuta Skóra. - Tomik "Sztucznego oddychania" Stanisława
            Barańczaka dostałam właśnie od Staszka.
            Lubił poezję. Sam pisał książkę. W jego chlebaku znaleziono
            kopertę zaadresowaną do przyjaciela Lesława Maleszki. - Nie
            chcę o tym mówić - stwierdza po 20 latach Maleszka.
            6 maja 1977 r. Pyjasa, wychodzącego z akademika "Żaczek" w towarzystwie
            jakiegoś mężczyzny, widział student UJ Stanisław Pietraszko.
            Na policji zeznał, że potrafiłby rozpoznać nieznajomego. Nie
            zdążył - 2 sierpnia 1977 r. jego zwłoki wyłowiono z Zalewu Solińskiego.
            Tajni współpracownicy
            Prokuratura Wojewódzka w Krakowie, wobec "niepopełnienia czynu
            przestępczego", w 1977 r. umorzyła śledztwo w sprawie śmierci
            Stanisława Pyjasa. Prof. Zdzisław Marek dyrektor Zakładu Medycyny
            Sądowej w Krakowie dowodził, że był to nieszczęśliwy wypadek,
            gdyż student spadł ze schodów.
            - Od początku wiedzieliśmy, że nie zginął śmiercią naturalną
            - mówi Bogusław Sonik. - Wcześniej SB rozrzucało anonimy. Bezpieka
            doskonale wiedziała, gdzie Staszek był tamtej nocy.
            - Nikt nie potrafi powiedzieć, czy chodziło o zatłuczenie na
            śmierć, czy chciano go tylko ciężko pobić - uważa Bronisław
            Wildstein, przyjaciel Pyjasa, który podważając ekspertyzę wydaną
            przez prof. Marka, doprowadził w 1991 roku do wznowienia śledztwa.
            Kilka miesięcy wcześniej Prokuratura Wojewódzka w Krakowie otrzymała
            część materiałów z centralnego archiwum MSW.
            - Dokumentacja nie kończy się, jak wcześniej twierdzono, na
            rok przed śmiercią Stanisława Pyjasa. Inwiligacja trwała do
            ostatnich dni - twierdzi prokurator Krzysztof Urbaniak, który
            nadal prowadzi ożywioną korespondencję z MSW, domagając się
            odtajnienia dokumentów dotyczących tajnych współpracowników
            służb specjalnych. - Dyrektor Centralnego Archiwum MSW przyznał,
            że nie istnieje pełna inwentaryzacja akt. Nie wiadomo, ile dokumentów
            zostało zniszczonych, a ile wyniesionych w latach 1989-90. W
            tej sprawie poruszamy się więc po omacku.
            Po wszczęciu postępowania specjaliści z zakładów ekspertyz sądowych
            w Lublinie i Katowicach wydali nie budzące wątpliwości opinie:
            Stanisław Pyjas został pobity. W połowie 1993 r. dochodzenie
            jednak po raz kolejny umorzono, gdyż minister spraw wewnętrznych
            nie chciał ujawnić akt tajnych współpracowników SB.
            - To wyjątkowy skanadal! Odmówiono ujawnienia dokumentów prokuraturze
            zobligowanej tajemnicą śledztwa. Meldunki o osobach śledzonych
            mogły być bardzo pomocne - uważa B. Wildstein.
            W 1995 roku minister Andrzej Milczanowski obiecał, że udostępni
            prokuraturze teczki TW (tajnych współpracowników). Część dokumentów
            przekazał jesienią, kolejne ujawnił dopiero jego następca Zbigniew
            Siemiątkowski, a śledztwo ruszyło na nowo 8 maja 1996. Trwa
            do dzisiaj. (...)

            Gazeta Wyborcza 17.08.1992
            Do ministra sprawiedliwości prof. Zbigniewa Dyki
            Szanowny Panie Ministrze !
            Występujemy do Pana Ministra jako działacze Studenckiego Komitetu Solidarności
            i uczestnicy ruchu demokratycznej opozycji w Krakowie w latach 1977-1980.

            7 maja 1977 roku zamordowany został student Uniwersytetu Jagiellońskiego
            Stanisław Pyjas, współpracownik Komitetu Obrony Robotników [KOR]. Opierając się
            na ekspertyzie prof. Zdzisława Marka, kierownika Zakład Medycyny Sądowej,
            Prokuratura Wojewódzka w Krakowie umorzyła śledztwo uznając tę śmierć za
            wypadek.

            W 1991 r. śledztwo w sprawie śmierci Stanisława Pyjasa zostało wznowione. Do
            dziś jednak nie wiemy o jego efektach. Opinia publiczna nie jest informowana o
            żadnych działaniach prokuratury.

            Apelujemy do Pana Ministra jako zwierzchnika organów praworządności w naszym
            kraju o objęcie oficjalnego nadzoru nad prowadzonym śledztwem.

            Chcielibyśmy również wyrazić swoje oburzenie wobec decyzji Sądu Rejonowego dla
            miasta Krakowa, który skazał Bronisław Wildsteina na karę grzywny za publiczne
            oświadczenie, że prof. Marek jest współodpowiedzialny za ukrywanie sprawców
            śmierci Stanisława Pyjasa. Przed 15 laty to właśnie prof. Marek bezwzględnie
            bronił wersji nieszczęśliwego wypadku. Zdumiewa postępowanie Sądu Rejonowego
            dla miasta Krakowa, nie uwzgledniającego w ogóle w postępo
    • gaia80 Re: Wroński o Maleszce u Pospieszalskiego 08.02.05, 13:56
      Tymi którzy nie donosili i zostali powyrzucani np. z uczelni nikt sie nie
      przejmuje. Gra się do dnia dzisiejszgo tajnymi dla pokrzywdzonych teczkami
      uczelnianymi aby ich zdyskredytować
      www.nauka-edukacja.p4u.pl/articles.php?topic=6
      Dziwna to moralnośc.
    • piotr7777 Re: Wroński o Maleszce u Pospieszalskiego 08.02.05, 19:03
      Maleszka nie powinien był zajmować się dziennikarstwem, ale w tym co pisał miał
      rację.
      Czy przypadkiem nie jest tak, że niektórzy dekomunizatorzy, ogarnięci
      chrześcijańskim miłosierdziem najchętyniej posłaliby mu fiołkę z cyjankiem z
      dedykacją - "niech Bóg cię błogosławi, Leszku"?
      • nurni Re: Wroński o Maleszce u Pospieszalskiego 08.02.05, 23:40
        piotr7777 napisał:

        > Maleszka nie powinien był zajmować się dziennikarstwem, ale w tym co pisał
        miał
        >
        > rację.
        > Czy przypadkiem nie jest tak, że niektórzy dekomunizatorzy, ogarnięci
        > chrześcijańskim miłosierdziem najchętyniej posłaliby mu fiołkę z cyjankiem z
        > dedykacją - "niech Bóg cię błogosławi, Leszku"?


        Podejrzenia ze odczuwam jakies milosierdzie wobec platnych donosicieli uwazam
        za mocno naciagane....
      • seew Wroński o Maleszce u Pospieszalskiego 09.02.05, 12:54
        tak kierowani chrześcijańskim miłosierdziem powiedziałbym mu: idź i nie grzesz
        więc nie pisz więcej.

        a dziś Pacewicz pisze w GW że nie warto rozmawiać, że Wroński wypadł świetnie
        że nie dał się zakrzyczeć
        no tak sam krzyczał lekko bezskładnie
        a o Komisji Michnika powinna GW napisać swoją wersję by odpowiedzieć
        na "pomówienia".

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka