polonus9
26.03.05, 13:01
Karuzela z sojuszami
Jesień 1993 roku przyniosła istotne zmiany na polskiej scenie politycznej.
Kobylański dokonał zasadniczego zwrotu, stawiając na PSL. W niespełna tydzień
po wyborach znacząca część elity tego ugrupowania z marszałkiem Adamem
Struzikiem i wicepremierem Aleksandrem Łuczakiem na czele pojawiła się w
Punta del Este na spotkaniu inaugurującym utworzenie Unii Stowarzyszeń i
Organizacji Polskich w Ameryce Łacińskiej (USOPAŁ). Wkrótce w ślad za
partyjnymi kolegami podążyli Waldemar Pawlak, Stanisław Dobrzański i Adam
Dobroński. Umocniony obietnicami wsparcia finansowego sojusz prezesa ze
Stronnictwem miał przetrwać kilka lat, aż do następnych wyborów
parlamentarnych.Nieoczekiwanie dla siebie samego, szermujący patriotyczną i
katolicką frazeologią prezes znalazł adwersarzy w środowisku premiera Jerzego
Buzka oraz ministrów Bronisława Geremka i Władysława Bartoszewskiego. Ten
ostatni, za serię agresywnych napaści na polski rząd i jego politykę, a także
za antysemickie wypowiedzi, pozbawił go w listopadzie 2000 roku funkcji
konsula honorowego. Nie pomogły protesty Ligi Polskich Rodzin. Minister
Włodzimierz Cimoszewicz zapowiedział utrzymanie decyzji swego poprzednika,
którego ocenę całkowicie podzielał. Odmienne stanowisko zajął marszałek
Senatu Longin Pastusiak, który w czerwcu 2002 roku postanowił udzielić
Kobylańskiemu senackiej mównicy do przedstawienia gorszącego spektaklu, w
którym nie zabrakło niewybrednych oskarżeń pod adresem władz polskich. To
właśnie Senat oraz Wspólnota Polska z prezesem Stelmachowskim były przez całą
minioną dekadę najbardziej lojalnym sojusznikiem don Juana. Nie bacząc na
rosnący w kraju krytycyzm wobec działalności Kobylańskiego, senatorowie i
pracownicy Wspólnoty nie opuścili żadnej okazji, aby odwiedzić jego
urugwajską hacjendę.Niemożność znalezienia partnera wśród najbardziej
liczących się w Polsce partii zepchnęła Kobylańskiego na margines życia
politycznego, a poza granicami kraju - pchnęła w ramiona zmarłego kilka dni
temu prezesa Kongresu Polonii Amerykańskiej Edwarda Moskala. Kobylański stał
się pozytywnym bohaterem szowinistycznego pisma "Nasza Polska", a następnie
wszedł do rady politycznej związanej z o. Tadeuszem Rydzykiem kanapowej
organizacji Liga Polska. Co więcej, podjął się finansowania Radia Maryja i
Telewizji Trwam, a w Internecie regularnie publikuje listy, popierające oba
przedsięwzięcia.Kariera Andrzeja Leppera otworzyło przed Kobylańskim jeszcze
jedną, być może ostatnią szansę znalezienia wpływowego politycznego patrona.
Zbliżając się do Samoobrony, Kobylański znalazł w tym środowisku ideał
przywódcy, nawiązującego do tradycji latynoskiego caudillo. Ten sojusz opiera
się wyraźnie na najgorszych wzorcach latynoskiego zamordyzmu i populizmu, ale
może właśnie dlatego lider Samoobrony jest dla prezesa "nadzieją Polski",
choć być może jeszcze bardziej nadzieją dla niego samego.
www.rzeczpospolita.pl/dodatki/plus_minus_050326/plus_minus_a_3.html