Dodaj do ulubionych

Okruchy mego pamiętnika

06.05.05, 21:28
OKRUCHY PAMIĘTNIKA (5-6 maja 2005)

Impreza udała się świetnie. Bawiliśmy się chyba do czwartej czy piątej nad
ranem, orgia doszła nawet do tego stopnia, że mieszkańcy sąsiednich willi się
pobudzili i zaczęli wrzeszczeć. Wszyscy co prawda mnie znają od co najmniej
12 lat (czas mojego rezydowania w Rzeszowie), niemniej stwierdzili, że tym
razem trochę przesadziliśmy. Nie chodziło im oczywiście o powód świętowania
(większość mieszkańców osiedla to funki, post-funki i ich sympatycy, więc
solidaryzują się w moją woltą), ale o formę. Zauważyli, że lepiej by nam i im
wyszło na zdrowie, gdybym picie załatwiła w jakimś dobrym, rzeszowskim lokalu
(wspominali o kuchni gruzińskiej, na rzecz której tak ostatnio lobbuję), a im
dała się solidnie przespać, zanim postawieni zostaną przed pluton
egzekucyjny.
Choć z drugiej strony niektórzy sąsiedzi zaszczycili mnie swą obecnością,
przynosząc kwiaty, cukierki i całusy - obrazki prawieże wyjęte z powieści
Wojsiewicza (dla nieuków: wybitny radziecki literat). Radościom i wzajemnym
karesom nie było końca, ostatecznie rozpoczyna się nowy etap w mym
życiu. "Swego rodzaju inicjacja" - jak zauważyła narzeczona mego wnusia,
unosząc zadziornie nosek do góry. "Nie odmówię ci racji, Magdo!" -
odparowałam.

***

Wnuś wstępując do młodzieżówki PD (czy jeszcze UW, nie pamiętam) opowiedział
mi, że naprawdę zafascynował się Frasyniukiem. Okazuje się nawet, że zachwyt
nad jego osobą jest u niego większy niż w moim przypadku (może to kwestia
wieku i ondulacji), bo Michała kręci nie tylko zarost szefa UW, ale w ogóle
cały aturaż, no i poglądy polityczne jakby też. Michaś wyłuszczył mi podczas
wspólnego posiłku, że nie wszyscy w UW opowiadali się za klerykalizacją i
faszyzacją Polski, byli i ci odważniejsi (gnębieni przez Balcerowicza,
Suchocką i Syryjczyka). Wskazał tu chociażby na pana Dołowego oraz Zbyszka
(mam nadzieję, że były opozycjonista wybaczy starej ubeckiej komuszycy taką
poufałość) Bujaka. Nie wiem - pożyjemy, zobaczymy... Ja tam Unii nigdy nie
przekreślałam, choć rzucałam mięsem, gdy w TV widziałam Samsonowicza,
Suchocką i Wendego (tyle krzywdy wyrządzili ludziom aparatu, a wnusia...
zapisali na religię!). Ale oni są już - jak to się teraz mówi wśród
młodzieży - out i passe. Sąsiad Zbigniew (poeta i dziennikarz, pracował też
na Koszykowej) żartuje, że Suchocką to chyba pochowają w tym Watykanie. Nie
zdziwiłabym się...

***

Podobno - jak zakomunikował mi Marek, mój długoletni znajomy (były SD-ek!) -
lokalne PD chciałoby mnie widzieć jako swą lokomotywę wyborczą na
Podkarpaciu.
Z początku nie mogłam uwierzyć i aż nawet upuściłam z rąk czajniczek z
herbatką chińską (całe szczęście, że zawijam go w wełnianą okładzinę, bo
byłaby kraksa), ale Marek zdecydowanie zaprzeczył "jakoby była to ściema"
(tak skomentował to wnuś). - Przecież Rzeszów i Przemyśl to najbardziej
dewockie miasta w Polsce, gorsze jeszcze od Gdańska! - nie mogłam nadziwić
się tym opowieściom (zaczęłam nawet podejrzewać, że Mareczek jest wstawiony,
przynajmniej na to wskazywałaby jego zaczeriweniona twarzyczka - okazało się
jednak, że to z wrażenia).
Przyjaciel pośpieszył jednak z wyjaśnieniem: dla nas elektorat babć-dewotek z
Radia Maryja jest już i tak stracony, one będą głosować na LPR, jeśli dożyją
do wyborów. Zoologicznych antykomunistów też możemy sobie odpuścić, ich głosy
pójdą na PiS, by nasycić głód władzy Kaczyńskich i Dornów. Chłopi - wiadomo:
PSL, Brona i Wódka. PO - to elektorat zwyrodniałych liniowopodatkofilów i
przekręciarzy, dyszących z nienawiści do socjalizmu i czekających okazji by
dołożyć zmartwień (a nie pieniędzy, choćby drukowanych!) emerytom. A - i tu
Marek wyjął z teczki najnowsze opracowanie OBOP - na Podkarpaciu uchowała się
twardomyślna... przepraszam prawomyślna grupa osób o skłonnościach do PRL
(wielokrotni recydywiści!) i popędzie do antyklerykalizmu. Marek i OBOP
szacują to na 10-15%, gra warta więc teczki. Jeszcze w tym miesiącu mają się
do mnie odezwać unici z zapytaniem czy nie chciałabym poprowadzić ich listy w
Rzeszowie (zwracają uwagę właśnie na mą nienaganną opinię wśród peerelarzy;
ponadto pani Popowicz chce widzieć dużo kobiet na listach PD, bo one
podtrzymują połowę nieba). Druga/i za mną miał/a/by być jakiś bezpartyjny
uniwersytecki fachowiec - też ze stażem w PZPR, ale raczej liberał i
solidariofil. Na razie w grę wchodzi dwóch kandydatów. Wg sondażu wynika, że
mogłabym pociągnąć za sobą 20 tyś. duszyczek w okręgu, co dałoby w
konsekwencji PD dwa mandaty. Czy aby na pewno podołam?

***

"Czerwone się tarza na stopniach ołtarza/a czarne rwie się do steru" -
śpiewała ostatnio w swym kabarecie Olga Lipińska (ustami Izabelli Olejnik,
ulubionej aktorki mego wnusia). Piosenka niby powtarzana z 1993 roku, ale
jakież to wszystko aktualne!

"Na statku bal, śpi rozum, harcują upiory/na dziobie wybory, na rufie
nieszpory i wszyscy grają w kolory"

Rozpolitykowana ta Polska niemiłosiernie (i to nie w tę stronę co trzeba!),
rozsądku używają politycy od święta (vide hasło Nicea albo Śmierć, plan
Hausnera mający złupić emerytów, fobie lustracyjno-dekomunizacyjne prawicy),
no i wszędzie kościół...

A w marcu było (o nepotyzmie, korupcji, polskiej bylejakości i warcholstwie):

"zgoda rządu, zgoda sądu, zgoda i kościoła/teraz wszyscy solidarnie jedźmy,
nikt nie woła!"

Pani Olga wydziera nam te teksty z ust. Ja i moi znajomi czujemy wszyscy
dokładnie to samo. I dlatego - Partia Demokratyczna! Przeciw polskiej
bylejakości. Przeciw chamstwu. Przeciw niszczeniu wszystkiego co związane z
PRL i III RP (tą dobrą!). Przeciw zoofobii (w stosunku do komunistów).

***

Wiele osób na pewno ciekawych: co było na przyjęciu? A co Wam do tego?!
Jednak odpowiem: zupa cytrynowa a la prezydent Mościcki (dla miłośników
owoców rzek i morza - rakowa). Na drugie danie polędwiczki z tuńczyka,
eskalopki, kotlet pożarski. Ciepła wódka - to lubią Warfołomiej i Mikołaj.
Przede wszystkim jednak - królestwo deserów: wspomniany już tort śmietankowy
z truskawkami, brzoskwinie i ananasy w galarecie z rodzynkami. Tort Sachera.
Lody przeróżnych smaków z bitą śmietaną, polane adwokatem. Szampany, wina
chilijskie, mołdawskie i kalifornijskie (bo tam nie rządzi Bush!), drinki
przygotowywane przez mą córkę na wzór latynoamarykański (na placówce nauczyła
się przyrządzać świetne mojito), adwokat gdański, wina musujące (właśnie ta
cava, którą moja śp. mamusia zawsze myliła z... kawą!). A po deserach i
balandze światła zgasły... Ech, to już zostawiam domysłom komputerowiczów.
Podpowiem tylko, że wnuś zakupił prezerwatywy...

***

Bo we mnie jest seks... Tak sobie podśpiewywałam rano przy pieleniu
ogródka...
Ale zaraz poszłam się umyć po wczorajszym, bo jak mogę brudna pozować do
zdjęcia wyborczego PD?

***

A tak w ogóle Internet mógłby stanieć. Obiecuję wszystkim, że jak mnie
wyrobią do sejmu (na co niestety się zanosi), to każdorazowo cenę ustalać
będziemy na ok. 10-15 zł miesięcznie. Nie może być, żeby młodzież musiała
dorabiać ciałem, by móc się dostać do sieci (o takiej historii opowiadała mi
ostatnio dziewucha w pociągu relacji Rzeszów-Kraków, że też zmusona była się
do tego stopnia upokorzyć!). Czas postawić na edukację młodych, a starych
wysłać do BVelgii i Holandii, jak mawia narzeczona mego wnuczka. Przepraszam,
żar-to-wa-łam!!!
Obserwuj wątek
    • emerytka.z.rzeszowa Re: Okruchy mego pamiętnika 06.05.05, 23:36

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka