leszek.sopot
19.05.05, 20:50
"Tylko w kraju niepełnosprawnym umysłowo może być tak, że dziennikarz dostaje
dostęp do wszystkich teczek i może ujawnić wszystko, co znalazł".
Tadeusz Konwicki w wywiadzie w GW z Anna Bikont i Joanna Szczesna
(znakomitym!)
Ale ja chcialem o czym innym. Ciagle mam w glowie i w pamieci moj post o tym,
ze o. Hejmo nie byl agentem. Gdy przeczytalem teraz wywiad z "dr" Janem
Zarynem (dr specjalnie jest ujete w cudzyslow!) ogarnelo mnie znowu jakies
przemozne uczucie wstretu, wstretu do tego "dr", ktory o ojcu Hejmo mowi juz,
ze to albo bardzo glupi czlowiek, albo wstretny, przebiegly szpicel. Nie ma
zadnej posredniej mozliwosci. W tym mozdzku tego pseudonakowca a z charakteru
bolszewickiego prokuratora nic sie wiecej nie miesci. Jest z gory zalozona
teza i pod nia dopasowuje sie fakty, a jesli one nie pasuja to tym gorzej dla
faktow, albo... dla czytajacych, ktorzy przeciez moga sie okazac takimi
samymi glupcami jak o. Hejmo.
Link na wywiad z "dr":
wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/1,53600,2713038.html
IPN orzekl: winny
bo Kieres doznal bolesnych skurczy po przeczytaniu materialow z teczek
dominikanina. Teraz zas Zaryn mowi w wywiadzie dla KAI, ze to czy Hejmo byl
lub nie byl swiadomym informatorem zalezy od interpretacji czytajacego, ale -
jak juz napisalem wyzej - tylko glupi bedzie mial watpliwosci.
Ach, coz to za wspanialy jezyk prawniczy, bo przeciez chyba orzekanie o
czyjes winie to domena prawnika i w prokuratorow bawia sie od pewnego czasu
historych z IPN.
Idz, rozmawiaj z SB
Takie zadanie dostal od dominikanow o. Hejmo by miesiecznik "W drodze" mogl
sie ukazywac - mowi sam Zaryn. To jak, Hejmo mial czy nie mial swiadomosc
wspolpracy z SB. Mial, ale byla to wspolpraca narzucona przez owczesne
przepisy. Inna jest sprawa to, jak dzis ocenic, kto to ma ocenic, czy to co
Hejmo opowiadaj esbekom, a gadatliwy niestety jest, wyrzadzalo komus zlo czy
nie. Pewnie "dr" Zaryn tez odpowie, ze zalezy to od interpretacji, choc od
razu pewnie by dodal, ze wszystko co mowilo sie nawet w oficjalnych
kontaktach z SB z pewnoscia komus szkodzilo.
A jakie wynagrodzenie od esbekow otrzymal o. Hejmo? Otoz przez tyle lat
wspolpracy mial dostac... jedna butelke wina. Ech, oj winny ci jest ten
dominikanin, ze slow brakuje bo butelke wina przyjal od esbeka.
Podlosc "dr" Zaryna
"Dr" nie jest, jak wnosze z wywiadu, na 100 proc. pewien, ze Hejmo byl
agentem. Jeden proc. zostawil dla glupcow. Ale by wzmoc oburzenie na o. Hejmo
raczyl w tym wywiadzie skojarzyc go z zabojstwem ks. Popieluszki. Okazuje sie
bowiem, ze esbeckie raporty sporzadzane z rozmow z Hejmo analizowal VI
Wydzial Departamentu IV MSW, w ktorym pracowali mordercy ksiedza. Zaraz po
tej informacji "dr" informuje, ze informacje pozyskane od o. Hejmo pomagaly w
dezintegrowaniu srodowiska koscielnego. Brawo panie "dr" - z iscie
bolszewicka precyzja wiaze pan przyczyny i skutki. Tak, wina o. Hejmo kazdemu
odpowiednio inteligentnemu czytelnikowi panskich wypocin musi sie jawic
olbrzymia: zakonnik maczal bowiem swe ohydne rece w mordzie na ks.
Popieluszko.
Kompromitacja "dr" Zaryna i IPN
Na pytanie dziennikarza KAI czy i w okresie pobytu zakonnika w Rzymie mozna
miec pewnosc, ze ten swiadomie wspolpracowal, "dr" odpowiada, ze takiej
pewnosci nie ma.
To dlaczego panowie taka pewnosc mieliscie kilkanascie dni temu? Czy wtedy
daliscie sie po prostu poniesc jakiesc inkwizytorskiej pasji czy
bolszewickiego uniesienia?
Teraz, jak mowi Zaryn, po analizie akt doszli do wniosku, ze Hejmo na Ojca
Swietego nie donosil. To kiedy panie Zaryn zrobiliscie te analize? Najpierw
zniszczyliscie czlowieka, a pozniej robiliscie analize, czy swiat na glowie
stanal, czy tez moze jest pan juz po operacji "oczyszczenia moralnego" i
uwaza, ze to co powie musi byc swieta prawda?
To jak sie pastwi "dr" Zaryn nad o. Hejmo budzi taka we mnie obrzydliwosc i
pogarde na tego doktora z bozej laski, ze komentowac sie juz wiecej nie chce.
Niech moze puenta bedza jego slowa, ktore mam nadzieje wielu odczyta tak jak
ja, ze kompromituja autora tych slow:
"Nie mam wątpliwości, że o. Hejmo na pewno nie jest ofiarą służb
bezpieczeństwa PRL. Natomiast jeśli chodzi o stopień świadomości tej
współpracy, to jest to pytanie do o. Konrada. Można oczywiście zakładać, że
jest to człowiek wyjątkowo naiwny i głupi i lektura tych akt może taką tezę
potwierdzić. Ale można też udowodnić tezę przeciwną, że jest wyjątkowym
cynikiem, który dobrze maskuje swoje rzeczywiste cele i intencje, a za
przekazywane informacje bierze pieniądze, nie działa więc w sposób
bezinteresowny".
PS
I tak sie juz rozgadalem, to co mi tam. Zaczalem od dawno nie czytanego
Konwickiego, to i nim zakoncze:
"Mnie ta cała afera z teczkami odrzuca, bo mam jakiś uraz genetyczny do
policyjności, szpiegostwa, węszenia, szmalcownictwa. Nie chcę się mądrzyć,
nie jestem tu kompetentny, może można to było jakoś załatwić, zapisać
precyzyjnie w ustawach. Ci, co się do tego biorą, biorą na siebie wielką
odpowiedzialność za skutki ujawnienia teczek. Kiedy oglądam w telewizji na
przykład Andrzeja Friszkego mówiącego o teczkach, to do tego, co on robi, mam
zaufanie. Natomiast niebezpieczni wydają mi się ci młodzi ludzie, którzy nie
znają tamtego czasu, a są indoktrynowani przez kolejne fale polityczne bez
przerwy się tutaj przewalające, rywalizując w hasłach, w zapowiedziach, w
ocenach. Ta atmosfera wokół teczek wpływa na sferę moralną społeczeństwa, na
jego kondycję psychiczną i obawiam się, że to jak najgorzej wróży".
Link na wywiad z Konwickim:
serwisy.gazeta.pl/wyborcza/1,34474,2707766.html?as=1&ias=6