gorby
23.05.05, 18:14
Ponad pół miliona złotych wydano na roczne nagrody dla pracowników Urzędu
Miejskiego w Mysłowicach. Po 5-6 tys. zł na głowę dostało ścisłe kierownictwo
magistratu. W tym przypadku dodatkowe pieniądze urzędnicy przyznali sami
sobie. Jak informuje "Dziennik Zachodni", w kapitule, która nagrody
przyznawała, znajdowali się m.in.: prezydent, jego zastępcy, sekretarz i
skarbnik miasta. Wszyscy z wymienionych, prócz samego prezydenta, nagrody
dostali. "Cztery nazwiska z zespołu, który nagrody przyznawał, rzeczywiście
pokrywają się z wyróżnionymi" - potwierdza sekretarz miasta, a jednocześnie
rzecznik Urzędu, Izabela Gołaszczyk-Sobczyk. "Pamiętajmy jednak, że pozostałe
pieniądze zostały rozdysponowane wśród jeszcze ponad dwustu innych
pracowników". Jak powiedziano gazecie w Urzędzie, by taki bonus dostać,
trzeba było spełniać określone kryteria. Jakie? Okazuje się, że chodzi o
zwykłe normy w pracy takie jak np. brak nieusprawiedliwionych nieobecności
czy też wzorowe wywiązywanie się z obowiązków. To nie jedyne ekstra
honoraria. Jak dowiedziała się gazeta w ubiegłym roku ponad 5 tys. zł
wypłacono byłemu wiceprezydentowi, Adamowi Dzieży. Wiceprezydent przepracował
wtedy tylko dwa miesiące. Z posady zrezygnował, kiedy prokuratura postawiła
mu zarzuty. "To była nagroda za całokształt pracy" - wyjaśnia "Dziennikowi
Zachodniemu" rzecznik Gołaszczyk-Sobczyk.
fakty.interia.pl/wiadomosci/prasa/news?inf=626287