curious
23.07.02, 09:45
Mam pewien problem, ktory moze ktos mi pomoze rozwiazac. Tylko prosze o odpowiedzi serio...
Po wejsciu do UE Polska ma dostawac pieniadze na rozwoj, rolnictwo i takie tam. Jednoczesnie zas mamy do
kasy UE wplacac skladke. Okazuje sie jednak, ze byc moze skladka przewyzszy to co z kasy wyciagniemy.
Zebysmy wyszli na swoje musi zostac w UE stworzony specjalny fundusz ktory nam nadplacone pieniadze
zwroci (czyli wyjdziemy na zero). To ja sie pytam po jasna cholere my sie do tej unii pchamy skoro i tak wieksza
czesc pieniedzy ktore UE nam da bedzie pochodzic z Polski. Polska bedzie wplacac rocznie do kasy unii 2,5
miliarda euro a wyciagnie ile ( w wariancie super optymistycznym czyli takim w ktorym wychodzimy na plus a
nie na zero)? 2,8 miliarda? 3 miliardy? A niechby nawet 3,5 miliarda. To jest 1 miliard netto. Oplaca sie caly ten
kram z dostosowywaniem przepisow, norm?Z otwieraniem rynku na "uczciwa i wolna" europejska konkurencje?
I po co sie spieszyc? Teraz do kasy UE nie wplacamy nic a pobieramy srodki z "funduszy przedakcesyjnych".
Skoro te 2,5 miliarda euro tak czy tak trzeba bedzie wykombnowac z wlasej kasy (btw. ciekawe jak to sie zrobi
skoro w budzecie dziura gigant i malec nie zamierza) to moze zrobic to juz teraz i zamiast wysylac szmalec do
Brukseli rozdysponowac go ZGODNIE Z UNIJNYMI NORMAMI (chyba juz wiemy jakie sa) wsrod wlasnych
rolnikow, producentow, eksporterow i kogo tam jeszcze ustawa przewiduje. A fundusze przedakcesyjne dalej
brac.
Zapraszam zwlaszcza euroentuzjastow do dyskusji. Sam bylem do niedawna zwolennikiem jak najszybszego
wejscia Polski do UE, ale im wiecej szczegolow sie dowiaduje tym mniej mi sie to podoba.....