gargamel.z.rm
15.06.05, 17:21
Prawy i Sprawiedliwy Jarosław Kaczyński (to ten z bliźniaków, który wybrał
dla siebie fotel przyszłego premiera), gdy jeszcze sprawował u Lecha Wałęsy
funkcję szefa Kancelarii Prezydenta wymusił (w 1991 r.) na urzędniku
państwowym Stanisławie G. popełnienie przestępstwa - czytamy w akcie
oskarżenia z 27 listopada 1992 r. (sygn. V Ds. 258/92).Chodziło o wywarcie
tak silnej presji na kierownika Oddziału Organizacyjnego Urzędu Rejonowego w
Warszawie, że ten poświadczył nieprawdy przy podejmowaniu decyzji w sprawie
przejęcia przez Fundację Prasową Solidarności (kontrolowaną przez
Kaczyńskich i arcybiskupa Tadeusza Gocłowskiego) budynku przy al.
Jerozolimskich 125/127 (por. "O dwóch takich..." - "FiM" nr 18/2005).
Człowiek na szczęście nie poszedł siedzieć (tzw. znikoma szkodliwość
społeczna), gdyż Sąd Rejonowy dla m.st. Warszawy - wyrokiem z 26 stycznia
1995 r. (sygn. VI K 1128/92) - okazał zrozumienie i uznał, że na urzędnika
wywierano tak ogromny nacisk, że nie miał wyjścia - musiał zrobić to, co
zrobił:"Sprawy nie można zdaniem Sądu rozpatrywać w oderwaniu od
towarzyszących jej okoliczności w postaci zainteresowania osób piastujących
wysokie stanowiska państwowe (...) mające wywrzeć odpowiednie wrażenie na
oskarżonym, iż wobec osobistego zaangażowania w sprawę Ministra należy
wszystko odpowiednio przyspieszyć" - czytamy w uzasadnieniu wyroku.
www.raportnowaka.pl/news.php?typ=news&id=77