lear
26.07.02, 08:51
Dziennikarze telewizji biegają z kamerami za politykami, zapraszają ich do
studia, potem się z nimi przekrzykują, co kończy się czasem wyłączeniem temu
lub owemu mikrofonu, ale boją się niczym diabeł święconej wody powiedzieć
coś we własnym imieniu. Nie myślę oczywiście o żadnych politycznych
deklaracjach, bo te akurat wynikają z dziennikarskich wypowiedzi w
niektórych przypadkach dość wyraźnie, lecz o rozsądnym komentarzu, jaki
czasem rozgarnięty żurnalista powinien wygłosić.
Rzecz w tym, że nie wygłosi, bo nie wie, jakie oficjalne stanowisko
zajmie w tej sprawie przedstawiciel rządu. Na przykład telewizyjne debaty,
omawiające przystąpienie Polski do Unii Europejskiej, odbywają się właściwie
bez udziału publicystów w telewizji publicznej. Jedyną ich rolą jest
ustawienie przed dyskutantami mikrofonów i kamer. Przez długie miesiące
słychać było w TVP jedynie zachwyty związane z powiększeniem Unii. Wszelkie
pretensje Ligi Polskich Rodzin i Samoobrony zostawały w zasadzie ośmieszane
i w końcu, gdyby nie histeryczne wręcz wystąpienie wicepremiera
Kalinowskiego, to pasztet pt. polscy rolnicy a Unia Europejska mielibyśmy
już podpisany.
Identycznie zachowali się wobec bezceremonialnej wypowiedzi prezydenta
Francji. Chirac uznał na Krymie słuszność rosyjskich żądań w sprawie
eksterytorialnego korytarza biegnącego przez Polskę i nie spotkało się to z
żadną reakcją na antenie. Dopiero na drugi dzień, gdy wypowiedział się w tej
sprawie premier, Chiracowi dano lekką odprawę. Dziennikarzom TVP - jak
widać - nie wolno wypowiadać się we własnym imieniu. Linia władzy - linią
obowiązującą w eterze. Jeśli władza milczy, milczą i dziennikarze.
Chirac pewnie zachowałby się inaczej, gdyby i przez Francję
przemaszerowali kilka razy Rosjanie bez wiz, jak przytrafiło się to Polsce.
Dobrze byłoby jednak, gdyby zatrudnieni w TVP mieli świadomość, że nie
pracują ani w telewizji Unii Europejskiej, ani w rządowej, ale w polskiej
publicznej i nie muszą za każdym razem czekać na sygnał Leszka Millera.
I takie to teraz jest polskie dziennikarstwo telewizyjne. Bez talentu,
bez wyrazu, bez własnego zdania, bez ambicji. Za to z uszami ustawionymi w
stronę Rady Ministrów. Nie rząd ją jednak opłaca, ale my. Jak zresztą całą
wesołą resztę.