edico
28.07.05, 15:49
Od największego skandalu seksualnego w ostatnich latach historii polskiego
Kościoła minąło już ponad 3 lata. Sprawa abp Juliusza Paetza zniknęła z
czołówek gazet, przestali się nią zajmować dziennikarze, a i przeciętny
katolik w Polsce uznał, że to, o czym już nie słychać już nie istnieje. Czy
rzeczywiście sprawa wygląda tak prosto?
Wiele wskazuje na to, że niestety nie:
- Sprawa abp Paetza nigdy nie została zamknięta. Nikt, nigdy nie stwierdził,
czy zarzuty, które publicznie postawiono metropolicie poznańskiemu, są
prawdziwe czy nie. Nowy metropolita abp Stanisław Gądecki zajął się nie tyle
ujawnianiem prawdy, ile zamiataniem tej prawdy pod dywan. Nikt jakoś -
niestety - nie sięgnął tu do starej prawdy z Ewangelii, że tylko prawda może
uleczyć i wyzwolić katolików z niewoli wielkiego skandalu. A plotki o próbach
wykorzystywania kleryków pojawiły się już wtedy, gdy Paetz był ordynariuszem
diecezji łomżyńskiej (a zdaniem wielu dziennikarzy mających związki z
Watykanem jeszcze wcześniej, gdy ks. Paetz pracował w Stolicy Apostolskiej.
- Ukarane w tej sprawie zostały wyłącznie ofiary. Karę ponieśli także ci,
którzy ujawnili prawdę, złamali bowiem "solidarność kapłańską", "opluli
niewinnego arcybiskupa".
Dla czego tak się stało. Czyżby judaszowy archeotyp był właśnie tą świętą
władzą w Kościele?