joannabarska
30.08.05, 18:31
Powiatowy inspektor nadzoru budowlanego miasta Lublin wstrzymał wczoraj prace
przy stacji nadawczo-odbiorczej TV Trwam przy al. Warszawskiej 50. Powodem
było prowadzenie robót bez pozwolenia na budowę. Mieszkańcy okolicznych
domów, którzy od kilku miesięcy walczą z niefortunną lokalizacją stacji nie
kryją satysfakcji.
– Wmawiali mi chorobę psychiczną, a wyszło na moje – cieszy się Teresa
Fornalska, która sąsiaduje przez płot z działką przy al. Warszawskiej 50. –
Nie jestem wariatką, a oni twierdzili, że zamontowali atrapę, a nie antenę.
Chcieli nam zrobić Czarnobyl za płotem.
Właściciele domów sąsiadujących z bliźniakiem przy al. Warszawskiej 50, w
którym ma powstać stacja TV Trwam, protestują od kilku miesięcy. Zapewniają,
że nie mają nic przeciwko tej stacji. Boją się jednak promieniowania anten
satelitarnych w tak gęstej zabudowie.
– Nam jest wszystko jedno, czy to TV Trwam, czy jakaś inna – tłumaczyła
jeszcze w czerwcu Helena Śliwińska, właścicielka jednego z pobliskich
domków. – Kto nam zagwarantuje, że pole elektromagnetyczne, które powstanie
wokół stacji nie będzie miało wpływu na nasze zdrowie i życie?
Jej sąsiadka Teresa Fornalska, twierdziła, że odczuła już na własnej skórze
efekty takiego sąsiedztwa.
– Gdy sprawdzali pierwszą antenę, to w domu oszalała cała elektronika.
Wszyscy mieliśmy fatalne samopoczucie i chodziliśmy rozdrażnieni, a mnie
strasznie bolała głowa – mówiła kobieta.
Arkadiusz Robaczewski, związany z Radiem Maryja, uznał te zarzuty za śmieszne.
– Talerz nie jest i nie był jeszcze podłączany, dlatego skargi na szkodliwe
działanie są niedorzeczne – mówił. – Wszystko robimy zgodnie z prawem.
Stanisław Bicz, powiatowy inspektor nadzoru budowlanego miasta Lublin, jest
jednak innego zdania. Dlatego postanowił wstrzymać budowę. Co będzie dalej z
TV Trwam w Lublinie?
– Strony mają siedem dni na wniesienie zażalenia – mówi Stanisław Bicz. –
Jeżeli postanowienie się uprawomocni, będę prowadził dalsze działania
polegające na zalegalizowaniu lub nakazie likwidacji efektów samowolnie
prowadzonych prac.
– Od czego zależy decyzja inspektora? – zapytaliśmy.
– Mam dwa miesiące na podjęcie następnej decyzji – unika konkretnej
odpowiedzi Stanisław Bicz.
W Toruniu też nikt nie chciał komentować sprawy. Wody w usta nabrał radny
Roman Szot, który na początku lipca oskarżył mieszkańców domków
jednorodzinnych przy al. Warszawskiej o „nikczemną prowokację” i twierdził,
że stali się marionetkami w ręku „określonych sił politycznych”.
"KURIERA LUBELSKIEGO", KTORY PATRONUJE PIELGRZYMKOM, NIE MOZNA POSĄDZIC
O "ANTYKATOLICYZM"!