Dodaj do ulubionych

Homoseksualne małżeństwa

    • Gość: inez Re: Homoseksualne małżeństwa IP: *.wroclaw.sdi.tpnet.pl 06.04.01, 14:01
      I to właśnie,o czym pisze Q. miałam na myśli cytując Goethego:dopóki człek nie
      pojmie czym jest tolerancja,dopóty nią nie włada.
    • Gość: Dominika Re: Suknia ślubna IP: *.plock.sdi.tpnet.pl 08.04.01, 23:55
      Właściwie nie mialabym nic przeciwko homoseksualnym
      małżeństwom, ale zbulwersował mnie jeden drobiazg.
      Kiedy przeczytalam, że para lesbijek wystąpiła w
      bialych sukniach bodajże z trenami, odebrałam to jako
      bezczelne nadużycie symbolu. Dla mnie taki strój jest
      częścią tradycji związanej z religią, bo to jednak
      symbol dziewictwa, a pojecie to ma sens tylko w
      odniesieniu do związku heteroseksualnego. Do diabła z
      eufemizmami, odebrałam to po prostu jako demonstrację,
      a według mnie właściwy byłby strój taki, jak po prostu
      do slubu cywilnego.
      Teraz do rzeczy - co powinno się z tym zrobić w
      Polsce ? Hm, argument dotyczący prawa spadkowego
      przemawia do mnie - rzeczywiście, to nie fair, że
      ludzie, którzy są ze sobą wiele lat, płacą podatek
      spadkowy jak obcy. W przypadku pary heteroseksualnej
      forma związku - konkubinat czy małżeństwo, jest
      kwestią wyboru, a pary homoseksualne nie maja tej
      szansy, więc uczciwie by było dać im także prawo
      wyboru.
      Co do podatku dochodowego od osob fizycznych, też
      mogłabym się zgodzić, ale pod warunkiem, że
      zastosowano by ostrzejsze kryterium wspólnego
      opodatkowania - nie już w pierwszym pełnym roku
      podatkowym od rejestracji związku, ale później, może w
      drugim. Tak aby promować stałe związki. Parom
      homoseksualnym raczej nie grozi urodzenie się dziecka,
      które jakoś tam może wydłużyć związek heteroseksualny.
      Prawu do adopcji jestem przeciwna - z jednym
      zastrzeżeniem: jeżeli jedno z partnerów będzie
      rodzicem i będą wspólnie wychowywać dziecko, to w
      razie śmierci rodzica dziecko powinno zostać z osobą,
      która współuczestniczyla w jego wychowaniu, a nie być
      przerzucane z ośrodkow opiekuńczych do rodziny
      biologicznej i odwrotnie.
      Zdaje się, że takie były podstawowe postulaty i do
      nich się odniosłam.
      • Gość: Luzer Re: Suknia ślubna IP: 195.114.186.* 09.04.01, 00:19
        W zasadzie zgadzam się, Dominiko, z niemal wszystkim, co napisałaś - z jednym
        wszkże "ale". Nie byłbym aż tak rygorystyczny w obronie symboliki białej sukni
        jako symbolu dziewictwa.

        Gość portalu: Dominika napisał(a):

        > Właściwie nie mialabym nic przeciwko homoseksualnym
        > małżeństwom, ale zbulwersował mnie jeden drobiazg.
        > Kiedy przeczytalam, że para lesbijek wystąpiła w
        > bialych sukniach bodajże z trenami, odebrałam to jako
        > bezczelne nadużycie symbolu. Dla mnie taki strój jest
        > częścią tradycji związanej z religią, bo to jednak
        > symbol dziewictwa, a pojecie to ma sens tylko w
        > odniesieniu do związku heteroseksualnego.

        Czy nie zetknęłaś się, Dominiko, z bardzo rozpowszechnioną praktyką brania ślubu
        przez pary heteroseksualne, w sytuacji, gdy panna młoda jest w zaawansowanej
        ciąży? Przecież to bardzo powszechne, biorąc pod uwagę wielką ilość ślubów w
        naszym kraju, dla których to ślubów, ciąża jest główną motywacją? I co wtedy, czy
        pary hetero mniej szargają tradycję niż pary homo? Poza tym ja ich (lesbijki i
        gejów) w tym względzie trochę rozumiem. Zachłysnęli się nieco nową sytuacją, stąd
        pewnie skłonność do pewnej ostentacji. Poza wymienionym problemem nasze poglądy
        na kwestię są tożsame. Pozdrawiam bardzo serdecznie.
        • Gość: ania Re: Suknia ślubna IP: 157.25.122.* 09.04.01, 09:35
          zgadzam się z Luzer
          i pozdrawiam
    • Gość: jeff Re: Homoseksualne małżeństwa IP: *.tnt13.phl1.da.uu.net 09.04.01, 15:04
      Lepsze krzywe ścieżki lecz własne, niż cudze choćby proste. Nawet aniołowie nie
      są czyści wobec Boga, cóż dopiero najmądrzejsi spośród ludzi. Dlatego: nie sądź
      drugiego. Szczególnie bez miłości. A jeśli bycie innym to zło, czym zatem jest
      dobro? Mono-polistycznym monolitem? Obłudą świętości, czyli moralną samo-
      kontrolą, która jest niczym innym jak POSIADANIEM prawdy, czyli najzwyklejszą
      pychą egoistycznego rozumu? Bardziej obrzydliwe od diabłów są świętoszkowate
      dusze faryzejskie. W końcu nawet diabły słuchały Chrystusa, tylko faryzeusze
      nie (Ci dobrotliwi teologowie i filozofowie moralizny). A co do religii, to tam
      gdzie zaczyna sie instytucja religijna, tam kończy się prawdziwe uczucie
      religijne, a zaczyna dogmatyzm, czyli monopol na prawdę, pod którym kryje się
      egoistyczna wola życia poprzez posiadanie (Spuścizna iście kościelnego
      przeliczenia się w żarłocznej walce o władzę: Postawili na zagarnianie ziem, na
      posiadanie namacalne, zmysłowe, a tu, mały psikus, zwyciężył ulotny handel,
      czyli WYMIANA. Bo życie jest współ-życiem!). A skarb serca, a to, że Bogami
      jesteście, przyjaciółmi, a największa miłość, miłość przy-jaźni? A miłuj
      bliźniego, a wybaczanie? Czyż te słowa nie są synonimami prawdziwej tolerancji,
      współ-czucia, współ-istniena? Czyż Bóg (Jezus też) nie udowodnił w Biblii, nie
      raz, że najważniejsza dla niego jest miłość (Zmienił swój wyrok, osąd, w
      Księdze Jonasza, co świadczy o tym, iż jego sprawiedliwość jest natury
      edukacyjnej,zawsze miłosiernej. I wcale nie chodziło o nawrócenie się Niniwy na
      posłuszeństwo wobec Boga, lecz o wyzwolenie w ludziach wzajemnego współ-
      odczuwania), to dopełnienie Prawa, czyli poświadczenie, iż moralność (lub
      wszelki osąd)musi wywodzić się Z MIŁOŚCI, jeśli ma słuŻYĆ prawdziwej
      sprawiedliwości. Czyż nie powinniśmy brać z niego przykładu, skoro miłość i
      miłosierdzie są dla niego ważniejsze niż zwykła sprawiedliwość. Czyż to nie
      nasz papież kiedyś powiedział, chyba w encyklice o miłosierdziu, iż bez
      miłosierdzia, sprawiedliwość jest tylko tyranią. Zresztą, żyjąc w czasach
      wolności, wyzwoleni z nie-woli i tyranii (przynajmniej tej zewnętrznej), jak
      też z posłuszeństwa moralnego (czyli niemowlęco-dziecięcego podporządkowania
      się Prawu 10 przykazań), mamy szansę, poprzez owoce tej wolności (i tylko
      poprzez nie) dojrzeć do umiejętności współ-życia (również moralnego), lecz z
      miłości, a nie z racjonalnego (czytaj: egoistycznego, przesiąkniętego strachem
      o swoja egzystencję ziemską) posłuszeństwa względem moralności. Trzeba to sobie
      dobrze uświadomić, że lekarstwem na współczesne bolączki nie jest powrót do
      dekalogu, posłuszeństwa, autorytetu (te już są na wymarciu), bo skończymy na
      tym, od czego zaczeliśmy, na tyranii.Jak mówi Poeta, Tyran karmi sie umysłową
      biernością swoich poddanych.
      Błagać o więcej więzień, policji, ostrzejsze prawa, to świadczy o infantylizmie
      i bierności umysłowej. O chorobie Sodomy i Gomory, czyli o LENISTWIE duchowym.
      Ceną za dojrzenie do moralności płynącej z miłości, jest to wszystko co
      doświadczamy w czasach wolności. Dlatego maksymalna tolerancja (z drobnym
      wyjątkiem wobec nietolerancji tolerancji)jest nie tylko wskazana, lecz jedyną
      zbawienną drogą do uzdrowienia i uduchowienia rodzaju ludzkiego.
      Poza tym Holandia, czyli Holy Land, jak każdy rozwijający się naród, lub
      człowiek,i tak rozsiewa ziarna swoich owoców, i tak, bez względu na to jak
      bardzo będzie się przed nimi bronił ten, któremu Bóg zatwardził serce. Musicie
      się na nowo narodzić, wszelcy oskarżyciele.
      • Gość: Budda Do jeffa IP: *.unl.edu 09.04.01, 17:37
        Podobnej apologetyki nie slyszalem juz dawno. Twoj styl pisania i argumentacji
        przypomina mi plomienne manifesty z "masowek" komunistycznych. Poza jedna
        rzecza, o tym ze gdzie zaczyna sie instytucja, tam konczy sie uczucie religijne,
        wszystko inne to dyrdymaly i belkoty. Oto urywek Twoich wypocin:

        "Lepsze krzywe ścieżki lecz własne, niż cudze choćby proste. Nawet aniołowie
        nie są czyści wobec Boga, cóż dopiero najmądrzejsi spośród ludzi. Dlatego: nie
        sądź drugiego. Szczególnie bez miłości. "

        Nie mozna juz byc wiecej zadufanym w sobie, wyznajac ta teorie o lepszych
        wlasnych krzywych sciezkach niz cudzych chocby prostych. Po jaka wiec cholere
        potrzebny Ci Jezus i przyklad z jego zycia !!!!!
        Pomine sprawe aniolow, bo nie wiem kto to ZACZ. A teraz kuriozum dedukcyjno-
        filozoficzne : " JESLI najmadrzejsi posrod ludzi nie sa czysci wobec Boga,
        WIEC nie sadz drugiego. UUUUHHHHH !. To ci dopiero poezja. Z taka logika
        nadawalbys sie do pisania programow komputerowych (?!?!)
        Calkowite poplatanie i liczenie, ze ogolna idea przeleci przez glowe
        maluczkich, idea pod tytulem:
        Won ode mnie, bez wzgledu na to co robie".
        Co Ty wogole wiesz o sadzeniu ? Ty nawet nie chcesz, zeby cokolwiek zlego
        nie tylko nie bylo sadzone, ale i POSTRZEGANE. Wara od tego co robie, bo nie
        ma takiego, ktory nie mialby czegos na sumieniu. Przypomniec Ci co Jezus
        powiedzial do kobiety, ktora zlapano cudzolostwie ? : "Idz i nie grzesz wiecej".
        Osadzil ja z miloscia, nie kamieniujac, czyli wypelnij Twoj podstawowy warunek
        do sadzenia kogokolwiek (patrz cytat powyzej). Oczywiscie, ze Jezus okazalby
        milosc homoseksualistom, ale czy wedlug Ciebie poblogoslawilby para
        homoseksualna, czy poradzilby "nie grzeszyc wiecej" ? Chyba jasna jest
        odpowiedz. Wiec widzisz, ze sama tolerancja i milosc do wszystkiego co zyje,
        nie daje odpowiedzi na pytanie, jak powinnismy sie zachowywac. Mozna tolerowac,
        kochac i jednoczesnie nie zgadzac sie z czyims postepowaniem, czego przykladem
        byl Jezus, cytowany powyzej. Wiekszosc rodzicow, codziennie wydaje sady i
        upomina swe pociechy, kochajac je. Czy raczej maja tolerowac i nie sadzic,
        bo sami tez nie sa czysci ? Mam nadzieje, ze widzisz absurd swojej argumentacji.
        Poza tym Jeff, wiekszosc ludzi nie zdaje sobie sprawy co jest prawdziwym powodem
        przykazania "nie sadz, aby nie byc sadzonym". To nie jest moja nieczystosc,
        ktora pozbawia mnie prawa sadzenia innych. Chodzi tu o emocje, ktore wyslane w
        kierunku kogokolwiek powroca do ich autora. Tu musielibysmy wejsc w zagadnienia
        karmy i konsekwencji naszego postepowania. Nie ma na to czasu.
        Zyjesz Jeff w blednej percepcji. Twoja tolerancja, pod plaszczykiem milosci
        to mafijne "cosa nostra" czyli "nie wtykaj nosa", a moja tolerancja to
        tolerancja Jezusa : "kocham cie i nie potepiam, ale prosze pracuj nad soba".
        Jestes w sytuacji malego dziecka, ktore nie byloby w stanie pojac faktu, ze
        ziemia kreci sie wokol slonca, a nie na odwrot, patrzac na "tak oczywisty
        ruch slonca po sklepieniu niebieskim". Musialbys wyjsc poza paradygmat
        swego myslenia, niejako stanac kolo siebie. To juz zalezy od Ciebie co zrobisz
        ze swym zyciem. A wyzwolewnie duchowe ludzkosci nie ma wcale polegac na biernej
        tolerancji, ale na aktywnej, rzeczowej tolerancji, ktora do czegos prowadzi.
        Niestety, to co Ty proponujesz, to rzucanie niespojnych hasel okraszonych
        slowem "milosc" i nic poza tym. Na Twoj przyklad milosci bozej podac Ci moge
        dziesiatki przykladow z Bibli, ktore swiadcza o czyms zupelnie innym.
        Nie trafiles ze swoja argumentacja, przynajmniej nie do mnie.
        Pozdrawia Budda.

        • Gość: jeff Re: Do buddy IP: *.tnt7.phl1.da.uu.net 10.04.01, 05:57
          Buddo, Jezus jest najlepszym przykładem krzywej ścieżki, jeśli raczysz zobaczyć
          jego nieposłuszeństwo względem prawa, moralności i tradycji. Zwał się
          przyjacielem grzeszników i winopijcą.Co do aniołów, to był to cytat (Kto szuka
          ten znajduje).Co do najmądrzejszych i nie sądzenia, to polecam uważniejszą
          lekturę biblii.Buddo, gdybyś bardziej zwracał uwagę na bycie sobą, to byś miał
          więcej do zaoferowania drugim. Poza tym, właśnie dzięki ujawnianiu się zła,
          można podejmować z nim walkę (umysłową). Trzymanie demona w butelce zakazów
          jest życiem w nie-woli za-rozumiałości. "Idź i nie grzesz więcej" znaczy, nie
          udawaj lepszej, czystej. Miej odwagę czynić jawnie to czego pragniesz. Bądź
          sobą a obcy będą cię unikać. Osądy są nieuniknione, dlatego trzeba ciągle sobie
          przypominać, żeby nie osądzać. Każde ja usiłuje "uszczęśliwiać" drugich na
          swoją modłę. Wielką sztuką jest współ-istnienie, czyli tolerancja, która wymaga
          umiejętności wybaczania i pojmowania swoich błędów. Nie znana ci jeszcze sztuka
          paradoksów życiowych, nawet jeśli rozwiązałeś wszystkie swoje koany,
          Buddo.Jezus, bedąc przynajmniej jednym z bodhisattwów, jest nieskończoną
          miłością, i na pewno potrafi ogarnąć miłością każdego kto jej potrzebuje. Nawet
          jeśli miłość homoseksualna jest zła, zboczona, etc., jest godna (jego) miłości.
          A skoro jego, to naszej tym bardziej. Zresztą czyż Jezus nie mówił, że trzeba
          kochać tym bardziej "czarne" owieczki. Co nie znaczy, zmuszać do posłuszeństwa
          moralnego, które jest kamieniowaniem, lecz umożliwiać jej/im spełnienie, by
          poprzez objawione owoce możnabyło z nią walczyć (umysłowo, po partnersku), lub
          zaakceptować. Oczywiście, że człowiek człowiekowi nierówny, homoseksualista
          też. Heteryk też. Zaogólnienie jest, Buddo, twoim koanem. To, że Ktoś raczył
          stwierdzić w Biblii, iż nikt nie jest czysty wobec Boga, nawet jego posłańcy
          (może, Buddo, twoje myśli są nimi...),znaczy iż naszym obowiązkiem jest widzieć
          w drugim człowieku cały szerego przyczyn i konsekwencji tego, że w tym momencie
          swojego życia, doszedł on do takiej nie innej potrzeby, np. bycia
          homoseksualistą, i bez doświadczenia tego stanu, nie jest on w stanie, np.
          uwolnić się, skoro uważasz, że homoseksualizm jest objawem niedojrzałości (?).
          I ty chcesz wydać wyrok o czyjejś ścieżce życiowej, nie biorąc pod uwagę jego
          indywidualnych potrzeb?(Poza tym, czarna owieczka nie jest białym
          niedźwiedziem, jeśli coś ci to mówi) A jak wspaniałe jest twoje życie, Buddo?
          Uwolniłeś się już od świadomości, że nawet oddychanie jest mordowaniem? Nie
          masz potrzeby wybaczenia? Jesteś ponad? I do czego cię to doprowadziło. Bo
          twoja własna przysięga mówi, że nie spoczniesz póki nie wyzwolisz z nie-woli
          cierpienia każdej czującej istoty. A czyż homoseksualiści nie są według ciebie
          zboczeni? więc jak ich uratujesz? Łatwizną, czyli nakazem i pogardą? A wiesz że
          większość ludzi twórczych na świecie to mniej lub bardziej, "zboczeńcy"?
          Zboczeńcy w sensie "czarnej owieczki", nie bezwzględnej człeko-kształtnej
          bestii, żądnej posiadania rozkoszy za wszelką cenę, tu i teraz, bez żadnej
          troski o współ-istnienie i współ-czucie. (Indianie północnoamerykańscy, np.
          dostali przyzwolenie od bizonów na zabijanie ich, pod warunkiem iż przyjmą na
          siebie obowiązek odnalezienia dla zabitych bizonów wieczności.)A samo twoje
          imię, oznacza, ni mniej ni więcej, jak umysł współ-czujący. A ty, po prostu nie
          lubisz beł-kotów. Stań się kucharzem, sam zacznij zabijać, rusz wyobraźnią,
          uczłowiecz się! Wówczas znajdziesz też odpowiednią dla siebie strawę. A to ci
          przyniesie w życiu trochę radości. I przestaniesz mieć tyle pretensji do
          poprawiania innych na modłę monopolizmu intelektualnej dominacji.Jesteś tak
          wielki i odległy, że już tylko ch-Mury przed tobą, tego co zmysły biorą.
          Nieczystość jest niedoskonałością. Zbyt dosłownie, zbyt z-mysłowo czytasz
          życie. Buddo, obudź się. Masz piękne imię.
          • Gość: Budda Do Jeffa IP: *.unl.edu 10.04.01, 16:34
            Hi Jeff. jestem pod nieklamanym wrazeniem Twej elokwencji, jednak robisz
            kardynalne bledy merytoryczne. Jesli przyjmiesz prawo mojzeszowe za niezbywalna
            prawde, to rzeczywiscie Jezus byl "krzywosciezkowcem". W takim razie Martin
            Luter King byl rowniez wykolejencem, bo nie chcial uznac praw w USA. Ja
            rozumiem to w inny sposob, i smiem twierdzic, prawidlowy. To Jezus i Martin
            Luter King chodzili prostymi sciezkami, prostujac wykoslawione prawa !!!
            Twoja rebelia homoseksualna posilkujaca sie rzekoma grzeszna droga jezusowa
            jako wzor do nasladowania, to przekrectwo najwyzszego kalibru. Jeff, dzieki
            Tobie zrozumialem motywacje obroncow homoseksualizmu. Dzieki Ci za to.
            Jednak dalo mi to jeszcze jeden, tym razem potezny argument, przeciwko
            "glaskaniu homoseksualizmu". Twoja percepcja jest przekoslawiona. Jak Ty
            interpretujesz rozmowe Chrystusa z niewierna w ten sposob jak to opisales,
            to wlosy mi staja deba myslac o konsekwencjach takiego rozumowania.
            Przeciez Ty chcesz rozbic kazdy, nawet najbardziej "zdroworozsadkowy" kod
            moralny. Czlowieku zastanow sie. Taka interpretacja to kuriozum, otwierajace
            furtke najczarniejszym stronom nas samych. Sluchaj Jeff, nie tedy droga
            do uwolnienia naszej karmy.
            Pozdrawiam, Budda.
      • Gość: Luzer Re: Do Jeffa IP: *.opole.dialup.inetia.pl 09.04.01, 18:57
        Jeff, pisałeś ten natchniony post na haju?!! Ja podobne manifesty (tyle, że
        jakby bardziej świeckie i najczęściej w formie werbalnej) tworzyłem kiedyś, w
        latach studenckich, po LSD. Żeby ich wysłuchać trzeba było przynajmniej wypalić
        jointa. Inaczej wymykały się wrotom percepcji.
        • Gość: jeff Re: Do Jeffa IP: *.tnt15.phl1.da.uu.net 10.04.01, 02:48
          Bez prawdziwego haju nie byłoby prawdziwego raju (ani choćby Beatlesów, którymi
          zapewne nie jeden jeszcze człowiek, i człeko-kształtny umarlak, będą się
          ożwiać). Huxley kiedyś powiedział, że to co on zaznał po peyotlu, Blake
          zaznawał "na trzeźwo" przez całe życie. Czasy studenckie: pierwotne
          chrześcijaństwo? Nie, nie jestem za immoralizmem, ani nie miłuję Nietzschego,
          tylko uczę się nie posiadać życia.Choć mój przyjaciel, homeopata, twierdzi że
          nicość czasem też jest potrzebna. Czasem można tak dojrzeć, jak jabłko, i stać
          się oddaniem: czyli zdrowym pokarmem (choćby na chwilę). A pewien Bóg, chyba
          Indra, jak już się znudził swoim Bogowaniem, to wcielił się w mrówkę. Zmiana
          jest Wolnością. Niedoskonałość doskonalsza jest od wszelkiej doskonałości, bo
          doskonałość zobowiązuje do za-rozumiałości. Dlatego Bóg wcielił się w
          człowieka, żeby sobie trochę światłości przytemperować. A Heideger, ta korona
          z-mysłów, niemal histerycznie zapładniał swój umysł poetami. Szanuję buddyzm za
          metodę prowadzenia ucznia przez mistrza, zawsze mającego na względzie rozwój
          samodzielnej osobowości ucznia, ale zbyt wielu widziałem "buddystów" zachodu,
          odreagowujących buddyzmem swoje chrześcijańskie krzywdy, i usiłujących
          zjednoczyć co się da, pod sztandarem poza-pojęciowości, używając do tego celu
          wyłącznie dominującego rozumu. Można by sobie przypomnieć słowa Jezusa, musicie
          być sprytniejsi od sprytu. To, jak to siedzi dosłownie w tekście, niewiele mnie
          obchodzi, bo intuicja jest głosem Ducha. A Mojżesz musi dojrzewać w pałacu
          Faraona, lecz bez jego wiedzy. Poza tym Jezus, etymologicznie, znaczy Jaźń,
          która nie przemija. Sztuczka do wykonania wodą i ogniem. Czasem trzeba być
          homoseksualistą. Czasem trzeba być małą literką po kropce. Myśl jest martwym
          uczuciem. Czasem trzeba wiedzieć dopiero potem, choć z potem. Ale prawdziwa
          twórczość podobno pochodzi nadmiaru. To tylko cytaty, ale źródła
          szlachetne.Ludzi którzy żyli na haju, jednocześnie, tu i tam, w sobie i poza.
          Dlaczego odbierać komuś prawo do miłości takiej jakiej chce doświadczać, skoro -
          nie, nie mówi o tym żaden autorytet - to co kochasz jest twoim prawdziwym
          bogiem. Dlaczego nie miałbym mówić kategorycznie, skoro wszystko na świecie, co
          uczynił, ucieleśnił, stworzył człowiek pochodzi z pragnienia, które jest
          źródłem życia? Nie chodzi o swawolę, chodzi o wolność. O bycie sobą i
          umożliwianie bycia sobą drugiemu. Nawet grzeczność jest malutką śmiercią ego. A
          po co tu jesteśmy, jeśli nie po to żeby nauczyć się współ-istnieć? Czy to jest
          banał? Życie to współ-życie. Dlatego przeciwnicy gejów i wszelkiej wolnej od
          posiadaczy, choćby nieszczęśliwych, miłości, współ-czuję, ale nie nadstawiam
          drugiego policzka, bo dosłowność mnie nie wz-rusza. Nieszczęśliwą miłość można
          przeżyć nie mszcząc się na innych niewinnych, etc. Zresztą Bóg leczy krzywdy,
          nie pomsty.
        • Gość: inez Re: Do Jeffa IP: *.wroclaw.sdi.tpnet.pl 10.04.01, 08:44
          Luzer,czekamy na ciebie....
    • Gość: jeff Re: Homoseksualne małżeństwa IP: *.tnt14.phl1.da.uu.net 11.04.01, 07:43
      Jestem heterykiem, zakonserwowanym. Nagość kobiety jest dla mnie "pracą Boga".
      Spotkałem paru gejów. Jeden był moim szefem w pracy. Nie lubiał mnie. Byłem dla
      niego "zbyt" samczy. Chyba. Ale, to nie znaczy że chciał się mnie z tego powodu
      pozbyć. Tolerowaliśmy się. Pracowałem kiedyś dorywczo w knajpie gejowskiej, w
      miejscowości Key West, na samym końcu Florydy. Kurort opisywany w przewodnikach
      turystycznych jako miejsce gejów, lesbijek, młodzieży. Rzeczywiście. Zmywałem
      naczyńka. Bardzo miła, przyjacielska atmosfera. Nie zaznałem ani dyskryminacji,
      ani jakiś krucjatopodobnych podchodów. A byłem na najniższym szczeblu tej
      mikrohierarchii. Co więcej, w tej samej miejscowości, sprzątałem też po
      hotelach. Właścicielem firmy sprzątającej był Polak, zatrudniający nielegalnych
      Polaków. Facet prostak niemiłosierny, ale kiedy tylko rozmowa zeszła na gejów,
      on Polak, zatwardziały heteryk, etc., nie dał w towarzystwie ani jednego złego
      słowa o nich powiedzieć, bo, jak twierdził, dzięki gejom i lesbijkom, nie ma tu
      przestępczości. Są to fakty które doświadczyłem, widziałem, słyszałem. Więc o
      co chodzi? Pomijając okrutność zaogólnień. Natomiast, w tej samej miejscowości,
      kiedy szukałem z żoną pokoju do wynajęcia, dzwoniąc po różnych ogłoszeniach, na
      pytanie czy jest wolny pokój, prawie że zawsze padało wpierw pytanie: Czy
      jesteś Polakiem? Bo jeśli tak, to nie ma. I nie chodzi o to, że mówiłem
      koślawym angielskim, z akcentem, czy po polsku. Trochę obycia z angielskim już
      miałem. Niestety, wyglądało to tak, iż najwięcej problemów sprawiali tam
      Polacy. I nie ma sie czym chwalić. Ani z czego rechotać. A przyznaje, że
      hucznie tam było, co krok knajpa, imprezy, alkohol. Ale, zdaje się że wódzię do
      dna tylko nasi pobratymcy sączyli. A potem ćwiczyli wypuszczanie zwierza z
      klatki, po to żeby w słonecznej światłości kaprawymi oczkami udawadniać swoją
      niemowlęcą dobroć.
      Wierzę, że człowiek jest dwupłciowcem, chcąc nie chcąc, pomimo dominacji
      fizjologicznej. Mówię, człowiek, nie ciało. Sam, wiem (bo czuję), jestem bardzo
      kobiecy (nawet mnie prześladują choroby na które zazwyczaj zapadają kobiety).
      Poza tym, naszym problemem jest słabo rozwinięta percepcja rzeczywistości
      kryjącej sie pod zmysłami i intelektem. To uniemożliwia nam docenianie faktu,
      iż nawet kiedy się z kimś rozmawia, i słucha, wierzy, etc. - czyli na prawdę
      wpuszcza w siebie - jest to już zapładnianiem się innością, duchowym stosunkiem
      płciowym. Płciowym, i to bez względu na płeć. Chodzi o to, że z takiego
      stosunku równiez rodzą sie owoce. Owoce pragnienia, miłości, roz-czarowania,
      nienawiści, etc. Wszystko, czego zaznają też heterycy. A może homoseksualizm
      jest wyzwaniem dla nas, heteryków, zmuszającym nas do prawdziwszej akceptacji
      inności/drugości? Problem z dziecmi. Wszyscy wiemy jak dużo jest niekochanych,
      niechcianych, lub usuwanych dzieci. Sierot. Czyta sie straszne rzeczy, nawet o
      sprzedawaniu dzieci na organy wymienne. Gdzie prawda nie wiemy. Może to
      nastepne tworzenie fobii (antyamerykańskich, etc.), wiadomo, że żyjemy w
      czasach szalejącego egoizmu, który, jak mi sie zdaje, musi objawić swoje owoce,
      żeby nam się wryły w mózgi, ciała i dusze, ich wszystkie konsekwencje. Ażeby
      istniał rozwój, ażeby móc coś zmienić. Stan chorobowy świadczy o tym, że trzeba
      coś zmienić, że status quo jest iluzoryczne, a nie że to wszystko nie ma sensu
      (lub reagowanie czynizmem i wszechwątpieniem. Wątpieńcom polecam, jeśli boja
      się doświadczać ducha, eksperyment pascalowski, czyli praktykowanie swojej
      metody do końca: czasem wątpić również w wątpienie. Ktoś inny rzekłby: Gdyby
      słońce wątpiło to by nigdy nie świeciło.). Teraz, przestępczość, wiadomo, orgia
      i histeria, atak na wolność. Rozpasanie sie człowieka w wolności, a więc
      wszelki objaw intesyfikowania wolności (np, legalizowanie związków
      homoseksualnych) jest utożsamiany ze zwiększaniem tego egoizmu. Co jest błędne
      i wynika znowu ze zmysłowoego intelektualizmu, siejącego strach o siebie wśród
      ludzi. A nwet uważam to za taki sam atak, jakim był cyniczny atak
      rozsierdzonego intelektualizmu na wszelką duchowość i intuicyjność
      (emocjonalność akceptująca współ-istnieniowość), czyli, zaogólniając
      symbolicznie: na Żydów, Słowian i Cyganów. Tych "cwaniaków i niechlujów"
      świata. Homoseksualizm chyba też był napiętnowany. Znowu bestia dominacji
      intelektualno-moralnej pokazała pazurki w najbardziej wyrafinowanym
      intelektualnie narodzie. W Polsce nawet faszyzm był, jak prawie że wszystko
      inne, skarlały, choć żywy. Polacy, będąc narodem "dobrym z natury, choć dumnym"
      jak, ostatnio słyszałem, powiedział pewien rabin z Jedwabnego, w wywiadzie dla
      amerykańskiej NPR(National Public Station), pozostając w tej swojej dobroci na
      poziomie zmysłowym lub co najwyżej zmysłowo/intelektualnym, nie potrafią współ-
      czuć jeśli na własne oczy/zmysły nie zobaczą cierpienia. Brak wyższych
      doświadczeń, wyobraźni, głębszych działań, poczucie wiecznej krzywdy, wygodne
      bycie zadupiem zachodu, czyli środkiem pępka, etc. A tu madrzy ludzie dobrze
      wiedzą, że nie ma słabych. Są tylko mocni i cwani(lub mądrzy).
      Miłość jest miłością. Mogą być nieudane pary heteryków, tak samo
      homoseksualistów. Ale mogą też być udane. Legalizacja związku nie jest ani jego
      początkiem, ani końcem, ale jakimś potwierdzeniem, przypieczętowaniem. Dlaczego
      odmawiać tego komuś innemu? Dlaczego nie akceptować inności, czyli, bo taka
      jest tego konsekwencja, posiadać monopol na prawdę o normlności? Po co taka
      bezmyślność i ignorancja? Różno-rodność jest życiem. Różno-rodność pokarmów,
      różno-rodność doświadczeń. Każdy tego pragnie. Przecież utrzymywanie przy życiu
      maksymalnej różnorodności, posiadającej wolę istnienia i współ-istnienia, leży
      w naszym własnym interesie.To strach o własne dupy tworzy w nas zawsze
      okrucieństwo i długotrwające tyranie. Ukryta żądza zmysłowego posiadania
      rozkoszy bez wysiłku. Za włosy się złapałem, jak zacząłem czytać jacy ludzie
      ciągneli kulturę polską. Z reguły byli to ludzie albo obcego
      pochodzenia "kundle", albo obcokrajowcy. Wstyd. I niewdzięczność. Nawet jest
      powiedzenie (choć powiedzen jest wiele), że najmądrzejsze są kundle. Kundel
      mojej córki nawet dał się jej raz ugryźć.Może to nie był objaw mądrości, ale na
      pewno samo-dyscypliny zaprzeczającej instynktowi samozachowawczemu. Gdzie tu
      zwierzęcość gdzie człowieczeństwo?
      (Acha, nie jestem niczyim systemem trawiennym, umiem tylko bełkotać)
      Wolę żeby para homoseksualistów, którzy nie tylko myślą "o wsadzaniu sobie
      członków w dupy" (bo to nie jest homoseksualizm, tylko rzeczywiste zboczenie i
      niemożliwość ani umysłowego kontrolowania swoich emocji, ani ich
      pogłębiania.),wychowywali niechciane, niekochane, osierocone dziecko, niż żeby
      to dziecko wychowywało się bez miłości, choć otoczone codziennymi
      modłami "spracowanych" walką o życie poczęte i wszelkie, księżami i innymi
      dewotami, umywającymi (pod skórą) wraz ze swoim ukochanym Piłatem, nie tylko
      ręce, całe ciała nawet. Ci durnie tak nie wierza (lub nie wierzyli) w Boga, że
      śmieli jego zdolność do zbawienia warunkować oblaniem wodą.A ludzie won. Na
      darmo Mickiewicz krzyczał o tym że Bóg w sercu mieszka (powtarzając zresztą
      słowa Jezusa). Zresztą kapłanom zawsze zależy tylko na tym żeby owieczki były
      owieczkami. To zresztą bardzo wygodne wyjście z sytuacji. Zmysły sie cieszą.
      Rechot trwa. To że naród polski jest tak słabo odporny, w czasach wolności, na
      pokusy, z niej płynące, wystawia również świadcetwo kościołowi, o tym jak
      przygotował naród do wolności. W końcu miał na to co najmniej 1000 lat! Którymi
      do tego tak się szczyci. Rozumiem wartość owczarzy w czasach zarazy,ale to
      bezczelność. A wiecie, czy nie wiecie, czym pachnie pozostawienie dziecka bez
      miłości? Zemstą. Przestępczością, odreagowaniem. A najsłodziej odreagowuje się
      na niewinnych. I koło zamyka się. Zamiast wspólnie wymyślać sposób nad
    • Gość: jeff Re: Homoseksualne małżeństwa cd IP: 63.21.13.* 11.04.01, 09:15
      Zamiast wspólnie wymyślać sposób na stworzenie takiego systemu, który
      umożliwiałby wychowywanie w miłości dzieci niechcianych, z takich czy innych
      powodów, to krzyczy się za, albo przeciw. A biurwy wymyślają następne absurdy.
      A matkom mówi się, módl się. Albo, ponoś konsekwencje (karmiczne. Co do karmy,
      to tylko rzeknę, że nie wszystko jest poukładane na zasadzie przyczyna-skutek.
      Na tym polega wartość wybaczenia i wartość zła uczynionego "na treźwo", choć
      nikomu tego nie życzę) Dlaczego nie dać szansy homoseksualistom? Życie to
      ryzyko. A jest tutaj dosyć duże prawdopodobieństwo na pozytywną zmianę. Tym
      bardziej że dotychczasowy system wartości okazał się co najmniej mierny. Np.
      ordynator szpitala zakładający w hallu szpitalnym kandelabry, a niepełnosprawny
      na sznurku wciągany razem z wózkiem inwalidzkim, bo wejście szpitalne za
      wąskie. Ludzie, z czym do Boga?Przecież Bóg jest w tym niepełnosprawnym, i w
      tobie. Ale w to cięzko uwierzyć, bo trzebaby wówczas wziąć za niego
      odpowiedzialność, czyli za siebie, i za swoją wolność (i życie).W pewnej
      legendzie, po ukrzyżowaniu, czyli uśmierceniu swojego ego, Bóg zwraca się do
      Jezusa trymi słowami: a widzisz, Boga już nie ma. Teraz swoje własne
      człowieczeństwo ucz się czcić!
      Nie wiem czy nie za bardzo przejeliśmy się, dzięki kościołowi, Bogiem,
      człowieka, czyli siebie, porzucając w nicości. Niech gnije ścierwo, Bóg go
      zbawi.Po to umarł. A może jest to zemsta za doznane krzywdy i niemoc wybaczenia
      Bogu, czyli życiu (stąd samo-destrukcja?)? Za mała świadomość? Np. Anglicy już
      dawno załatwili swoje porachunki z Bogiem, kiedy Milton napisał Raj Utracony,
      którego motto zaczyna się od słów: To justify the ways of God towards man ("By
      usprawiedliwić ścieżki Boże względem człowieka", coś w tym rodzaju). A my?
      Edukacja. Wychowanie w działaniu twórczym. Nie przedmioty ścisłe, które
      zniewalają nas dominacją logiczno-zmysłową, ale nacisk na twórczą, samodzielną,
      oryginalną ekspresję.Od samego początku. A nie nakazy, zakazy, zwalanie winy na
      homo, czyli używanie najobrzydliwszej łatwizny i tłumienia uczuć moralizną.
      Pycha, autorytet, pokutowanie świętości, czyli lepszości. Wiedza pamięciowa,
      rywalizacja o lepszość wobec drugiego, zamiast współ-działania (bez stopni!).
      Tęsknota nauczyciela do władania (ten zwód zobowiązuje do POSIADANIA racji, jak
      każda pozycja władzy, dlatego wymaga tym większego uwrażliwienia na potrzeby
      drugich), a wychowanie w stłumieniu emocjonalnym (i w różnych krzywdach
      związanych z brakiem miłości, najczęściej ze strony ojców: brak ENERGII MĘSKIEJ)
      już każe odgrywać się na niewinnych. Zamknięte diabelskie koło kręci się
      bezpiecznie. A potem elita dyplomowców ma w dupie społeczeństwo, które uważa za
      prymitywów. I za swój obowiązek uważa ciągnięcie narodu w swój za-rozumiały
      intelektualizm, zamiast starać się być gdzieś pośrodku, trochę również służyć
      swoim przedstawicielom. Nie, wybory to gra w zakłamane obietnice. Po wyborach
      prywata i "realność", czyli obdzieranie ze skóry kogo się da, czyli bezsilnych
      i biednych.I zwalanie wszystkiego na zachód. Więc naród jest "bierny", nie chce
      do złodzieji dokładać jakichś homo. Mało problemów? Zresztą to dobry kozioł
      ofiarny, bo ich mało. Przykładów twórczych homoseksualistów/lesbijek, którzy
      przczynili się (i przyczyniają) do postępu ludzkości (jak też wzbogacania jej
      radości istnienia, np. Elton John), jest sporo. Może ktoś powinien się zająć
      ich ujawnianiem? Tylko kto uświadomi narodowi wartość twórczego istnienia? Jak
      na razie, w Polsce, artysta to jakas zapyziałość, godna upokorzenia, a
      najlepiej ukrzyżowania. Ty, artysta, chcesz szmalu? Duchem, kurwa, żyj! A
      prawda jest taka, że: "Stan Sztuk świadczy o stanie Ducha narodu" Nie
      szanujecie swoich proroków, otaczacie ich zawiścią, zamiast wdzięcznością
      (głosząc obrzydliwie cyniczne hasła-przekręty: cierpienie uszlachetnia,etc.),
      to macie burdel bez kółek. Bagno.O narodowych cerberach:
      wydawcach,galernikach,politykach,biznesmenach, korektorach i innych cenzorach,
      nawet nie warto wspominać (Ci właściwi, czyli jaskółki na pustyni, są
      skutecznie spychani na margines niemożliwości przetrwania bez jakiegoś
      cwaniactwa, wymuszającego nieludzkość. Czyli zniewalając!). A stłamszony naród,
      nie mający możliwości karmienia się twórczymi, wolnymi (a nie tylko intratnymi)
      głosami, wraca, utrwalony w bierności,posłusznie do czarno-czerwonej klatki,
      która czeka na niego otwarta, nie chcąc już wolności, ani dla siebie, ani tym
      bardziej dla innych.Zresztą w całym tym burdelu, naród zachowuje odruchy życia,
      wymuszając na komunie: socjalne danie (lub tegoż udawanie), a na młodolatach
      demo-kratach, nadstawiania ucha. Oczywiście że jest to gra pozorow poli-trupów,
      ale jednak proces wzajemnego przenikania sie przeciwieństw, czyli kundlowania,
      trwa. Tylko jak uratować tonącą w ludziach wolność?Przesada?Gadulstwo?Trzeba
      gadać, bełkotać, bo bez tego, głębsza świadomość, czyli odporność na tego
      nowego, wysubtelnionego wroga człowieczeństwa, sama się nie urodzi.
      • Gość: Reinhard Re: Homoseksualne małżeństwa cd IP: 62.53.116.* 17.04.01, 20:30
        Ratunku !!!

        Tematyka ważna !
        Legislatura w tym względzie też potrzebna.
        (wiem, powie ktoś, ale jaka ? Taka, jaka powinna być)
        Dyskusji też nie może zabraknąć..
        ALE
        „pyskówki” na ten temat są niepotrzebne, a jest ich dużo.
        Dla wielu to pole popisu, by dać upust swej wybujałej wyobraźni
        i niekontrolowanym uczuciom,
        byle tylko „galopować” tak dalej na oślej logice
        i bić rekordy bezsensownych frazesów.

        ZATROSKANYM trzeba być tym tematem ! a zatroskani są jedni i drudzy,
        homo i hetero, chyba że też są jeszcze i tacy, co im to na „pimpelce” wisi.

        P.s.: Halo, jeffie, witaj, Ciebie też wszędzie idzie spotkać. Nie zachwyciłeś
        mnie i na tym miejscu swoim „genialnym wywewnętrzaniem się.”

        Reinhard

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka