Gość: inez Re: Homoseksualne małżeństwa IP: *.wroclaw.sdi.tpnet.pl 06.04.01, 14:01 I to właśnie,o czym pisze Q. miałam na myśli cytując Goethego:dopóki człek nie pojmie czym jest tolerancja,dopóty nią nie włada. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Dominika Re: Suknia ślubna IP: *.plock.sdi.tpnet.pl 08.04.01, 23:55 Właściwie nie mialabym nic przeciwko homoseksualnym małżeństwom, ale zbulwersował mnie jeden drobiazg. Kiedy przeczytalam, że para lesbijek wystąpiła w bialych sukniach bodajże z trenami, odebrałam to jako bezczelne nadużycie symbolu. Dla mnie taki strój jest częścią tradycji związanej z religią, bo to jednak symbol dziewictwa, a pojecie to ma sens tylko w odniesieniu do związku heteroseksualnego. Do diabła z eufemizmami, odebrałam to po prostu jako demonstrację, a według mnie właściwy byłby strój taki, jak po prostu do slubu cywilnego. Teraz do rzeczy - co powinno się z tym zrobić w Polsce ? Hm, argument dotyczący prawa spadkowego przemawia do mnie - rzeczywiście, to nie fair, że ludzie, którzy są ze sobą wiele lat, płacą podatek spadkowy jak obcy. W przypadku pary heteroseksualnej forma związku - konkubinat czy małżeństwo, jest kwestią wyboru, a pary homoseksualne nie maja tej szansy, więc uczciwie by było dać im także prawo wyboru. Co do podatku dochodowego od osob fizycznych, też mogłabym się zgodzić, ale pod warunkiem, że zastosowano by ostrzejsze kryterium wspólnego opodatkowania - nie już w pierwszym pełnym roku podatkowym od rejestracji związku, ale później, może w drugim. Tak aby promować stałe związki. Parom homoseksualnym raczej nie grozi urodzenie się dziecka, które jakoś tam może wydłużyć związek heteroseksualny. Prawu do adopcji jestem przeciwna - z jednym zastrzeżeniem: jeżeli jedno z partnerów będzie rodzicem i będą wspólnie wychowywać dziecko, to w razie śmierci rodzica dziecko powinno zostać z osobą, która współuczestniczyla w jego wychowaniu, a nie być przerzucane z ośrodkow opiekuńczych do rodziny biologicznej i odwrotnie. Zdaje się, że takie były podstawowe postulaty i do nich się odniosłam. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Luzer Re: Suknia ślubna IP: 195.114.186.* 09.04.01, 00:19 W zasadzie zgadzam się, Dominiko, z niemal wszystkim, co napisałaś - z jednym wszkże "ale". Nie byłbym aż tak rygorystyczny w obronie symboliki białej sukni jako symbolu dziewictwa. Gość portalu: Dominika napisał(a): > Właściwie nie mialabym nic przeciwko homoseksualnym > małżeństwom, ale zbulwersował mnie jeden drobiazg. > Kiedy przeczytalam, że para lesbijek wystąpiła w > bialych sukniach bodajże z trenami, odebrałam to jako > bezczelne nadużycie symbolu. Dla mnie taki strój jest > częścią tradycji związanej z religią, bo to jednak > symbol dziewictwa, a pojecie to ma sens tylko w > odniesieniu do związku heteroseksualnego. Czy nie zetknęłaś się, Dominiko, z bardzo rozpowszechnioną praktyką brania ślubu przez pary heteroseksualne, w sytuacji, gdy panna młoda jest w zaawansowanej ciąży? Przecież to bardzo powszechne, biorąc pod uwagę wielką ilość ślubów w naszym kraju, dla których to ślubów, ciąża jest główną motywacją? I co wtedy, czy pary hetero mniej szargają tradycję niż pary homo? Poza tym ja ich (lesbijki i gejów) w tym względzie trochę rozumiem. Zachłysnęli się nieco nową sytuacją, stąd pewnie skłonność do pewnej ostentacji. Poza wymienionym problemem nasze poglądy na kwestię są tożsame. Pozdrawiam bardzo serdecznie. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: ania Re: Suknia ślubna IP: 157.25.122.* 09.04.01, 09:35 zgadzam się z Luzer i pozdrawiam Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: jeff Re: Homoseksualne małżeństwa IP: *.tnt13.phl1.da.uu.net 09.04.01, 15:04 Lepsze krzywe ścieżki lecz własne, niż cudze choćby proste. Nawet aniołowie nie są czyści wobec Boga, cóż dopiero najmądrzejsi spośród ludzi. Dlatego: nie sądź drugiego. Szczególnie bez miłości. A jeśli bycie innym to zło, czym zatem jest dobro? Mono-polistycznym monolitem? Obłudą świętości, czyli moralną samo- kontrolą, która jest niczym innym jak POSIADANIEM prawdy, czyli najzwyklejszą pychą egoistycznego rozumu? Bardziej obrzydliwe od diabłów są świętoszkowate dusze faryzejskie. W końcu nawet diabły słuchały Chrystusa, tylko faryzeusze nie (Ci dobrotliwi teologowie i filozofowie moralizny). A co do religii, to tam gdzie zaczyna sie instytucja religijna, tam kończy się prawdziwe uczucie religijne, a zaczyna dogmatyzm, czyli monopol na prawdę, pod którym kryje się egoistyczna wola życia poprzez posiadanie (Spuścizna iście kościelnego przeliczenia się w żarłocznej walce o władzę: Postawili na zagarnianie ziem, na posiadanie namacalne, zmysłowe, a tu, mały psikus, zwyciężył ulotny handel, czyli WYMIANA. Bo życie jest współ-życiem!). A skarb serca, a to, że Bogami jesteście, przyjaciółmi, a największa miłość, miłość przy-jaźni? A miłuj bliźniego, a wybaczanie? Czyż te słowa nie są synonimami prawdziwej tolerancji, współ-czucia, współ-istniena? Czyż Bóg (Jezus też) nie udowodnił w Biblii, nie raz, że najważniejsza dla niego jest miłość (Zmienił swój wyrok, osąd, w Księdze Jonasza, co świadczy o tym, iż jego sprawiedliwość jest natury edukacyjnej,zawsze miłosiernej. I wcale nie chodziło o nawrócenie się Niniwy na posłuszeństwo wobec Boga, lecz o wyzwolenie w ludziach wzajemnego współ- odczuwania), to dopełnienie Prawa, czyli poświadczenie, iż moralność (lub wszelki osąd)musi wywodzić się Z MIŁOŚCI, jeśli ma słuŻYĆ prawdziwej sprawiedliwości. Czyż nie powinniśmy brać z niego przykładu, skoro miłość i miłosierdzie są dla niego ważniejsze niż zwykła sprawiedliwość. Czyż to nie nasz papież kiedyś powiedział, chyba w encyklice o miłosierdziu, iż bez miłosierdzia, sprawiedliwość jest tylko tyranią. Zresztą, żyjąc w czasach wolności, wyzwoleni z nie-woli i tyranii (przynajmniej tej zewnętrznej), jak też z posłuszeństwa moralnego (czyli niemowlęco-dziecięcego podporządkowania się Prawu 10 przykazań), mamy szansę, poprzez owoce tej wolności (i tylko poprzez nie) dojrzeć do umiejętności współ-życia (również moralnego), lecz z miłości, a nie z racjonalnego (czytaj: egoistycznego, przesiąkniętego strachem o swoja egzystencję ziemską) posłuszeństwa względem moralności. Trzeba to sobie dobrze uświadomić, że lekarstwem na współczesne bolączki nie jest powrót do dekalogu, posłuszeństwa, autorytetu (te już są na wymarciu), bo skończymy na tym, od czego zaczeliśmy, na tyranii.Jak mówi Poeta, Tyran karmi sie umysłową biernością swoich poddanych. Błagać o więcej więzień, policji, ostrzejsze prawa, to świadczy o infantylizmie i bierności umysłowej. O chorobie Sodomy i Gomory, czyli o LENISTWIE duchowym. Ceną za dojrzenie do moralności płynącej z miłości, jest to wszystko co doświadczamy w czasach wolności. Dlatego maksymalna tolerancja (z drobnym wyjątkiem wobec nietolerancji tolerancji)jest nie tylko wskazana, lecz jedyną zbawienną drogą do uzdrowienia i uduchowienia rodzaju ludzkiego. Poza tym Holandia, czyli Holy Land, jak każdy rozwijający się naród, lub człowiek,i tak rozsiewa ziarna swoich owoców, i tak, bez względu na to jak bardzo będzie się przed nimi bronił ten, któremu Bóg zatwardził serce. Musicie się na nowo narodzić, wszelcy oskarżyciele. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Budda Do jeffa IP: *.unl.edu 09.04.01, 17:37 Podobnej apologetyki nie slyszalem juz dawno. Twoj styl pisania i argumentacji przypomina mi plomienne manifesty z "masowek" komunistycznych. Poza jedna rzecza, o tym ze gdzie zaczyna sie instytucja, tam konczy sie uczucie religijne, wszystko inne to dyrdymaly i belkoty. Oto urywek Twoich wypocin: "Lepsze krzywe ścieżki lecz własne, niż cudze choćby proste. Nawet aniołowie nie są czyści wobec Boga, cóż dopiero najmądrzejsi spośród ludzi. Dlatego: nie sądź drugiego. Szczególnie bez miłości. " Nie mozna juz byc wiecej zadufanym w sobie, wyznajac ta teorie o lepszych wlasnych krzywych sciezkach niz cudzych chocby prostych. Po jaka wiec cholere potrzebny Ci Jezus i przyklad z jego zycia !!!!! Pomine sprawe aniolow, bo nie wiem kto to ZACZ. A teraz kuriozum dedukcyjno- filozoficzne : " JESLI najmadrzejsi posrod ludzi nie sa czysci wobec Boga, WIEC nie sadz drugiego. UUUUHHHHH !. To ci dopiero poezja. Z taka logika nadawalbys sie do pisania programow komputerowych (?!?!) Calkowite poplatanie i liczenie, ze ogolna idea przeleci przez glowe maluczkich, idea pod tytulem: Won ode mnie, bez wzgledu na to co robie". Co Ty wogole wiesz o sadzeniu ? Ty nawet nie chcesz, zeby cokolwiek zlego nie tylko nie bylo sadzone, ale i POSTRZEGANE. Wara od tego co robie, bo nie ma takiego, ktory nie mialby czegos na sumieniu. Przypomniec Ci co Jezus powiedzial do kobiety, ktora zlapano cudzolostwie ? : "Idz i nie grzesz wiecej". Osadzil ja z miloscia, nie kamieniujac, czyli wypelnij Twoj podstawowy warunek do sadzenia kogokolwiek (patrz cytat powyzej). Oczywiscie, ze Jezus okazalby milosc homoseksualistom, ale czy wedlug Ciebie poblogoslawilby para homoseksualna, czy poradzilby "nie grzeszyc wiecej" ? Chyba jasna jest odpowiedz. Wiec widzisz, ze sama tolerancja i milosc do wszystkiego co zyje, nie daje odpowiedzi na pytanie, jak powinnismy sie zachowywac. Mozna tolerowac, kochac i jednoczesnie nie zgadzac sie z czyims postepowaniem, czego przykladem byl Jezus, cytowany powyzej. Wiekszosc rodzicow, codziennie wydaje sady i upomina swe pociechy, kochajac je. Czy raczej maja tolerowac i nie sadzic, bo sami tez nie sa czysci ? Mam nadzieje, ze widzisz absurd swojej argumentacji. Poza tym Jeff, wiekszosc ludzi nie zdaje sobie sprawy co jest prawdziwym powodem przykazania "nie sadz, aby nie byc sadzonym". To nie jest moja nieczystosc, ktora pozbawia mnie prawa sadzenia innych. Chodzi tu o emocje, ktore wyslane w kierunku kogokolwiek powroca do ich autora. Tu musielibysmy wejsc w zagadnienia karmy i konsekwencji naszego postepowania. Nie ma na to czasu. Zyjesz Jeff w blednej percepcji. Twoja tolerancja, pod plaszczykiem milosci to mafijne "cosa nostra" czyli "nie wtykaj nosa", a moja tolerancja to tolerancja Jezusa : "kocham cie i nie potepiam, ale prosze pracuj nad soba". Jestes w sytuacji malego dziecka, ktore nie byloby w stanie pojac faktu, ze ziemia kreci sie wokol slonca, a nie na odwrot, patrzac na "tak oczywisty ruch slonca po sklepieniu niebieskim". Musialbys wyjsc poza paradygmat swego myslenia, niejako stanac kolo siebie. To juz zalezy od Ciebie co zrobisz ze swym zyciem. A wyzwolewnie duchowe ludzkosci nie ma wcale polegac na biernej tolerancji, ale na aktywnej, rzeczowej tolerancji, ktora do czegos prowadzi. Niestety, to co Ty proponujesz, to rzucanie niespojnych hasel okraszonych slowem "milosc" i nic poza tym. Na Twoj przyklad milosci bozej podac Ci moge dziesiatki przykladow z Bibli, ktore swiadcza o czyms zupelnie innym. Nie trafiles ze swoja argumentacja, przynajmniej nie do mnie. Pozdrawia Budda. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: jeff Re: Do buddy IP: *.tnt7.phl1.da.uu.net 10.04.01, 05:57 Buddo, Jezus jest najlepszym przykładem krzywej ścieżki, jeśli raczysz zobaczyć jego nieposłuszeństwo względem prawa, moralności i tradycji. Zwał się przyjacielem grzeszników i winopijcą.Co do aniołów, to był to cytat (Kto szuka ten znajduje).Co do najmądrzejszych i nie sądzenia, to polecam uważniejszą lekturę biblii.Buddo, gdybyś bardziej zwracał uwagę na bycie sobą, to byś miał więcej do zaoferowania drugim. Poza tym, właśnie dzięki ujawnianiu się zła, można podejmować z nim walkę (umysłową). Trzymanie demona w butelce zakazów jest życiem w nie-woli za-rozumiałości. "Idź i nie grzesz więcej" znaczy, nie udawaj lepszej, czystej. Miej odwagę czynić jawnie to czego pragniesz. Bądź sobą a obcy będą cię unikać. Osądy są nieuniknione, dlatego trzeba ciągle sobie przypominać, żeby nie osądzać. Każde ja usiłuje "uszczęśliwiać" drugich na swoją modłę. Wielką sztuką jest współ-istnienie, czyli tolerancja, która wymaga umiejętności wybaczania i pojmowania swoich błędów. Nie znana ci jeszcze sztuka paradoksów życiowych, nawet jeśli rozwiązałeś wszystkie swoje koany, Buddo.Jezus, bedąc przynajmniej jednym z bodhisattwów, jest nieskończoną miłością, i na pewno potrafi ogarnąć miłością każdego kto jej potrzebuje. Nawet jeśli miłość homoseksualna jest zła, zboczona, etc., jest godna (jego) miłości. A skoro jego, to naszej tym bardziej. Zresztą czyż Jezus nie mówił, że trzeba kochać tym bardziej "czarne" owieczki. Co nie znaczy, zmuszać do posłuszeństwa moralnego, które jest kamieniowaniem, lecz umożliwiać jej/im spełnienie, by poprzez objawione owoce możnabyło z nią walczyć (umysłowo, po partnersku), lub zaakceptować. Oczywiście, że człowiek człowiekowi nierówny, homoseksualista też. Heteryk też. Zaogólnienie jest, Buddo, twoim koanem. To, że Ktoś raczył stwierdzić w Biblii, iż nikt nie jest czysty wobec Boga, nawet jego posłańcy (może, Buddo, twoje myśli są nimi...),znaczy iż naszym obowiązkiem jest widzieć w drugim człowieku cały szerego przyczyn i konsekwencji tego, że w tym momencie swojego życia, doszedł on do takiej nie innej potrzeby, np. bycia homoseksualistą, i bez doświadczenia tego stanu, nie jest on w stanie, np. uwolnić się, skoro uważasz, że homoseksualizm jest objawem niedojrzałości (?). I ty chcesz wydać wyrok o czyjejś ścieżce życiowej, nie biorąc pod uwagę jego indywidualnych potrzeb?(Poza tym, czarna owieczka nie jest białym niedźwiedziem, jeśli coś ci to mówi) A jak wspaniałe jest twoje życie, Buddo? Uwolniłeś się już od świadomości, że nawet oddychanie jest mordowaniem? Nie masz potrzeby wybaczenia? Jesteś ponad? I do czego cię to doprowadziło. Bo twoja własna przysięga mówi, że nie spoczniesz póki nie wyzwolisz z nie-woli cierpienia każdej czującej istoty. A czyż homoseksualiści nie są według ciebie zboczeni? więc jak ich uratujesz? Łatwizną, czyli nakazem i pogardą? A wiesz że większość ludzi twórczych na świecie to mniej lub bardziej, "zboczeńcy"? Zboczeńcy w sensie "czarnej owieczki", nie bezwzględnej człeko-kształtnej bestii, żądnej posiadania rozkoszy za wszelką cenę, tu i teraz, bez żadnej troski o współ-istnienie i współ-czucie. (Indianie północnoamerykańscy, np. dostali przyzwolenie od bizonów na zabijanie ich, pod warunkiem iż przyjmą na siebie obowiązek odnalezienia dla zabitych bizonów wieczności.)A samo twoje imię, oznacza, ni mniej ni więcej, jak umysł współ-czujący. A ty, po prostu nie lubisz beł-kotów. Stań się kucharzem, sam zacznij zabijać, rusz wyobraźnią, uczłowiecz się! Wówczas znajdziesz też odpowiednią dla siebie strawę. A to ci przyniesie w życiu trochę radości. I przestaniesz mieć tyle pretensji do poprawiania innych na modłę monopolizmu intelektualnej dominacji.Jesteś tak wielki i odległy, że już tylko ch-Mury przed tobą, tego co zmysły biorą. Nieczystość jest niedoskonałością. Zbyt dosłownie, zbyt z-mysłowo czytasz życie. Buddo, obudź się. Masz piękne imię. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Budda Do Jeffa IP: *.unl.edu 10.04.01, 16:34 Hi Jeff. jestem pod nieklamanym wrazeniem Twej elokwencji, jednak robisz kardynalne bledy merytoryczne. Jesli przyjmiesz prawo mojzeszowe za niezbywalna prawde, to rzeczywiscie Jezus byl "krzywosciezkowcem". W takim razie Martin Luter King byl rowniez wykolejencem, bo nie chcial uznac praw w USA. Ja rozumiem to w inny sposob, i smiem twierdzic, prawidlowy. To Jezus i Martin Luter King chodzili prostymi sciezkami, prostujac wykoslawione prawa !!! Twoja rebelia homoseksualna posilkujaca sie rzekoma grzeszna droga jezusowa jako wzor do nasladowania, to przekrectwo najwyzszego kalibru. Jeff, dzieki Tobie zrozumialem motywacje obroncow homoseksualizmu. Dzieki Ci za to. Jednak dalo mi to jeszcze jeden, tym razem potezny argument, przeciwko "glaskaniu homoseksualizmu". Twoja percepcja jest przekoslawiona. Jak Ty interpretujesz rozmowe Chrystusa z niewierna w ten sposob jak to opisales, to wlosy mi staja deba myslac o konsekwencjach takiego rozumowania. Przeciez Ty chcesz rozbic kazdy, nawet najbardziej "zdroworozsadkowy" kod moralny. Czlowieku zastanow sie. Taka interpretacja to kuriozum, otwierajace furtke najczarniejszym stronom nas samych. Sluchaj Jeff, nie tedy droga do uwolnienia naszej karmy. Pozdrawiam, Budda. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Luzer Re: Do Jeffa IP: *.opole.dialup.inetia.pl 09.04.01, 18:57 Jeff, pisałeś ten natchniony post na haju?!! Ja podobne manifesty (tyle, że jakby bardziej świeckie i najczęściej w formie werbalnej) tworzyłem kiedyś, w latach studenckich, po LSD. Żeby ich wysłuchać trzeba było przynajmniej wypalić jointa. Inaczej wymykały się wrotom percepcji. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: jeff Re: Do Jeffa IP: *.tnt15.phl1.da.uu.net 10.04.01, 02:48 Bez prawdziwego haju nie byłoby prawdziwego raju (ani choćby Beatlesów, którymi zapewne nie jeden jeszcze człowiek, i człeko-kształtny umarlak, będą się ożwiać). Huxley kiedyś powiedział, że to co on zaznał po peyotlu, Blake zaznawał "na trzeźwo" przez całe życie. Czasy studenckie: pierwotne chrześcijaństwo? Nie, nie jestem za immoralizmem, ani nie miłuję Nietzschego, tylko uczę się nie posiadać życia.Choć mój przyjaciel, homeopata, twierdzi że nicość czasem też jest potrzebna. Czasem można tak dojrzeć, jak jabłko, i stać się oddaniem: czyli zdrowym pokarmem (choćby na chwilę). A pewien Bóg, chyba Indra, jak już się znudził swoim Bogowaniem, to wcielił się w mrówkę. Zmiana jest Wolnością. Niedoskonałość doskonalsza jest od wszelkiej doskonałości, bo doskonałość zobowiązuje do za-rozumiałości. Dlatego Bóg wcielił się w człowieka, żeby sobie trochę światłości przytemperować. A Heideger, ta korona z-mysłów, niemal histerycznie zapładniał swój umysł poetami. Szanuję buddyzm za metodę prowadzenia ucznia przez mistrza, zawsze mającego na względzie rozwój samodzielnej osobowości ucznia, ale zbyt wielu widziałem "buddystów" zachodu, odreagowujących buddyzmem swoje chrześcijańskie krzywdy, i usiłujących zjednoczyć co się da, pod sztandarem poza-pojęciowości, używając do tego celu wyłącznie dominującego rozumu. Można by sobie przypomnieć słowa Jezusa, musicie być sprytniejsi od sprytu. To, jak to siedzi dosłownie w tekście, niewiele mnie obchodzi, bo intuicja jest głosem Ducha. A Mojżesz musi dojrzewać w pałacu Faraona, lecz bez jego wiedzy. Poza tym Jezus, etymologicznie, znaczy Jaźń, która nie przemija. Sztuczka do wykonania wodą i ogniem. Czasem trzeba być homoseksualistą. Czasem trzeba być małą literką po kropce. Myśl jest martwym uczuciem. Czasem trzeba wiedzieć dopiero potem, choć z potem. Ale prawdziwa twórczość podobno pochodzi nadmiaru. To tylko cytaty, ale źródła szlachetne.Ludzi którzy żyli na haju, jednocześnie, tu i tam, w sobie i poza. Dlaczego odbierać komuś prawo do miłości takiej jakiej chce doświadczać, skoro - nie, nie mówi o tym żaden autorytet - to co kochasz jest twoim prawdziwym bogiem. Dlaczego nie miałbym mówić kategorycznie, skoro wszystko na świecie, co uczynił, ucieleśnił, stworzył człowiek pochodzi z pragnienia, które jest źródłem życia? Nie chodzi o swawolę, chodzi o wolność. O bycie sobą i umożliwianie bycia sobą drugiemu. Nawet grzeczność jest malutką śmiercią ego. A po co tu jesteśmy, jeśli nie po to żeby nauczyć się współ-istnieć? Czy to jest banał? Życie to współ-życie. Dlatego przeciwnicy gejów i wszelkiej wolnej od posiadaczy, choćby nieszczęśliwych, miłości, współ-czuję, ale nie nadstawiam drugiego policzka, bo dosłowność mnie nie wz-rusza. Nieszczęśliwą miłość można przeżyć nie mszcząc się na innych niewinnych, etc. Zresztą Bóg leczy krzywdy, nie pomsty. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: inez Re: Do Jeffa IP: *.wroclaw.sdi.tpnet.pl 10.04.01, 08:44 Luzer,czekamy na ciebie.... Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: jeff Re: Homoseksualne małżeństwa IP: *.tnt14.phl1.da.uu.net 11.04.01, 07:43 Jestem heterykiem, zakonserwowanym. Nagość kobiety jest dla mnie "pracą Boga". Spotkałem paru gejów. Jeden był moim szefem w pracy. Nie lubiał mnie. Byłem dla niego "zbyt" samczy. Chyba. Ale, to nie znaczy że chciał się mnie z tego powodu pozbyć. Tolerowaliśmy się. Pracowałem kiedyś dorywczo w knajpie gejowskiej, w miejscowości Key West, na samym końcu Florydy. Kurort opisywany w przewodnikach turystycznych jako miejsce gejów, lesbijek, młodzieży. Rzeczywiście. Zmywałem naczyńka. Bardzo miła, przyjacielska atmosfera. Nie zaznałem ani dyskryminacji, ani jakiś krucjatopodobnych podchodów. A byłem na najniższym szczeblu tej mikrohierarchii. Co więcej, w tej samej miejscowości, sprzątałem też po hotelach. Właścicielem firmy sprzątającej był Polak, zatrudniający nielegalnych Polaków. Facet prostak niemiłosierny, ale kiedy tylko rozmowa zeszła na gejów, on Polak, zatwardziały heteryk, etc., nie dał w towarzystwie ani jednego złego słowa o nich powiedzieć, bo, jak twierdził, dzięki gejom i lesbijkom, nie ma tu przestępczości. Są to fakty które doświadczyłem, widziałem, słyszałem. Więc o co chodzi? Pomijając okrutność zaogólnień. Natomiast, w tej samej miejscowości, kiedy szukałem z żoną pokoju do wynajęcia, dzwoniąc po różnych ogłoszeniach, na pytanie czy jest wolny pokój, prawie że zawsze padało wpierw pytanie: Czy jesteś Polakiem? Bo jeśli tak, to nie ma. I nie chodzi o to, że mówiłem koślawym angielskim, z akcentem, czy po polsku. Trochę obycia z angielskim już miałem. Niestety, wyglądało to tak, iż najwięcej problemów sprawiali tam Polacy. I nie ma sie czym chwalić. Ani z czego rechotać. A przyznaje, że hucznie tam było, co krok knajpa, imprezy, alkohol. Ale, zdaje się że wódzię do dna tylko nasi pobratymcy sączyli. A potem ćwiczyli wypuszczanie zwierza z klatki, po to żeby w słonecznej światłości kaprawymi oczkami udawadniać swoją niemowlęcą dobroć. Wierzę, że człowiek jest dwupłciowcem, chcąc nie chcąc, pomimo dominacji fizjologicznej. Mówię, człowiek, nie ciało. Sam, wiem (bo czuję), jestem bardzo kobiecy (nawet mnie prześladują choroby na które zazwyczaj zapadają kobiety). Poza tym, naszym problemem jest słabo rozwinięta percepcja rzeczywistości kryjącej sie pod zmysłami i intelektem. To uniemożliwia nam docenianie faktu, iż nawet kiedy się z kimś rozmawia, i słucha, wierzy, etc. - czyli na prawdę wpuszcza w siebie - jest to już zapładnianiem się innością, duchowym stosunkiem płciowym. Płciowym, i to bez względu na płeć. Chodzi o to, że z takiego stosunku równiez rodzą sie owoce. Owoce pragnienia, miłości, roz-czarowania, nienawiści, etc. Wszystko, czego zaznają też heterycy. A może homoseksualizm jest wyzwaniem dla nas, heteryków, zmuszającym nas do prawdziwszej akceptacji inności/drugości? Problem z dziecmi. Wszyscy wiemy jak dużo jest niekochanych, niechcianych, lub usuwanych dzieci. Sierot. Czyta sie straszne rzeczy, nawet o sprzedawaniu dzieci na organy wymienne. Gdzie prawda nie wiemy. Może to nastepne tworzenie fobii (antyamerykańskich, etc.), wiadomo, że żyjemy w czasach szalejącego egoizmu, który, jak mi sie zdaje, musi objawić swoje owoce, żeby nam się wryły w mózgi, ciała i dusze, ich wszystkie konsekwencje. Ażeby istniał rozwój, ażeby móc coś zmienić. Stan chorobowy świadczy o tym, że trzeba coś zmienić, że status quo jest iluzoryczne, a nie że to wszystko nie ma sensu (lub reagowanie czynizmem i wszechwątpieniem. Wątpieńcom polecam, jeśli boja się doświadczać ducha, eksperyment pascalowski, czyli praktykowanie swojej metody do końca: czasem wątpić również w wątpienie. Ktoś inny rzekłby: Gdyby słońce wątpiło to by nigdy nie świeciło.). Teraz, przestępczość, wiadomo, orgia i histeria, atak na wolność. Rozpasanie sie człowieka w wolności, a więc wszelki objaw intesyfikowania wolności (np, legalizowanie związków homoseksualnych) jest utożsamiany ze zwiększaniem tego egoizmu. Co jest błędne i wynika znowu ze zmysłowoego intelektualizmu, siejącego strach o siebie wśród ludzi. A nwet uważam to za taki sam atak, jakim był cyniczny atak rozsierdzonego intelektualizmu na wszelką duchowość i intuicyjność (emocjonalność akceptująca współ-istnieniowość), czyli, zaogólniając symbolicznie: na Żydów, Słowian i Cyganów. Tych "cwaniaków i niechlujów" świata. Homoseksualizm chyba też był napiętnowany. Znowu bestia dominacji intelektualno-moralnej pokazała pazurki w najbardziej wyrafinowanym intelektualnie narodzie. W Polsce nawet faszyzm był, jak prawie że wszystko inne, skarlały, choć żywy. Polacy, będąc narodem "dobrym z natury, choć dumnym" jak, ostatnio słyszałem, powiedział pewien rabin z Jedwabnego, w wywiadzie dla amerykańskiej NPR(National Public Station), pozostając w tej swojej dobroci na poziomie zmysłowym lub co najwyżej zmysłowo/intelektualnym, nie potrafią współ- czuć jeśli na własne oczy/zmysły nie zobaczą cierpienia. Brak wyższych doświadczeń, wyobraźni, głębszych działań, poczucie wiecznej krzywdy, wygodne bycie zadupiem zachodu, czyli środkiem pępka, etc. A tu madrzy ludzie dobrze wiedzą, że nie ma słabych. Są tylko mocni i cwani(lub mądrzy). Miłość jest miłością. Mogą być nieudane pary heteryków, tak samo homoseksualistów. Ale mogą też być udane. Legalizacja związku nie jest ani jego początkiem, ani końcem, ale jakimś potwierdzeniem, przypieczętowaniem. Dlaczego odmawiać tego komuś innemu? Dlaczego nie akceptować inności, czyli, bo taka jest tego konsekwencja, posiadać monopol na prawdę o normlności? Po co taka bezmyślność i ignorancja? Różno-rodność jest życiem. Różno-rodność pokarmów, różno-rodność doświadczeń. Każdy tego pragnie. Przecież utrzymywanie przy życiu maksymalnej różnorodności, posiadającej wolę istnienia i współ-istnienia, leży w naszym własnym interesie.To strach o własne dupy tworzy w nas zawsze okrucieństwo i długotrwające tyranie. Ukryta żądza zmysłowego posiadania rozkoszy bez wysiłku. Za włosy się złapałem, jak zacząłem czytać jacy ludzie ciągneli kulturę polską. Z reguły byli to ludzie albo obcego pochodzenia "kundle", albo obcokrajowcy. Wstyd. I niewdzięczność. Nawet jest powiedzenie (choć powiedzen jest wiele), że najmądrzejsze są kundle. Kundel mojej córki nawet dał się jej raz ugryźć.Może to nie był objaw mądrości, ale na pewno samo-dyscypliny zaprzeczającej instynktowi samozachowawczemu. Gdzie tu zwierzęcość gdzie człowieczeństwo? (Acha, nie jestem niczyim systemem trawiennym, umiem tylko bełkotać) Wolę żeby para homoseksualistów, którzy nie tylko myślą "o wsadzaniu sobie członków w dupy" (bo to nie jest homoseksualizm, tylko rzeczywiste zboczenie i niemożliwość ani umysłowego kontrolowania swoich emocji, ani ich pogłębiania.),wychowywali niechciane, niekochane, osierocone dziecko, niż żeby to dziecko wychowywało się bez miłości, choć otoczone codziennymi modłami "spracowanych" walką o życie poczęte i wszelkie, księżami i innymi dewotami, umywającymi (pod skórą) wraz ze swoim ukochanym Piłatem, nie tylko ręce, całe ciała nawet. Ci durnie tak nie wierza (lub nie wierzyli) w Boga, że śmieli jego zdolność do zbawienia warunkować oblaniem wodą.A ludzie won. Na darmo Mickiewicz krzyczał o tym że Bóg w sercu mieszka (powtarzając zresztą słowa Jezusa). Zresztą kapłanom zawsze zależy tylko na tym żeby owieczki były owieczkami. To zresztą bardzo wygodne wyjście z sytuacji. Zmysły sie cieszą. Rechot trwa. To że naród polski jest tak słabo odporny, w czasach wolności, na pokusy, z niej płynące, wystawia również świadcetwo kościołowi, o tym jak przygotował naród do wolności. W końcu miał na to co najmniej 1000 lat! Którymi do tego tak się szczyci. Rozumiem wartość owczarzy w czasach zarazy,ale to bezczelność. A wiecie, czy nie wiecie, czym pachnie pozostawienie dziecka bez miłości? Zemstą. Przestępczością, odreagowaniem. A najsłodziej odreagowuje się na niewinnych. I koło zamyka się. Zamiast wspólnie wymyślać sposób nad Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: jeff Re: Homoseksualne małżeństwa cd IP: 63.21.13.* 11.04.01, 09:15 Zamiast wspólnie wymyślać sposób na stworzenie takiego systemu, który umożliwiałby wychowywanie w miłości dzieci niechcianych, z takich czy innych powodów, to krzyczy się za, albo przeciw. A biurwy wymyślają następne absurdy. A matkom mówi się, módl się. Albo, ponoś konsekwencje (karmiczne. Co do karmy, to tylko rzeknę, że nie wszystko jest poukładane na zasadzie przyczyna-skutek. Na tym polega wartość wybaczenia i wartość zła uczynionego "na treźwo", choć nikomu tego nie życzę) Dlaczego nie dać szansy homoseksualistom? Życie to ryzyko. A jest tutaj dosyć duże prawdopodobieństwo na pozytywną zmianę. Tym bardziej że dotychczasowy system wartości okazał się co najmniej mierny. Np. ordynator szpitala zakładający w hallu szpitalnym kandelabry, a niepełnosprawny na sznurku wciągany razem z wózkiem inwalidzkim, bo wejście szpitalne za wąskie. Ludzie, z czym do Boga?Przecież Bóg jest w tym niepełnosprawnym, i w tobie. Ale w to cięzko uwierzyć, bo trzebaby wówczas wziąć za niego odpowiedzialność, czyli za siebie, i za swoją wolność (i życie).W pewnej legendzie, po ukrzyżowaniu, czyli uśmierceniu swojego ego, Bóg zwraca się do Jezusa trymi słowami: a widzisz, Boga już nie ma. Teraz swoje własne człowieczeństwo ucz się czcić! Nie wiem czy nie za bardzo przejeliśmy się, dzięki kościołowi, Bogiem, człowieka, czyli siebie, porzucając w nicości. Niech gnije ścierwo, Bóg go zbawi.Po to umarł. A może jest to zemsta za doznane krzywdy i niemoc wybaczenia Bogu, czyli życiu (stąd samo-destrukcja?)? Za mała świadomość? Np. Anglicy już dawno załatwili swoje porachunki z Bogiem, kiedy Milton napisał Raj Utracony, którego motto zaczyna się od słów: To justify the ways of God towards man ("By usprawiedliwić ścieżki Boże względem człowieka", coś w tym rodzaju). A my? Edukacja. Wychowanie w działaniu twórczym. Nie przedmioty ścisłe, które zniewalają nas dominacją logiczno-zmysłową, ale nacisk na twórczą, samodzielną, oryginalną ekspresję.Od samego początku. A nie nakazy, zakazy, zwalanie winy na homo, czyli używanie najobrzydliwszej łatwizny i tłumienia uczuć moralizną. Pycha, autorytet, pokutowanie świętości, czyli lepszości. Wiedza pamięciowa, rywalizacja o lepszość wobec drugiego, zamiast współ-działania (bez stopni!). Tęsknota nauczyciela do władania (ten zwód zobowiązuje do POSIADANIA racji, jak każda pozycja władzy, dlatego wymaga tym większego uwrażliwienia na potrzeby drugich), a wychowanie w stłumieniu emocjonalnym (i w różnych krzywdach związanych z brakiem miłości, najczęściej ze strony ojców: brak ENERGII MĘSKIEJ) już każe odgrywać się na niewinnych. Zamknięte diabelskie koło kręci się bezpiecznie. A potem elita dyplomowców ma w dupie społeczeństwo, które uważa za prymitywów. I za swój obowiązek uważa ciągnięcie narodu w swój za-rozumiały intelektualizm, zamiast starać się być gdzieś pośrodku, trochę również służyć swoim przedstawicielom. Nie, wybory to gra w zakłamane obietnice. Po wyborach prywata i "realność", czyli obdzieranie ze skóry kogo się da, czyli bezsilnych i biednych.I zwalanie wszystkiego na zachód. Więc naród jest "bierny", nie chce do złodzieji dokładać jakichś homo. Mało problemów? Zresztą to dobry kozioł ofiarny, bo ich mało. Przykładów twórczych homoseksualistów/lesbijek, którzy przczynili się (i przyczyniają) do postępu ludzkości (jak też wzbogacania jej radości istnienia, np. Elton John), jest sporo. Może ktoś powinien się zająć ich ujawnianiem? Tylko kto uświadomi narodowi wartość twórczego istnienia? Jak na razie, w Polsce, artysta to jakas zapyziałość, godna upokorzenia, a najlepiej ukrzyżowania. Ty, artysta, chcesz szmalu? Duchem, kurwa, żyj! A prawda jest taka, że: "Stan Sztuk świadczy o stanie Ducha narodu" Nie szanujecie swoich proroków, otaczacie ich zawiścią, zamiast wdzięcznością (głosząc obrzydliwie cyniczne hasła-przekręty: cierpienie uszlachetnia,etc.), to macie burdel bez kółek. Bagno.O narodowych cerberach: wydawcach,galernikach,politykach,biznesmenach, korektorach i innych cenzorach, nawet nie warto wspominać (Ci właściwi, czyli jaskółki na pustyni, są skutecznie spychani na margines niemożliwości przetrwania bez jakiegoś cwaniactwa, wymuszającego nieludzkość. Czyli zniewalając!). A stłamszony naród, nie mający możliwości karmienia się twórczymi, wolnymi (a nie tylko intratnymi) głosami, wraca, utrwalony w bierności,posłusznie do czarno-czerwonej klatki, która czeka na niego otwarta, nie chcąc już wolności, ani dla siebie, ani tym bardziej dla innych.Zresztą w całym tym burdelu, naród zachowuje odruchy życia, wymuszając na komunie: socjalne danie (lub tegoż udawanie), a na młodolatach demo-kratach, nadstawiania ucha. Oczywiście że jest to gra pozorow poli-trupów, ale jednak proces wzajemnego przenikania sie przeciwieństw, czyli kundlowania, trwa. Tylko jak uratować tonącą w ludziach wolność?Przesada?Gadulstwo?Trzeba gadać, bełkotać, bo bez tego, głębsza świadomość, czyli odporność na tego nowego, wysubtelnionego wroga człowieczeństwa, sama się nie urodzi. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Reinhard Re: Homoseksualne małżeństwa cd IP: 62.53.116.* 17.04.01, 20:30 Ratunku !!! Tematyka ważna ! Legislatura w tym względzie też potrzebna. (wiem, powie ktoś, ale jaka ? Taka, jaka powinna być) Dyskusji też nie może zabraknąć.. ALE „pyskówki” na ten temat są niepotrzebne, a jest ich dużo. Dla wielu to pole popisu, by dać upust swej wybujałej wyobraźni i niekontrolowanym uczuciom, byle tylko „galopować” tak dalej na oślej logice i bić rekordy bezsensownych frazesów. ZATROSKANYM trzeba być tym tematem ! a zatroskani są jedni i drudzy, homo i hetero, chyba że też są jeszcze i tacy, co im to na „pimpelce” wisi. P.s.: Halo, jeffie, witaj, Ciebie też wszędzie idzie spotkać. Nie zachwyciłeś mnie i na tym miejscu swoim „genialnym wywewnętrzaniem się.” Reinhard Odpowiedz Link Zgłoś