Gość: max
IP: *.zax.pl
17.09.02, 09:40
Dwa są sposoby integracyjnej agitacji, oba opierają się na okupacji umysłu,
jednak przebiegają dwutorowo. Pierwszy zasadza się na tezie, że na drugi
dzień po "przyjęciu" zamiast mieć kaca, zaczniemy automatycznie mówić po
angielsku i francusku, a banknotami euro służący będą nam podpalać papierosy
z polskiego tytoniu. Drugi sposób prezentuje nam europejski raj, od którego
dzieli nas otchłań nieprzebyta i możemy tam się dostać jedynie za przyczyną
komisarskiej łaski.
W "Super Expressie" niejaki Jarek Janiszewski przekonuje, że do Europy
należymy jedynie z tytułu położenia geograficznego, a zdaniem autora, Polacy
to naród chamów i degeneratów. Przyznaje co prawda, że zaraziliśmy się
chamstwem "z amerykańskich filmów", jednak jako bywały w świecie, stwierdza,
że w Ameryce dajmy na to używanie wulgaryzmów "w życiu jest nie
dopuszczalne". Jako dowód opowiada, jak to jego znajomy wystawił w Chicago
duży palec i murzyńscy dżentelmeni ścigali go przez pół miasta.
Jak sądzę, ścigali go po to, żeby upomnieć za brzydki gest i wręczyć
mu "Słownik poprawnej angielszczyzny". Janiszewski stwierdza co prawda, że
murzyńscy puryści językowi chcieli mu "obić gębę", ale ja w to nie wierzę,
tym bardziej, że w następnym zdaniu pisze, że w świecie obowiązuje
zasada "non violance" - nie to co w Polsce, gdzie ludzie w "krakuskach z
pawim piórem" zarzynają się kosami. Swoją drogą, ciekawe dlaczego mieszkańcy
Chicago tak niechętnie odwiedzają "Murzynowo"?
Pana Janiszewskiego razi również "brak higieny organicznej i psychicznej".
Polak przeważnie "nie czyta, a mydła używa sporadycznie".
Wreszcie podsumowuje: "Miejsce śmierdzących i wulgarnych osobników powinny
zająć jednostki, które po kąpieli wzruszą się na widok sarenki". Co do
jednego zgadzam się z Janiszewskim, zauważa on mianowicie "postępujący
debilizm polskich mediów", dodałbym tylko "i niektórych dziennikarzy".
Panu Janiszewskiemu radzę wykąpać się i przeczytać dowolną książkę
historyczną, aby się dowiedzieć, na czym polega miejsce Polski w Europie
("tygrysy" nie wchodzą w grę) i wreszcie zmienić towarzystwo. Kiedy opuści
środowisko nurzających się na co dzień w szambie redaktorów "Super Expressu",
ujrzy Polaków wzruszających się nie tylko losem sarenki.