homosovieticus
18.10.05, 06:37
Przyglądając się wyborom prezydenckim na całym świecie właściwie zawsze, z
niskim prawdopodobieństwem błędu, jesteśmy w stanie określić, która z osób
pretendująca do najwyższego fotela w państwie najlepiej będzie wykonywać
powierzoną jej funkcję. Jest to zadanie nadzwyczaj proste, ale wymaga od nas
rzeczowej analizy przyczynowo-skutkowej. Zapomnijmy więc na chwilę o
wyborczych
obietnicach i dajmy naszej logice działać.
Najprostszą analizą, którą możemy przeprowadzić, to badanie stałego
elektoratu wyborczego danego kandydata.
W przypadku Andrzeja Leppera, większą część jego elektoratu stanowi ludność
z terenów wiejskich. Utrzymanie KRUSu, znaczne wsparcie rolnictwa w zakresie
zarówno prawnym jak i ideologicznym, są wystarczającymi argumentami dla
tychże
osób. Miastowi, którzy popierają Leppera, zwracają swoją uwagę bardziej w
stronę ideologiczną, bo o bezpośrednim interesie w czasie "dziś, jutro, za
tydzień" trudno mówić.
Ochrona własnego interesu bytu stanowi więc podstawowy element, decydujący o
naszym zaangażowaniu politycznym w zakresie popierania kandydatury Pana X.
To,
że dany kandydat mówi o walce z biedą i bezrobociem żadnego stałego wyborcy
nie
interesuje - bo zna on prawdziwe cele i możliwości swojego kandydata.
Nasz własny interes jest najważniejszy - najlepiej oczywiście żeby łączył
się z korzyściami ogólnospołecznymi. Wtedy byłaby jednak mowa o kandydacie
idealnym - a takiego, co by wszystkim dogodził i na dodatek sobie nie
zaszkodził, jeszcze na świecie nie było...
Oddając głos w wyborach prezydenckich tak naprawdę rzadko głosujemy na
najlepszego kandydata. Czasem bywa i tak, że stawiamy krzyżyk przy najgorszej
osobie na liście, która nam gwarantuje stabilność (zachowanie obecnej
sytuacji -
tj. umiarkowanie), z kolei innym ją odbiera (słynna zasada - żeby wygrać
wyścig można biec szybciej lub podłożyć naszym konkurentom świnię - co jest
prostsze). Skoro innym będzie gorzej, zaś nam się nic nie zmieni, oznacza to,
że tak w zasadzie będzie się nam lepiej powodzić - i mimo że to idiotyczny
sposób myślenia, jest bardzo popularny i niestety zaraźliwy.
O umiarkowaniu, stabilności i spokoju wspomina najczęściej sztab wyborczy
Donalda Tuska. Do kogo jest więc skierowana ta oferta?
Nie trzeba zbytnio się wysilać, żeby sprawdzić, wśród jakich grup
społecznych ukształtował się stały elektorat wyborczy Donalda Tuska. Jak już
wspomniałem, głosujemy kierując się tylko i wyłącznie własnym interesem.
Kto więc ma interes w tym, żeby fotel prezydencki przydusił na pięć
kolejnych lat Donald Tusk?
Stały elektorat wyborczy Donalda Tuska to przeważnie ludzie związani z dużym
kapitałem - czyli krótko mówiąc osoby pochodzące z najbogatszej klasy
społecznej. To także mieszkańcy, niegdyś zgermanizowanych zachodnich
województw
(wyniki wyborów dla Donalda Tuska/głosy: woj. pomorskie: 48,75% [Kaszubi],
woj.
zachodniopomorskie: 42,54%, woj. opolskie: 46,06%, woj. śląskie: 41,53%, woj.
dolnośląskie: 41,29% ). Różnica jest wyrażna, albowiem w województwach
podkarpackim, lubuskim i podlaskim Donald Tusk osiąga średnio 23% poparcia
[oficjalne dane z PKW].
Do stałego elektoratu Donalda Tuska dołączą w najbliższym czasie elektoraty
SLD, SDPL i PD (blisko 70% stałego elektoratu tych partii wyraża poparcie
Donalda Tuska w II turze wyborów - dane sondażowe). Wśród głosujących z
pewnością zobaczmy Aleksandra Kwaśniewskiego, Leszka Millera, Józefa
Oleksego -
to m.in im Donald Tusk gwarantuje spokojną prezydenturę umiarkowanego
prezydenta.
Jaki jest natomiast Twój prywatny interes?