a.adas
03.11.05, 13:34
Po wczorajszym panegiryku Homosovieticususa
forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=28&w=31347863&a=31347863
teraz ja naskrobię kilka zdań na temat najpotężniejszego obecnie człowieka w
państwie. I postaram się nie używać określenia W Trójcy Jedyny:)
Pierwszy mit: Kaczyńscy zostali zniszczeni przez układ i nigdy nie mieli nic
wspólnego z III RP. Otóż to oczywista nieprawda. Kaczyńscy byli przy poczęciu
III RP w Magdalence, potem asystowali przy Jej narodzinach. Już nie pamiętam
który z braci (ale bodaj Jarosław) dostał propozycję objęcia urzędu premiera
w 89 roku (zamiast Mazowieckiego), a potem sytuacja powtórzyła się przy
tworzeniu rządu Olszewskiego. Dwa razy Jarosław wolał oddać stanowisko komuś
innemu. I od miesiąca znowu (z trochę innych przyczyn, ale jednak...) ktoś
inny nominalnie rzadzi Polską.
Nie potrafię oprzeć się wrażeniu, że J. Kaczyński woli planować, niż
osobiście wprowadzać swe plany w czyn. To cecha wielkiego, ale nie polityka,
a politykiera. Tak jest i teraz - Kaczyński wygrał wybory, wreszcie
nadszedł "długo oczekiwany sukces", ale zamiast zająć się państwem, jego
bardziej interesuje budowa siły politycznej wokół swego brata. On juz mysli o
tym co będzie za 5 lat, zamiast mierzyć się z aktualną polską rzeczywistością.
Dobitnie świadczy o tym skład rządu. Poza Dornem, Wassermanem i Ziobro
pozostali ministrowie (łącznie z premierem) to klasyczne "zderzaki". Mają
zrobić swoje, a jak się nie sprawdzą to się ich po prostu wymieni.
Niebezpiecznie się zrobi jak rozliczeniowe igrzyska przesłonią wszystko inne,
a taka groźba istnieje. Ok, statystyki wykrywalnosci przestepstw wzrosną o
pół procenta, ale co z resztą? Co z gospodarką, stabilnym programem reform na
cztery lata, UE i innymi tego rodzaju "głupstwami"? Samo się zrobi?... byleby
tylko bulteriery Kaczynskich w świetle kamer mogły osobiscie przymknąć
różowego aferała-liberała...???
I ostatnia sprawa - Kacczyński już nie walczy z mitycznym salonem, a
zwyczajnie buduje swój. I ostrzeżenie - budowa nieformalnych powiązań
politycznych to nieodłączna cecha kazdej bez wyjątku demokracji, ale czasem
nawet w najbardziej stabilnych krajach próby te konczą się tragicznie, a w
ostaecznym rozrachunku przynoszą państwu jedynie marazm - kanclerz Kohl
mógłby coś o tym powiedzieć. I proszę sobie przypomnieć z jakim entuzjazmem
SLD rzuciło się na Polskę nie tak dawno temu, i jak hmmm, skończyło.
Reasumując, dopóki Jarosław Kaczyński nie weźmie pełnej odpowiedzialności za
swoje działania, nigdy nie będzie mężem stanu. A on nie wykazuje do tego
najmniejszej chęci. I nie pamietam by kiedykolwiek wykazywał... Ot genialny
centralny planista, a jak coś nie wypali to nie jego wina, tylko terenu,
reakcji i ogólnoświatowego spisku.