panidalloway
12.11.05, 11:29
Wielce szanowny Pan Jan Rokita w wywiadzie tak długim, że nie starczyło mi
cierpliwości, przyznaje się do cierpienia wywołanego trudnościami w
zrozumieniu, co się wyprawia. Jest to cierpienie szlachetne i mające
zasadnicze znaczenie zarówno dla rozwoju ludzkości, jak i pojedynczych
osobników. Nakłania ono bowiem, by przełamać lenistwo i zacząć główkować.
Wydaje się jednak, że wybitny intelekt i zamiłowanie do dogłębnych
przemyśliwań napotyka u Pana Posła na jakąś zasadniczą przeszkodę. Nieśmiało
bym sugerowała, że może to być pycha. Pan Rokita scharakteryzował bowiem
dylemat, przed jakim stoją Kaczyńscy (choć oni sami nie sądzą chyba, że
maja jakiś problem), jako wybór między Rokitą a Lepperem. Pan Rokita nie
zauwaza, że jeśli ma faktycznie być reprezentantem innej Polski niż Pan
Andrzej, powinien pamiętać, że ma kolegów , w odróżnieniu od przedmiotu
porównania, który ma trzymaną za mordę(oj, przepraszam) kompanię (karną) .
I że to właśnie jest fundamentalna różnica
Rokita nie zapomina również napomknąć, iż PiSowcy między sobą szczerze
uważają, iż niejaki Donald umie jedynie trzymać laskę. To nie jest wypowiedź
godna kontrstratega. To zwyczajne podstawianie kumplowi nogi na dużej
przerwie.
A druga sprawa, która mnie zastanowiła, to sposób, w jaki Rokita wystawia
świadectwa uczciwości Pan Marcinkiewicz to przyzwoity facet, chociaż bierze
udział w szopce polegającej na sprzecznej pracy kończyn dolnych i górnych.
Nogi kopią pod stołem, podczas gdy ręce wydłużają się teleskopowo nad
stołem i przez otwarte drzwi. Na dodatek Rokita szanuje braci Kaczyńskich
niezależnie od tego, co robią, a to co robią, pryncypialnie krytykuje.
Nie rozumiem, ale nie cierpię, bo to chyba nie moja wina.