Gość: Nowy
IP: *.torun.dialup.inetia.pl
02.11.02, 21:50
W 1990 kiedy budownictwo zaczęło padać mój kolega
znakomity inżynier z wykonawstwa znający 2 zachodnie i
1 wschodni język, stwierdził że nadeszły takie czasy,
ze trzeba założyc własną firmę i pojechał na 4 lata do
Niemiec zbić kapitał. Gdy wrócił z kapitałem budowało
się jeszcze mniej i były to w większości roboty
publiczne. Założył więc firmę w miescie z którego
pochodzimy i złożył swoją ofertę właśnie na dużą
"robotę". Niestety "dziwnie" odpadł, przy następnym
przetargu też, a roboty dostawały "dziwne" firmy, nie
dotrzymujące terminów, zawalające jakość itd. Zaczął
więc chodzić "przy urzędzie", no pewien nic "nie
znaczący człowieczek" wyjaśnił, że trzeba dać w łapę
(nie powiedział komu). Karol [N: imię zmieniłem] chciał
go pobić, ale poszedł z tym na policję i tu niemiłe
rozczarowanie - "czy on wie ile może go kosztować
pomówienie przyzwoitych radnych?". Jeszcze rok próbował
coś zwojować z miernym skutkiem no i znowu wyjechał do
Niemiec na zarobek.
Dzisiaj, po kilku latach spotkałem go przypadkiem i
spytałem co buduje? A on mrugnął do mnie znacząco i
powiedział:
BĘDĘ RADNYM!
O mało mnie szlag nie trafił, ale sobie pomyślałem w
tym kraju trzeba się ustawić i jakoś i z czegoś żyć.
Co to kurwa za kraj!?
Kto zniszczył to przekonanie z 90' roku "teraz będzie
wolność, demokracja, uczciwość".
Ale zachciało się "okrągłego stołu", zamiast wyciąć w
pień to czerwone tałatajstwo!
Nowy