emeryt.z.mojrzeszowa
26.01.06, 07:04
Krajobraz po bitwie
czyli koszty pseudorestrukturyzacji.
Kadencja rządu w latach 2002 - 2005 w Lasach Państwowych upłynęła w cieniu
"restrukturyzacji" .
Restrukturyzacja była perfidnym sposobem eliminacji z pracy ludzi niewygodnych dla kasty
rządzącej w Lasach Państwowych.
Stworzono atmosferę strachu. Atmosferę zagrożenia istnienia firmy. Wytworzono ją z
zamysłem aby, uniknąć oporów załóg, aby skundlić ludzi słabych i użyć ich jako
podwykonawców...
Wystarczy otworzyć tzw. Bilans otwarcia z dnia 09.01.2002 aby się przestraszyć samych
tytułów rozdziałów tego pseudodokumentu. Stworzono również fakt medialny "ujemny
wynik finansowy". Nie można było tego jednozdaniowego kłamstwa powtarzanego przy
każdej okazji przez czerwonych wybawców z dyrektorem Dawidziukiem na czele obalić
kilkustronicowym artykułem o trikach
" kociej księgowości" dostępnym na prywatnej stronie Konrada Tomaszewskiego.
W tej atmosferze strachu dyr. Dawidziuk uruchomił restrukturyzację opartą o
tzw. "plan majchrzaka" .Uruchomił , ale nie wprowadził zasad procesu zwolnień żadnym
zarządzeniem. Wystosował jedynie pismo EP,.h0337/3/02 z załącznikiem nr. 1 tj."
Wytyczne w zakresie zatrudnienia" . W piśmie tym dyr. Dawidziuk w sposób życzeniowy
pisze z kim "należy" i "powinno się" rozwiązywać stosunek pracy w pierwszej kolejności.
Sądzę, że to nie unormowanie zasad restrukturyzacji zarządzeniem było celowym
zaniechaniem mającym na celu umożliwienie czystek.
Niewydanie zarządzenia w tak istotnej sprawie jak zwolnienie kilku tysięcy osób nosi
znamiona niedopełnienia obowiązków służbowych co stanowi złamanie art. 231 KK.
Niezależnie od odpowiedzialności prawnej dyr. Dawidziuk ponosi pełną odpowiedzialność
moralną za wszystkie niegodziwości jakich się dopuścili jego siepacze, gdyż brakiem
zarządzenia otworzył do nich drogę.
W każdym nadleśnictwie zwolnienia odbywały się według innych "zasad" ale miały
wspólny cel. Celem było zwolnienie ludzi niewygodnych, związanych z NSZZ
"Solidarność" itp.
Kilka przykładów z terenu RDLP Lublin.
W Nadleśnictwie Janów Lubelski zwolnienia prowadzono pod hasłem:
"optymalnego doboru kadry do zadań" . Optymalizacja w tym przypadku oznaczała
zwolnienie ludzi niewygodnych i zatrudnieniu córki i zięcia oraz ich szybkim awansowaniu.
W Nadleśnictwie Zwierzyniec po serii sfingowanych doniesień do prokuratury, rozpoczęto
zwolnienia niezgodnie z "wytycznymi" i bez ustaleń ze związkami
zawodowymi. Na potrzeby procesowe w sądach pracy nadleśniczy wymyślił,
że kierował się kryterium stażu pracy i wykształcenia. W rzeczywistości większość
zwolnionych stanowili pracownicy z wyższym wykształceniem i dużym stażem np.30-
letnim. Pozostawiono zaś ludzi w służbie leśnej z wykształceniem zasadniczym i
posiadających uprawnienia przedemerytalne.
Najbardziej niebezpiecznych dla układu ludzi starano się wyeliminować z branży. Do tego
celu używano sprawdzonych metod i sprawdzonych ludzi. Metody to sfingowane
dochodzenia i kontrole wewnętrzne. Sprawdzeni ludzie to działacze PZPR i siepacze z
ZOMO.
"Akcjami specjalnymi" na terenie RDLP Lublin kierował dowódca grupy interwencyjnej
towarzysz Konarzewski - długoletni i ostatni sekretarz POP PZPR w RDLP Lublin. Prawą
ręką był plutonowy super ZOMO. Dzielny pałownik BCP - Batalionów Centralnego
Podporządkowania, zasłużony w stanie wojennym W. Kozłowski z Nadleśnictwa
Zwierzyniec.
"Cyngle" czerwonej mafii nie przedstawiali zbyt wysokiego poziomu moralnego.
Spoufalenie się przełożonych przez zlecanie zadań specjalnych pozbawiło ich obaw przed
szefami. Na efekty nie trzeba było długo czekać:
W dniu 10.05.2003 roku w miejscowości Wilczopole pijany komendant straży leśnej z
Nadleśnictwa Świdnik służbową niwą taranuje grupę pieszych. Próbuje zbiec z miejsca
zdarzenia, ale wjeżdża na prywatną posesję, gdzie zatrzymują go świadkowie zdarzenia.
Pracuje do dziś w straży leśnej. Jest zaufanym człowiekiem od brudnej roboty
nadleśniczego J. Jamroza - czołowego twórcy czerwonych porządków w rdlp Lublin,
członka komisji Majchrzaka .
Zwierzyniec 08.03.2004 roku kolejny pijany strażnik pomocnik plutonowego
W.Kozłowskiego, łasy na darmowy alkohol w Dniu Kobiet zjeżdża na lewy pas uderza w
meblowóz a następnie przez chodnik dla pieszych w ogrodzenie zakładu "Jobon" . Zbiega z
miejsca zdarzenia, ale zatrzymuje go ochrona zakładu. Całe szczęście nie było nikogo na
chodniku. Pracuje do dziś w Straży Leśnej.
W tym samym Zwierzyńcu w kilka miesięcy później pijany brakarz przez dwa dni
paraliżuje pracę biura nadleśnictwa w trakcie przetargu na drewno. Po zainteresowaniu się
prasy nadleśniczy na łamach. gazety potwierdza iż brakarz był pijany i informuje ,że na te
dni wysłał go na urlop.
Jaka jest kondycja moralna pracowników Lasów Państwowych po eksperymencie
restrukturyzacji bez zasad, zafundowanym lasom przez dyr. Dawidziuka.
Oczywiście różna w różnych nadleśnictwach, bo nie wszędzie nadleśniczowie kierowali
się, nepotyzmem, prywatą, zawiścią.
Ale ile jest nadleśnictw w których zwalniano sumiennych i wykształconych pracowników
a pozostawiono leserów i pijaków?
Ile jest takich nadleśnictw w których uczciwym pracownikom organizowano dochodzenia i
wymyślne kontrole, a złodziejom z czerwoną legitymacją nawet nie próbowano
przeszkadzać.
W ilu nadleśnictwach siepacze szefów mogą czuć się bezkarni. Bezcześcić mundur i drwić z
ustawy o lasach mówiącej w art. 45. o "nienagannej opinii" jaką mają posiadać zatrudnieni
w Służbie Leśnej.
Myślę że takich nadleśnictw jest wiele.
Niegodziwości bolą najbardziej tych których dotyczą, ale deprawują osoby postronne
szczególnie ludzi słabszych psychicznie i młodych.
Wydarzenia z ostatnich 4-rech lat pokazały ,że organizacja Lasy Państwowe w jakiejś
części straciła zdolność samooczyszczania się z osób niegodnych. Natomiast zalęgło się
Lasach kolesiostwo, klikarstwo , prywata i nepotyzm..
Jeżeli nie zatrzymamy i nie odwrócimy tych tendencji to mogą one w dłuższej
perspektywie być początkiem końca organizacji Lasy Państwowe.
Apelujemy do Dyrektora Generalnego o większą determinację.