emerytka2006
13.02.06, 12:15
... i to nań zwrócił mi uwagę mój siostrzeniec z Wrocławia (badający już od
kilkudziesięciu lat historię dolnośląskich Żydów - tematykę stosunków polsko-
żydowskich ma w małym palcu). Nie zaprzeczył (niczym profesor z Jagiellonki)
zbrodni jako takiej, ale zwrócił uwagę na pewne niebezpieczeństwo jakie się
wiąże z głoszeniem wszem i wobec "prawdy o Koniuchach".
Wiadomo, że ta tragedia miała podłoże ideologiczne (wioskę wymordowano za
nieposłuszeństwo wobec armii czerwonej i zaciekły antykomunizm mieszkańców),
a nie rasistowskie ("nienawiść do Polaków wyssaną z czosnkiem"). Żądając więc
od Żydów przeprosin za Koniuchy - tokuje wrocławski siostrzeniec - które to
oskarżenie każdy uczciwy badacz (juz to amerykański, już to europejski) musi
odrzucić, prowokujemy natychmiastową REAKCJĘ po tej drugiej stronie w postaci
przypomnienia tysięcy pogromów, jakich dokonali Polacy (Lida, Pińsk, Lwów,
Grodno, Przytyk, Myślenice, Brześć nad Bugiem) i być może wysunięcia roszczeń
majątkowych - odszkodowań za utracone życie i mienie.
Ergo, wszyscy koniuchofani są więc zapalnikiem, który dokona zniszczenia
delikatnej konstrukcji pojednania polsko-żydowskiego. Nie chcę snuć domysłów
czy są opłacani szeklami (o co uwielbiają oskarżać innych), ale zastanawia
(właśnie w przypadku tak inteligentnych ludzi jak Froy B.) taka
niefrasowbliwość w podejściu to poważnego tematu. I kto później będzie płacił
odszkodowania - zwykli obywatele czy prowokatorzy (nawet nie wiadomo czy
mieszkający w Polsce) jak Froy B.?
* froy = kobieta (jid.)