tad9
16.03.06, 15:57
Rozczarował mnie Rafał Ziemkiewicz swoim komentarzem na "Interii",
rozczarował nie dlatego, że broni Balcerowicza - zawsze miał do niego
słabość - ale dlatego, że napisał: "O co chodzi w tej wojnie z Balcerowiczem,
po cholerę ona, że tak wprost zapytam?". Litości panie Rafale! W tym wieku,
po tylu latach obserwowania sceny politycznej, takie pytania??? Chodzi o
władzę, a co do Balcerowicza - właśnie obserwujemy jego atak wyprzedzający.
Prawo międzynarodowe definiuje taki atak bodajże jako atak przeprowadzany w
razie zbliżającego się, nieuchronnego zagrożenia, i definicja ta odpowiada
ścisle temu, co robi pan profesor. Chce przejąć inicjatywę, przynajmniej w
takim zakresie, by narzucić publiczności definicję konfliktu, a
definicja "obrona niezależności NBP", jest całkiem niezła, i jeśli pan
wiceminister Szałamacha zwierza się "Najwyższemu Czasowi": "Prezes
Balcerowicz celowo zaognia konflikt. Nie wiem w jakim celu", to wykazuje
dziecięcą naiwność, bądź dojrzałą przezorność (w wypadku, gdyby się domyślał
o co chodzi, ale nie chciał chlapać językiem). A o co chodzi? Może wypada
przypomnieć sobie ten epizod:
forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=28&w=37641036&a=37641036
A tutaj żart roku:
"Niepodległość odzyskana w 1989 r. umożliwiła Polsce przemiany, których
dogłębą istotą jest przechodzenie od socjalistycznego państwa bezprawia, do
państwa prawa" (Leszek Balcerowicz)
Doprawdy, panie profesorze .....
forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=28&w=33831780&a=33831780
Jedno w tym wszystkim jest pewne: rację ma profesor Śpiewak, teraz to już
idzie na noże. Kiedy zobaczymy Donalda Tuska z twarzą Leppera?