elfhelm
23.03.06, 23:50
Wygląda to na jakąś niedopracowaną imitację ordynacji niemieckiej.
Art. 167. 1. Po ustaleniu liczby mandatów przypadających uprawnionym komitetom
wyborczym, wojewódzka komisja wyborcza dokonuje podziału mandatów między
kandydatów z jednomandatowych okręgów wyborczych i kandydatów z list
wojewódzkich w sposób następujący:
1) z zastrzeżeniem pkt. 2 mandaty otrzymują kandydaci na posłów w
jednomandatowych okręgach wyborczych, którzy uzyskali w swoich okręgach
największą liczbę ważnie oddanych głosów;
2) jeżeli liczba kandydatów danego komitetu wyborczego, którzy uzyskali
w swoich okręgach największą liczbę głosów jest większa od liczby mandatów
przypadających temu komitetowi w okręgu wojewódzkim, wojewódzka komisja
wyborcza przydzielając mandaty pomija kolejno tych kandydatów, którzy
otrzymali najmniejszy odsetek głosów w swoim jednomandatowym okręgu wyborczym.
W przypadku uzyskania równych odsetek głosów przez dwóch lub więcej
kandydatów, mandat przydziela się temu kandydatowi, w którego jednomandatowym
okręgu wyborczym oddano więcej ważnych głosów na wszystkich kandydatów, a
jeżeli i w ten sposób nie można dokonać przydziału mandatu, decyduje losowanie
przeprowadzone przez przewodniczącego wojewódzkiej komisji wyborczej;
3) jeżeli liczba kandydatów danego komitetu wyborczego, którzy uzyskali
w swoich okręgach największą liczbę głosów jest mniejsza niż liczba mandatów
przypadająca temu komitetowi w okręgu wojewódzkim pozostałe mandaty otrzymują
kandydaci z listy wojewódzkiej w kolejności umieszczenia na liście. W takim
podziale mandatów z listy wojewódzkiej nie biorą udziału kandydaci, którzy
uzyskali mandat w jednomandatowym okręgu wyborczym.
Czyli prawie wszystko pozostaje po staremu. PiS, zgarniając wszystkie mandaty
w JOW na podkarpaciu, przy np. 40% poparciu, dostałby tylko 40% mandatów.
Nie na tym polega idea JOW.