Gość: brzytwa
IP: *.pcz.czest.pl
20.12.02, 13:11
Brawo panie Michnik! To panska zasluga, ze zbrodniarze sa dzis na wolnosci
i smieja sie z nas w kulak. To twoja zasluga szmaciarzu!
Sekcja śmierci
Tygodnik "Wprost", Nr 1047 (22 grudnia 2002)
"Wprost" i "Polsat" - Kto naprawdę zabił księdza Jerzego Popiełuszkę?
Tylko trzy fakty są pewne w sprawie zabójstwa księdza Jerzego Popiełuszki:
data porwania (19 października 1984 r.), śmierć księdza i data wyłowienia
ciała z wody (30 października 1984 r.). Wszystko inne zostało w różnym
stopniu sfingowane lub zafałszowane. Dowodzą tego zeznania kilkudziesięciu
świadków, których przesłuchali prokuratorzy Instytutu Pamięci Narodowej
pracujący pod nadzorem prokuratora Andrzeja Witkowskiego. Z tych zeznań oraz
z analizy dokumentów procesu toruńskiego (z 1984 r.), a także z nowych
ekspertyz, wynika, że w zbrodnię było uwikłanych kilkadziesiąt osób, a nie
tylko cztery skazane w procesie. Kiedy milicja poszukiwała zwłok księdza
Popiełuszki, kapłan najprawdopodobniej jeszcze żył. Wiele wskazuje na to, że
zamordowano go tydzień po porwaniu. Przez ten czas był prawdopodobnie
przesłuchiwany w jednym z bunkrów w Kazuniu. Możliwe, że skazani w procesie
toruńskim Piotrowski, Pękala i Chmielewski siedzieli już w areszcie, gdy w
centrali SB dopiero podjęto decyzję o zabiciu księdza.
Uwolnienie Jerzego Popiełuszki mogłoby doprowadzić do oskarżenia znacznie
większej liczby osób zaangażowanych w porwanie. Mogłoby też odsłonić metody
działania grupy D, która składała się ze specjalnych komand z
nieograniczonymi pełnomocnictwami. Czy zabicie kapłana uznano za mniejsze
zło? Jedna z wersji śledztwa zakłada, że gdy w Warszawie zastanawiano się, co
zrobić z porwanym, przesłuchujący księdza funkcjonariusze zbyt mocno go
pobili i już nie odzyskał przytomności. Potem cała aktywność centrali SB
skupiła się na ukrywaniu i fałszowaniu tego, co się naprawdę wydarzyło. W
dwóch operacjach - o kryptonimach "Teresa" i "Robot" - kilkudziesięciu
funkcjonariuszy SB zacierało ślady, niszczyło dokumenty, zastraszało
świadków. Jedna z ekip miała się udać do Kazunia, gdzie zdezynfekowano
wnętrze bunkra, w którym przetrzymywano księdza Popiełuszkę. To
funkcjonariusze z tej grupy mieli sprawdzać, na jakich drogach nie było
posterunków milicji, a potem tamtędy wyznaczyli trasę, którą rzekomo mieli
się poruszać Piotrowski i jego ludzie.
"Skręcone" śledztwo
Świadkowie, których od maja 2002 r. przesłuchują prokuratorzy z lubelskiego
oddziału IPN, w tym byli funkcjonariusze SB, obawiają się o własne życie.
Twierdzą, że osoby zamieszane w porwanie i zabójstwo wciąż mają długie ręce. -
Jeśli w przeddzień przesłuchania w najpilniej strzeżonym areszcie ginie
człowiek podejrzany o zabójstwo ministra sportu Jacka Dębskiego, to jest to
wyraźny sygnał, że nikt nie powinien się czuć bezpieczny - mówi Jan
Olszewski, oskarżyciel posiłkowy podczas procesu toruńskiego. - To nie jest
pierwsza lepsza sprawa kryminalna. Tu przeciwko świadkom staje aparat
bezpieczeństwa PRL ze strukturami i powiązaniami funkcjonującymi do dzisiaj -
mówi "Wprost" prokurator Andrzej Witkowski.
- Wiele wpływowych osób nadal nie jest zainteresowanych, by prawda ujrzała
światło dzienne, bo za tą zbrodnią stało MSW. Gdy dowiedziałem się, jak
zostało "skręcone" śledztwo w sprawie ustalenia wszystkich winnych zabójstwa
księdza Popiełuszki, nakazałem Instytutowi Pamięci Narodowej wszczęcie
śledztwa - mówi Zbigniew Wasserman, szef Prokuratury Krajowej, gdy ministrem
sprawiedliwości był Lech Kaczyński.
Kiedy naprawdę zginął ksiądz Popiełuszko?
Z zeznań nowych świadków wynika, że ciało księdza Popiełuszki wrzucono do
zbiornika we Włocławku dopiero 25 lub 26 października. Grzegorza
Piotrowskiego, Waldemara Chmielewskiego i Leszka Pękalę zatrzymano 23
października. Dzień po aresztowaniu Chmielewski wskazał miejsce, gdzie miały
się znajdować zwłoki księdza. Ciało znaleziono jednak dopiero 30
października, czyli po pięciu dniach poszukiwań. Jeden z nurków ponoć zeznał,
że gdyby ciało rzeczywiście było tam, gdzie je w końcu znaleziono, to
zostałoby odkryte już 26 października. Zdaniem tego świadka oraz innych
uczestników poszukiwań, przed 30 października zwłok nie było w miejscu
wskazanym przez Chmielewskiego. Oznaczałoby to, że nie wiedział on, gdzie
razem z Piotrowskim i Pękalą wrzucili zwłoki do wody! W żadnej z kilku opinii
lekarskich nie określono daty śmierci. Nie ustalono też, jak długo zwłoki
księdza znajdowały się w wodzie.
Hipotezę, że ksiądz Popiełuszko zginął tydzień później, niż dotychczas
sądzono, i tydzień później wrzucono jego ciało do wody, weryfikują trzej
profesorowie medycyny sądowej, powołani przez prowadzących śledztwo.
Sprawdzają zawartość żołądka i stopień rozkładu pokarmów, co pomoże ustalić
faktyczną datę śmierci. - Przyznaję, że mamy nowe ustalenia dotyczące śmierci
księdza Popiełuszki, ale za wcześnie, by mówić o przełomie. Te nowe ustalenia
mogą jednak oznaczać przełom - przyznaje "Wprost" prokurator Andrzej
Witkowski. - Mamy materiał dowodowy na sto procent, a musimy mieć na
dwieście, żeby nie było wokół sprawy żadnych wątpliwości.
Co ukrywa Grzegorz Piotrowski?
Jedna z hipotez śledztwa zakłada, że ksiądz Popiełuszko został uprowadzony
przez Piotrowskiego, Pękalę i Chmielewskiego, a następnie przekazany innym
funkcjonariuszom, którzy działali w ramach grupy D. To oni przez kilka dni
przesłuchiwali, bili i torturowali księdza w bunkrze w Kazuniu, a potem
wrzucili ciało do zbiornika we Włocławku. Funkcjonariusze z grupy D
prawdopodobnie torturami chcieli nakłonić księdza do podpisania oświadczenia
o współpracy z SB. Wówczas można byłoby go uwolnić i szantażować. Śmierć
księdza mogła być "wypadkiem przy pracy". Popiełuszko zmarł w wyniku wstrząsu
po długotrwałym biciu i dręczeniu. Może to potwierdzać fakt, że wielu
poważnych ran odkrytych na ciele zamordowanego księdza w toku śledztwa i
procesu nie udało się przypisać żadnemu z oskarżonych o tę zbrodnię, mimo że
szczegółowo opisywali, w jaki sposób bili ofiarę.
Od momentu ucieczki Waldemara Chrostowskiego, kierowcy księdza, cała wiedza o
tym, co się działo z Popiełuszką, jest oparta na zeznaniach oskarżonych w
procesie toruńskim. - Podczas procesu mogliśmy szukać dowodów wyłącznie w
materiałach dostarczonych przez MSW, które ściśle kontrolowało zarówno
zawartość akt śledztwa, jak i to, co się działo w toku samej rozprawy -
wspomina Jan Olszewski. MSW wybrało też obrońców dla Piotrowskiego, Pękali i
Chmielewskiego. W listopadzie 1984 r. podczas posiedzenia Biura Politycznego
KC PZPR gen. Kiszczak mówił: "Nam zależy z różnych względów, żeby to byli
obrońcy, którzy by, że tak powiem, nie poszerzali sprawy poza fakt
uprowadzenia i zabójstwa". "W 1984 r., aby udowodnić dokonanie tej zbrodni
czterem i tylko czterem osobom, użyto całej potęgi MSW. Wielka liczba ludzi,
nieograniczone środki finansowe i techniczne umożliwiły realizację tego
zadania" - mówił w 1992 r. sędzia Jarosław Góral na procesie generałów
Władysława Ciastonia i Zenona Płatka, oskarżonych o kierowanie zabójstwem
księdza (w ubiegłym tygodniu Ciastoń został uniewinniony).
Wspomniane operacje pod kryptonimami "Teresa" i "Robot" rozpoczęto
natychmiast po aresztowaniu grupy Piotrowskiego. Nadano im klauzulę
najwyższej tajności, a nadzór nad nimi sprawowało ścisłe kierownictwo MSW.
Fakt, że takie operacje prowadzono, wyszedł na jaw dopiero w 1992 r., po
odtajnieniu materiałów MSW, które były potrzebne podczas procesu generałów
Ciastonia i Płatka. Szczegółów operacji możemy nie poznać nigdy, bo większość
materiałów została zniszczona. Jednym z elementów operacji "Teresa" było
skłonienie oskarżonych do złożenia konkretnych zeznań, a potem pilnowanie, by
nie rozmawiali oni z nikim o szczegółach porwania i zabójstwa księdza. W
trakcie ich pobytu w więzieniu podczas każdego widzenia z rodziną był ob