Gość: aldona
IP: *.nanarb01.mi.comcast.net
07.01.03, 19:57
www.tygodniksolidarnosc.com/2003/2/8_man.htm
Wiedziałem, że ich przemówienia, na pewno kompetentne i ważne, będą dotyczyły
samej książki, natomiast nikt nie powie o niektórych okolicznościach dyskusji
wokół wydarzeń w Jedwabnem, które uważam za ważne, a dyskusja zaczyna już
wygasać.
W tej sytuacji postanowiłem wypowiedzieć się o pewnych kwestiach "wokół
Jedwabnego", dotkniętych zresztą w otwierającym książkę tekście doc. Pawła
Machcewicza, a więc w sytuacji, w której moje uwagi nie będą całkiem odbiegać
od tej właśnie książki.
Ponieważ wiedziałem, że wypowiedź moja będzie dla wielu kontrowersyjna,
napisałem ją i odczytałem na sali.
Chciałbym Czytelnikom Tygodnika Solidarność przedstawić ów tekst i
jednocześnie sposób, w jaki został omówiony w prasie. Niech będzie to
świadectwo tego, jak się manipuluje wypowiedziami ludzi, których tezy są
niemiłe redaktorom naszej prasy codziennej, lub jak się je nagina do tez
własnych, własnego sposobu widzenia danych problemów.
Oto słowa, które odczytałem na sali w dniu 12 grudnia.
Omawiana dziś książka nosi tytuł: "Wokół Jedwabnego", a więc i moja wypowiedź
będzie dotyczyła pewnych kwestii, częściowo tylko z Jedwabnem związanych.
Punktem odbicia będzie dla mnie bardzo ciekawy artykuł wstępny doc.
Machcewicza, do którego niektórych tez się odniosę.
1. Docent Machcewicz słusznie zauważył, że od wydania książki Grossa do
listopada 2000 roku była właściwie cisza, a potem nagle, między listopadem
2000 roku a 10 lipca 2001 roku trwała burza medialna, która potem nagle
wycichła. Jak pisze, bywało po 150 artykułów w ciągu miesiąca. Tak, to była
znakomicie przygotowana operacja medialna, w którą zaangażowała się
telewizja, radio, redakcje i autorytety. Była to przy tym akcja
przeprowadzona w ramach specyficznie określonej "poprawności politycznej".
Wspomnienie osobiste. Przychodzi do mnie miłe dziewczątko z Polskiego
Radia. "Panie profesorze, coś o Jedwabnem. Błagam". Odpowiadam, że nie mam
nic do dodania do tego, co właśnie napisałem. Składa ręce. "Błagam. Byłam u
prof. Kuleszy i nic mi nie powiedział. A mnie kazano: codziennie coś o
Jedwabnem."
Żadna zbrodnia, z katyńską włącznie, nie miała w Polsce takiej oprawy
medialnej, nie była tak - wręcz natrętnie - eksponowana.
2. Doc. Machcewicz pisze, że dziś w Polsce nie ma cenzury, można pisać, co
się chce. Nie całkiem się z nim zgadzam, istnieje potwornie silny nacisk
mediów i wytworzonych zasad "poprawności politycznej" - one też zamykają
ludziom usta. Pewna Pani Profesor powiedziała mi kiedyś, że nie jest
tchórzem, brała udział w Powstaniu Warszawskim, ale nie odważyłaby się
narazić na zarzut, że jest antysemitką.
3. Polska jest krajem, w którym już na początku III Rzeczypospolitej złamano
kręgosłup ludzkiemu poczuciu sprawiedliwości. Przez 50 lat trwały zbrodnie -
tylko zbrodniarzy nie widać.
Stąd szukanie sprawiedliwości za zbrodnie właśnie w Jedwabnem brzmi wielu
ludziom dość dziwnie.
4. Wyjdźmy na chwilę poza współczesne kanony "poprawności politycznej", które
pozwalają nam potępiać zbrodnię łomżyńskich chłopów i chłopo-mieszczan. I ja
ją po trzykroć potępiam. Nic nie usprawiedliwi mordu na niewinnych kobietach
i dzieciach.
Ale stańmy w prawdzie. Wyjdźmy poza to co jest "poprawne".
W okresie XII 1942-I 1943 w Kraśnickiem oddziały GL dowodzone
przez "Grzegorza" Korczyńskiego i "Przepiórkę" Gronczewskiego wymordowały we
wsiach: Ludmiłówka i Grabówka oraz w lesie gościeradowskim ponad 100 Żydów.
Wyciągano ich z chat wiejskich, w których się ukrywali i rozstrzeliwano na
podwórkach. Ohyda! Polowano na każdego Żyda - bez współudziału Niemców.
Jak myślicie Państwo: Czy Adam Michnik wyśle panią Bikont po reportaż do
Ludmiłówki i Grabówki? Czy pani Arnold pojedzie tam nakręcić
film "Świadkowie"? Jak myślicie?
Powie ktoś: mówił pan o czymś, o czym już dawno wiedzieliśmy. O Jedwabnem
także wiedziano.
A Korczyński po wojnie był polskim generałem i ambasadorem - reprezentował
Polskę. A Gronczewski był pułkownikiem WP.