petroniusz0015
17.05.06, 21:03
W pierwszyn numerze "Niezależnej Gazety Polskiej" z 3 marca 2006 r. w
artykule pt. "Lustracjada" Waldemar Łysiak napisał: "[...]Gdy prof. Kieres
poinformował opinię publiczną, że zdemaskowano jako kapusia prominentną
figurę z Watykanu, ale chwilowo nie podał jej nazwiska - grono oficerów SB
zadrżało ze strachu: <Cholera, wiedzą!...>. Gdy tydzień później przymuszony
Kieres wyksztusił wreszcie nazwisko (Ojca Hejmo) - ci sami funkcjonariusze
odetchnęli z ulgą: <Ach, to tylko Hejmo!>. Bali się, że IPN wykrył tego o
randze dużo, dużo wyższej, z samego szczytu."
A teraz zagadka: Kogo Łysiak miał na mysli pisząc o tajnym współpracowniku
SB "z samego szczytu" Watykanu? Jak sądzicie?