leszek.sopot
18.05.06, 13:11
To, co się dzieje wokół informacji o współpracy ks. Czajkowskiego z SB,
przypomina najczarniejsze czasy nagonki na księży z okresu stanu wojennego.
Niczym się nie różnią w swojej wymowie wypowiedzi atakujące ks. Czajkowskiego
od tego, co pisał Jan Rem. Aura nienawiści, zajadłości i wrogości jest na tym
samym poziomie. W ten sam wstrętny sposób człowiek człowiekowi pragnie
postawić szubienicę by zwisające na sznurze bezbronne już zwłoki móc
bezkarnie opluwać i bezszcześcić. Wydawać by się mogło, że to był świecki
zwyczaj znany z peerelu. Ale gdzież tam. Wszystko co podłe nie jest obce
byłym i obecnym linczownikom. Człowiek to wróg, tak jakby jedynym ich mottem -
niezależnie od poglądów - było: "człowiek człowiekowi wilkiem".
Czytam dziś w "Dzienniku", że ks. Czajkowski przyczynił się do śmierci ks.
Popiełuszki... Amok, pogoń za sensacją, a może coś innego.
Jan Rem, czyli Jerzy Urban, pisał: "[...] Co tam więc robi natchniony
polityczny fanatyk, Savonarola antykomunizmu? Daje on świadectwo ideowej i
intelektualnej degeneracji części inteligentów formacji żoliborskiej, dowodzi
uwiądu tegoż Żoliborza, który przed wojną z przesadą nazywany bywał
czerwonym, ale różowym był w każdym razie. [...] Cóż z tego, że ks.
Popiełuszko mierzi, skoro w dzisiejszej wykształconej Polsce, polityczni
magicy są wciąż skuteczni. Podobnie: cóż z tego, że nie istnieje nic takiego,
jak ludzka dusza, skoro walka o rządy dusz trwa realnie. Gdyby Telewizja
Polska mogła mieć na swoje usługi jakiegoś Rasputina byłaby to niestety
oferta do rozważania. Bardzo to smutne, ale prawdziwe, póki ma swoją
klientelę ks. Popiełuszko i wzięciem się cieszą jego czarne msze, a do
których Michnik służy i ogonem dzwoni".
Wystarczy zmienić nazwisko ks. Popiełuszki na ks. Czajkowskiego by przekonać
się, że dzisiejsi uczestnicy nagonki mają ten sam cel - atak na Adama
Michnika. Księdza traktują jedynie jako narzędzie ataku. Jest to atak
na "salon" i "łże-elity". W tym ataku każdy chwyt jest dozwolony... może
niedługo dowiemy się, że to ks. Czajkowski nawoływał by zabić innego księdza.
Już teraz możemy przeczytać jaka to "kreatura", jakiś "nostromo"
pisze "rzeźnik", o ludziach proszących o opamiętanie pisze się "użyteczni
idioci"...
Przez Polskę przechodzi wycie: "trzeba zaszczuć księdza".
Jeśli nawet okaże się bez cienia wątpliwości, że w jakimś zakresie ks.
Czajkowski współpracował, to czy w ten sposób należy podchodzić do tego
człowieka?
A jeśli okaże się, że wiele z tez oskarżenia to nadinterpretacja, że winy
księdza zostały skoloryzowane dla lepszego efektu - jako zemsta za jego
dialog z Żydami, po prostu za ekumenizm - i dalekie jest to oskarżenie od
bezstronnego przedstawienia faktów, to czy wówczas ktoś z uczestników
dzisiejszej nagonki będzie miał wyrzuty sumienia? Wątpię. Nie czyni on to
bowiem dziś z powodu powagi dla prawdy, ale z powodu zadośśćuczynienia swojej
żądzy politycznej zemsty. Walkę swoją będzie prowadził przecież dalej...