Gość: Pytak
IP: *.proxy.aol.com
15.01.03, 22:19
Trupy z Radia Maryja
25 września 2002 r. spadł z dachu i roztrzaskał się na betonowej alejce przy
rozgłośni 49-letni Andrzej J. 22 października płyta zmasakrowała 55-letniego
Kazimierza L. ocieplającego budynek ("NIE" nr 45/2002). 6 listopada 2002 r.
BMW rozjechało ojca Jana B. Okoliczności tej śmierci są bardzo podejrzane.
Fakty. 6 listopada 2002 r. ok. ósmej wieczorem na autostradzie pod Strzelcami
Opolskimi, daleko od zabudowań, prowadzone przez młodego człowieka BMW wpadło
na Jana B. Ofiara wyszła (wyrzucono ją?) z pasa rozdzielającego autostradę na
jezdnię wprost pod pędzący z szybkością ok. 130 km na godzinę samochód.
Kierowca nie zdążył zahamować. BMW waży ponad tonę. Uderzenie takiej masy
poruszającej się ze wspomnianą prędkością zrobiło z zakonnika kotlet. Kotlet
był formowany przez jakieś 300 metrów. Po przebyciu takiej odległości
samochód się zatrzymał. Świadkowie twierdzą, że zwłoki nie miały głowy oraz
nóg. Nie było spodni, gaci, butów oraz płaszcza. Z wypadku ocalała jedynie
koloratka i torba z niedopitą butelką wódki. Jan B. musiał pociągać nie tylko
z tej flaszki, zanim został trupem, bo miał we krwi ok. 2 promili alkoholu.
Wątpliwości. Nawet najbardziej narąbany zakonnik nie miał prawa znaleźć się w
tym miejscu, bo pobocza autostrady są szczelnie zasłonięte ekranami. Jeśli
Jan B. wlazł pod BMW, musiał na miejsce swojej śmierci zostać przywieziony
samochodem. Wydaje się nieprawdopodobne, żeby jakikolwiek normalny kierowca
wypuścił pasażera właśnie tutaj. Nawet jeśli pijany zakonnik nie wiedział, co
czyni, i gwałtownie pragnął spaceru.
Jan B. mógł też zostać wrzucony pod BMW. Tak czy inaczej zakonnik odbył swoją
ostatnią podróż w towarzystwie kata.
Pytania. Prokuratura nie zażądała sekcji zwłok. Jan B. został pochowany 11
listopada 2002 r. w Toruniu. Normalnie w Dzień Niepodległości, podobnie jak w
inne święta i niedziele, nie grzebie się zmarłych. Nie było klepsydr ani
nekrologów. Redemptorystom nie zależało na rozgłosie i cel osiągnęli. Do tej
pory opinia publiczna nie wie o tragedii.
Czy jedyną przyczyną dyskrecji była obawa, że media po raz kolejny policzą
trupy związane z Radiem Maryja? A może przyczyny były głębsze? Niedawno "NIE"
(nr 48/2002) ujawniło, że tatko Rydzyk wplątany jest w oszustwo podatkowe na
wielką skalę.
Autor : Bożena Dunat