emerytka2006
27.08.06, 22:01
... tak przynajmniej doniósł weekendowy "Der Dziennik".
A to heca: dama, która przez różnych szaleńców kreowana jest na prawdziwą
bohaterkę "Solidarności" (w przeciwieństwie do "zdradzieckiego" Wałęsy),
która miała walczyć o REALNĄ, a nie tylko deklarowaną wolność słowa w Polsce
nawołuje dziś do zakazu rozpowszechniania filmu o początkach "Solidarności".
W przypadku Schloendorffa nie można wyciągnąć newsa o przynależności do SS
albo do NSDAP, Walentyna czepia się więc rzekomej niewierności przekazu.
Tak jakby nie znała pojęcia fikcji literackiej...
Miło, że nie chce już sądzić Schloendorffa (jak zamierzała na wiosnę), ale po
co u licha jej zakaz rozpowszechniania tego filmu?
Czy naprawdę wierzy, że jej fani po obejrzeniu dzieła niemieckiego reżysera
zaczną o niej myśleć nie inaczej jak tylko o wariatce i alkoholiczce?