Gość: kataryna
IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl
02.03.03, 19:50
Nałęcz: Pan, rozumiem, przypadkowo znalazł się na
drodze Lwa Rywina, wnioskuję z tego, że pan
zapamiętał, że było to pod toaletą, że np. pan
zmierzał do toalety?
Niemczycki: Nie, ja wychodziłem z toalety.
Nałęcz: No, to już to wiemy teraz precyzyjnie
Nałęcz: Nie zapytał pan pani prezes Rapaczyńskiej,
skąd się Lew Rywin wziął u niej?
Niemczycki: Nie zapytałem się.
Nałęcz: Panie prezesie, jestem zdziwiony, bo pan jest
osobą zorganizowaną, potrafiącą zachować się w takich
sytuacjach. Wie pan na przykład, że należy wyjąć
baterię z telefonu komórkowego, żeby rozmowa nie
mogła być nagrana, co pan zademonstrował przed
komisją. To już jest dosyć specjalistyczna...
Niemczycki: Przed Lwem Rywinem...
Nałęcz Słucham?
Niemczycki: Przed Lwem Rywinem, nie przed komisją.
Nałęcz: Czyli, panie prezesie, to już wiemy, jeśli...
że to nie mogło być 28. czy 27., bo to jest weekend,
w związku z czym chyba nie pracujecie.
Niemczycki: Pracujemy w niedziele.
Nałęcz: Pracujecie w niedziele. Aha, bo gazetę
redagujecie.
Niemczycki: Tak, niestety.
Nałęcz: Panie prezesie, i co ten załamany człowiek
panu o tym wydarzeniu opowiedział? Proszę przedstawić
z największymi szczegółami, tak jak pan to
zapamiętał. Nie sporządził pan żadnych notatek z tej
rozmowy?
Nałęcz: Bo mając przed sobą roztrzęsionego człowieka,
można było go, przepraszam, w różny chytry
sposób...Panie prezesie, ale skoro wprost nie chciał
powiedzieć, to rozumiem, mógł pan zastosować inne
techniki zorientowania się co do kształtu tej grupy;
np. powiedzieć: A, machnijmy ręką już na tą sprawę,
porozmawiajmy o tym, co lubisz najbardziej w swoim
życiu, czyli o Mazurach; kto u ciebie w te wakacje na
Mazurach bywa? Nie pytał pan?
Nałęcz: Ale gdyby pan miał taką potrzebę, gdyby coś
ważnego w firmie zaszło, to czy pan może zadzwonić do
Adama Michnika i powiedzieć: Adam, muszę coś zrobić?
Nałęcz: Jeśli do tego kompakt dysku dotarliśmy, to
proszę dokładnie opowiedzieć, jak to było, jak...
znaczy, pan brał to do ręki, tzn. jesteśmy w pana
gabinecie, pan to odtwarza. A wcześniejsza droga tego
dysku? Sam pan poszedł? Ktoś go przyniósł?
Niemczycki: Przypuszczam, że tak, przypuszczam, że
tak. Ja myślę...
Nałęcz:A dlaczego pan mówi: "przypuszczam", a nie:
"wiem"?
Lewandowski: Panie prezesie, w tej notatce pani
prezes Wandy Rapaczyńskiej, o której dzisiaj
mówiliśmy, znajduje się też takie sformułowanie:
"zgodnie z zasadą wysłuchałam Lwa bez komentarzy".
Jaka to zasada? Czy ona została przyjęta przez radę
nadzorczą, jakiś inny organ? I na czym polega treść
tej zasady? Gdyby pan był uprzejmy wyjawić.
Niemczycki: To nie jest jakaś Znaczy to jest znowu
pytanie do pani Wandy Rapaczyńskiej, a nie do mnie.
Lewandowski: Ale myślę, że ta zasada dotyczy Agory, a
nie pani Wandy Rapaczyńskiej.
Niemczycki: Nie, nie. Ja myślę, że to jest generalnie
przyjęta zasada, że jeżeli ktoś składa jakąkolwiek
propozycję, to się go wysłuchuje do końca, nie
komentuje. (...) To nie ma żadnej uchwały rady
nadzorczej czy uchwały zarządu, że zasadą jest
słuchać do końca. Nie, nie ma takiego czegoś.
Lewandowski: Ta zasada expressis verbis nie została
nigdy sformułowana. Tak? Czy ja dobrze zrozumiałem
pana, panie prezesie?
Niemczycki: Nie ma w tej sprawie żadnej uchwały, co
do zasad słuchania do końca.
Lewandowski: A proszę powiedzieć, czy w tej
konkretnej sprawie, która wiązała się z korupcyjną
propozycją Lwa Rywina, czy nie doszło do jakiejś
swoistej fuzji funkcjonalnej "Gazety" i Agory?
Rydzoń: Tak się składa, że mimo że jestem radcą
prawnym, kiedyś pomagałem małżonce w podatkach i chcę
panu powiedzieć, że taka możliwość moim zdaniem jest
absurdalna. Kwota 17,5 mln dolarów to jest,
przeliczając na złotówki, kwota po prostu niepojęta i
nie ma żadnych szans, żeby to wliczyć w koszty.
Rydzoń: Panie prezesie, co zrobi "Gazeta Wyborcza" i
Agora, jeśli się okaże, że sąd odtajni śledztwo
dziennikarskie - zaraz powiem, dlaczego "co zrobi" -
a okaże się, że nie ma żadnej dokumentacji na tę
okoliczność?
Błochowiak: Czy mogę się zapytać o znajomości; jakie
więzi łączą pana z innymi członkami zarządu, a także
i z panem Michnikiem? Czy jest to dobra znajomość?
Błochowiak: Uhm. Mamy ciągi komunikacyjne w postaci
schodów i wind?
Niemczycki: I korytarzy.
Błochowiak: I korytarzy. Pionowe. A proszę mi
powiedzieć teraz
Niemczycki: Poziome, korytarze poziome.
Błochowiak: Tam na tym korytarzu znajduje się
szczęsna czy nieszczęsna toaleta.
Niemczycki: Wychodzi się z gabinetów prezesów,
przechodzi się przez wspólny sekretariat, to, co się
nazywa coś w rodzaju open space, czyli to nie ma
tutaj ścianek, ten nasz sekretariat nie jest
zamknięty. Idzie się kawałkiem korytarza, dochodzi
się do schodów, tu przecina gdzie są schody jest
następny korytarz i po lewej stronie znajduje się
toaleta męska, po prawej stronie znajduje się toaleta
damska.
Błochowiak: I z niej mogą wszyscy korzystać,
pracownicy czy też osoby, które
Niemczycki:Tak, z niej mogą korzystać wszyscy.
Błochowiak: Także zarząd z niej korzysta.
Niemczycki: Bo to jest najbliższa toaleta.
Niemczycki: Bo ja niczego nie jestem w stanie
udowodnić.
Błochowiak: To tak jak i my.
Błochowiak: Czy jak pan wszedł z korytarza do pani
Rapaczyńskiej do gabinetu, to ona mówiła też o tych
rybach, tak?
Niemczycki: Tak mi się wydaje.
Błochowiak: A dlaczego informacji o tych rybach nie
znaleźliśmy w tej notatce?
Niemczycki: To proszę się zapytać pani Wandy
Rapaczyńskiej.
Błochowiak: Nie dziwiło to pana?