gosc.z.korony
08.09.06, 09:21
Boże''.
Dziś rano oglądałem, w TV Trwam, program w którym niegdysiejszy piosenkarz,
pan Rosiewicz, z bardzo smętną miną, żalił się że na rocznicowy koncert
poświęcony Solidarności, zaproszono nie jego, a... Jeana Michaela Jarre'a.
,,Dano panu Jarre'owi milion, podczas gdy ja chciałem tylko... 20 tysięcy. No
i grał on jakieś smutne melodie na fujarce i na harfie. Ale kogo to dziś
zaskakuje? Kogo zadziwia? Muzyka była smutna, a publiczność, jak nakręcona
klaskała i podnosiła ręce (tu pan Rosiewicz, z niezmiennie smętną miną,
zademonstrował te oklaski, po czym dodał:) pewnie jej to robić kazano... No i
ci uśmiechnięci prezydenci dali mu za to milion. A kto jest człowiekiem,
którego wszyscy znają? Kto jest piosenkarzem, któremu Czesław Niemen
powiedział: ,,ale ich znokautowałeś''...? itd. itd.
I kiedy to oglądalem, nie wiedziałem: śmiać się czy płakać...
Pomyślałem sobie jednak, że to postawa bardzo typowa dla rydzykowych mediów:
ludzie, których życiowe ,,pięc minut'' dawno już minęło, nie mogą się z tym
pogodzić i winią za to cały świat, a nie siebie.
P.S.: Na koniec, pan Rosiewicz, z ogromną przekrzywioną muszką na szyi,
(skacząc), wykonał piosenkę: ,,Uśmiechnięci prezydenci'' ze... swej nowej
płyty... ;-)))
Rozmawiał z nim natomiast, rydzykowy redemptorysta w moherowym (sic!) berecie
na głowie.
Nic dodać, nic ująć... ,,dobry elektorat'' obecnych władz.