leszek.sopot
21.01.07, 23:48
Prasa doniosła, że w IV RP osoba twórcy stoi na przeszkodzie by jego dzieło
mogło być obejrzane przez odbiorcę. Władzy bowiem osoba twórcy się nie
podoba. Okazuje się, że dzieło samo w sobie nie jest ważne ale to, co ma na
sumieniu autor. W historii działo się tak już niejednokrotnie. W USA w celu
prześwietlania twórców powołano komisję McCarthego. Na skutek jej działań
Charlie Chaplin musiał wyjechać z USA. W państwach komunistycznych
nieprawomyślnych twórców po cichu zamykano w więzieniach, obozach czy
wyrzucano z kraju. Zdarzało się też, że hucznie głoszono na temat
niewygodnego twórcy kłamstwa – jak np. Gomułka, który 19 marca 1968 roku
podczas przemówienia w Sali Kongresowej w Warszawie pomówił Pawła Jasiennicę,
że podpisał zgodę na współpracę z UB i dlatego po wojnie nie został
aresztowany pomimo uczestnictwa w "bandzie Łupaszki". Szef partii osobiście
kierował nagonką na pisarza. Jasienica napisał petycję do rektora UW w
obronie bitych studentów i pewnie dlatego Gomułka skojarzył nazwisko pisarza
z Adamem Michnikiem: „Jasienica ma bogate doświadczenie w działalności
konspiracyjnej, wie, jak należy organizować walkę z przeciwnikiem. [...] Zna
on dobrze zapał patriotyczny, a zarazem łatwowierność młodzieży akademickiej.
Nawiązał więc kontakty z poszczególnymi studentami, m.in. z Michnikiem".
Przemówienie Gomułki:
www.jsbielicki.com/piast/piast-344.htm
O niewygodnych dla władzy twórcach zabraniało się pisać choćby w przypisach,
drukować ich książki i teksty bez wezględu na to o czym by one były.
Niektórzy autorzy radzili sobie wówczas w ten sposób, że pisali pod
nazwiskami innych osób i za ich pośrednictwem otrzymywali honoraria. Czasem
udawało się pisywać pod psudonimem bo władzy wystarczało to, że nie jest
wymieniane trefne nazwisko. Być może dziś czeka to także agenta peerolwskiego
wywiadu. „Dziennik" napisał bowiem, że
„TVP jest w kropce. Instytucja kierowana przez zwolennika lustracji
Bronisława Wildsteina jest producentem serialu Tajemnica twierdzy szyfrów.
Scenariusz do niego napisał Bogusław Wołoszański, który okazał się szpiegiem
peerelowskiego wywiadu".
wiadomosci.onet.pl/1468304,0,0,26271,przeglad.html
Treść serialu nie wydaje się ani nudna ani intrygująca. Jeśli został
zrobiny „z zębem" to może przyciągnąć do siebie trochę widzów. Czy znaczenie
będzie miała osoba producenta? Trochę informacji o serialu:
„polskiego wywiadu podszywający się pod kryptologa Abwehry Johanna Jorga ma
za zadanie przechwycić maszynę deszyfrującą zwaną »rybą mieczem«, którą
Niemcy zbudowali na zamku Czocha na Dolnym Śląsku. Urządzenie umożliwia
odczytywanie sekretnych depesz radzieckich. Przed Jorgiem stoi trudne
zadanie, bowiem bezpieczeństwa na zamku strzeże SS-Obersturmbannführer Hans
Glöbcke oraz jego pomocnik, okrutny Untersturmführer Matheas Beer. Na straży
archiwum stoi natomiast Sauer, sadysta i narkoman. Alianci i Rosjanie
wysyłają po rybę miecz swoje jednostki – tą pierwszą kieruje Amerykanin
Howard Compaigne i major Czerny. Jorg spotyka też na swojej drodze kobiety:
radiotelegrafistkę Natalię oraz kuzynkę właściciela zamku, Annę Marię Solof,
w której się zakochuje".
Reżyserował Adek Drabiński a główne role zagrali Borys Szyc i Paweł
Małaszyński.
Prezesowi TVP mogę podpowiedzieć, że nie warto postępować jak Gomułka i robić
zapisy na nazwiska, a jeśli to może umówić się z Wołoszańskim by ten przyjął
jakiś pseudonim np. „ryba miecz".
O osobie autora scenariusza ludzie wiedzą to, co prasa już ujawniła.
Wołoszański zapowiedział jeszcze procesy sądowe z powodu sposobu przekazania
informacji przez dziennikarzy, którzy szukali sensacji i nie litowali się nad
byłym szpiegiem. Wołoszański został już więc w opinii społecznej ukarany, czy
słuszne jest zatem by kara dosięgła także jego dzieło? Dzieło twórcy żyje
własnym życiem. Tym bardziej takie dzieło, przy którym pracowało wielu ludzi.
Czy nie wystarczy nam wiedza o autorze by móc spokojnie oglądać serial
telewizyjny? Jestem przekonany, że tak. Także ze względu na płeć piękną,
która przepada za młodymi gwiazdami polskiego ekranu.