haen1950
12.02.07, 08:04
Główni ideolodzy nieokreslonego kierunku filozoficznego popularnie zwanego
kaczyzmem zaczynają mieć wątpliwości. Felieton RAZ w Rzeczypospolitej:
"Nie można wykluczyć, że Kaczyński uległ syndromowi, który nieżyjąca już
amerykańska historyk Barbara Tuchman nazwała szaleństwem władzy: w obliczu
niepowodzenia zacina się w uporze, składając winę na to, że nie zyskał
jeszcze wystarczającej kontroli nad państwem i nie zastosował odpowiednio
zdecydowanych środków. Takie przekonanie wiąże się zazwyczaj z odpychaniem
ludzi krytycznych, a promowaniem tych, którzy utwierdzają przełożonego w
poczuciu słuszności - i to może być przypadek Macierewicza. Takie przekonanie
popycha też do akcji tego rodzaju co "przegląd resortów", wynikających z
pewności, że polecenia są słuszne, tylko podwładni zbyt opieszale wcielają je
w życie.
Jeśli tak się w istocie stało z premierem, to generalnie zła wiadomość, ale
jest w niej też nutka optymizmu. Skupienie przez prezesa PiS całej władzy i
tym samym całej odpowiedzialności może w przyszłości, jeśli jego koncepcje
okażą się wyraźnie chybione, ułatwić odsunięcie go od kierowania partią i
zmianę koalicji."
Mam tylko do niego prośbę, niech się odwali od platformy i koalicji z
sierotami po Kaczorach.