frank_drebin
11.04.07, 16:53
lektury teczki Solorza. Nie bedzie o tym czy Solorz byl agentem, ale o
bzdurach ktorymi karmi ludzi antylustracyjny Salonik.
Jedna z tez powtarzana na okraglo przez "dziennikarzy" merdiow
antylustracyjnych jest to, ze esbecy na kilogramy robili z niewinnych ludzi
fikcyjnych agentow, zeby kosic za to premie a naiwni przelozeni esbekow
niczego sie nie domyslali. I ma byc to jeden z koronnych dowodow na to, ze
lustracja jest be a akta z IPN najlepiej puscic z dymem.
Tymczasem po przejrzeniu teczki Solorza mozna ww twierdzenia wlozyc miedzy
bajki. Miedzy bajki mozna rowniez wlozyc bajki "niewinnych" agentow w stylu
Piwowskiego iz gadal esbekom totalne bzdury.
Z teczki Solorza wynika jednoznacznie, ze:
1. Na kazdy kolejny etap werbunku, kazde wciagniecie do ewidencji, kazde
podpisanie z agentem zgody na wspolprace itp. czynnosci esbek MUSIAL miec
zgode swojego przelozonego. Nie mogl wiec zrobic z kogos agenta na wlasna
reke tak aby przelozeni o tym nic nie wiedzieli.
2. Jesli juz nastepowalo podpisanie zgody na wspolprace, to
pewne "rozpracowanie" dotyczylo tez rodziny agenta. W teczce Solorza w
raportach ze spotkan z nim zawsze wystepuje pozycja - "zgloszone przez
wspolpracownika fakty z zycia osobistego o znaczeniu operacyjnym lub
personalnym". Czyli jakby esbek zrobil z kogos agenta bez jego wiedzy
musialby tez dorabiac "legende" o jego rodzinie. Jakby klamal mozna to bylo
latwo zweryfikowac. Okazuje sie wiec, ze zrobienie z kogos agenta to nie
takie szast prast, zalozenie teczki a potem udanie sie do kasy po premie za
werbunek jak przedstawiane jest to w salonikowych merdiach.
3. SB weryfikowalo swych agentow poprzez konfrontowanie dostarczonych przez
nich informacji. Taki watek wystepuje w teczce Solorza. Jesli by wiec ktos
gadal piramidalne bzdury (Piwowski twierdzi, ze wciskal SB tylko sam kit) to
predzej czy pozniej mogloby by wyjsc to na jaw. I nie sadze zeby liczac sie
taka mozliwoscia kumpel Piwowskiego z SB nadstawial za niego karku.