Dodaj do ulubionych

Czy miłość jest tego warta?

03.01.05, 17:43
Friedrich: Czy miłość jest tego warta?

"Masz szansę spotkać kogoś, z kim możesz przeżyć miłość najpełniejszą z
możliwych - rzecz z marzeń. Niestety, wiesz, że w ciągu 6 miesięcy ta osoba
umrze. Wiedząc jaki cię czeka ból, czy dalej chciałbyś/chciałabyś spotkać tą
osobę i się zakochać? A co, gdybyś wiedział/wiedziała, że twoja wielka miłość
nie umrze, ale cię zdradzi?"

Gregory Stock, "The Book of Questions" (New York: 1985), p. 25.

Rzeczą, o której marzymy najbardziej od wczesnych lat naszego życia (i może
jesteśmy do tego uwarunkowani) jest znalezienie wielkiej miłości, takiej, co
wstrząśnie posadami Ziemi; miłości, która będzie trwać do końca naszego
życia. Po tym, jak porzuciliśmy - przynajmniej oficjalnie - wszystkie iluzje
polityczne i religijne, dalej odmawiamy porzucenia nadziei na miłość.

Nie jestem wyjątkiem.

Nieważne, jak bardzo się czuję w danym momencie życiowo zaradny lub spełniony
akademicko. Zawsze i z całą pewnością jest w moim umyśle i sercu naiwna
nadzieja na perfekcyjną miłość. "Znajdę ją!" - powiadam. Muszę też
powiedzieć, że owa nadzieja podtrzymała mnie w najgorszych momentach porażek
i desperacji. Oferuje bowiem coś, o czym można marzyć, wskazuje świętego
graala, za którym można podążać. Odmawiam porzucenia jej.

Jest to jeszcze jeden wspaniały powód, aby uznać mnie za głupca,
niepraktycznego i mało skomplikowanego. Co więcej, jest jeszcze jeden powod
czemu nie pragnę owych wszystkich rzeczy, za którymi, jak się zdaje,
najbardziej rozglądają się inni mężczyźni, jak władza i potęga
Obserwuj wątek
        • Gość: Nu! Re: Czy miłość jest tego warta? IP: 84.234.114.* 03.01.05, 18:31
          Dzien dobry! big_grin

          Dobrze, że Cię tu forumowo widzę, Ado.

          Czy mówi Ci coś takie nazwisko "Przewóska"? A dokładnie Czesława Przewóska,
          pseudonim literacki - Helia?

          Jak wpadła mi jej książka ("W Nieskończoność", rok wydania: 1903) w
          antykwariacie (zawierająca podobiznę autorki), to od razu pomyślałem o Heldze
          (Helia - Helga) i kupiłem. Rzecz jest kuriozalna i (jak dla mnie) b. ciekaw. Ze
          strzępów informacji z netu wiem tyle, że była okultystką, nitschanką , fanką
          Mickiewicza oraz jedną z pierwszych polskich feministek (pisywała do czasopisma
          Bluszcz).

          Właśnie pracuję nad digi - tfu - talizacją działa i wkrótce dam linka do tego
          unikatu.

          Dużo sobie obiecuję po jej innym dziele, o którym wiem, że jest - "Twierdze
          bytu". Jeżeli coś komuś wiadomo więcej o tej osobie, będę wdzięczy za info.

          • ada08 Re: Czy miłość jest tego warta? 03.01.05, 18:49
            Gość portalu: Nu! napisał(a):

            > Dzien dobry! big_grin
            >
            > Dobrze, że Cię tu forumowo widzę, Ado.
            >
            > Czy mówi Ci coś takie nazwisko "Przewóska"? A dokładnie Czesława Przewóska,
            > pseudonim literacki - Helia?

            Nic, kompletnie nic mi nie mówi, ale bardzo mnie zaciekawiłeś smile
            Pozdr.
            a.
              • felicia Przewóska 03.01.05, 21:45
                Gość portalu: Nu! napisał(a):

                > Próbowałem szukać tej Przewóskiej tu i tam jeszcze, ale NIC.
                > Pewnie u Janion gdzieś jest, ale na razie nie znalazłem.

                Ludwik Hass: "Również nowoczesna teozofia, która w połowie lat
                siedemdziesiątych organizacyjnie uformowała się w Stanach Zjednoczonych, skąd
                została przeszczepiona do Europy, znalazła sobie polskich zwolenników.
                Studiująca filozofię na Sorbonie niezamężna dwudziestokilkuletnia poetka Maria
                Czesława Przewóska (ur. 1865), „romantyczka z krwi i kości” – jak ją
                scharakteryzowała jej znajoma – jeszcze w stolicy Francji zainteresowała się
                zarówno ruchem feministycznym jak i okultystycznym, w których nieraz brały
                udział te same osoby, zwłaszcza kobiety. O jednym i drugim pisała w swoich
                korespondencjach do prasy warszawskiej, z jej ramienia była też obecna na kilku
                kongresach spirytualistów. Teozofii m.in. poświęciła uwagę w artykule „Intuicja
                kobieca w świetle nowej wiedzy”, ogłoszonym 23 października 1892 r. w
                warszawskim „Głosie” (nr 44). Po powrocie do kraju pracowała w tajnym
                szkolnictwie polskim. W stolicy nadwiślańskiej obracała się w kręgu pisarzy,
                dziennikarzy, plastyków i ludzi teatru, bywała w ich ulubionych kawiarniach i
                cukierniach i raczej bezskutecznie usiłowała do ich spotkań wprowadzić nutę
                mistycyzmu (95)."
                Inne źródło:
                Maria Czesława P. (1868-1938).

                Szukaj w sieci. Co nieco znajdziesz, a i inne dzieła będziesz mógł zamówić.
                F.
                • Gość: Nu! Re: Przewóska IP: 84.234.114.* 04.01.05, 16:23
                  "W stolicy nadwiślańskiej obracała się w kręgu pisarzy,
                  dziennikarzy, plastyków i ludzi teatru, bywała w ich ulubionych kawiarniach i
                  cukierniach i raczej bezskutecznie usiłowała do ich spotkań wprowadzić nutę
                  mistycyzmu (95)."
                  "bezskutecznie" ... "nutkę mistycyzmu"... Wzruszające!
          • marianna.rokita Re: Czy miłość jest tego warta? 04.01.05, 00:44
            Masz tu swoja autorke:

            Akurat fakt jej milosci do Nietzhego nie bardzo mi sie podoba.
            No ale coz " Errarum humanum est"...

            "Również nowoczesna teozofia, która w połowie lat siedemdziesiątych
            organizacyjnie uformowała się w Stanach Zjednoczonych, skąd została
            przeszczepiona do Europy, znalazła sobie polskich zwolenników. Studiująca
            filozofię na Sorbonie niezamężna dwudziestokilkuletnia poetka Maria Czesława
            Przewóska (ur. 1865), „romantyczka z krwi i kości” – jak ją scharakteryzowała
            jej znajoma – jeszcze w stolicy Francji zainteresowała się zarówno ruchem
            feministycznym jak i okultystycznym, w których nieraz brały udział te same
            osoby, zwłaszcza kobiety. O jednym i drugim pisała w swoich korespondencjach do
            prasy warszawskiej, z jej ramienia była też obecna na kilku kongresach
            spirytualistów. Teozofii m.in. poświęciła uwagę w artykule „Intuicja kobieca w
            świetle nowej wiedzy”, ogłoszonym 23 października 1892 r. w
            warszawskim „Głosie” (nr 44). Po powrocie do kraju pracowała w tajnym
            szkolnictwie polskim. W stolicy nadwiślańskiej obracała się w kręgu pisarzy,
            dziennikarzy, plastyków i ludzi teatru, bywała w ich ulubionych kawiarniach i
            cukierniach i raczej bezskutecznie usiłowała do ich spotkań wprowadzić nutę
            mistycyzmu (95)."

            Wielbicielka Nietzsche'go, p. Maria Czesława Przewóska w następujących rysach
            przedstawia znaczenie dekadenckiego filozofa (3). "Namiętny rzecznik
            wszechindywidualizmu (?!), gorący apostoł i obrońca godności człowieczego "ja",
            filozof, moralista (sic), poeta i kompozytor muzyczny, bożyszcze młodej północy
            dzisiejszej, na której życiu, ideałach i piśmiennictwie wyciska swe potężne
            indywidualne piętno, Fryderyk Nietzsche zajął dziś to stanowisko w dziejach
            myśli ludzkiej, z którym każda (!) z literatur świata liczyć się poważnie musi.
            Poprzez granice rodzinnych Niemiec i Skandynawii sąsiedniej sława Nietzsche'go
            dziś się dopiero w całej swej pełni rozwoju przedostaje, całą myślącą część
            współczesności (??) pociągając za sobą. Literatura rosyjska poświęciła już była
            Nietzsche'mu cały szereg filozoficznych studiów, dla Francji przekłada dzieła
            jego w całości Maurycy Barres (4), Niemcy całe i Skandynawia brzmią echem
            bazylejskiego filozofa. Około kilkunastotomowej wiązki dzieł Fr. Nietzsche'go
            powstała już cała literatura odnośna, dziesiątki tomów licząca. Zarówno dzieła
            jego, jak i osobistość stworzyły moc całą studiów, surowych krytyk,
            entuzjastycznych apologii, komentarzy i dysortacyj – powstał stąd, jednym
            słowem, cały odrębny, jaskrawo odbijający się od tła powszechnego kierunek
            filozoficzny, będący, a raczej mający być właściwym odbiciem teoretycznych
            ideałów poety-filozofa w mózgach jego współczesnych. Pojawiły się już całe
            dzieła w tym kierunku. Praca bezimienna pt. Vox humana usiłuje rozwiązać
            wszystkie problematy życiowe w duchu filozofii Nietzsche'go. Społeczeństwo
            niemieckie dzieli się już dziś całe (!) na zwolenników lub przeciwników nowej
            filozofii – gorących jej prozelitów, lub też namiętnych antagonistów;
            obojętnych, indyferentów, nie ma (no! no!). Walka więc wre zacięta, żywotna –
            rodzą się całe organa prasowe ("Die Zukunft" M. Hardena), usiłujące naśladować
            nawet styl aforystyczny wielkiego swego mistrza. W Skandynawii idee
            Nietzsche'go znalazły swój najszerszy i najbardziej charakterystyczny oddźwięk
            w literaturze pięknej, mianowicie genialny Strindberg stoi tu w pierwszym
            rzędzie wyznawców, obok Ibsena oczywiście. Bohaterowie powieści, jako też
            dramatów obu tych autorów wcielają w siebie ideały etyczne nietzscheanizmu, w
            całej ich "niemoralnej" jak u Strindberga (Tschandala) lub "symbolistycznej",
            jak u Ibsena (Budowniczy Solness) barwie i szacie". "
    • gini Re: Czy miłość jest tego warta? 03.01.05, 18:24
      patience napisała:

      > Friedrich: Czy miłość jest tego warta?
      >
      > "Masz szansę spotkać kogoś, z kim możesz przeżyć miłość najpełniejszą z
      > możliwych - rzecz z marzeń. Niestety, wiesz, że w ciągu 6 miesięcy ta osoba
      > umrze. Wiedząc jaki cię czeka ból, czy dalej chciałbyś/chciałabyś spotkać tą
      > osobę i się zakochać? A co, gdybyś wiedział/wiedziała, że twoja wielka miłość
      > nie umrze, ale cię zdradzi?"

      Zostaje jeszcze nadzieja Helgo , ale bardzo ladny watek zalozylas.

      >
      >
    • marianna.rokita Re: Czy miłość jest tego warta? 03.01.05, 18:30
      Patience zadalas bardzo trudne i bardzo proste pytanie.
      Chyba dla cudownych chwil, mimo wszystko, jest tego warta. Nawet, jesli w
      bilansie wyjdzie ci,ze bolu bylo wiecej. Widzisz, nie ma wiekszego bolu, niz
      ten ktory jest zadawany przez ukochana osobe. To boli tysiac razy bardziej.
      I nie ma wiekszej radosci niz ta,ktora jest dawana przez ukochana osobe.
      Kazdy na forum odpowie ci zgodnie z aktualna faza milosci, w ktorej sie
      znajduje.Ten, ktory przezyl wlasnie megaszczescie powie ci, ze nic z miloscia
      nie moze sie rownac. Ten, ktory doswiadczyl zawodu, powie tak jak Mick Jagger.
      Ja moge powiedziec tyle: ja juz uciekam od bolu, ten bol ma to do siebie, ze
      boli, nie coraz mniej, a coraz bardziej.Chce spokoju duszy.Gdzies tam jakas
      moja czastka wola do kogostam "kochaj" ale.... ja sie juz boje.I dawac i
      brac.Chce ale sie boje.Po prostu.
      Zapytalas najprostszym pytaniem o najwaznieksza sprawe w zyciu.Napisalam tylko
      pare slow, bo twoje pytanie powoduje calkowite obnazenie duszy. I to przed
      samym soba.







      • 100krotki Re: Czy miłość jest tego warta? 03.01.05, 20:04
        marianna.rokita napisała:

        > Zapytalas najprostszym pytaniem o najwaznieksza sprawe w zyciu.Napisalam
        tylko
        > pare slow, bo twoje pytanie powoduje calkowite obnazenie duszy. I to przed
        > samym soba.
        >
        >

        marianno!
        twoja odpowiedź na zadane przez Patience pytanie wydaje mi się być jednocześnie
        i najprostrzą i najtrudniejszą. piszesz, ze dokonałaś już wyboru i nie chcesz
        przeżywać bólu związanego z miłością.i przypuszczam, ze wiesz także , że
        dokonując takiego wyboru wiesz już ile jesteś gotowa dla miłości poświęcić i
        wiesz pewnie i to, ze twoja miłosć jest tyle duża ile ty jesteś w stanie jej
        poświęcić swojego bólu.
        to odpowiedz mi marianno.
        jeśli na świecie jest tyle bólu czy to znaczy, że jest też i tyle miłości ile
        tego bólu?
        coś mi tu się nie zgadza w tym bilansie.
        matematycznie to mi się zgadza, ale poza matematyką to już ten wzajemny bilans
        miłości i bólu jakby miał brak pewnego nieznanego elementu, któryby jednak
        tłumaczył w jakiś sposób-to po co wogóle o miłości myśleć?
        czyż nie lepiej wtedy jak wszystkie zwierzątka czuć ból i radość (też w
        równowadze)jaką daje to wszystko co zwierzakowi jest do jego zwierzakowego
        szczęścia potrzebne czyli zaspokojenie głodu, seksu i ćwiczeń ciała podczas
        polowania za jedzeniem lub jego zbierania.
        jeśli miłość jest jedynie słowem określającym rolę jaką zajmuje osobnik ludzki
        w podziale ról społecznych, to na pewno taka miłość jest tyle warta, ile rola
        jaką kochankowie sobie wywalczyli w społeczeństwie.
        • marianna.rokita Re: Czy miłość jest tego warta? 03.01.05, 20:57
          piszesz, ze dokonałaś już wyboru i nie chcesz
          > przeżywać bólu związanego z miłością.i przypuszczam, ze wiesz także , że
          > dokonując takiego wyboru wiesz już ile jesteś gotowa dla miłości poświęcić i
          > wiesz pewnie i to, ze twoja miłosć jest tyle duża ile ty jesteś w stanie jej
          > poświęcić swojego bólu.
          Ja nie wiem, czy chce. Ja sie boje. Tak wiem, ile jestem gotowa poswiecic.
          Kazdy czlowiek ma granice wytrzymalosci na bol. Ja tez.Bardzo, bardzo wiele
          moge zniesc.Ale gdy cios jest za mocny, ja po prostu padam na deski i dlugo nie
          moge sie podniesc.
          Chce tego unikac.A z drugiej strony chce otrzymywac tyle milosci, ile ja sama
          daje. Eh, bardzo trudne pytanie. Wiesz jest takie francuskie powiedzenie :ze w
          milosci jestes albo calujacym,albo calowanym.
          O sobie pisac nie bede ,mozemy rozwazac teoretycznie.

          Co do bolu: czasem lepiej dokonac szybkiego, chirurgicznego ciecia.Bedzie
          okrutnie bolalo ale przez chwile.
          Gorszy jest bol przewlekly nawet jesli jego natezenie jest mniejsze, niz to w
          momencie szczytowym dla bolu chirurgicznego. Bol przewlekly wyniszcza.

          Zadalas pytanie:
          jeśli na świecie jest tyle bólu czy to znaczy, że jest też i tyle miłości ile
          tego bólu?
          Bol nie zawsze jest pochodna milosci.Bol moze byc pochodna wielu stanow
          psychicznych, a takze miec zwiazek z sytuacja w jakiej jestes w danym momencie,
          a takze byc produktem ubocznym wielu innych spraw.
          Na swiecie jest wiecej bolu niz milosci 100krotko.

          Eh,zadajesz pytanie po co o milosci myslec? Czlowiek lubi.... miec
          nadzieje.Nawet jak wie,ze wszystko idzie w danym zwiazku nie tak, to chce
          wierzyc ze bedzie dobrze. Nie teraz,to kiedys indziej.Wiec moze po to mysli ?
          A moze samotny mysli po to, bo chce miec nadzieje na milosc?
          Na cudne chwile ? Mimo zakladanego bolu ?










          • 100krotki Re: Czy miłość jest tego warta? 03.01.05, 21:22
            marianna.rokita napisała:

            > Eh,zadajesz pytanie po co o milosci myslec? Czlowiek lubi.... miec
            > nadzieje.Nawet jak wie,ze wszystko idzie w danym zwiazku nie tak, to chce
            > wierzyc ze bedzie dobrze. Nie teraz,to kiedys indziej.Wiec moze po to mysli ?
            > A moze samotny mysli po to, bo chce miec nadzieje na milosc?
            > Na cudne chwile ? Mimo zakladanego bolu ?
            >

            marianno
            nie da się o miłosci rozmawiać nie pokonując strachu przed bólem, choćby z
            wyśmiania, bo prawdziwie szczera rozmowa o miłosci zawsze zawiera elementy
            autobiograficzne.
            bez tego to kazda rozmowa o miłosci staje się popisem swojej wiedzy o niej na
            podstawie różnego rodzaju lektury i literatury
            no i teraz mogę zadać też pytanie
            czy miłość jest tego warta?
            czy miłość jest warta wystawienia się na pośmiewisko?
            odpowiedź na to pytanie musiałam w sobie znaleźć jeszcze zanim weszłam na forum.
            twoje posty tutaj , marianno, świadczą, że ty także na to pytanie
            odpowiedziałaś sobie, że....dużo dla miłości jesteś w stanie z siebie dać

            czy tak?
            czy się nie mylę?
            • marianna.rokita Re: Czy miłość jest tego warta? 03.01.05, 21:53
              Eh Danusiu tak jestem w stanie.
              Co do pytan :

              > czy miłość jest warta wystawienia się na pośmiewisko?
              juz nie wiem. rok temu powiedzialabym ci TAK!

              Widzisz szczerych rozmow nie przeprowadzam raczej na forum, az tak moj daleko
              posuniety exhibicjonizm sie nie posunal smile

              • 100krotki Re: Czy miłość jest tego warta? 04.01.05, 07:46
                marianna.rokita napisała:

                > Widzisz szczerych rozmow nie przeprowadzam raczej na forum, az tak moj daleko
                > posuniety exhibicjonizm sie nie posunal smile
                >
                >

                marianno.rokito kochana smile
                ja osobiście przekroczyłam pewną barierę, ale ....exhibicjonizm to zdaje się
                schorzenie, które też można uleczyć lub samo mija po zaspokojeniu potrzeby
                exhibicjonistycznej smile
    • Gość: X Re: Czy miłość jest tego warta? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 03.01.05, 18:57
      Miłość to złudzenie, fantom.To projekcja marzeń o akceptacji naszego ego przez
      innego osobnika(odmiennej lub tej samej płci), przy czym jesteśmy skłonni do
      dużych wyrzeczeń(przez pewien czas) w imię przyszłych zdobyczy(możliwie pełnej
      akceptacji w późniejszym terminie). Gdy okres wyrzeczeń się kończy kończy się
      miłość. I dajemy sobie spokój lub zaczynamy od nowa. Oczywiście wszystko
      przyprawione jest seksem.

      Pytanie czy warto gonić za fantomem? To może być jeden ze sposobów na życie.
    • peilung Re: Czy miłość jest tego warta? 03.01.05, 19:43
      z dziennika pisanego w klinice (chemoterapia) – nie w polsce - oddział
      dziecięcy (czternastolatki)- (pacjentka po 3-ciej chemo ) - fragment :

      ..następnego ranka wszedł lekarz do pokoju i rzekł mi, że podołałam i jestem
      wreszcie zdrowa.. z radości objęłam najpierw jego , potem Ninę i w końcu
      Jana...gdy uwolniliśmy sie z objęcia, spojrzelismy sobie głęboko w oczy i w
      końcu zwolna poruszyły się nasze wargi ..było to tak wspaniałe uczucie, ze
      poczułam się jak w siudmym niebie....i wtedy pomyślałam „ wreszcie znalazłam
      swoją wielką miłość, jestem zdrowa także. Jestem najszczęśliwszym człowiekiem
      świata”..
    • Gość: czarna_owca Re: Czy miłość jest tego warta? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 03.01.05, 21:09
      Petience, gdy byłam dzieckiem wymyśliłam sobie taką teorię. Uważałam, że miłość
      to taka struktura zbudowana z kryształów znajdująca się w człowieku. Struktura,
      która przez cały czas szuka, drugiego identycznego układu. Jeśli spotyka się
      dwoje ludzi z takimi samymi układami tych kryształków, to wtedy wybucha to
      wielkie gorące uczucie. Gdy natomiast, któryś z kryształów nie pasuje do całej
      struktury, to i miłość nie ma racji bytu, albo rodzi się niewielkie
      zauroczenie./potem jeden reżyser pożyczył ode mnie tą strukturę kryształu na
      tytuł filmu, ale to juz szczegół/. Każdy kryształek coś tam oznaczał.

      A jak już pojawi się ta prawdziwa i najgorętsza miłość, to warto, naprawdę warto
      przeżyć ją i znieść ból, które jej towarzyszy. Przecież ta jest nasze życie.

      Patience,a co Tobie, przecież do wiosny jeszcze daleko. Hehe,a najfajniejsze są
      te amorki, motylki w głowie i "siano, które pachnie inaczej konim i inaczej
      zakochanym" (chyba-S.J Lec).

      czarna_owca

      • Gość: czarna_owca Re: Czy miłość jest tego warta? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 03.01.05, 21:43
        Musze się przyznać, że w dwóch miejscach zastosowałam usunięcie tekstu, ponieważ
        nastąpiły u mnie przemyślenia nad jego treścią,Przemyslenia te oczywiście były
        wynikim zastosowania "pisma", jako formy łagodzącej emocje (wiadomo chyba o co
        chodzi, mimo tego skrótu myślowego) Po namyśle, gdy moje emocje opadły wykonałam
        prosty manewr -klik delete.Przepraszam Patience, ale kobiety o niektórych
        sprawach mówia na ucho i to w wielkim sekrecie smile)))))

        czarna_owca
      • marianna.rokita druga polowka jablka... 03.01.05, 22:00
        alez ja trudno znalezc...

        a pytanie brzmi w ogole istnieje, czy nie ?
        czy to tylko gadanie zmeczonego Platona (chyba jego)?

        czy mozemy zadac od Stworcy, tworzenia naszej drugiej polowy ?

        naszego dopelnienia, brakujacej czesci naszego ja?


        eh... z tymi krysztalkami to nie taka prosta sprawa owieczko...
        Raczej rzadko sie zdarza,ze ktos do kogos pasuje w 100 proc.
        Zawsze jest jakies ale...

        Wiec, jak z ta druga polowa jablka ?
        • Gość: czarna_owca Re: druga polowka jablka... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 03.01.05, 22:54
          > alez ja trudno znalezc...

          Dlatego jest to miłosć romantyczna, o której kobiety ciągle myślą, marzą, śnią.
          Napisałaś, że trudno znależć, Tak, rzeczywiście trudno i dlatego kobiety tak
          często wylewają łzy na filmach nad wyreżyserowanymi nieszczęśliwymi miłościami
          które może przypominają im jakiś fragment z ich życia.

          > a pytanie brzmi w ogole istnieje, czy nie ?

          Tak, na pewno tak, zobacz wokoło ile ludzi jest szczęsliwych (albo, to tylko
          pozory a ich struktury kryształu trzymaja się na włosku, albo podtrzymywane są
          obrączkami i dziećmi)

          > czy to tylko gadanie zmeczonego Platona (chyba jego)?

          Nie nie, na pewno nie Platona, ja o Panu Platonie smile) prawie nic nie wiem, prócz
          tego, że był nauczycielem Arystotelesa. Wstyd sie przyznać chyba chwycę za
          książki sad(((

          > czy mozemy zadac od Stworcy, tworzenia naszej drugiej polowy ?
          > naszego dopelnienia, brakujacej czesci naszego ja?

          Tylko nie jabłka. bo jabłko ma bardzo prostą budowę i sie psuje.
          A takie dopełnienie nasze jest i co najdziwniejsze niekoniecznie musi to być
          mąż, czy żona (marianna co ja Tobie tu opowiadam!)

          > eh... z tymi krysztalkami to nie taka prosta sprawa owieczko...
          > Raczej rzadko sie zdarza,ze ktos do kogos pasuje w 100 proc.
          > Zawsze jest jakies ale...

          Tak, ale człowek oprócz tej struktury kryształków smile) .. jak się dowiedziałam
          musi znosic ból miłosci. Ten BÓL jast tym brakującym ogniwem tej kryształowej
          teorii miłości,
          A te kryształki były granatowumi ostrosłupami...wiesz marianno, Wiem skąd taka
          teoria, a Ty jasteś taką mądrą osobą i jak tak głęboko, głęboko się zastanowisz
          to i może dla ciebie będzie wszystko jasne.

          > Wiec, jak z ta druga polowa jablka ?

          smile)) marianno, nie moge tak na forum wywewnętrzniać się, nawet będąc

          czarną _owcą



            • gini Re: druga polowka jablka... 03.01.05, 23:51
              Jacques Brel
              Quand on n'a que l'amour

              Paroles et Musique: Jacques Brel 1956
              autres interprètes: Dalida (1957), Star Academy (2001), Thierry Amiel (2003)


              --------------------------------------------------------------------------------

              Quand on n'a que l'amour
              A s'offrir en partage
              Au jour du grand voyage
              Qu'est notre grand amour

              Quand on n'a que l'amour
              Mon amour toi et moi
              Pour qu'éclatent de joie
              Chaque heure et chaque jour

              Quand on n'a que l'amour
              Pour vivre nos promesses
              Sans nulle autre richesse
              Que d'y croire toujours

              Quand on n'a que l'amour
              Pour meubler de merveilles
              Et couvrir de soleil
              La laideur des faubourgs

              Quand on n'a que l'amour
              Pour unique raison
              Pour unique chanson
              Et unique secours

              Quand on n'a que l'amour
              Pour habiller matin
              Pauvres et malandrins
              De manteaux de velours

              Quand on n'a que l'amour
              A offrir en prière
              Pour les maux de la terre
              En simple troubadour

              Quand on n'a que l'amour
              A offrir à ceux-là
              Dont l'unique combat
              Est de chercher le jour

              Quand on n'a que l'amour
              Pour tracer un chemin
              Et forcer le destin
              A chaque carrefour

              Quand on n'a que l'amour
              Pour parler aux canons
              Et rien qu'une chanson
              Pour convaincre un tambour

              Alors sans avoir rien
              Que la force d'aimer
              Nous aurons dans nos mains,
              Amis le monde entier
              • marianna.rokita eh gini 04.01.05, 00:02
                nieswiadomie wkleilas jedna z moich ulubionych piosenek.
                Dzieki.
                tak bardzo nierealna.... nie da sie miec tylko milosci......

                Juz wczesniej zadedykowalam wszystkim inna : Somewhere (West Side Story)
                Streisand.


                • gini Re: eh gini 04.01.05, 00:08
                  marianna.rokita napisała:

                  > nieswiadomie wkleilas jedna z moich ulubionych piosenek.
                  > Dzieki.
                  > tak bardzo nierealna.... nie da sie miec tylko milosci......
                  >
                  > Juz wczesniej zadedykowalam wszystkim inna : Somewhere (West Side Story)
                  > Streisand.
                  >
                  >
                  Wiesz dziwne jakies, jak tylko patience zalozyla ten watek , od razu mi
                  przyszly na mysl, te polowki jablek, kliklam sobie i wyskoczyl tytul postu...
                  • marianna.rokita Re: eh gini 04.01.05, 00:30
                    wink
                    widzisz czasem jak znajdujesz druga polowke, myslisz to ta. Jadnak po pewnym
                    czasie cos nie pasuje. Przykladasz je do seibie i przykladasz, a tu :
                    i gatunek nie ten, i rozmiar jablka, i kolor, i zapach, i smak....
                    albo zgadza sie ...tylko zapach i gatunek. A rozmiar,kolor,smak.....juz nie.
                    Starasz sie z calej sily je dopasowac. Sok cieknie po palcach ... Jablko ma
                    coraz wiecej czarnych odbarwien. Jedna polowka wiednie i druga tez.
                    Zapytam ciebie co robisz? Kleisz dwie osobne polowki jabka?
                    Niektorzy ludzie kleja cos co do sibie nie pasuje!? I im wychodzi !?
                    Zatem co robia, zeby dwie pozornie inne polowki jablka nie wiely, nie
                    czernialy ?Moze ty wiesz?

                    • gini Re: eh gini 04.01.05, 00:44
                      marianna.rokita napisała:

                      > wink
                      > widzisz czasem jak znajdujesz druga polowke, myslisz to ta. Jadnak po pewnym
                      > czasie cos nie pasuje. Przykladasz je do seibie i przykladasz, a tu :
                      > i gatunek nie ten, i rozmiar jablka, i kolor, i zapach, i smak....
                      > albo zgadza sie ...tylko zapach i gatunek. A rozmiar,kolor,smak.....juz nie.
                      > Starasz sie z calej sily je dopasowac. Sok cieknie po palcach ... Jablko ma
                      > coraz wiecej czarnych odbarwien. Jedna polowka wiednie i druga tez.
                      > Zapytam ciebie co robisz? Kleisz dwie osobne polowki jabka?
                      > Niektorzy ludzie kleja cos co do sibie nie pasuje!? I im wychodzi !?
                      > Zatem co robia, zeby dwie pozornie inne polowki jablka nie wiely, nie
                      > czernialy ?Moze ty wiesz?
                      >
                      >
                      Jedyna rada, jak sie nie da skleic, to znaczy, ze nie Twoja polowka,Ci sie
                      trafila.Trzeba zostawic i szukac drugiej tej wlasciwej.
                      Chociaz, jak ja bym zostawila te swoja polowke pare lat temu?Tez nic nie
                      pasowalo, a dzis ? Jak ulal wszystko ok.
                      Z tym, ze nie mozesz szukac rad u nikogo,sama musisz dojsc, ludzie przewaznie
                      radza zle, byc moze i dobre checi maja, ale dobrymi checiami to jest
                      wybrukowane pieklo.
              • peilung Re: druga polowka jablka... 04.01.05, 00:04
                Paroles: Catherine Dasage, Ch. Bruhn 1973
                © 1973 Disque Philips

                --------------------------------------------------------------------------------

                Ce soir le vent vient de la mer
                Septembre est là, l'été s'en va
                Et le bonheur est éphémère
                Comme les fleurs qui meurent déjà...

                {Refrain:}
                Acropolis adieu, adieu l'amour
                Les roses blanches d'Athénée se sont fanées
                On s'est aimés quelques jours
                Acropolis adieu !

                Ce soir c'est notre dernier soir
                Demain matin je partirai
                Tu resteras dans ma mémoire
                Comme un bonheur comme un regret

                Acropolis adieu, adieu l'amour
                Les roses blanches d'Athénée se sont fanées
                On s'est aimés quelques jours
                Acropolis adieu !

                Acropolis adieu !...........
            • marianna.rokita Re: druga polowka jablka... 04.01.05, 00:00
              moze i jestem pokrecona.
              Widzisz mnie X jako Seksualna Rekordzistke Swiata. Laske,ktora beznamietnie
              przespala sie z 759 facetami.I to ma byc widac. Takie jest zalozenie zawodu
              gwiazdy porno, ze pokazujesz cialo.Nikt od ciebie nie wymaga pokazywania siebie
              od srodka. Ale widzisz kazdy jest czlowiekiem.Nawet ja, taka Marianna.
              Zapamietaj to,ze kazdy czuje. Kazdego trawia emocje. Kazdy ma prawo do
              szacunku, milosci. Prawda?

              Teraz :
              jednak wlasnie odpowiedzialam soie na pytanie,ktore postawila Patience.
              Mowilam nie wiem.
              Ale....
              Nie warto sie codziennie wystawiac na bol.Nie warto,zeby ktos cie ranil.Nie
              warto zeby ktos cie lzyl.Nie warto, zeby cie ktos bil.Nie warto plakac. Nie
              warto nie jesc z bolu. Nie warto zebrac o uczucia.
              Warto poczekac i miec nadzieje, ze trafi sie kiedys na kogos, kto bedzie druga
              polowka. Warto poczekac na kogos, kto bol zamieni w radosc, zle slowo w dobre
              slowo, cios w pocalunek. Nawet jesli to ma nigdy nie nastapic.



              Wszystkim z watku dedykuje piosenke
              "Somewhere" (West Side Story) Barbry Streisand








              • Gość: X Re: druga polowka jablka... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 04.01.05, 01:04
                Prawda!!!!
                Od pewnego czasu czytam to co piszesz. Jak zauważyłem masz szerokie
                zainteresowania , wiedzę i intelekt. Ponadto odczuwam wręcz, że w tym co piszesz
                jest wiele ciepła i piszesz to co czujesz naprawdę !!!!! A po tym co napisałaś w
                tym wątku odczuwam do Ciebie jeszcze wiekszą sympatię. Ale jest "tamto" i żal i
                pytanie dlaczego? Nie mogę tego zrozumieć (taka kobieta!). Stąd moje określenie
                "pokręcona psychika"
                Wybacz że pozwoliłem sobie tak osobiście.

                X
                • marianna.rokita Re: druga polowka jablka... 04.01.05, 01:21
                  Widzisz...
                  Naprawde bardzo bym chciala,ale nie moge Ci odpowiedziec na to pytanie.Sama
                  zadalam sobie zakaz tlumaczenia sie "dlaczego?".
                  Wiec nie tutaj, nie dzisiaj, nie jutro,nie za miesiac.
                  Nie wiem, czy komukolwiek, gdziekolwiek.

                  Pozwol, ze ci zadedykuje cytat
                  "Dobrze widzi sie tylko sercem, najwazniejsze jest niewidoczne dla oczu".
                  A.de Saint Exupery
                  smile

                  Z tym, ze patrzenie sercem....tez powoduje bol. Nie oczu a serca.
                      • gini Re: druga polowka jablka... 04.01.05, 01:49
                        Na dobranoc rozpirze jeszcze ten watek, a co!!!


                        GDZIE JESTEŚ MAŁY KSIĄŻĘ?
                        Gdzie jesteś Mały Książę?
                        Gdzie odszedłeś z mej książeczki kart?
                        Czy po pustyni błądzisz znów?
                        Rozmawiasz z echem pośród skał?
                        *******
                        Czy tam gdzie świeci złoty wóz
                        Oglądasz Ziemię w swoich snach?
                        Gdzie pozostała z dawnych dni
                        Niby wspomnienie bajka ta
                        *******
                        W maleńkiej róży kochał się
                        Książe na jednej z wielu gwiazd
                        Nie widział przedtem innych róż
                        Kiedy w daleki poszedł świat
                        *******
                        Na Ziemi zwątpił w miłość swą
                        Tę najpiękniejszą z wszystkich snów
                        Bo jak miał w jednej kochać się
                        Gdy ujrzał park z tysiącem róż
                        *******
                        Nie wierz swym oczom - Szepnął wiatr
                        - Jeśli kochasz sercem patrz
                        Zrozumiał wtedy książę to
                        Że tylko jedna w świecie jest Ta,
                        którą kochał wszystkie dni
                        I wrócił znów do róży swej
                        *******
                        Gdzie jesteś Mały Książę, gdzie
                        Odszedłeś z mej książeczki kart
                        W świecie gdzie nikt nie kocha róż.
                        Na zawsze ktoś pozostał sam
        • marianna.rokita Re: utrata 04.01.05, 00:33
          W tym tkwi sedno:

          bac sie utracic....
          utracic strach, gdy sie utraci.......

          ktory ze strachow jest latwiejszy do zniesienia?
          strach przed utrata? czy strach przed ukochana osoba?
          • gini Re: utrata 04.01.05, 00:51
            marianna.rokita napisała:

            > W tym tkwi sedno:
            >
            > bac sie utracic....
            > utracic strach, gdy sie utraci.......
            >
            > ktory ze strachow jest latwiejszy do zniesienia?
            > strach przed utrata? czy strach przed ukochana osoba?


            Najgorszy jest strach, trzeba przestac sie bac, strach, to zniewolenie, ze
            strach paralizuje ,strach wyzwala zlo , dlatego wszystkie terrory i terroryzmy
            bazujana ludzkim strachu.
            • Gość: Krzys52 Ty badzo bardzo uwazaj Marianno na te belgijska IP: *.proxy.aol.com 04.01.05, 01:02
              france. Ona wyraznie zabiega o Twoje wzgledy - stara sie przypodobac. Pozniej
              bedzie starala sie omotac Ciebie aby trudno Ci bylo wystapic przeciwko niej -
              gdy zaistnieje taka potrzeba.

              Ponizej masz przyklad jak robi sie takie oslizgle numery. Ona nauczyla sie tego
              wslizgu w... od niejakiego Borsuka oraz Bykka.
              .

              duzo wczesniej Marianna napisala:

              >>Ten, ktory doswiadczyl zawodu, powie tak jak Mick Jagger.
              Ja moge powiedziec tyle: ja juz uciekam od bolu, ten bol ma to do siebie, ze
              boli, nie coraz mniej, a coraz bardziej.Chce spokoju duszy.Gdzies tam jakas
              moja czastka wola do kogostam "kochaj" ale.... ja sie juz boje.I dawac i
              brac.Chce ale sie boje.Po prostu. >>

              zas teraz gini napisała:

              >>Najgorszy jest strach, trzeba przestac sie bac, strach, to zniewolenie, ze
              strach paralizuje ,strach wyzwala zlo , dlatego wszystkie terrory i terroryzmy
              bazujana ludzkim strachu.>>


            • peilung Re: utrata 04.01.05, 01:11
              Strach jest podstawowym i normalnym uczuciem, tak samo jak złość, radość lub
              smutek.
              Przejawia się on w myslach , w fizycznych symptomach i w specyficznych
              dostrzegalnych zachowaniach. Generalnie strach przyjmuje się jako coś
              nieprzyjemnego, ale mimo fizycznycznym reakcjom w zadnym przypadku nie jest
              niebezpiecznym..
              bioogicznie mam duzo pozytywow, jak krążenie krwi, napięcie mięsni
              itditd..forum jest za male by tu referat wyglosic...
          • 100krotki Re: utrata 04.01.05, 09:14
            marianna.rokita napisała:

            > W tym tkwi sedno:
            >
            > bac sie utracic....
            > utracic strach, gdy sie utraci.......
            >
            > ktory ze strachow jest latwiejszy do zniesienia?
            > strach przed utrata? czy strach przed ukochana osoba?

            tego się nie wie do końca, póki się nie utraci...

            już wieszcz nasz napisał:"..ile cię trzeba cenić, ten tylko się dowie, kto cię
            utracił"
            ale z utratą ukochanej osoby, utratą strachu....jest trochę inaczej,
            bo....miłość to przecież nie pole ziemi. miłość ma się wszędzie tam, gdzie się
            jest
            albo się jej nie ma gdzie się jest
            albo jest strach o utratę tego, co się jeszcze ma
    • Gość: patience ..................Na razie przewaga wierzących... IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 04.01.05, 00:59
      Pytania czemu mam siano w glowie o niewłaściwej porze roku, pachnące inaczej
      koniom, inaczej zakochanym, pominę dostojnym milczeniem. Za to nie pominę
      tajemniczej damy, ktora dzięki Adzie okazala się być gentelmanem oraz drugiej
      tajemniczej damy, którą mi Nu wymachiwal przed nosem, rownie tajemniczo, bo
      kompletnie nie zrozumialam, co autor mi chcial tym machaniem powiedziec. Jeśli
      chodzi o Adę, to wcale mnie nie zaskoczyła, bo już jakiś czas temu zauważyłam,
      że podejrzanie duzo czyta...wink Co do Nu to się na razie przyznał, ze skanuje,
      więc może nawet i czyta przed skanowaniemwink W takim razie na wszelki wypadek
      zaznaczam, że konkurować z wami obojgiem nie mam zamiaru, gdyż nie staję do
      konkurencji z góry przegranych ze względu na mój silny instynkt przetrwania. W
      zupelności mi wystarczy, jeśli spróbujecie coś odpowiedzieć Friedrichowi w
      sprawie warto czy nie warto? Warto się narażać na ból? Oraz to drugie pytanie,
      ogólniejszej natury, o wiarę. Czy warto posiadać wiarę w milość?

      Krysztaly duszy, połówki jabłka... Na razie myślę, że mamy w wątku przewagę
      osobników wierzących. Nawet wypowiedź X, zaczynająca się od słów, że milość to
      fantom, kończy się stwierdzeniem, że pogoń za tym fantomem może być sposobem na
      życie. No dobrze, ale Friedrich zaczyna od drastycznego przykładu: wiesz, że po
      6 miesiącach ukochana osoba umrze. Czy jedyne 6 miesięcy to też warto? A jeśli
      wiesz, że twój ukochany/ukochana cię zdradzi po 6 wspaniałych miesiącach?
      • marianna.rokita Re: ..................Na razie przewaga wierzącyc 04.01.05, 01:13
        Eh...
        Nie wiem co autor mial na myslio i dlaczego zalozyl taki watek ale ok.
        I nie wiem, czy autor experymenta na bialych myszkach forumowych nie prowadzi.
        Ale niech autor ma do studiow nad miloscia.

        1. Czy warto narazac sie na bol?
        Nie codzienny, nie ciagly.Sporadyczny tak. Ale nie przewlekly.Przewlekle bole
        wyniszczaja.

        2. Wiare w milosc latwiej posiadac.Lepiej ja miec.Jest sie wtedy do czego/kogo
        usmiechac.

        3.Jesli za 6 miesiecy umrze - warto. Smierc jest tylko zdrada zycia.A nie
        zdrada drugiego czlowieka. Warto chiociaz oprzez te 6 mcy dac komus bliskosc,
        cieplo, czulosc, byc przy nim az do samego konca. Trzymac go za reke kiedy
        gasnie swiatlo.Warto.
        Pamietasz slowa z Malego Ksiecia - Exupery'ego? Nie podam ci cytatu, bo nie mam
        egzemplarza pod reka. Jak lisek wiedzial, ze nie zobaczy Malego Ksiecia a
        jednak chcialbyc dla niego najwazniejszy na swiecie? Wybral swiadomie tesknote
        i bol ? Wiedzial,ze gdy bedzie widzial pszenice, bedzie mu sie robic smutno
        poniewaz przypomni sobie wlosy Malego Ksiecia.
        Bol po smierci jest innym bolem niz bol, jak cie ktos codziennie rani.

        4.Jesli zdradzi z milosci do innej nie warto.Jesli zdradzi, bo popelnil
        glupstwo, jednorazowe, i ono na pewno juz sie nie powtorzy warto zacisnac zeby
        i zostac.




        • Gość: patiwnce Wyjasniam ad hoc IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 04.01.05, 01:29
          w obawie że ludność nabierze wody w usta z powodu podejrzeń paranoicznych że
          byłabym zdolna do działań eksperymentalnych na zdrowym ciele narodu. Otóż,
          odpowiadając na to pytanie muszę powiedzieć, że wasze paranoiczne
          podejrzenia... nie mijają się z prawdą. Tylko obiekt nie ten. Jest to wielce
          skomplikowana intryga którą uknułam w pociągu relacji Wrocław Katowice, mająca
          na celu wielopiętrową prowokację pod adresem kogoś, kto ten wątek na 100% czyta
          i na 100% się nie wypowie. Hihi. Urok owej wielopiętrowej prowokacji polega na
          tym, że obiekt badany nawet wiedząc że jest badany i tak będzie bezsilny wobec
          tego co napiszecie. Hehe!

          A druga rzecz która mnie w tekście Friedricha zainteresowała, to ta kwestia o
          dojrzewaniu polegającym na porzucaniu iluzji. Bo jeśli nadzieja na wielka
          miłość jest iluzją, to żeby dojrzeć, winniśmy ją porzucić. Skoro porzucać nie
          chcemy, to znaczy, że jesteśmy niedojrzali... chyba, że koncepcja dojrzałości
          jest niewłaściwa?
          • marianna.rokita "Ja wiedzialem,ze tak bedzie" 04.01.05, 01:39
            Uch..Pokretna duszosmile :"Ja wiedzialem,ze tak bedzie"
            A co ma na celu zdradzanie,ze kogos badasz?
            smileWymienianie nazwy pociagu? Mowienie o kims kto ten watek czyta na 100 proc?
            Oj, oj, oj...smile))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))
            No dobra,nie pytam,wystarczy,zebys sama z soba byla szczera.
            W ramach ekwiwalentnej wymiany swiadczen chcialabym zebys wziela udzial i w
            moim przyszlym experymencie.Oczywiscie, jesli z twoim swiatopogladem sie klocic
            nie bedzie.

            Wiec jako biala mysz odpowiadam:

            > A druga rzecz która mnie w tekście Friedricha zainteresowała, to ta kwestia o
            > dojrzewaniu polegającym na porzucaniu iluzji. Bo jeśli nadzieja na wielka
            > miłość jest iluzją, to żeby dojrzeć, winniśmy ją porzucić. Skoro porzucać nie
            > chcemy, to znaczy, że jesteśmy niedojrzali... chyba, że koncepcja dojrzałości
            > jest niewłaściwa?

            Koncepcja nieodjrzalosci jest niewlasciwa zdecydowanie.Dojrzalosc nie polega na
            odrzucaniu uczucia i zaprzestaniu jego poszukiwan.Koncepcja Fridricha swiadczy
            o jego niedojrzalosci w temacie............ milosc.





            • Gość: patience Re: "Ja wiedzialem,ze tak bedzie" IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 04.01.05, 02:02
              > Uch..Pokretna duszosmile :"Ja wiedzialem,ze tak bedzie"
              > A co ma na celu zdradzanie,ze kogos badasz?
              > smileWymienianie nazwy pociagu? Mowienie o kims kto ten watek czyta na 100 proc?
              > Oj, oj, oj...smile))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))


              A na to pytanie też odpowiem, otwarcie i szczerze. Bo mam ucieche, szczególnie
              jak sobie wyobrażam minę obiektu badanego. A ponadto zwracam uwagę, że w
              śledztwie dotyczącym moich intencji mówię samą prawdę, tak mi dopomóż, ale to
              że intrygę uknułam w wiadomym pociągu wcale jeszcze nie znaczy, że dotyczy ona
              współpasażerów. Na kolejne pytania mogę równie szczerze i otwarcie
              odpowiedzieć, ale wydaje mi się, że moja szczerość by zmogła nawet Komisję
              McCarthyego, toteż lepiej wróćmy do tematu.
                • Gość: patience Re: "Ja wiedzialem,ze tak bedzie" IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 04.01.05, 02:36
                  ano, to jest jak do tej pory najcwańsze pytanie w sprawie moich intencji. też
                  odpowiem szczerze, tak mi dopomóż! Bo wasze odpowiedzi mogą mieć wpływ na
                  proces decyzyjny obiektu badanego, ktorego podejrzewam o tchórzenie. Obawiam
                  się, że obiekt badany moim wypowiedziom na zadany temat nie dowierza, a być
                  może nawet wyobraża sobie, że się natrząsam, lub też może uważać, że jestem
                  kosmita i moje opinie nie mają żadnego związku z opiniami istot uznawanych za
                  homo sapiens. Innymi słowy są szumem informacyjnym. No to oddałam głos homo
                  sapiens, a nawet zawierzyłam, że homo sapiens nie potraktuje pytania jako
                  wygłup tylko się jednak o jakieś odpowiedzi postara. Ryzyko polegało na tym, że
                  tak do końca nie byłam pewna, jakie te odpowiedzi mogą być.

                  Czyli jeśli pytasz, czy to jest totalny wyglup, to nie, nie jestsmile

                  PS. Ależ, co ty mówisz owieczko. Ten post z kryształkami był więcej niż bardzo
                  ładny. Mniej poetycko to jest ten mit o bliźniaczych duszach. A może i prawda,
                  kto tam wie? Spotkanie takich bliźniaczych dusz to trzęsienie ziemi. Któz nie
                  marzył w sekrecie o czymś takim? Przyznam się, że mi się parę razy przytrafiło
                  pomarzyć... Obraz kryształkow od razu mi się spodobał.
      • marianna.rokita ANEKS: 04.01.05, 01:27
        Patience, nie pytam i nie mam zamiaru, ale jak sie zakochalas w kimstam walcz.
        Potem bedziesz odpowiadac na pytania,ktore dzisiaj zadalas.
        Na poczatku milosci tych pytan sie po prostu nie stawia. One przylatuja z
        czasem.Nie mowie,ze przylatuja na jej finiszu ale rzadko pojawiaja sie od
        razu.
        Chyba,ze w realnym swiecie:
        - ktos jest zonaty
        - ktos ma realnie 6 mcy zycia przed soba
        - sa inne bardzo trudne czynniki niwelujace mozliwosc swobodnego jak to mawiaja
        Francuzji ( tlum.doslowne) wpadniecia w miłość.

        Jesli takowych nie ma. Ruszaj smile
        3 mam kciuki.

        I pomin dostojnym milczeniem ten post.

      • Gość: X Re: ..................Na razie przewaga wierzącyc IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 04.01.05, 01:29
        Patience na wszelki wypadek protestuję jeśli chciałabyś zaliczyć mnie do
        wierzących! Gdybyśmy znali dokładnie naszą przyszłość to nasze życie byłoby nie
        do zniesienia. Na szczęście liczba mozliwych zdarzeń w życiu każdego osobnika
        wydaje się być nieograniczona. Dlatego możesz mnie zaliczyć do zwolenników
        rachunku prawdopodobieństwa z którego wynika, że każdemu z nas może przydarzyć
        się WIELKA I ODWZAJEMNIONA MIŁOŚĆ! Czego Wam i sobie życzę pomimo prezentowanego
        przeze mnie poprawnego politycznie natym Forum cynizmu (choć nie zawsze).
      • Gość: Krzys52 Ja zaliczylem pozytywnie podobny test :O)) IP: *.proxy.aol.com 04.01.05, 01:38
        Tamta panienka bardzo byla wymagajaca gdy o milosc idzie. No wiec gdy tak
        sobiesmy lezeli w tej poscieli to ona zaczela mnie maglowac:
        "A gdyby mi w wypadku ucielo raczke - spytala - to czy kochalbys mnie nadal?"
        Patrzac jej prosto i gleboko w oczy, bez wahania dalem odpowiedz twierdzaca.
        To by jednak nie byla ona gdyby na tym miala poprzestac.
        "A gdyby tez uzielo mi druga raczke - spytala - to czy kochalbys mnie nadal?"
        Sprawilem sie oczywiscie jak poprzednio albo i lepiej.
        Tu pojde na skrot drobny, jesli pozwolisz Patience, albowiem w koncu
        przypilowala moja kochanka tak:
        "To kochalbys mnie nadal gdyby tu teraz sam moj korpusik lezal razem z toba?"
        Ja znow nie mialem najmniejszych watpliwosci, a ona byla wtedy prawie calkiem
        usatysfakcjonowana.
        Jak to niewiele kobiecie do szczescia potrzeba.
    • jenisiej Zagadka literacka (o miłości, of course) 04.01.05, 01:36
      C. and S. meet at Oxford one evening in their first year of college. Very soon
      they become close friends.
      The circle of friends is very limited to just a couple of friends of S. Their
      friendship grows into a love affair. This is very subtle in the story but very
      evident.
      That summer they have a very romantic stay at the huge mansion of S's catholic
      family. When C. meets the family of S. the problems begin.
      As C. becomes friends with the members of the family (he even almost marries a
      sister) S. turns towards drinking. C. tries to help his friend but is less
      succesful as time passes by.
      The story is told by C. in a flashback when he comes back to B. (the families
      country home) during the Second World War. He has a series of memories of his
      youth and young manhood, his loves, life, and a journey of faith and anguish.

      Ło rany, fajny wontek, ale dziś jusz hyba nie dam rady pszestudiować.
      Patience, nie świruj, wiesz, rze Ciem koham!

      Całuski dla Pańsmile
      Uścisk dłoni dla Panów i... no, koleżanekwink
      jeni
          • Gość: Krzys52 Re: Bez wzgledu na spodziewany bol, ktorego dozna IP: *.proxy.aol.com 04.01.05, 03:01
            > Wlasnie slucham "Twojego" Cohena ?

            Skąd wiesz, że lubię Cohena? smile)))

            > ale nie zmysla o Tobie go
            > slucham.

            a niby dlaczego o mnie?

            czarna_owca
            .
            ;
            Bo ja nie jestem Baca smile)

            W starym dowcipiedziennikarz odwiedzil sluzbowo bacowke i wypytuje Bace o co
            tylko sie da. Gdy doszlido zaspokajania potrzeb seksualnych, na tym odludziu,
            Baca wyjawil, ze przeciez ma owieczki.

            Dziennikarz poprosil o pozwolenie bo tez chcial sprobowac. No wiec probuje,
            probuje, probuje, probuje, probuje, a Baca turla sie po hali ze smiechu.
            Gdy skoczyl z owca pyta sie dziennikarz o powod uciechy Bacy. A ten mu na
            to: "200 owiecek mam ja w tym kierdelku a wy, panocku, akurat te najbzytsom
            musieliscie se wybrac smile)"

            Aha, nie jestem tez dziennikarzem surprised))


            • Gość: czarna_owca Cohen IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 04.01.05, 13:25
              słowa + miły i ciepły głos wykonawcy, to nic jak malutki obrazek tej
              poszukiwanej miłości romantycznej, wyrażonej za pomocą muzyki. Czy ten człowiek,
              na którego tyle psioczą i psów wieszają na forum może w głębi serca okazać się,
              aż tak głębokim romantykiem?- stąd też moje zdziwienie. A że była późna pora i
              wzrok zmęczony, przesunęły mi się posty i dokonałam takiego a nie innego wpisu,
              który ku swojej radości mogłeś skwitować pieprzeniem owiec na hali! Dziękuje,
              miło nie było.

              czarna_owca
              • Gość: Krzys52 Re: Cohen IP: *.proxy.aol.com 05.01.05, 05:42
                słowa + miły i ciepły głos wykonawcy, to nic jak malutki obrazek tej
                poszukiwanej miłości romantycznej, wyrażonej za pomocą muzyki. Czy ten człowiek,
                na którego tyle psioczą i psów wieszają na forum może w głębi serca okazać się,
                aż tak głębokim romantykiem?- stąd też moje zdziwienie. A że była późna pora i
                wzrok zmęczony, przesunęły mi się posty i dokonałam takiego a nie innego wpisu,
                który ku swojej radości mogłeś skwitować pieprzeniem owiec na hali! Dziękuje,
                miło nie było.

                czarna_owca
                .
                ;;
                Za kogo ty sie masz?
                Roznica pomiedzy nami jest taka, ze ja z cala pewnoscia nie chcialem sprawic ci
                przykrosci - wrecz przeciwnie, chcialem cie rozsmieszyc - natomiast ty z cala
                pewnoscia postanowilas byc niemila dla mnie, bez wzgledu na moje zachowanie.
                Nie bez powodu, domyslam sie, choc udajesz tu nowoprzybyla.

                Prosze, nie pojawiaj sie wiecej na mojej drodze.



                • Gość: czarna_owca Re: Cohen IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 05.01.05, 10:27
                  > Za kogo ty sie masz?

                  za życiową czarną owcę, która pławiła się w morzu cierpień, ludzkiej nienawiści
                  i bolu,
                  za czarną owce z którą przez swoje zycie była przedmiotem naigrywania się i drwn,
                  za czarnę owce, kŧóra była pośmiewiskiem dla ludzi za to, że jest czarna,
                  z czarna owcę, która nie mogła beczeć swoim jezykiem i zawsze stala samotnie w
                  kącie swego kierdla, bo słuzbowy stróż uważał, że czarnym owcom nalezy się tylko
                  zimny chów, a najlepszą tresurą na takie bydlaki jak czarne owce jest stróżujące
                  wściekłe psy,

                  za zaszczutą czarną owcą, której do łba nie dotarło, że ktos chcial ja rozbawić
                  i okazać odrobine serca

                  > Prosze, nie pojawiaj sie wiecej na mojej drodze.

                  dobrze, nie pojawię się, a ja po prostu Krzysiu nie zrozumiałam Twoich intencji.
                  Mój czarnoowczany wieloletni odruch obronny, starannie wyćwiczony przez wściekłe
                  stróżujące psy, kazał mi wierzgać,gdyż skutecznie wpojono czarnej owcy, że
                  niemozliwy jest w jej kierunku ludzki odruch, że nie zasługuje na przyjazna
                  duszę, wpajano, jej, ze może być jedynie obiektem pośmiewiska, bydlakiem do
                  przeganiania, kopania i traktowanie jak te owce na hali.

                  dlatego czarna owca, ze skomplikowa aczkolwiek dalikatną psychiką, po raz
                  milionowy przepędzona i kopnięta odejdzie.

                  czarna owca
    • granda.princessa tym bardziej trzeba sie zakochac, 04.01.05, 02:16
      im mniej ma sie czasu na milosc, tym jest ona mocniejsza i wazniejsza - dla obu
      stron. Tylko, wydaje mi sie, ze ty za duzo kalkulujesz. Porawdziwa milosc jest
      jak burza, przychodzi sama. Jesli zastanawiasz sie, czy sie zakochac, to znaczy
      ze sie nie zakochasz. Sorry - to jest body language.
      • marianna.rokita Nessun dorma et tu ma principessa.... 04.01.05, 02:50
        Prawda?
        Ehhh... Patience i jej badania.
        Patience specjalistko komputerowa :Hmmm.jak by ci tu przelozyc na jezyk
        komputerowy zebys paniała.

        Milosc jest jak Trojan.
        Przyczepia sie nie zawsze wiadomo skad.Spowalnia prace systemu, uszkadza ci
        niektore pliki i dazy do unieszkodliwienia ciebie,zebys lezala i kwiczala.
        Zalozmy ,ze to nowy Trojan i nim nic nie wiesz.Twoj procesor wykonuje tak
        wielka prace, ze jesli to Athlon 4 moze mu peknac jadro....Wysiada
        wentylacja.Zanim sie wlaczysz masz chimery.Burczysz, zawieszasz sie czasem sama
        resetujesz.Pada ci java.Norton za Chiny sie nie chce zaktualizowac. Panda
        Titanium kasuje nawet najsmieszniejsze pierdolki ktore masz w systemie uznajac
        je za wroga. MKS nie kasuje niektorych plikow.Sama wysyla ci sie Bog wie gdzie
        poczta....
        W koncu pracujesz w trybie awaryjnym.
        Do tego mopmentu milosc jest jak Trojan.
        W zyciu nie latwo jest postawic system na nowo.Dac format Cuncertain
        Ech... czasem wole,zeby moj facet byl komputerem.Dalabym mu format low,( z raz,
        dwa w ciagu zycia kompa mozna) powsadzala to co chce np. Linuxa,zeby wirusow
        nie lapal od jakistam bab, ustawila ograniczenia na odwiedzane strony, ustawila
        IP - prywatny,zadnych proxy,rozbudowala funkcje no spam, wsadzila fajna karte
        graficzna,procesorek 4, nie Athlona,pojemnosc tak z 80 ) (nie 260 bron boze,bo
        na ch,... mu taka pamiec). Zapomnialam o hasle do Biosu.Tez musi byc. Takie
        zebym tylko ja na niego wlazlasmile




        smile
    • Gość: Kir Re: Czy miłość jest tego warta? IP: *.lubsza.sdi.tpnet.pl 04.01.05, 04:33
      Miałem odpowiedzieć Astrze,ale taki wątek na FA.Przyznaję przejrzłem
      posty.Znowu brutalnie mnie obudzono i nie mogłem zasnąć.

      Jeśli dojrzałość definiuje się jako "porzucenie iluzji" (Freud), to czy
      dojrzałość wymaga od nas porzucenia również tej ostatniej iluzji? Jeśli tak,
      dlaczego nie jesteśmy w stanie się z nią rozstać?
      Tutaj Freud się pomylił.Oceniał to przecież z punktu widzenia zewnętrznego
      obserwatora.
      Nie mogę wymagać od każdego racjonalnego myślenia.Freud nie czytał FA,gdyby to
      zrobił zmieniłby zdanie i zgodziłby się na tą iluzjęsmile)).

      Tu jest parę pytań do rozważenia: 1) Czy wierzymy, że tradycyjne rozumienie
      romantycznej miłości, ciągnącej się do końca życia, jest jeszcze (lub czy
      kiedykolwiek było) realną możliwością, czy może być nadzieją dla ludzi w
      świecie 'realnym"?
      Oczywiście że tak,gdyby było inaczej mniej było by ludzi samotnych bo nie
      znalazło ideału,albo nieszczęśliwych bo "wczesne zachowania ideału" okazały się
      oszustwem,gdyż "ideał" znał nasze marzenia albo się ich domyślał.

      2) Czy jest możliwe, że nawet, jeśli w nią nie wierzymy,nawet, jeśli
      spodziewamy się rozpadu danego związku, to i tak usiłujemy dążyć do jedności
      najbardziej perfekcyjnej, do której przyuczono nas tęsknić?
      Nie,ten związek jest już w stanie rozkładu a my nie "usiłujemy dążyć do
      jedności najbardziej perfekcyjnej, do której przyuczono nas tęsknić?" ale do
      utrzymania go za wszelką cenę.Czy ja wiem czy tam jest jeszcze coś z
      miłości,czy raczej bardziej strach przed samotnością,opinią
      otoczenia,odrzuceniem?itp.cholera wie.możliwe,że i cząstka jakiegoś uczucia
      i irracjonalnej wiary w powrót do normalności.
      Jest takie przysłowie "że można zagłaskać kogoś na śmierć" i w tym przypadku
      coś takiego może też wystąpić.Później dziwimy się:dlaczego??
      3)
      Jeśli tak, to czy powinniśmy taką tęsknotę przezwyciężać?
      Jeżeli przemyślimy dwie pierwsze odpowiedzi sami odpowiemy sobie na to
      pytanie.Dla mnie jest ono bezprzedmiotowe.

      Romantyczna miłość?-owszem,ale tylko w okresie narzeczeństwa.Zastanówcie się
      oczym dyskutujecie w domu,jak często staracie się być atrakcyjni dla partnera
      albo mile go zaskoczyć a jak już to jak często on/ona to zauważasmile)).

      "Owe więzi wcale nie muszą być otwarcie seksualne; a nawet nie muszą zawierać
      tego, co zwykle nazywamy "intymnością" (inny, dziwny, nowoczesny wynalazek i
      termin), kobieta którą kocham może wcale mnie na początku nie chcieć, a będę
      i tak ją kochal i starał się o jej uczucia; Ale muszą być uformowane na
      zasadzie dobrowolności pomiędzy osobami, które na początku są sobie prawie
      obce, ale budują od nowa więż, ktorą nasze mobilnie i nie znające odpoczynku
      społeczeństwo stale usiłuje jakoś naruszyć."

      Rany Wy nad tym myślicie?jakiż to związek bez dobrowolności,przecież to byłby
      związek oparty na przemocy czyli zgwałceniach albo "obowiązku".Co ma do tego
      społeczeństwo.Z pewnością jeżeli będziecie się chwalić swoim pożyciem przed
      społeczeństwem to będziecie szczęśliwismile)
      Z pomocy społeczeństwa korzystacie gdy są do tego podstawy np.przemoc
      Fakt gdyby zewnętrzne otoczenie mniej mieszało się w sprawy małżeńskie mniej
      byłoby kłótni
      i rozwodów.

      "Więc SZANSA na miłość, na prawdziwą milośc, musi zawsze być warta ryzyka
    • rycho7 50 lat po slubie 04.01.05, 08:00
      Rozpoczelas Helgo piekny watek na wspanialy temat. Biochemicznie jak wiadomo
      burza hormonow zwana miloscia trwa 2 lata. Sa to bodzce silne jak narkotyk i
      uzalezniaja. Najlepszego kopa dostaje sie z nowym partnerem. Ale w Twoim
      tekscie i w mysleniu kobiet zazwyczaj nie o to chodzi. Gra jest bardziej
      skomplikowana. Chodzi o to aby syggnaly z ciala lemieszowatego zostaly
      uruchomione jedynie wtedy gdy stwierdzona zostanie pozytywna mieszanka
      przyjazni i wyrachowania. Efektu takiego nie da sie uzyskac zostawiajac cnote
      na po slubie. Mieszanka przyjazni i wyrachowania wymaga ogromniego
      doswiadczenia i samopoznania. Kontakty, kontakty, kontakty. Bez nich zostaje
      sie ksiedzem lub innym psycholem.

      Koncepcja czekania na milosc jest blednym postawieniem sprawy. Milosci nalezy
      aktywnie, intensywnie szukac. Zwolennicy mitycznego myslenia sadza, ze mozna
      rozmienic na drobne to co sie nie wymydli. Cialo lemieszowate daje kopa
      niezaleznie od czestotliwosci jego uzywania. A doswiadczenie w doborze partnera
      moze skutkowac zdobyciem medalu za dlugoletnie pozycie.

      Czego wszystkim zycze niezaleznie od wyznawanej mitologii.
      • 100krotki Re: 50 lat po slubie 04.01.05, 08:21
        rycho7 napisał:

        > Koncepcja czekania na milosc jest blednym postawieniem sprawy.

        kolejny nowy mit wynikający z niewiedzy czym jest miłość
        robisz założenie, że miłość dotyczy tylko dwojga ludzi, którzy tak się zdarzy,
        że oprócz miłości poczują do siebie także fizyczny pociąg i chcą jego
        spełnienia w akcie miłosnym zwanym po naukowemu raczej niezbyt erotycznie


        > Milosci nalezy
        > aktywnie, intensywnie szukac.

        to akurat prawda, ale najlepiej dla miłości jak umie się ją znaleźć przede
        wszystkim w sobie- to taki egocentryzm miłości

        >Zwolennicy mitycznego myslenia sadza, ze mozna
        > rozmienic na drobne to co sie nie wymydli. Cialo lemieszowate daje kopa
        > niezaleznie od czestotliwosci jego uzywania. A doswiadczenie w doborze
        partnera
        >
        > moze skutkowac zdobyciem medalu za dlugoletnie pozycie.

        a jaka to miłość która oczekuje medalu za długoletnie pożycie?
        masz gwarancje długiego życia?

        >
        > Czego wszystkim zycze niezaleznie od wyznawanej mitologii.

        miłość to nie mitologia, choć mitologia oparta jest na miłości
        • rycho7 D_nutko jestes mila, ze odpowiadasz 04.01.05, 08:28
          Ale wybacz, ze nie bede kontynuowal tej wymiany zdan. Obawiam sie, ze za
          chwilke zastosujesz swoja stala tektyke celowego pisania niezrozumiale (jak to
          Gini okresla mistrzowskiego operowania slowem). Szlifuj te swoje slowa beze
          mnie. Przemawia przeze mnie doswiadczenie w kontaktach. Nie oczekuje medalu za
          wytrwalosc zgodnie z Twoimi sugestiami powyzej.
          • 100krotki Re: D_nutko jestes mila, ze odpowiadasz 04.01.05, 09:07
            wątek jest o tym "czy miłość jest tego warta"
            stwierdziłam, że moja miłość do ciebie jest warta tego, abym tu w tym wątku z
            tobą o tym porozmawiała.
            przeze mnie też przemawia pewne doświadczenie, a że jest ono inne niż twoje?
            przecież to chyba normalne?
            i po to są też i rozmowy, aby te różnice doświadczeń można było pomiędzy sobą
            wymienić także na piśmie a niekoniecznie od razu w tym samym łóżku
            • rycho7 Re: D_nutko jestes mila, ze odpowiadasz 04.01.05, 09:17
              100krotki napisała:

              > i po to są też i rozmowy, aby te różnice doświadczeń można było pomiędzy sobą
              > wymienić także na piśmie a niekoniecznie od razu w tym samym łóżku

              Przez te pare lat wspolnej znajomosci na forum jeszcze sie do lozka nie
              zapraszalismy, a przynajmniej tak mi sie wydaje. Natomiast moje doswiadczenia
              dotycza rozmow na pismie. Sklaniaja mnie one do znacznej powsciagliwosci.
              Sorry, Winetou.
              • 100krotki Re: D_nutko jestes mila, ze odpowiadasz 04.01.05, 09:32
                rycho7 napisał:

                > Przez te pare lat wspolnej znajomosci na forum jeszcze sie do lozka nie
                > zapraszalismy, a przynajmniej tak mi sie wydaje. Natomiast moje doswiadczenia
                > dotycza rozmow na pismie. Sklaniaja mnie one do znacznej powsciagliwosci.
                > Sorry, Winetou.

                czyżbyś sugerował wszystkim tu czytającym, że ja swoją odpowiedzią na twój post
                mam zamiar "zaciągnąć" cię do dyskusji?

                bo inaczej nie rozumiem tego zakończenia "Sorry, Winetou".
                wiem ze swojego doświadczenia, kiedy je się stosuje
                • rycho7 Re: D_nutko jestes mila, ze odpowiadasz 04.01.05, 09:40
                  100krotki napisała:

                  > czyżbyś sugerował wszystkim tu czytającym, że ja swoją odpowiedzią na twój
                  > post mam zamiar "zaciągnąć" cię do dyskusji?

                  Niedawno byl watek o mowie i jej pochodzeniu. Byla wzmianka o tym, ze jest
                  nieuprzejmym nieodpowiadanie. Mozesz wiec sobie jak chcesz interpretowac swoja
                  zabawe slowami ""zaciągnąć" cię do dyskusji"

                  > bo inaczej nie rozumiem tego zakończenia "Sorry, Winetou".
                  > wiem ze swojego doświadczenia, kiedy je się stosuje

                  Nie bronie Ci miec doswiadczenia. W tym watku chodzi bardziej o kompatybilnosc.
                  • tomek.giebultowicz Cześć, Rychu! Szczęśliwego Nowego Roku! 04.01.05, 09:54
                    Jakies zdjęcie wypadałoby dołaczyć... Ale Tobie trzeba by jakieś "męskie"
                    bardziej, nie kwiatka... Może takie?
                    photobucket.com/albums/v416/cs137/Arizona/DSCF0045.jpg
                    To znad Wielkiego Kanionu Colorado, który, jak sama nazwa wskazuje, jest w
                    Arizonie. Zaliczyem dopiero ostatniego lata, po przeszlo 20 latach pobytu w USA...
                    • rycho7 Achtung abuse 04.01.05, 09:58
                      tomek.giebultowicz napisał:

                      Haniebnym jest podawanie personaliow na forum. Tak przynajmniej niektorzy
                      twierdza.

                      > Jakies zdjęcie wypadałoby dołaczyć...

                      Rozumiem, ze na tej gorce w prawym gornym rogu to Ty. Nie dosc, ze personalia
                      to jeszcze wizerunek osoby prywatnej ta kanalia na forum ujawnia. Fe.
                        • rycho7 sprawdzanie DNA 04.01.05, 14:10
                          tomek.giebultowicz napisał:

                          > to juz jest bardzo wysoki poziom sztuki podszywkowej. Mistrowstwo w tym
                          > rzemiośle, mozna smiało powiedziec.

                          Forum jako medium ma ta wlasciwosc, ze nie sposob sprawdzic DNA jak po tsunami.
                          Nie mozna przeslac faksu. Mozna jedynie z drugiej reki dowiedziec sie, ze ponoc
                          autentyczny nauczyciel z Jaroslawia Jozef Zawadzki nie uzywa internetu. Nie
                          mozna tez sprawdzic, czy Rycho to nie Tomek i Zsypek.

                          Szanowny Pan Tomasz Giebultowicz ma zyciorys, ktorego nie trzeba sie wstydzic,
                          Jego malzonka takoz. Szanowny Pan Tomasz Giebultowicz ma prawo do ochrony swej
                          prywatnosci. Ja nie mam potrzeby i ochoty dochodzic, czy nick X odpowiada w
                          realu osobie X. Moge sobie jednak roboczo zalozyc, ze jest to podszywka, taka
                          sama jak Cs137, studentka Kasia i SwiniaIlesTam.

                          Odnosi sie to takze do obrazonej gospodyni niniejszego watku, gdy zalozylem, ze
                          podszywa sie ona pod zawod prawnika. Odnosze z reszta wrazenie, ze podszywa sie
                          ona pod kilka innych zawodow. Nazywam to sprawnym zacieraniem po sobie sladow.
                          Mnie to nie przeszkadza. Akceptuje cudza prywatnosc. Natomiast uwazam za
                          znaczna przesade, twierdzenie, ze wymuszam udowadnianie, ze jakikolwiek nick
                          jest kim- lub czym-kolwiek. Jozefa Zawadzkiego nie czytam niezaleznie od tego
                          na ile jest on autentyczny. Dokladne parametry K52 nie zmuszaja mnie do
                          czytania go. Wiec po prostu nie o to chodzi.
        • Gość: delta Re: 50 lat po slubie IP: *.dyn.optonline.net 07.01.05, 07:47

          Wszyscy nie rozumiecie czym jest milosc,chociaz prawie ze ocieracie
          sie o to,jest to jednak dla was obce,i milosci prawdziwej nigdy nie
          zaznaliscie.
          Nie ma ona nic wspolnego z nami,jest poza nami,jest czyms co nie mozna
          nazwac ani rozpoznac.Ona poprostu jest,i dlatego jezeli czujemy sie
          w jej mocy to nie zawsze musi byc ona nia,czasami jest tylko jakims
          uniesieniem,zafascynowaniem,ale prawdziwa milosc poznac po tym,ze nie
          wymaga od nas nic i niczego nie oczekuje.
          I tak jak zakochany daje swej ukochanej prezent myslac czy sie jej spodoba
          to nie jest milosc.
          Jest wiele innych sposobow na sprawdzenie tego,to byl tylko przyklad.
          Wogole to rzadko ktos potrafi przezyc w zyciu tzw.milosc,pomijam tutaj
          ludzi ktorzy oddali sie sluzbie Bozej bo ci wiedza co to milosc.
          Pozostali zas,czyli ludzie swieccy traktuja milosc osobiscie i ja wykorzystuja
          stad tez tyle nieporozumien,mieszania milosci z zakochaniem wreszcie seksem.
          Milosc jest slowem ktore uleglo najwiekszemu sponiewieraniu.
          Sa ludzie ktorzy wiaza ja z seksem ale tylko w zwiazku malzenskim,jako ludzie
          wierzacy,co jest straszna pomylka.
          Sa tacy ktorzy uwazaja,ze milosc nie istnieje,ale tylko biologia,ale niestety
          prawda jest jak zwykle jest posrodku.
          Milosc,to pustka pokoju do ktorego wchodzimy,a gdzie w ktorym nie bylismy dlugo
          to milosc do siebie (bardzo wazna),lub dlatego,ze ktos tam niedawno byl.
          Milosc to kiedy wspoaminamy naszych przyjaciol,i placzemy coz oni teraz robia?
          Milosc to kiedy nie potrafimy zapomniec naszych bliskich ktorzy odeszli,
          (bliskich znaczy nie tylko tych z najblizszej rodziny,ale rowniez poetow,
          pisarzy,filozofow,ktorzy w czytaniu byli nam bliscy).
          Wreszcie milosc to kiedy plakac nam sie chce patrzac na nasz swiat,
          swiat ktory opetany zlem zdaza wprost do zniszczenia;gdzie zwykly czlowiek
          nie ma prawa bytu,tylko ten co ma pieniadze,otoz to pieniadze sa tutaj
          najwaznieszym punktem milosci,a to dlatego ze one rzadza swiatem i nie
          moze byc inaczej.To jest milosc.
          pozr.
    • Gość: ubu_roy Re: Czy miłość jest tego warta? IP: *.nyc.rr.com 04.01.05, 08:10
      Nie ma czegos takiego jak milosc. Pod tym slowem kryje sie tylko specyficzny
      stan umyslu sluzacy prokreacji i ewentualnie konsolidacji rodziny.
      Spoleczenstwa zachodu a szczegolnie kultura europejska zrobila z milosci fetysz
      i rozciagnela milosc do monstrualnych rozmiarow przykrywajac nia zupelnie inne
      rzeczy. Milosc do ojczyzny jest typowym tego przykladem. Milosc romantyczna,
      milosc rodzicielska, milosc braterska, wymieniony wczesniej patriotyzm sa takim
      samym pustym frazesem jak wolnosc, rownosc i demokracja.
        • marianna.rokita D N O 04.01.05, 09:52
          Danusiu, jak przystalo na bardzo inteligentna, a jakze Starsza Siostre w
          Wierze, wrazliwa...
          powinnas wiedziec,ze :
          - odbic sie od dna mozna, tylko jak druga osoba, kurczowo nie trzyma Cie za
          noge i daje ci szanse, pozwala na to,zebys Ty dajac sile obu stronom,odbila sie
          od dna.
          Nie jest tak Kwiatuszku?
          A widzisz.Czesem ktos na dnie Cie prztrzymuje, nie dajac ci sznasy ani na
          odbicie, ani na naprawienie wszystkiego.....
          Wiec, nic juz nie warto, kochac nie warto....


          • 100krotki Re: D N O 04.01.05, 11:37
            marianna.rokita napisała:

            > Danusiu, jak przystalo na bardzo inteligentna, a jakze Starsza Siostre w
            > Wierze, wrazliwa...

            marianno!
            czyżbyś sugerowała, że jestem starsza od ciebie?
            ależ oczywiście!
            czy jestem Starsza w Wierze?
            tego nie wiem, bo jako nawrucona ateistka nie mogę odnaleźć swoich Starszych
            Braci w wierze smile


            > powinnas wiedziec,ze :
            > - odbic sie od dna mozna, tylko jak druga osoba, kurczowo nie trzyma Cie za
            > noge i daje ci szanse, pozwala na to,zebys Ty dajac sile obu stronom,odbila
            sie
            >
            > od dna.

            to chyba wiem, ale nie z wiary a raczej z pewnych praw fizyki smile
            żeby odbić się od dna trzeba wiedzieć, że....
            pod stopami masz już tylko ...np.fundament....
            ale i tak, taki "podskok" na twardym fundamencie grozi upadkiem smile

            > Nie jest tak Kwiatuszku?
            > A widzisz.Czesem ktos na dnie Cie prztrzymuje, nie dajac ci sznasy ani na
            > odbicie, ani na naprawienie wszystkiego.....
            > Wiec, nic juz nie warto, kochac nie warto....
            >
            >

            a jakie jest inne wyjście jak już leżysz na dnie i jeszcze oddychasz?
            nawet rybka wyrzucona falą na brzeg podskakuje w ostatnich swoich podrygach i
            co niektórej nawet się uda, że następna fala okaże się tą ...litościwą dla niej
            czy ryba wtedy pomyśli, że fala ją kocha czy że ...ocean w którym pływa, czy...
            ale to już inna bajka o rybce i rybaku smile
    • Gość: jacek#jw Każdy ma własną wizję miłości. IP: *.plusgsm.pl 04.01.05, 10:32
      I dlatego tak bardzo interesuje nas jak tę miłość przeżywają inni. Miłość
      wymyka się wszelkim definicjom i filozofom. Każda próba opisania jej, nadania
      miłości słownikowego czy filozoficznego kształtu, jako obowiązującego kanonu z
      góry skazana jest na niepowodzenia. Trzeba się zakochać, by odczuć co to jest
      miłość ale nawet wtedy, nikt nie jest w stanie podać jej definicji. W miłości
      wystarczy przekonać tę drugą osobę, że jest kochana.

      Pozdr / Jacek
          • 100krotki Re: Każdy ma własną wizję miłości. 04.01.05, 11:53
            Gość portalu: jacek#jw napisał(a):

            > Sądzisz że miłość do drugiej osoby (zawężam temat wbrew opisowi z Twojego
            > poprzedniego wątku) w Japoni różni się od miłości buszmena w Australi a ta z
            > kolei jest inna od miłości azteckich kapłanów? Są dwie sprawy, uczucie i
            sposób
            >
            > jego okazywania. To są dwie różne sprawy.
            >
            > Pozdr / Jacek

            masz na myśli średnią statystyczną?
              • 100krotki Re: Pro100 i 100krotnie. 04.01.05, 14:13
                Gość portalu: jacek#jw napisał(a):

                > O jakiej średniej statystycznej piszesz? Pewnie odpowiedź, że statystyka to
                tu
                > temat ni w pięć ni w dziewięć Cię nie zadowoli?!
                >
                > Pozdr / Jacek

                przeczytaj jeszcze raz co sam napisałeś na temat miłosci, kultur i religii
                czy to nie ty w swoim poście używałeś liczby mnogiej co do ludzi?
                stąd się więc wzieło moje zapytanie, czy czekasz na odpowiedź statystyczną w
                temacie miłośc a religia i kultura
                czy teraz jest ci bardziej "w pięć ni w w dziewięc"?
                • Gość: jacek#jw Re: Pro100 i 100krotnie. IP: *.plusgsm.pl 04.01.05, 14:34
                  100krotki napisała:

                  > przeczytaj jeszcze raz co sam napisałeś na temat miłosci, kultur i religii
                  > czy to nie ty w swoim poście używałeś liczby mnogiej co do ludzi?
                  > stąd się więc wzieło moje zapytanie, czy czekasz na odpowiedź statystyczną w
                  > temacie miłośc a religia i kultura
                  > czy teraz jest ci bardziej "w pięć ni w w dziewięc"?

                  Nie mogę się doszukać tej liczby mnogiej.

                  Pozdr / Jacek
                    • 100krotki Re: nie masz talentu czytelniczego 04.01.05, 21:23
                      rycho7 napisał:

                      > Gość portalu: jacek#jw napisał(a):
                      >
                      > > Nie mogę się doszukać tej liczby mnogiej.
                      >
                      > D_nutka ma talent literacki zaglowania slowami. A Ty nie masz talentu
                      > czytelniczego. Proste, nie?

                      i jedna i druga uwaga chyba jest prawdziwa

                      1. lm była tylko przy azteckich kapłanach, ale buszmnen australijski czy
                      japończyk bez podania ich bliższych identyfikatorów powoduje błąd odczytu, że
                      nie wiadomo o którym z wielu milionów populacji jacek pisze
                      2. tu nie wiem na którą prawdę się zdecydować-czy moją żonglerkę słowną czy
                      brak talentu czytelniczego jacka
                      • hymen Re: nie masz talentu czytelniczego 05.01.05, 14:36
                        100krotki napisała:

                        > 1. lm była tylko przy azteckich kapłanach, ale buszmnen australijski czy
                        > japończyk bez podania ich bliższych identyfikatorów powoduje błąd odczytu, że
                        > nie wiadomo o którym z wielu milionów populacji jacek pisze
                        > 2. tu nie wiem na którą prawdę się zdecydować-czy moją żonglerkę słowną czy
                        > brak talentu czytelniczego jacka

                        Kajam się za mój brak czytelniczego talentu smile. Ale na statystykę się nie godzę.
              • rycho7 bledy sprzed 300 milionow lat 04.01.05, 14:19
                Gość portalu: jacek#jw napisał(a):

                > Pewnie odpowiedź, że statystyka to tu
                > temat ni w pięć ni w dziewięć Cię nie zadowoli?!

                Tematem jest pieknie sie roznic. Po to to powstalo. Przy paczkowaniu srednia
                statystyczna wspaniale sie zgadzala.
    • Gość: diabelek Pol wieku intensywnej milosci pana Al Sayeri. IP: *.sympatico.ca 04.01.05, 14:22
      W ciagu piecdziesieciu lat pan Saleh Al- Sayeri zakochal sie 58 razy i tyle
      samo razy zawarl zwiazek malzenski. Pan Sayeri uwaza sie za najszczesliwszego
      czlowieka na ziemi. Kocha swoje wszystkie zony, choc nie zawsze pamieta jak
      ktora ma na imie. Na sluby pan Sayeri wydal ponad 1.6 miliona dolarow, ale jako
      zamozny obywatel Arabii Saudyjskiej mogl sobie na to pozwolic.
      Dylemat Friedricha pana Al-Sayeri chyba nie dotyczy. Zawsze zostanie mu jeszce
      57 innych wielkich milosci smile
    • Gość: czarna_owca Re: Czy miłość jest tego warta? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 04.01.05, 17:18
      Patience, w jednym ze swoich początkowych postów przyznałaś się do
      przeprowadzania na populacji, która tworzyli rozmówcy tego wątku, eksperymentu.
      Zazwyczaj każdy experyment, badanie,analiza czy też sonadaż kończy się
      opublikowaniem wyników. Wiadomo, że Ty powyzszy eksperyment przeprowadzałaś dla
      własnych potrzeb. ale czy myszki doswiadczalne+czarna owca możemy liczyć na
      Twoje konkluzje, z racji uczestnictwa w tym ciekawym badaniu??? Czy to juz
      koniec eksperymentu?

      czarna_owca

    • dokowski To nie jest możliwe w 6 miesięcy 04.01.05, 20:55
      patience napisała:

      > "Masz szansę spotkać kogoś, z kim możesz przeżyć miłość najpełniejszą z
      > możliwych - rzecz z marzeń. Niestety, wiesz, że w ciągu 6 miesięcy ta osoba
      > umrze.

      Miłość najpełniejsza z możliwych wymaga kilku lat rozkwitu – poznawania siebie,
      zaprzyjaźniania się, dopasowywania się do siebie i odkrywania głębi własnej
      wrażliwości. Taka najpełniejsza miłość wymaga gruntownego zapoznania się z
      pasjami partnera. Jeśli ona kocha teatr, a on woli kino, to muszą pójść razem
      kilkanaście razy do teatru i kilkanaście razy do kina, aby stać się dla siebie
      partnerami w rozmowie. Tak samo dużo czasu wymaga poznanie ciał partnerów, ich
      ulubionych pieszczot i pozycji, znalezienia wspólnego języka, odpowiadającego
      ich wrażliwości, aby rozmawiać swobodnie o sile orgazmów i innych sprawach
      miłosnych. Poza tym czasu też wymaga budowanie zaufania, bo marna to miłość,
      gdy jeszcze jest podszyta strachem i niepewnością – nie może być mowy wtedy o
      pełni.


      > Wiedząc jaki cię czeka ból, czy dalej chciałbyś/chciałabyś spotkać tą
      > osobę i się zakochać?

      Nie warto się zakochiwać na 6 miesięcy, jeżeli jakość takiego zakochania rokuje
      wielką miłość. 6 miesięcy to zaledwie przystawka, nie warto jeść przystawki,
      gdy wiemy, że wskutek jej zjedzenia pozbawimy się obiadu. Lepiej od razu iść na
      obiad gdzie indziej.

      > miłości, która będzie trwać do końca naszego życia.

      Właśnie. Tylko taka miłość warta jest zachodu.

      > Zachodni ideał kulturowy "Romantycznej" miłości ...

      ... ma niewiele wspólnego z tym miłością najpełniejszą z możliwych. Miłość
      romantyczna jest dość płytkim rodzajem miłości, to taki rodzaj jakby dobrego
      samochodu, ale jak to się mówi „w swojej klasie”. A miłość romantyczna należy
      do klasy „małolitrażowej”.

      > Romantyczna miłość ma dzisiaj kłopoty na kilku frontach

      To bierze się z tego, że ludzkość się rozwija i ludzie są coraz bardziej
      wymagający. Przestaje wystarczać im ten romantyczny seks, zwany dawniej szumnie
      miłością. Ludzie zaczynają rozumieć coraz lepiej, że istnieją wyższe rodzaje
      miłości, oparte na braterstwie dusz, szacunku i zaufaniu; na wspólnocie
      zainteresowań, wreszcie na wspólnym kształtowaniu duszy dziecka, tak aby
      składała się ona z połączenia zalet i nadziei, a nie wad i obaw rodziców. Bo to
      jest właśnie to najwyższe ukoronowanie miłości – pełna harmonia, kiedy nasza
      miłość pomaga nam kochać nasze dziecko, kiedy nasza miłość sprawdza się w ogniu
      naszych wymagań i oczekiwań wobec tego, jakim człowiekiem chcemy, żeby stało
      się nasze dziecko – wtedy jest ten ostateczny sprawdzian zaufania i szacunku,
      kiedy całkowicie ufamy partnerowi, że nie skrzywdzi ani nie zepsuje dziecka.

      > Prawdziwa miłość jest "zarówno chorobą, jak i jej lekarstwem.

      Miłość najpełniejsza stoi o dwie klasy wyżej niż taka „miłość-choroba”.

      > SZANSA na miłość, na prawdzieą milośc, musi zawsze być warta ryzyka
      • 100krotki Re: To nie jest możliwe w 6 miesięcy 04.01.05, 21:05
        dokowski napisał:

        > Warto podjąć każde ryzyko, jeżeli otwiera się szansa na wielką miłość. A
        > najpewniejszym sprawdzianem tego, czy taka szansa istnieje, jest spytać się
        > nawzajem: „czy chcemy mieć teraz dziecko?”. Jeżeli nie jesteście pe
        > wni, że TAK,
        > to znaczy, że nie macie szans – lepiej się rozstać i dalej szukać bratnie
        > j
        > duszy.

        masz rację dokowski
        donoszona ciąża trwa 9 miesięcy
    • Gość: patience Re: Czy miłość jest tego warta? IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 04.01.05, 21:29
      "Trzeba się zakochać, by odczuć co to jest miłość ale nawet wtedy, nikt nie
      jest w stanie podać jej definicji. " ( jacek#jw) - Wlaśnie dlatego cokolwiek
      bym nie napisala, to nie będzie to - i nie jest - podsumowaniem. Podsumowaniem
      myślenia o miłości, a tym się zajmowali uczestnicy tego wątku, może być tylko
      działanie: "W milości chodzi o przekonanie drugiej osoby, że jest kochana"
      (znowu jacek).

      Z ogromnym zainteresowaniem czytałam wasze posty. 100krotka powiedziała,
      że "nie da się o miłosci rozmawiać nie pokonując strachu przed bólem, choćby z
      wyśmiania, bo prawdziwie szczera rozmowa o miłosci zawsze zawiera elementy
      autobiograficzne." I to chyba prawda, bo nikt nie protestował? Skoro ten strach
      potrafiliście pokonać, to jesteście dzielni ludzie. Za wyjątkiem ubu_roya,
      który jako jedyny w zaprzeczył nie tylko sensowi indywidualnej nadziei na
      miłość, ale nawet jej istnieniu. Tylko wiesz co, ubu_roy? Twoj głos jest
      również jedynym, który zabrzmiał fałszywie, a nawet zabrzmiał, jakbyś chciał,
      żeby brzmiał fałszywie. Po co byś inaczej wrzucał do jednego wora te wszystkie
      rodzaje emocji wyższych? Przecież ludzie jednak automatami nie są... To trochę
      tak, jakbyś prosił, aby ktoś cię pocieszył, że nie! to nieprawda! miłość
      istnieje...!

      Z miłościa związany jest strach. "Straciłem ciebie. Ale wraz z tobą straciłem
      też strach, ciebie stracić....( stormy_weather ) "Ktory ze strachów jest
      najłatwiejszy do zniesienia? Strach przed utratą? Strach przed ukochaną osobą?"
      pyta Marianna. A może strach przed tym, że sie nie będzie mialo czego bać?
      Peilung pociesza, że strach, choć sam w sobie jest uczuciem negatywnym, to jako
      zjawisko samo w sobie ma pozytywny wpływ na napięcie mięśni chociażby, czy
      krążenie krwi... 100krotka mowi, że w bilansie miłości i bólu jakby istniał
      jakiś nieznany element, któryby w jakiś sposób tłumaczył, po co w ogóle o
      miłości myśleć. Bo rzeczywiście, "czyż nie lepiej wtedy jak wszystkie
      zwierzątka czuć ból i radość (też w równowadze) jaką daje to wszystko co
      zwierzakowi jest do jego zwierzakowego szczęścia potrzebne"? I dalej, że
      brakującym elementem w krysztalkowej teorii miłości - jest właśnie ból.

      Wam wszystkim wychodzi że warto. Nawet, gdyby bólu w ostatecznym bilansie miało
      być więcej, niż miłości. "Doswiadczenie goracej, namietnej, wielkiej, zarliwej,
      szalonej (a zwlaszcza) wieloletniej) milosci warte jest kazdego bolu ktory
      moze, ale nie musi, z nia byc zwiazany." (Krzyś) To zdanie zawiera nadzieję
      podwójną: że miłość jest warta, i że ten ból jednak da się przeżyćsmile))

      I to właśnie było charakterystyczne dla waszych postów. Z całego tekstu
      Friedricha tylko jedna rzecz została przyjęta jako oczywistość, z ktorą nikt
      nawet nie próbował dyskutować: cierpienie. Wszyscy wiecie i wszyscy znacie,
      prawda? Znacie do tego stopnia, że stajecie się niemal telepatami świetnie
      rozumiejącymi się nawzajem. Nie trzeba słów... Kir nawet przestrzega, żeby nie
      pomylić cierpienia z miłością.

      A jednak wszyscy demonstrujecie gotowość, na wszelkie możliwe sposoby, że gdyby
      się wam przytrafiło spotkanie z waszą połówka jabłka, albo z waszym
      kryształkowym odpowiednikiem, to bylibyście się rzucili w ogień, gotowi na
      wszystko, pomimo wszelkich dawniejszych doświadczeń: "mimo wszystko, jest tego
      warta. Nawet, jesli w bilansie wyjdzie ci,ze bolu bylo wiecej. " (Marianna).

      No, tak właśnie jest. Cierpienie to morze, w którym pływacie, a nadzieja na
      miłość, to wasze pęcherze pławne. Najlepsze, że te szukające się nawzajem
      kryształki - to właśnie wy. Nie coś, lub ktoś na zewnątrz tych, co rozmawiają,
      lecz - wy. Może i w tym stadku są jakieś połówki pasujące do siebie, a może
      nie. Ale... świetnie się rozumiecie, i jesteście dzielni. Era Wodnika. Miłość
      to jedyny rodzaj pokarmu, w ktorym nie ma konkurencji, gdyż każdy ma tylko
      jedną połówkę. Jesteście zarazem poszukiwaczami graala, jak i jego nosicielami.
      Proszę więc pływać, machając dzielnie ogonkami, kochać się... i nie grzeszyć
      więcej!

      wink

      Do obiektu badanego.

      Jak widzisz, ci wszyscy ludzie by się z tobą z entuzjazmem zamienili na to
      straszne nieszczęście, jakie cię spotkało, w postaci odnalezienia swojej
      połówki. hihi. nic więcej nie dodamsmile))))))))))))))


      PS. Przepraszam za opóźnienie, wyskoczyły mi jakieś telefony po drodze,
      związane z pracą.
      • 100krotki Re: Czy miłość jest tego warta? 04.01.05, 21:59
        Gość portalu: patience napisał(a):

        > Jak widzisz, ci wszyscy ludzie by się z tobą z entuzjazmem zamienili na to
        > straszne nieszczęście, jakie cię spotkało, w postaci odnalezienia swojej
        > połówki. hihi. nic więcej nie dodamsmile))))))))))))))
        >

        ale mnie ciekawość zżera teraz
        całkiem jak tą biedną owieczkę przygotowaną na obiadek dla pewnego smoka

        patience
        poważne podsumowanie to i poważny teraz komentarz
        "ci wszyscy ludzie" to beze mnie
        zbyt długo pływałam w oceanie cierpienia