Dodaj do ulubionych

tytuł wpisz sam

IP: *.krakow.cvx.ppp.tpnet.pl 01.12.01, 14:58
Joanna Szczepkowska. Próba głosu. Koniec świata
B. szła obok mnie, mijając ludzi zaczytanych w gazetach. .... B. szła
wolniutko, dźwigając przed sobą brzuch w kształcie wielkiej kuli - To kiedy? -
zapytałam. - 30 października. Będę miała cesarskie ...... Tylko że podobno ma
być koniec świata. Wszyscy tak mówią.
.... Dlatego postanowiłam pojechać z B. na wieś. Tam gdzie ludzie nie mają
czasu na koniec świata. Kiedy rozkładałyśmy w szafie swoje ubrania, B. nagle
krzyknęła:
- Gdzie jest mój dowód! Nie mam dowodu! Zgubiłam albo mi ukradli! Jak pójdę
rodzić bez dowodu? - w jednej chwili rozbiłyśmy ..., aż gospodyni zwabiona
hałasem otworzyła drzwi i powiedziała:
- Jak coś zginęło, to do Makowej. To taki nasz jasnowidz. Da pani pięć złotych,
a ona powie, gdzie jest.
..... Zastałyśmy ją zgiętą do ziemi przy pieleniu ogródka. Wysłuchała B., przez
chwilę popatrzyła w ziemię, wyciągnęła rękę, wzięła pięć złotych i powiedziała:
- W żółtej torbie. Widzę go. Jest blisko.
- Ale ja nie mam żółtej torby. Wzięłam jedną szarą walizkę i... - ale Makowa
nic nie powiedziała zajęta pieleniem grządki. "Świetny sposób zarabiania
pieniędzy" - pomyślałam i na odchodnym spytałam jeszcze: - A może pani wie,
kiedy będzie koniec świata?
Makowa wyprostowała się, popatrzyła w ziemię i powiedziała: - 30 października.
W tym roku - i wyciągnęła rękę po pięć złotych.
- Aha. I jak pani to widzi?
- Nijak. 30 października nic już nie będzie. To co mam widzieć.
W drodze do naszej zagrody, zaśmiewając się, układałyśmy plan założenia firmy
Jasnowidz. Przy płocie gospodyni powiedziała do B.: - Był pani mąż. Przywiózł
dowód - i wyciągnęła zza pleców żółtą plastikową torbę. - Makowa powiedziała?
Ona się nigdy nie myli. Jak coś powie, to tak jest.
Nic nie powiedziałyśmy. Prawdę mówiąc, do powrotu niewiele mówiłyśmy. A 30
października nie mogłam spać. .... "Ostatni obchód" - pomyślałam i zaczęłam
sprzątać mieszkanie. .... A kiedy zadzwoniła B., pojechałam do szpitala.
- Która godzina? - spytała. Była szósta wieczór. Do końca ostatniego dnia
zostało jeszcze sześć godzin. Potem poszłam obejrzeć dziecko i zobaczyłam w
małych łóżeczkach początki świata. A kiedy wyszłam ze szpitala, ...,
pomyślałam, że może Makowej chodziło o koniec świata B.? Bo przecież jej świat
się w jakiś sposób skończył, a zaczął się inny. Codziennie kończy się jakiś
świat.
Kiedy wróciłam, była dziesiąta. .... Kiedy wskazówka minęła dwunastą,
otworzyłam butelkę wina. Za początek świata. A po tygodniu pojechałam do
Makowej. Niech nie funduje ludziom końca świata za pięć złotych. Ale Makowej
nie było. Umarła. Jej grób był pokryty świeżymi kwiatami.
"Śp. Józefa Makowa. Zm. 30 X 2001 r."
Obserwuj wątek

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka