Dodaj do ulubionych

Tak zaczyna Tusk

    • Gość: Gosia Julka nie jestesmy w piaskownicy IP: *.wa.westnet.com.au 28.01.08, 00:52
      www.tvn24.pl/-1,1536770.1,wiadomosc.html
    • Gość: gosc Tusk nie daje rady - KRYZYS!!! IP: *.wa.westnet.com.au 28.01.08, 00:53
      www.tvn24.pl/-1,1536767,wiadomosc.html
    • Gość: gosc Niech rząd PO-PSL traktuje ludzi poważnie IP: *.wa.westnet.com.au 28.01.08, 07:01
      Jakoś to będzie – ta stara sarmacka dewiza, którą jeszcze Mickiewicz
      wyśmiał w „Panu Tadeuszu”, żyje w Polsce w najlepsze pod rządami
      Platformy Obywatelskiej. Przybiera ona groteskowe formy. W kopalni
      węgla Budryk przedstawiciele zarządu rozmawiali, nie wiedzieć czemu,
      akurat głównie z przedstawicielami tych związków górniczych, które
      nie przyłączyły się do strajku i wielce byli z tych rozmów
      zadowoleni. Wicepremier od gospodarki Waldemar Pawlak zamiast podjąć
      sensowne rozmowy z protestującymi celnikami odwołuje się do ich
      odpowiedzialności. Ta ostatnia – rzecz piękna i zawsze godna
      uznania, ale wicepremier powinien w sposób realny rozwiązywać
      problemy, a nie wygłaszać moralistyczne akty strzeliste. W podobne
      tony uderza minister zdrowia Ewa Kopacz w stosunku do lekarzy i
      pielęgniarek. Wykonując te puste, retoryczne gesty zamiast
      przedstawiania konkretnych propozycji rząd najwyraźniej myśli
      zgodnie ze wspomnianą dewizą – zaapeluje się, może wzruszą się,
      zmiękną i „jakoś to będzie”. Otóż nie wzruszą się i nie zmiękną, bo
      nie zamierzają być ciężkimi frajerami, którzy dali się, jak naiwne
      dzieci, nabrać na wyborcze obiecanki Platformy Obywatelskiej. I
      słusznie. Niech rząd PO-PSL traktuje ludzi poważnie. A przynajmniej
      niech traktuje poważnie własneJakoś to będzie – ta stara sarmacka
      dewiza, którą jeszcze Mickiewicz wyśmiał w „Panu Tadeuszu”, żyje w
      Polsce w najlepsze pod rządami Platformy Obywatelskiej. Przybiera
      ona groteskowe formy. W kopalni węgla Budryk przedstawiciele zarządu
      rozmawiali, nie wiedzieć czemu, akurat głównie z przedstawicielami
      tych związków górniczych, które nie przyłączyły się do strajku i
      wielce byli z tych rozmów zadowoleni. Wicepremier od gospodarki
      Waldemar Pawlak zamiast podjąć sensowne rozmowy z protestującymi
      celnikami odwołuje się do ich odpowiedzialności. Ta ostatnia – rzecz
      piękna i zawsze godna uznania, ale wicepremier powinien w sposób
      realny rozwiązywać problemy, a nie wygłaszać moralistyczne akty
      strzeliste. W podobne tony uderza minister zdrowia Ewa Kopacz w
      stosunku do lekarzy i pielęgniarek. Wykonując te puste, retoryczne
      gesty zamiast przedstawiania konkretnych propozycji rząd
      najwyraźniej myśli zgodnie ze wspomnianą dewizą – zaapeluje się,
      może wzruszą się, zmiękną i „jakoś to będzie”. Otóż nie wzruszą się
      i nie zmiękną, bo nie zamierzają być ciężkimi frajerami, którzy dali
      się, jak naiwne dzieci, nabrać na wyborcze obiecanki Platformy
      Obywatelskiej. I słusznie. Niech rząd PO-PSL traktuje ludzi
      poważnie. A przynajmniej niech traktuje poważnie własne zapowiedzi.


      ---------------------------------------------------------------------
      -----------
      KRZYSZTOF LUBCZYŃSKI



    • Gość: gosc Burza na granicach IP: *.wa.westnet.com.au 28.01.08, 07:04
      Burza na granicach




      Sytuacja na granicach Polski z Ukrainą, Rosją i Białorusią stała się
      problemem europejskim. Jest kwestią czasu, kiedy kierowcy stojący z
      powodu protestu celników w gigantycznych kolejkach na wschodniej
      granicy wcisną gaz do dechy, a wtedy jak śpiewał Michał
      Wiśniewski: „Keine Grentzen – poczujesz tu płynący wolniej czas”.

      Czas, który, jak się wydaje, bardzo wolno płynie ministrom: finansów
      Janowi Vincentowi Rostowskiemu oraz spraw zagranicznych Radkowi
      Sikorskiemu. Panowie ci najwyraźniej nie pojmują, iż Polska jest od
      grudnia w strefie Schengen, a problemy celników są problemami
      Brukseli.

      W końcu Komisję Europejską zainteresuje zgon trzech kierowców, bo
      polski rząd nie umiał zaspokoić roszczeń części swych służb
      mundurowych. Brukselę zainteresuje też stan granicznych wychodków,
      dostęp do parkingów, hoteli i gastronomii... Nie po to Unia
      władowała setki milionów euro w infrastrukturę swej nowej granicy
      wschodniej, by przypominała on dziś jakiś Bangladesz, czy Burkina
      Faso. Na wschód jeżdżą przecież nie tylko Polacy i Ukraińcy, ale też
      Niemcy, Hiszpanie, Francuzi. Jan Buczek, prezes Zrzeszenia
      Międzynarodowych Przewoźników Drogowych w Polsce, który w niedzielę
      był w Dorohusku, powiedział mi, że jeszcze w tym tygodniu w Genewie
      opowie zajmującej się kwestiami celnymi komisji ONZ o tym, co się u
      nas dzieje. – ZMPD nie jest stroną sporu, ale jako reprezentant
      przewoźników nie może milczeć – wyjaśnił mi prezes Buczek.

      A przecież polskim politykom wystarczyłby rzut oka na mapę, by
      dowiedzieć się, jakimi trasami przemieszczają się pełne towarów tiry
      z Europy na wschód. Polska od lat domaga się od krajów Unii
      solidarności w kwestii polityki energetycznej (i nie tylko) względem
      Rosji. Ale jak poważnie można traktować kraj, który nie jest w
      stanie zapewnić bezpieczeństwa tranzytu towarów przez swoje
      terytorium? Coś z tym trzeba zrobić. Unia to organizm gospodarczy.
      Berlin, Bruksela i Londyn nie mogą tolerować zagrożenia szlaków
      komunikacyjnych z zachodu na wschód.

    • Gość: jan "Pani jest błaznem w rządzie". Kłótnia Frasyniuka IP: *.wa.westnet.com.au 28.01.08, 07:18
      wiadomosci.gazeta.pl/Wiadomosci/1,80271,4875009.html
    • Gość: Marek "Tusk zablokował skutecznie wschodnią granicę" IP: *.wa.westnet.com.au 28.01.08, 11:37


      Niektórzy prześmiewcy twierdzą, że Tuskowi udało się to, co jeszcze
      nikomu się nie udało w historii, a mianowicie zablokować wschodnią
      granicę skutecznie. I to jest owoc przede wszystkim bardzo
      rozbudzonych nadziei w trakcie kampanii wyborczej - powiedział
      Joachim Brudziński w "Sygnałach Dnia", komentując strajki i protesty
      celników.


      Sygnały Dnia: Panie pośle, dziś Warszawie grozi blokada, w południe
      kierowcy tirów mogą zablokować stolicę. To wszystko skutek strajku
      celników i gigantycznych kolejek na wschodniej granicy kraju. No, to
      jest kompromitacja Polski, że doszło do takiej sytuacji.

      Joachim Brudziński: To jest przede wszystkim skutek, panie
      redaktorze, braku kompetencji odpowiednich ministrów i osobiście
      premiera Donalda Tuska, że do takiej sytuacji dopuścił, bo już
      niektórzy prześmiewcy twierdzą, że Tuskowi udało się to, co jeszcze
      nikomu się nie udało w historii, a mianowicie zablokować wschodnią
      granicę skutecznie. I to jest owoc przede wszystkim bardzo
      rozbudzonych nadziei w trakcie kampanii wyborczej. Platforma
      Obywatelska w sposób skrajnie nieodpowiedzialny, skrajnie
      nieodpowiedzialny, rozbudziła nadzieje i oczekiwania różnych grup
      zawodowych, w tym również, oczywiście, celników. Ja przypomnę, że
      problem celników, oczywiście, nie pojawił się po ostatnich wyborach
      dwa miesiące temu czy półtora miesiąca temu. Jest to problem, który
      narastał od wielu lat, celnicy ze swoimi petycjami zwracali się do
      kolejnych rządów, rząd Jarosława Kaczyńskiego był tym rządem i
      Ministerstwo Finansów było tym rządem, na czele którego stała
      profesor Zyta Gilowska, który próbował rozwiązać kompleksowo
      oczekiwania celników. Bo to nie chodzi tylko o podwyżki, tu nie
      chodzi tylko o pensje...

      Ale tam chodzi też o zarzut...

      - Tam chodzi też o kwestie emerytalne, o to, że celnicy są
      przypisani do tzw. grupy mundurowej, a nie idą za tym...

      I także o to, że łatwo są oskarżani o łapówkarstwo i później są
      zwalniani z pracy.

      - Oczywiście. To jest chyba jedyna grupa tzw. służb mundurowych,
      gdzie wystarczyło tylko podjęcie wskutek donosu, na przykład donosu,
      podjęcie jakichkolwiek działań policyjnych, prokuratorskich, gdzie
      celnik został z pracy wyrzucany, więc...

      - Nie zawieszany, tylko wyrzucany.

      - Wyrzucany jeszcze na długo przed tym, kiedy udowodniono mu winę. I
      były przykłady, sam w swojej pracy parlamentarnej stykałem się z
      takimi sytuacjami, że były podejmowane prowokacje wobec celników,
      wobec urzędników...

      Mafia potrafi coś zorganizować.

      - Oczywiście. I to była podjęta próba... Przypominam, że bodajże
      minister Banaś przygotował w poprzednim rządzie projekt ustawy,
      który już był na ukończeniu, był to tzw. Krajowy Rejestr
      Administracji Skarbowej bodajże, jeżeli nie pomyliłem tutaj nazwy.
      Chodziło o to, aby kompleksowo rozwiązać, również jeżeli chodzi o
      podwyżki, o kwestie związane z tymi podwyżkami. W budżecie
      przygotowanym przez rząd Jarosława Kaczyńskiego były zagwarantowane
      na to pieniądze. Mało tego, nawet na ostatnim posiedzeniu, na jednym
      z ostatnich posiedzeń Komisji Finansów była to poprawka zgłoszona
      przez Sojusz Lewicy Demokratycznej dająca szansę na większe, godziwe
      pieniądze dla celników, odrzucona przez większość rządową, czyli
      przez Platformę Obywatelską i PSL. Czyli rząd i premier w sposób
      bardzo świadomy, pomimo tych nadziei, tych obietnic, które złożyli w
      kampanii wyborczej nie podjęli żadnych działań, aby tę sytuację
      rozwiązać. A już najbardziej kuriozalne... Jedna uwaga tylko.

      Proszę.

      - Najbardziej kuriozalne, że wicepremier tego rządu, pan Grzegorz
      Schetyna, kiedy pojawiły się pierwsze informacje o tym, że celnicy
      biorą urlop na żądanie, bo nie jest to strajk, bo oni nie mogą
      strajkować, i pojawiają się kolejki na granicy...

      Tak, strajk włoski, tak można to nazwać.

      - Nawet to nie jest to strajk włoski, po prostu biorą na żądanie
      urlopy, nie ma obsad na granicy. Stwierdził: „A, nic takiego się nie
      dzieje, bo my będziemy odprawiać samochody w głębi kraju, nie musimy
      już odprawiać na granicy”. Otóż pan Grzegorz Schetyna nie ma
      zielonego pojęcia, że te tiry są odprawiane właśnie wewnątrz kraju w
      poszczególnych... I to nie jest tylko problem dotyczący granic...

      Ale on mówił o uruchomieniu specjalnej takiej ścieżki dla tych,
      które są odprawione. Bo on to mówił w Jedynce, w "Sygnałach Dnia".

      - Panie redaktorze, te samochody, te tiry są odprawiane w głębi
      kraju i ten problem dotyka tak samo wszystkich izb celnych, urzędów
      celnych w głębi kraju. Ci celnicy też biorą...

      No, widzę, że problemu nie rozwiązało.

      - Oczywiście, że nie rozwiązało.

      Jeszcze tylko panu przytoczę cytat z premiera, który mówi tak
      (premier Tusk): „Gdybym miał taki guzik, który mogę wcisnąć i
      granica jest odblokowana, zrobiłbym to kilka dni temu. Musimy
      działać zgodnie z prawem krajowym i prawem europejskim, ale szukamy
      takich sposobów, które przynajmniej doraźnie odblokują granice”. No,
      rząd myśli.

      - Tak, tak, to być może pan premier Donald Tusk idąc do tych wyborów
      jako osoba, która nigdy nie zajmowała wcześniej stanowisk w
      administracji państwowej, publicznej, zawsze jego jakby przebieg
      kariery zawodowej wiązał się z parlamentem, był albo w Senacie, albo
      w Sejmie, nigdy nie stał na czele żadnej instytucji państwowej,
      wyobrażał sobie, że rządzenie to będzie właśnie naciskanie takich
      guzików i problemy się same będą rozwiązywały, a on zawsze będzie
      takim beniaminkiem mediów, będą go wszyscy chwalić, nikt nie odważy
      się ganić, kochać i będzie powszechna miłość i szczęśliwość, bo
      Platforma Obywatelska wygrała wybory z tym wrażym PiS-em i oto
      wszystkie problemy zostały rozwiązane, tak? Więc to jest naiwna
      wiara... (-)



    • Gość: gosc Tusk jest jak Danton IP: *.wa.westnet.com.au 28.01.08, 12:05
      Gdy w styczniu 1793 r. Georges Danton brał udział w głosowaniu w
      Konwencie, które wysłało na gilotynę Ludwika XVI nie przypuszczał
      zapewne, że rok później spotka go podobny los. Cóż… jak widać, choć
      historyk, Donald Tusk nie wziął sobie przykładu Dantona do serca -
      pisze na blogu w Onet.pl poseł PiS Zbigniew Girzyński.
      Jak uważa Girzyński, Tusk, będąc w opozycji "stał w pierwszym
      szeregu roszczeniowego buntu, który pozbawił stanowiska premiera
      Jarosława Kaczyńskiego". - Jak to się dla niego skończy skoro dziś
      to jego polityczne gardło staje się celem tych, których przed paroma
      miesiącami sam prowadził na barykady - zastanawia się Zbigniew
      Girzyński. - Wątpię jednak obserwując styl jego działania, aby
      prowadzony na szafot wzorem Georgesa Dantona miał odwagę powiedzieć
      wówczas: "Nie zapomnij pokazać im mojej głowy - warta jest tego" -
      pisze w swoim blogu poseł PiS.

      Girzyński przypomina, że latem 2007 r. "łatwo było [Tuskowi] biegać
      pod Urząd Rady Ministrów do pielęgniarek i obiecywać gruszki na
      wierzbie, jeszcze łatwiej było krytykować rynkowe rozwiązania
      ekonomiczne w górnictwie. Gorzej gdy teraz ma się na głowie
      roszczenia pielęgniarek, które się samemu eskalowało i protest w
      kopalni Budryk."
      Poseł PiS pisze też, że w poprzedniej kadencji PO złożył do laski
      marszałkowskiej "stertę makulatury, której nie próbuje zgłaszać
      ponownie." - Większość rządowa nie dysponuje nawet żadnymi
      projektami wartymi skierowania ich pod obrady - pisze Girzyński.

      Porównuje on Tuska do takich postaci, jak mityczny Kronos (w Rzymie
      Saturn), czyli ojciec Zeusa, który pożerał własne dzieci, a w końcu
      został przez nie zdetronizowany, czy też Georges Danton, którego na
      szafot wysłała rewolucja francuska, w której sam brał udział.

      - Paradoksalnie największy problem mają zwykle ci, którzy zaczynają
      dokonywać oczekiwanych społecznie zmian. Starają się bowiem
      dopasować ich tempo i zakres do możliwości. Nie są jednak zwykle
      wstanie sprostać ogromnemu ciśnieniu społecznych oczekiwać i
      roszczeń poszczególnych grup zawodowych, które były tak silna, że
      stały się jedną z przyczyn (nie jedyną) porażki rządzącego wówczas
      PiS w wyborach 2007 r. Girzyński uważa, że "do nikogo nie trafiała
      argumentacja, że 15 procent czy 30 procent podwyżki to dużo." -
      Ludzie chcieli "cudu" i "drugiej Irlandii" - podsumowuje.

    • Gość: gosc a w Polsce bieda IP: *.wa.westnet.com.au 28.01.08, 12:40
      www.tvn24.pl/-1,1536813,wiadomosc.html
      O prawie 34 miliony złotych bogatszy jest najbogatszy poseł Mirosław
      Koźlakiewicz od najbiedniejszego parlamentarzysty Łukasza Tuska.
      Najdroższy dom posiada Radosław Sikorski, a najtańszym autem jeździ
      Ludwik Dorn. „Duży Format” zlustrował oświadczenia majątkowe posłów
    • Gość: ania Włosi chcą odebrać Polsce i Ukrainie Euro 2012 IP: *.wa.westnet.com.au 28.01.08, 21:35
      Prezydent piłkarskiej ligi Włoch Antonio Matarrese oświadczył w
      piśmie do UEFA, że Włosi są w stanie wraz z innym państwem
      zorganizować finały mistrzostw Europy w 2012 roku. Organizację tej
      imprezy powierzono Polsce i Ukrainie.
      "Polska i Ukraina potrzebują jeszcze dużo czasu na budowę nowych
      stadionów i całej infrastruktury, dlatego wątpię, by na czas zdążyli
      z przygotowaniami.
    • Gość: gosc Wstyd? Gorzej. Żenada! IP: *.wa.westnet.com.au 28.01.08, 21:40
      www.poboczem.pl/news/wstyd-gorzej-zenada,1049038
      Niespełna w miesiąc od wstąpienia do strefy Schengen udało nam się
      udowodnić całemu światu, że jesteśmy nie tylko skrajnie
      nieodpowiedzialni, ale też kompletnie bezradni.
    • Gość: taxal Kompromitacja Klicha IP: *.wa.westnet.com.au 29.01.08, 03:05
      Kompromitacja

      Super Express udowodnił dziś, że nasz minister obrony narodowej jest
      ignorantem. Bogdanowi Klichowi zrobiliśmy test, składający się z
      kilku łatwych pytań. Skompromitował się bez wdzięku.


      Informujemy więc, że mamy ministra obrony, który nie wie, ilu mamy
      żołnierzy. Mamy ministra obrony, który nie wie, ile mamy okrętów
      podwodnych. Swoją drogą musiał się ucieszyć, że mamy o dwa okręty
      podwodne więcej, niż myślał. Nie było, a są!

      Okolicznością obciążającą dodatkowo ministra jest to, że... chce się
      uczyć. Tyle tylko, że on chce się uczyć za pieniądze podatników, bo
      do resortu zamówił 600 wojskowych encyklopedii, których wartość
      rynkowa wynosi 120 tys. zł.

      Panie Premierze, to jakiś żart z tym Klichem? Co ten człowiek robi
      na posadzie ministra obrony? I to on ma w Polsce wprowadzić zawodową
      armię, skoro nie wie, ilu mamy żołnierzy? Nie chcemy ingerować w
      Pana politykę kadrową, ale czy nie ma Pan na podorędziu jakiegoś
      innego kandydata?

      autor: Redaktor naczelny Sławomir Jastrzębowski
    • Gość: gosc słabnący Tusk IP: *.wa.westnet.com.au 29.01.08, 05:40
      Protest celników i blokada tranzytu towarów na wschodniej granicy
      Unii Europejskiej uświadomiła zachodnim stolicom słabość rządu
      Donalda Tuska. Bruksela przekonała się, że nie ma znaczenia, czy
      rządzi prawica narodowa, czy prawica liberalna – Polsce daleko do
      tzw. standardów unijnych. Tymczasem słabnący Tusk wybiera się do
      Moskwy, by namawiać Rosjan do rezygnacji z planów budowy Gazociągu
      Północnego. Odgrzewając pomysł rządu Marka Belki z początku 2005 r. –
      Gazociąg Amber. Pytanie – kto na Kremlu zaufa politykowi
      reprezentującemu kraj, w którym nieliczna grupa zawodowa jest w
      stanie skutecznie sparaliżować funkcjonowanie dużego organizmu
      gospodarczego? Bezpieczeństwo dostaw gazu z Rosji na Zachód to zbyt
      poważna sprawa, by oddać je w ręce Polaków.
    • Gość: gosc Tusk pod presją IP: *.wa.westnet.com.au 29.01.08, 05:43
      Tusk pod presją

      Takiego protestu nie było od lat. Włoski strajk celników paraliżuje
      wschodnią granicę Polski, która jest też przedmurzem Unii
      Europejskiej. To gigantyczny problem dla rządu Donalda Tuska. Ekipa
      rządząca robi stójkę z przewieszką, żeby opanować sytuację. Nie
      bardzo jej wychodzi. Jeszcze w niedzielę Tusk sugerował, że w grę
      wchodzi „alternatywny wariant” udrożnienia przejść granicznych, co
      odczytano jako zapowiedź użycia siły. Wczoraj gorąco temu zaprzeczał
      szef doradców premiera Michał Boni.

      Protestujący od 11 października ub.r. celnicy z Porozumienia
      Białostockiego odrzucają rządowe deklaracje. Tymczasem paraliż
      wschodniej granicy budzi obawy nie tylko transportowców, ale naszych
      wschodnich sąsiadów oraz Unii Europejskiej.

      Rząd odwołuje się do odpowiedzialności protestujących. Zapewnia też,
      że strajk słabnie, bo od niedzieli liczba celników na przejściach
      granicznych wzrosła o 20 proc. To poprawiło samopoczucie ministrów,
      bo obiecali transportowcom, że jeśli uda się zapewnić pełną obsadę
      celników na granicy, to w ciągu dwóch, trzech dni możliwe jest
      rozładowanie kilkudziesięciokilometrowych korków.

      Skąd tak dobre samopoczucie rządu – nie wiadomo. Wicepremier i szef
      MSWiA Grzegorz Schetyna mówi, że od wtorku sytuacja powinna wrócić
      do normy. Tymczasem wczoraj na przejściach zamiast 100 proc. zmiany
      celników pojawiało się kilka osób. Coraz bardziej rozwścieczeni
      transportowcy zablokowali drogi dojazdowe do przejść m.in. w
      Dorohusku i Korczowej. Ledwie drgnęła kolejka w Medyce, pięć TIR-ów
      w obie strony odprawiono od godz. 8.00 rano do południa w Kuźnicy
      Białostockiej.


      Tusk pojechał gasić

      Sam Tusk pojechał gasić „celny pożar” do Białej Podlaskiej. Spotkał
      się z dyrektorami Izb Celnych obsługujących kierunek wschodni oraz z
      wojewodami. Przedstawiciele Porozumienia Białostockiego czekali za
      to na rozmowy pod Ministerstwem Finansów w Warszawie. Przed
      południem usłyszeli, że w resorcie nie jest planowane żadne
      spotkanie z nimi. Porozumienie Białostockie to jedyna organizacja
      skupiająca protesujących celników, która nie brała udziału w
      piątkowych rozmowach z kierownictwem resortu finansów.

      Wiceminister finansów i szef Służby Celnej Jacek Dominik mówił
      wtedy, że udało mu się dojść do porozumienia ze związkami
      zawodowymi, którym zaproponował 500 zł brutto podwyżki, zrównanie
      zasad wynagradzania celników do obowiązujących w straży granicznej,
      przywrócenie emerytur mundurowych oraz wprowadzenie ochrony prawnej
      dla celników wykonujących zadania służbowe.

      O tych propozycjach nie chciano jednak rozmawiać z Porozumieniem
      Białostockim. – Zabiegamy o spotkanie z ministrem finansów,
      premierem, albo z kimś, kto będzie chciał rozmawiać o proteście
      celników – mówiła Iwona Fołta z PB. Porozumienie odrzuca propozycję
      500 zł podwyżki, domagając się wzrostu płac o 1,5 tys. zł. Rząd
      odpowiada, że na tak dużą kwotę nie ma pieniędzy w budżecie. Byłaby,
      gdyby przy rozpatrywaniu ustawy budżetowej na ten rok koalicja PO-
      PSL przyjęła poprawkę zgłoszoną przez LiD (patrz ramka).

      Po spotkaniu z dyrektorami Izb Celnych Tusk oświadczył, iż jest
      przekonany, że „dojdzie do porozumienia”. – Dzisiaj już nikt, ani
      celnicy, ani kierowcy, ani rząd, nie mamy już czasu, już na nic nie
      mamy czasu. Ten kryzys musimy dzisiaj naprawdę wspólnie rozwiązać –
      apelował. Zwrócił się do wszystkich celników, którym zdrowie pozwala
      na powrót do pracy, aby „niczego się nie obawiali”. Prosił
      protestujących o „zrozumienie” i „odrobinę zaufania do niego
      osobiście i jego rządu”.

      Dziś o godz. 10.00 ma dojść w Ministerstwie Finansów do rozmów ze
      związkami celników – tymi, które już dogadały się z rządem, czyli
      Federacją ZZ Służby Celnej i „Solidarnością”, oraz tymi, które nadal
      protestują. Nie wiadomo jednak, czy PB przybędzie na rozmowy. Iwona
      Fołta powiedziała nam, że jej organizacja stawi się, jeśli resort
      finansów będzie miał pełnomocnictwa do reprezentowania rządu w
      rozmowach z protestującymi. Chcą mieć pewność, że ewentualne
      porozumienie zawarte z szefem Służby Celnej będzie wiążące.


      Ultimatum kierowców

      Protest celników wywoła za chwilę paraliż komunikacyjny kraju.
      Kierowcy z firm transportowych, oburzeni narastaniem
      wielokilometrowych kolejek na przejściach granicznych, mieli już
      wczoraj zablokować trasy dojazdowe do stolicy i większych miast w
      kraju. Warszawa byłaby wtedy odcięta od świata. Blokadę przełożono
      na dziś. Tyle czasu transportowcy dali rządowi na udrożnienie
      przejść.
      – Nie szukamy pretekstu do protestu, ale problem nie jest
      rozwiązany. Nasi kierowcy chorują na granicy, trzech z nich zmarło.
      Rozumiemy, że rząd potrzebuje trochę czasu na rozwiązanie problemu,
      ale ten nadal istnieje – podkreślali transportowcy. Jeśli dziś w
      południe sytuacja się nie zmieni, to będą blokady.

      Po proteście nauczycieli, pielęgniarek i górników, strajk włoski
      Służby Celnej pokazuje, że rząd nie radzi sobie z konfliktami
      społecznymi. Rozmowy podejmuje z tymi, którzy w protestach nie
      uczestniczą. Kiedy dojdzie do konsultacji z właściwymi związkami, to
      okazuje się, że „konkretne rozwiązania” zapowiadane przed wyborami
      to były tylko słowa. Wojciech Olejniczak, przewodniczący Klubu
      Poselskiego LiD, wytknął to wczoraj Tuskowi. Jego zdaniem rząd
      powinien przedstawić konkrety w sprawie podwyżek dla celników. A
      wszystko wskazuje na to, że Tusk „najwyraźniej najbardziej
      zainteresowany jest swoją kampanią prezydencką i unika trudnych
      tematów”. – Dzisiaj protestujący oczekują jednoznacznej deklaracji
      rządu, jakie będą kroki dotyczące spełnienia obietnic płacowych
      gabinetu Tuska – oświadczył lider SLD. Oczywiście całej winy nie
      zrzuca na koalicję PO-PSL. Dostrzega ją również w rządach Jarosława
      Kaczyńskiego i Kazimierza Marcinkiewicza.

      PiS jednak tego nie widzi. Politycy tej partii krytykują obecną
      sytuację, której są współautorami. Zapomnieli, że protest celników
      zaczął się jeszcze za ich rządów. Zapomnieli, że ich plan zakładał
      całkowite rozwalenie Służby Celnej i włączenie jej do jednego
      ogromnego aparatu skarbowego. Projekt ustawy był już przygotowany w
      czasach Zyty Gilowskiej. Bylibyśmy jedynym krajem europejskim bez
      celników. Na świecie nie mają takiej służby dwa kraje afrykańskie.

      Na razie rząd Tuska próbuje się ratować doraźnymi działaniami.
      Celników pracujących na przejściach granicznych mają wspierać
      pogranicznicy. Stosowne rozporządzenie w tej kwestii podpisał
      wczoraj Schetyna.


      ---------------------------------------------------------------------
      -----------

    • Gość: gosc Nie mamy żywności na czarną godzinę IP: *.wa.westnet.com.au 29.01.08, 06:12



      Z braku pieniędzy od czterech lat rządowa agencja wyprzedawała
      rezerwy żywności zgromadzone na wypadek klęsk. I wyprzedała je
      niemal do zera - twierdzi "Gazeta Wyborcza".


      Zapasami żywności i innych strategicznych produktów (leków, paliw)
      zarządza Agencja Rezerw Materiałowych podlegająca ministrowi
      gospodarki. ARM skupuje pszenicę i półtusze wieprzowe, rozmieszcza w
      różnych rejonach kraju (na ogół w prywatnych magazynach i
      chłodniach), płaci co miesiąc za przechowywanie i co jakiś czas
      wymienia. Agencja pomaga też rolnikom - po powodziach w latach 1997
      i 2001 błyskawicznie rozdała im za każdym razem 200 tys. ton ziarna
      pszenicy na ponowne obsianie pól.




      REKLAMA Czytaj dalej





      Ale od czterech lat ARM systematycznie wyprzedaje rezerwy żywości,
      by zdobyć pieniądze na swoje utrzymanie i przechowywanie pozostałych
      zapasów - leków i paliw. Do 2004 r. w budżecie na potrzeby Agencji
      wpisywano ok. 200 mln zł rocznie. Od czterech lat ARM nie dostaje
      jednak pieniędzy od państwa.

      Wielkość rezerw i ich rozmieszczenie są tajne, ale "Wyborcza"
      dowiedziała się, że Agencja doszła do ściany - mięsa nie ma już w
      ogóle, a zapasy zboża wystarczą najwyżej na jeden dzień.

      Wicepremier i minister gospodarki Waldemar Pawlak, któremu podlega
      ARM, nie odpowiedział na żadne pytanie dziennika dotyczące zapasów
      żywności.

      USA mają rezerwy zboża i mięsa dla obywateli na pół roku, a Niemcy
      na trzy-cztery miesiące - podaje "Gazeta Wyborcza". (PAP)
    • Gość: gosc Sto dni Platformy IP: *.wa.westnet.com.au 29.01.08, 07:07


      Mija sto dni od wyborczego zwycięstwa partii Donalda Tuska. Szef PO,
      obecny premier, u schyłku kampanii wyborczej w październiku 2007
      roku swoim podpisem ręczył za spełnienie dziesięciu
      obietnic. "Metro" wybrało pięć z nich i zapytało ekspertów, jak
      oceniają ich wykonanie.

      Obietnica nr 1: Radykalnie podniesiemy płace dla budżetówki,
      zwiększymy emerytury i renty. Ocena: 0 - rząd jest w punkcie startu.

      Według Andrzeja Sadowskiego, eksperta Centrum im. A. Smitha - "jest
      to jedna z najbardziej nieszczęśliwych obietnic wyborczych, jakie
      można w ogóle złożyć. Ma ona tę zaletę, że łatwo z nią wygrać
      wybory, ale może stać się gwoździem do trumny przy kolejnym
      głosowaniu. Prawda jest taka, że Platforma obiecała podwyżki, tyle
      że nie sprecyzowała kiedy. Niemniej uważam, że nie da się tego
      zrealizować niezależnie od terminu rozłożenia spłaty. Jedynym
      sposobem na rozwiązanie problemów z budżetówką jest sprywatyzowanie
      wszystkiego, co się da, a wpuszczenie wolnego rynku do całej reszty".

      Obietnica nr 2: Zagwarantujemy bezpłatny dostęp do opieki medycznej
      i zlikwidujemy NFZ.

      Dr Adam Kozierkiewicz, ekspert ds. ochrony zdrowia, Collegium
      Medicum UJ jest zdania, że "na razie sprawy reformy zdrowia stoją w
      miejscu. Pomysły dotyczące decentralizacji NFZ - bo hasło likwidacji
      Funduszu należy włożyć między bajki - pojawiają się w różnych
      ustawach. Na jakim etapie są te ustawy - nie wiadomo. Mówi się o
      powstaniu urzędu, który kontrolowałby ubezpieczenia medyczne. Brak,
      niestety, konkretów. Wiadomo, że nasze składki nadal będą spływały
      do ZUS, bo to instytucja, która najwydajniej je ściąga. Wiadomo, że
      muszą istnieć obowiązkowe ubezpieczenia, bo gdy ich nie będzie, to
      czeka nas sytuacja jak w Meksyku, gdzie większość populacji jest
      nieubezpieczona. Ale decentralizacja NFZ nie jest priorytetem w tej
      chwili. Najważniejszy jest koszyk świadczeń gwarantowanych, którego
      nie ma. Najbardziej w Platformie rozczarowuje to, że coraz bardziej
      dystansuje się od pomysłu współpłacenia za świadczenia".

      Obietnica nr 3: Uprościmy podatki - wprowadzimy podatek liniowy z
      ulgą prorodzinną, zlikwidujemy ponad 200 opłat urzędowych.

      Dr Richard Mbewe z Wyższej Szkoły Zarządzania w Gdańsku uważa,
      że "nic nie zostało zrobione i nic nie wskazuje na to, by cokolwiek
      miało być zrobione. Ministrów w rządzie odpowiedzialnych za
      gospodarkę i finanse można porównać do kur z obciętymi głowami,
      które biegają, nie wiedząc gdzie i po co. W parlamencie - podobnie.
      Z podatku liniowego nie zostało już nic. Podatki płacimy takie,
      jakie wprowadził poprzedni rząd, nie słyszałem, by znikła choć jedna
      z tych 200 opłat. Platforma przyszła z bardzo dużymi obietnicami i
      powinna je wprowadzać w życie z marszu. Teraz z nich nic nie
      zostało, a jeśli rozda się jeszcze trochę pieniędzy na podwyżki dla
      protestujących, nie zostanie tym bardziej".

    • Gość: gosia Rząd pod ścianą IP: *.wa.westnet.com.au 29.01.08, 09:21
      www.tvn24.pl/-1,1536914,wiadomosc.html
      Lekarze, pielęgniarki, górnicy, nauczyciele, celnicy - kolejne grupy
      zawodowe żądają podwyżek. Takiej eskalacji oczekiwań społecznych w
      Polsce po 1989 roku jeszcze nie było. Czy to już kryzys państwa? -
      pyta dziennik "Polska".
    • Gość: gosc Komu posmaruje Julia Pitera? IP: *.wa.westnet.com.au 29.01.08, 09:35
      W TVN 24 spotkali się Władysław Frasyniuk i Julia Pitera. Ona coś
      tam mówiła, a on w końcu odpalił: "dlaczego rząd nie pojedzie robić
      kanapek kierowcom, którzy stoją na granicy?!" Pitera odpowiedziała,
      że rząd służy do szukania kompleksowych rozwiązań, a nie do robienia
      kanapek. Naprawdę?!


      Nie wiem, jakie kompleksowe działania w stosunku do strajkujących
      celników i zamarzających na granicy kierowców planuje rząd, gdyż z
      kilku konferencji prasowych, jakie w poniedziałek na ten temat różni
      przedstawiciele rządu odbyli, dowiedziałem się tylko tyle że będzie
      dobrze (to wiem swoją drogą z expose premiera - chyba nic się od
      tamtego czasu nie zmieniło). Wiem natomiast, że rządowa wycieczka
      (koniecznie busikami) na granicę i zbiorowe robienie kanapek i
      parzenie herbaty jest właśnie tym, na co liczy większość obywateli.
      W końcu widzieli już premiera jedzącego zupę z górnikami i
      składającego gazetę "Fakt", wiedzą więc dobrze, że chłop nie tylko z
      rządzeniem daje sobie radę.




      REKLAMA Czytaj dalej





      Wyborcy wszystkich opcji z chęcią zobaczyliby premiera krojącego
      chleb i wicepremierów nakładających na kanapki ser (Schetyna) lub
      wędlinę (Pawlak). Ludowcy dodawaliby do kanapek coś zielonego,
      platformowi konserwatyści - smalec, a platformowi liberałowie -
      kawior (oczywiście przyniesiony z Moskwy na kolanach). Rzeczniczka
      rządu mogłaby położyć na kanapkę coś lekkostrawnego (aczkolwiek bez
      żadnych wartości odżywczych).

      Po nakarmieniu kierowców, ministrowie na czele z premierem wsiedliby
      do swoich rządowych busów i pojechaliby zrobić zupę celnikom. A
      dalej - kotlety dla nauczycieli, szarlotkę dla górników, a dla
      pielęgniarek i lekarzy po jajku na twardo. Na drogę do Wielkiej
      Brytanii. Dla policjantów mogłoby zabraknąć, ale wtedy na targ
      skoczyłby Donald Tusk (on najlepiej wie ile co kosztuje, więc by nie
      przepłacił.

      Na koniec tak pracowicie spędzonego dnia ministrowie rozjechaliby
      się (swoimi rządowymi busami) do domów. Ale nie do swoich domów,
      tylko do domów prostych, zwyczajnych obywateli. Każdy minister
      zrobiłby przydzielonym sobie zwyczajnym obywatelom kolację.
      Jajecznicę, albo parówkę - do wyboru. Tylko premier zrobiłby kanapki
      z dżemem (bo to takie słodkie).

      Następnie ministrowie (każdy ze swoimi przeciętnymi obywatelami)
      usiedliby do kolacji i włączyli telewizor. I obejrzeli wieczorne
      wiadomości. Z których dowiedzieliby się, że poparcie dla nich
      rośnie, że optymizm społeczny osiągnął niebywale wysoki poziom, że
      mimo zbliżającej się światowej recesji polska gospodarka kwitnie i
      rokuje doskonale. I komu jutro trzeba będzie zrobić kanapki.

      Acha - Julia Pitera niczym nikomu by nie smarowała, bo ona jest od
      walki z korupcją.

      Krzysztof Cibor, Wirtualna Polska




Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka