Dodaj do ulubionych

Polscy bohaterowie walki z komunizmem

09.03.08, 09:57
Polscy bohaterowie walki z komunizmem

Telewizaja Polska S.A. Oddział we Wrocławiu oraz "Cinemaster" dla
TVP3-Regionalnej przedstawiają reportaż historyczny "Plusy dodatnie, plusy
ujemne".W filmie wykorzystano muzykę Jean Michel Jarre'a z płyty "2000
collection".Specjlane podziękowania dla Jacka Kurskiego za udostępnienie
fragmentów filmu "Nocna Zmiana".

CINEMASTER 47 min 54 s - 07-06-2006


Video plik:
video.google.pl/videoplay?docid=-5146871331576782926

Artykuły na temat tego filmu:

www.gazetapolska.pl/?module=content&lead_id=1103

www.glos.com.pl/strona/Agent_Bolek.html

Obserwuj wątek
    • mmikki Re: Polscy bohaterowie walki z komunizmem 09.03.08, 10:36
      Jarosław i Lech Kaczyńscy od wczesnego dzieciństwa walczyli z komunizmem. Gdu
      ich nomenklaturowi rodzice przynosili do domu* smakołyki, kupione w sklepach "za
      żółtymi firankami", waleczne dzieciaczki zjadały duzo deficytowych towarów
      luksusowych (jak szynka, watróbka czy nanany), by komunistom nic juz nie zostało.

      *mieszkanie przydzielonego małżonkom Kaczuńskim z pominięciem kolejki zwykłych
      obywateki, a jego powierzchnia wynosiła ponad 80 m i czterokrotnie przekraczała
      normatyw mieszkań przydzielanych przez Rade Narodowa młodym małżeństwom

      sklepy za zółtymi firankami - potoczna nazwa sklepów dla wąskiej grupy
      najbardziej uprzywilejowanego aktywu partyjnego i UB, gdzie znajdowały się
      towary niedostepne dla obywateli
    • homosovieticus Powiedz mi kotku, kto i kiedy przedstawiał nam 09.03.08, 10:56
      Kaczyńskich jako bohaterów walki z komuną?
      • mmikki Re: Powiedz mi kotku, kto i kiedy przedstawiał na 09.03.08, 10:59
        oni sami tak się przedstawiają
        wg, ostatnich rewelacji z komuna zaczęli walczyć w 1968 roku (towarzysz
        Jasiński świadkiem!)

        w poprzednio publikowanych życiorysach podawali najpierw rok 1980, potem, w
        czasie kampanii prezydenckiej zjechali na 1976.

        czekam, kiedy sobie przypomna, że walczyli z komuna juz w 1956
        • homosovieticus Mówisz, że sami się przedstawiają jako bohaterzy 09.03.08, 11:02
          walk z komuną?
          Nie znam podobnych wystąpień obu Braci. Możesz zechcesz podać jakieś
          źródła, które nie są powszechnie dostepne a z ktorych TRy czerpiesz
          swoja wiedzę o Kaczyńskich.
    • homosovieticus To, że umiem czytac tekst ze zrozumieniem jest 09.03.08, 11:14
      oczywistym. Moja reakcja o tym swiadczy. Twoje pytanie jest
      natomiast oczywistym swiadectwem zadufanej ignorancji.
    • homosovieticus Bohaterzy czy nieświadomi współpracownicy UB? 09.03.08, 11:19
      Autor: sodoma4 09.03.08, 09:41 Dodaj do ulubionych Skasujcie
      Odpowiedz cytując Odpowiedz

      To dziwne że aktyw PZPR i ZMS dokładnie wiedział co gdzie i kiedy.
      Ach ta młodzież bananowa zawsze ktoś się znajdzie w odpowiednim
      miejscu historycznym i cały aparat represji tym wie.

      „W pierwszych dniach marca, w gablotkach pojawiły się odezwy ZMS
      przestrzegające przed komandosami Michnika. 4 marca z UW zostali
      relegowani Michnik i Szlejfer. „
      „6 marca w gablotkach i pod pulpitami ławek leżały ulotki wzywające
      do bojkotu wiecu wyznaczonego na 8 marca. To z tych zawiadomień
      roznoszonych przez aktyw PZPR i ZMS, całe UW dowiedziało się o
      terminie wiecu.”” Z tonu i ostrości propagandy antywiecowej
      spodziewaliśmy się wielotysięcznego tłumu, a tu w prawym, bliższym
      Krakowskiego Przedmieścia, rogu skwerku, między cisami (rosną do
      dzisiaj) stało około 40 osób, a w oddaleniu od nich około
      100. "Komandosi" trzymani "na barana" przez kolegów odczytali
      protest w sprawie relegowania Michnika, parę zdań o Dziadach, o
      Konstytucji PRL, a po 10 minutach zapanował kompletna konsternacja i
      cisza. Wtedy Baśka Toruńczyk, ówczesna dziewczyna Michnika, odczytał
      apel ponownie, i potem po raz trzeci przeczytano ten sam tekst.
      Próbowano skandować jakieś hasła, ale nikt ich nie podchwycił, i
      wiec praktycznie upadł Z lewej strony skweru stała w "formacji
      trójkąta" grupa aktywu ZMS i ZSP pod przewodem starosty naszego,
      pierwszego roku INP - Heńka Szafira - ( czasami drukuje
      korespondencje z Jerozolimy w Newsweeku), który (bez megafonu)
      usiłował polemizować z komandosami. W tej grupie też nie było
      entuzjazmu, i po zaledwie 30 minutach wiec umierał śmiercią
      naturalną, a studenci zaczynali rozchodzić się do swoich zajęć. I
      tak by się skończyły słynne WYDARZENIA MARCOWE '68, gdyby w tym
      momencie na teren UW, od strony Krakowskiego, nie zaczęły wbiegać
      grupy cywilów, milicjantów, i nie wjeżdżać obdrapane autobusy z
      aktywem PZPR i ORMO - można ich było poznać po jesionkach w jodełkę
      i koszmarnych, welurowych kapeluszach. To oni wywołali zajścia,
      odpychając wszystkich wychodzący studentów od bramy, i tłukąc
      każdego, kto usiłował opuścić skwerek.”
      „Starannie przygotowana prowokacja szefa MSW gen. Moczara i jego
      ludzi takich jak dr Walichnowski, gen. Korczyński, ambasador
      Ptasiński, v-min. Matejewski, Kazimierz Kąkola itd., zaczynała
      nabierać rozmachu. 9 marca brałem z kolegami udział w wiecu, w auli
      Politechnik Warszawskiej. To już był prawdziwy wiec, manifestacja
      narodowa i antykomunistyczna ( nikt nie wspominał nawet o Michniku
      i "komandosach")- . Po wiecu, gdy kolos Polibudy już się "rozbujał",
      wyszliśmy w pochodzie skierowanym pod MSW na Rakowieckiej (budynki
      były wtedy nie ogrodzone - a od strony pustego Pola Mokotowskiego
      można było tam wejść bez problemu). Czoło pochodu w równych rzędach
      zaczęło maszerować Polną, wznosząc hasła Gestapo,
      gestapo", "Pachoły!" itd.
      W przypadku tego pochodu, milicja i SB zadziałały w pełni
      profesjonalnie - szedłem w około 12 rzędzie, gdy nadbiegły dwa
      odziały ZOMO z tarczami i pałami, i zaatakowały czoło pochodu z obu
      stron, od Mokotowskiej i od Wawelskiej, rozbijając go na wysokości
      15-go rzędu!”

      • homosovieticus Marzec 68 we wspomnieniach świadków cdn 09.03.08, 11:33
        Mija rocznica WYDARZEŃ MARCOWYCH . Na ich temat opublikowano
        kilkadziesiąt książek i prac. Większość w duchu zgodnym
        z "politycznie poprawną" oceną Wydarzeń, jako zrywu studentów pod
        przywództwem jedynego, słusznie działającego ośrodka politycznego,
        dowodzonego przez Adama Michnika.

        Jest kilka prac czysto chronologicznych, opierających się na
        źródłach prasowych, są też relacje uczestników, ale nikt "nie
        dotarł" do prostej prawdy o prowokacji przygotowanej przez członka
        BP PZPR, szefa MSW gen. Mieczysława Moczara, prowokacji skierowanej
        przeciwko I sek. PZPR Władysławowi Gomułce i jego ekipie.

        W 1967 w porywie szczeniackiej głupoty przeniosłem się z Wydziału
        Historii UW, na Wydział Filozofii, i nowo tam utworzony Instytut
        Nauk Politycznych. Już na pierwszym wykładzie u dr Szackiej
        zdrętwiałem, gdy w przerwie osiemnastoletnie szczeniaki zaczęły do
        siebie mówić per "towarzyszu" - (dopiero potem przeszli między sobą
        na "ty").

        Wśród 120 studentów, ja wraz z Andrzejem Dąbkowskim (synem "kułaka"
        spod Czerwieńska), i trzecim chłopakiem Włodkiem Mizerką z Targówka
        (?), tworzyliśmy matecznik "reakcji". Do stycznia 1968 nic nie
        wskazywało na nadchodzący kryzys polityczny. Życie toczyło się
        siermiężnie, a o "zdjęciu" Dziadów z afisza itd., dowiadywaliśmy się
        z Wolnej Europy. Dopiero po feriach świątecznych aktyw ZMS i kadra z
        PZPR, zaczęli roznosić ulotki uświadamiające studentów "kto to są
        Komandosi" i ich szef Adam Michnik.

        Naiwnie zapytałem nijakiego Matejewskiego (bratanka zastępcy
        Moczara), ilu jest tych "komandosów", czego oni chcą - wywołało to
        odwrócenie się na pięcie. W pierwszych dniach marca, w gablotkach
        pojawiły się odezwy ZMS przestrzegające przed komandosami Michnika.
        4 marca z UW zostali relegowani Michnik i Szlejfer.

        6 marca w gablotkach i pod pulpitami ławek leżały ulotki wzywające
        do bojkotu wiecu wyznaczonego na 8 marca. To z tych zawiadomień
        roznoszonych przez aktyw PZPR i ZMS, całe UW dowiedziało się o
        terminie wiecu. 8 marca w południe, wraz z Dąbkowskim pobiegliśmy na
        skwer przed BUwem (starym).

        Z tonu i ostrości propagandy antywiecowej spodziewaliśmy się
        wielotysięcznego tłumu, a tu w prawym, bliższym Krakowskiego
        Przedmieścia, rogu skwerku, między cisami (rosną do dzisiaj) stało
        około 40 osób, a w oddaleniu od nich około 100.

        "Komandosi" trzymani "na barana" przez kolegów odczytali protest w
        sprawie relegowania Michnika, parę zdań o Dziadach, o Konstytucji
        PRL, a po 10 minutach zapanował kompletna konsternacja i cisza.
        Wtedy Baśka Toruńczyk, ówczesna dziewczyna Michnika, odczytał apel
        ponownie, i potem po raz trzeci przeczytano ten sam tekst. Próbowano
        skandować jakieś hasła, ale nikt ich nie podchwycił, i wiec
        praktycznie upadł.

        Z lewej strony skweru stała w "formacji trójkąta" grupa aktywu ZMS i
        ZSP pod przewodem starosty naszego, pierwszego roku INP - Heńka
        Szafira - ( czasami drukuje korespondencje z Jerozolimy w
        Newsweeku), który (bez megafonu) usiłował polemizować z komandosami.
        W tej grupie też nie było entuzjazmu, i po zaledwie 30 minutach wiec
        umierał śmiercią naturalną, a studenci zaczynali rozchodzić się do
        swoich zajęć.

        I tak by się skończyły słynne WYDARZENIA MARCOWE '68, gdyby w tym
        momencie na teren UW, od strony Krakowskiego, nie zaczęły wbiegać
        grupy cywilów, milicjantów, i nie wjeżdżać obdrapane autobusy z
        aktywem PZPR i ORMO - można ich było poznać po jesionkach w jodełkę
        i koszmarnych, welurowych kapeluszach. To oni wywołali zajścia,
        odpychając wszystkich wychodzący studentów od bramy, i tłukąc
        każdego, kto usiłował opuścić skwerek.
        • homosovieticus Re: Marzec 68 we wspomnieniach świadków cdn 09.03.08, 11:33
          Siłą rzeczy zostaliśmy zagnani pod rektorat w Pałacu
          Kazimierzowskim, gdzie prorektor "komuch" Rybicki wyszedł na balkon
          z łańcuchem na piersiach, i wzywał do rozejścia się, co było
          oczywiście niemożliwe, ponieważ wszystkie boczne uliczki UW były
          zablokowane przez ORMO i tajniaków.

          Dopiero teraz wydarzenia marcowe stawały się wydarzeniami. Nie były
          to w jakiejkolwiek mierze rozruchy w obronie Michnika i komandosów,
          tylko spontaniczny odruch samoobrony napadniętych studentów, który
          to odruch następnego dnia przerodził się w wystąpienia
          antykomunistyczne skierowane przeciwka władzy PRL.

          Starannie przygotowana prowokacja szefa MSW gen. Moczara i jego
          ludzi takich jak dr Walichnowski, gen. Korczyński, ambasador
          Ptasiński, v-min. Matejewski, Kazimierz Kąkola itd., zaczynała
          nabierać rozmachu.

          Studenci zgromadzeni przed zamkniętą bramą UW zaczęli wycofywać się
          Krakowskim Przedmieściem i Nowym Światem napierani przez oddziały
          milicji. (Wróciłem przez wydział geografii do budynku filozofii ze
          zdartym gardłem - nie mogłem zupełnie mówić od wrzeszczenia, jak i
          oddychać, od zmasowanego ataku gazowego).



          Spontaniczny pochód studentów, około 1.000 osób idący Krakowskim
          Przedmieściem, MO mogła bez wysiłku rozbić i skierować w
          Świętokrzyską, mogła rozbić przy Wareckiej, i przy Foksal, ale
          Moczar celowo dopuścił pochód aż na skrzyżowanie Nowego Światu i
          Jerozolimskich, pod same okna KC, by tam dopiero na oczach Gomułki,
          rozpędzić demonstrantów i popakować ich do bud milicyjnych.

          Moczar doniósł też Gomułce treść rzekomo wznoszonych haseł : "Precz
          z Gomułką"; "Zambrowski do biura!" - co było tanim wymysłem.

          9 marca brałem z kolegami udział w wiecu, w auli Politechnik
          Warszawskiej. To już był prawdziwy wiec, manifestacja narodowa i
          antykomunistyczna ( nikt nie wspominał nawet o Michniku
          i "komandosach")- . Po wiecu, gdy kolos Polibudy już się "rozbujał",
          wyszliśmy w pochodzie skierowanym pod MSW na Rakowieckiej (budynki
          były wtedy nie ogrodzone - a od strony pustego Pola Mokotowskiego
          można było tam wejść bez problemu). Czoło pochodu w równych rzędach
          zaczęło maszerować Polną, wznosząc hasła Gestapo,
          gestapo", "Pachoły!" itd.

          W przypadku tego pochodu, milicja i SB zadziałały w pełni
          profesjonalnie - szedłem w około 12 rzędzie, gdy nadbiegły dwa
          odziały ZOMO z tarczami i pałami, i zaatakowały czoło pochodu z obu
          stron, od Mokotowskiej i od Wawelskiej, rozbijając go na wysokości
          15-go rzędu!

          Pochód został zawrócony ku Politechnice ( zaczął się strajk
          okupacyjny PW), a odcięte czoło pochodu został pognane aż do Placu
          na Rozdroży. Biegliśmy po błocie i gruzie dzisiejszego wykopu Trasy
          Łazienkowskiej.

          W wieżowcach, po lewej stronie Placu na Rozdrożu, ludzie pochowali
          nas po mieszkaniach i częstowali herbatą. Atmosfera była jak w
          czasie okupacyjnej łapanki - pełna solidarność społeczna skierowana
          przeciw okupantowi!

          Zabłocony i z rozciętym uchem (dostałem kamieniem, przeznaczonym dla
          ZOMOwców) dotarłem koło 13:00 na wydział. Rozgorączkowany pobiegłem
          na piętro gdzie natknąłem się na naradzające się
          resztki "komandosów" - gdy relacjonowałem wypadki na Politechnice,
          nagle zrozumiałem, że te wymuskane siksy w zachodnich ciuchach i ich
          kolesie jeżdżący trymphfami, biorą mnie za "użytecznego idiotę".
          • homosovieticus Re: Marzec 68 we wspomnieniach świadków cdn 09.03.08, 11:34
            (I tak IM już zostało - zawsze uważali się za jedynych godnych i
            powołanych do rządzenia Polską - tak było na Uniwerku - potem w KOR-
            ze, przy Okrągłym Stole, w UD, UW i dzisiaj w PD. Mając dzisiejszy
            zasób wiedzy, z przerażeniem stwierdzam, że moczarowskie ulotki
            opisujące ich jako "polityczny odłam bananowej młodzieży", których
            tatusiowi odpadli w wewnątrzpartyjnej walce między "natolińczykami"
            a "puławianami", nie wiele mija się z prawdą.



            Faktycznie były to w 90% dzieci odsuniętych z PZPR "funków"
            pochodzenia żydowskiego, bo w PPR-PZPR antysemityzm był podstawowym
            orężem walki o stołki. Od dziecka byli wychowani w realiach
            właścicieli Polski Ludowej, a gdy im to zabrano, zaczęli walczyć o
            rewizję linii PZPR, o prawo do utraconego, komunistycznego raju -
            gdzie latami, jako wybrańcy mieli według zasady "każdemu według
            potrzeb". Dzisiaj grupa ta wraz z klientelą liczy 600 ? 800 osób i
            uważa, że ma dalej niezbywalne prawo do rządzenia 38 milionowym
            narodem!)

            Rozruchy były dalej rozdmuchiwane przez SB - zatrzymywano w
            okolicach UW wszystkich studentów, zabierano legitymacje, pałowano
            bez przyczyny, rozpowszechniano nekrologi rzekom zabitych studentek!

            Machina prowokacji szła pełną parą - TV i Słowo Powszechne, Kurier
            Polski szalały - Bolesław Piasecki odreagowywał wszystkie
            upokorzenia prywatne i polityczne, jakich doznał z "rąk" ppłk. Luny
            Bristigier. Pouczał "Trybunę Ludu" i KC PZPR jak rozprawić się z
            syjonistami (ówczesny synonim Żydów). Nagonka antysemicka została
            rozpętana jak za najlepszych czasów carskiej Ochrany.

            W Audytorium Maximum odbyły się trzy wiece studenckie, to po prostu
            były spontaniczne wystąpienia powstańcze młodzieży polskiej,
            skierowane przeciw komunie, PRL-wi, i pachołkom ZSRR!

            Około 19 marca do ciasnego umysłu Gomułki dotarło, że prowokacja
            jest skierowana przeciw niemu, i jego rodzinie. Kampanię zaczęto
            wyciszać.

            Efektem wydarzeń była emigracja około 20 tys. Żydów - niedobitków
            ocalałych z Zagłady, pacyfikacja "przedwojennej resztówki"
            inteligencji polskiej - śmierć Zawieyskieg, i wkrótce też Pawła
            Jasienicy.

            Złamanie karier życiowych kilkuset zdolnych studentów w całej
            Polsce, usuniecie do listopada ?68 z PZPR około 230 tys. (!) ludzi -
            (a więc wszystkich niewygodnych, i nie wykazujących entuzjazmu dla
            antysemickich czystek - przyjęto natomiast do partii około 4 tys.
            aktywistów marcowych), czystka w wojsku dokonana przez gen.
            Jaruzelskiego (dzisiejszego przyjaciela Michnika), oraz podkopanie
            autorytetu Gomułki, którego odsunięto wraz z ekipą w grudniu 1970
            roku.

            Nowa ekipa Gierka, przy wsparciu Moskwy, ostatecznie zablokowała
            starania grupy Moczara o przejęcie władzy. W 1971 podczas oficjalnej
            wizyty Gierka w Pradze Czeskiej, Moczar w "swoim" starym Olsztynie,
            po raz ostatni usiłował zaistnieć jako kandydat na genseka,
            zaalarmowany Gierek przerwał wizytę i po przylocie do Olsztyna
            rozgonił wojewódzką konferencje partyjną z Moczarem włącznie.

            Wkrótce potem ambasador gen. Korczyński popełnił samobójstwo w
            Algierze, a v-min MSW Mytejewski został skazany na 6,5 roku
            więzienia za organizowanie "czarnej kasy" SB.
            • homosovieticus Re: Marzec 68 we wspomnieniach świadków cdn 09.03.08, 11:35
              Gdyby gen. Moczar nie miał pretekstu do rozpętania wydarzeń
              marcowych w 1968 roku, to być może protest robotniczy z grudnia 1970
              wsparty zostałby przez masowe wystąpienia studenckie. Struktury PRL
              odczułyby to znacznie boleśniej, a ustępstwa nowej ekipy musiałyby
              być znacznie większe, niż te wprowadzone przez Gierka.

              Z ludzi "przyzwoitych" pragnę tu poza Zawieyskim, Kisielem,
              Jasienicą, przypomnieć też szefa MSZ Adam Rapackiego, który do
              przedstawionej mu listy Żydów jakich powinien zwolnić, dopisał na
              końcu swoje nazwisko i opuścił MSZ na zawsze ( objął je po nim
              przedwojenny endek na usługach PZPR, niejaki Winiewicz)

              Przeciwstawne postawy z Uniwersytetu Warszawskiego: to moje
              wspomnienie Audytorium Maximum, a przed nim, siwiuteńki jak gołąbek,
              kruchy profesor Stanisław Herbst rozłożonymi rękoma odgradza
              studentów od napierających tajniaków, a z drugie strony przypadek
              szczupłego, długowłosego chłopaczka - Stanisław Cioska, który w
              kilka miesięcy potem, w nagrodę za "aktywność" w gnojeniu studentów
              został przewodniczącym Rady Naczelnej ZSP, z przynależnym kierowcą i
              wielką limuzyną, z której przez 37 lat nigdy nie wysiadł (dzisiaj
              jest doradcą prezydenta).

              Kto poza tow. Cioskiem i marcowym aktywem PZPR (dzisiaj w SLD),
              odcina jeszcze kupony od wydarzeń marcowych?

              No oczywiści środowisko "Agory" i ludzie Michnika - od Aleksandra
              Smolara - szefa Fundacji Batorego i Eugeniusz Smolara włodarza
              Polskiego Radia począwszy, aż po Baśkę Toruńczyk, która
              poprzez "Zeszyty Litarckie" wydawane przez "Agorę" sprawuje rząd
              dusz w polskiej literaturze i kulturze.

              W za trzy lata, w roku 2008 będziemy obchodzić 40 rocznicę
              zawłaszczonych przez UD-UW-PD Wydarzeń Marcowych - mam nadzieję, że
              obudzą się wszyscy zwykli Polacy, ówcześni studenci i wykładowcy,
              uczestnicy antykomunistycznych wydarzeń marca 1968, i swoim masowym
              odzewem zepchną na margines oficjałki "Gazety Wyborczej"
              i "środowiska" Agory.

              Najwyższy czas dać świadectwo prawdzie.


              Remigiusz Włast-Matuszak
              www.prawica.net
              • mmikki homoś 09.03.08, 11:37
                ty wierzysz, że ktoś cię czyta?
                • homosovieticus Wiem. 09.03.08, 11:44
    • homosovieticus w demokracji lieberalnej każdy ma prawo dawać 09.03.08, 11:26
      dupy komu chce.Jeden- Adam M.- dawał Jaruzelskiemu a drugi- Homoś -
      Paetzowi.
    • homosovieticus Kpiny durni politycznych są łatwe do zniesienia. 09.03.08, 11:59
      • mmikki fajnie, że podnosisz watek 09.03.08, 12:06
        poczatkowe wpisy są wyjatkowo udane i czytane z zaciekawieniem
        • homosovieticus Też tak uważam. 09.03.08, 12:17
    • homosovieticus Nie tylko Wałesa był postacią niejednoznaczną. 09.03.08, 21:35
      Nieco wczresniem, bo w Marcu68, takich znanych postaci było więcej.
      • edico Re: Nie tylko Wałesa był postacią niejednoznaczną 09.03.08, 21:50
        video.google.pl/videoplay?docid=1509134534272944446

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka