Gość: Zbigi
IP: 216.233.74.*
22.10.03, 18:06
Kundle oraz hycle
Jaki będzie los polskich starań o zmiany w niekorzystnych zapisach
konstytucji europejskiej, można się domyślić. Brak większej liczby
sojuszników, strach, że znalazło się w mniejszości, szantaż finansowy wobec
państwa o zniszczonej gospodarce to niektóre z wielu symptomów ostatecznej
kapitulacji, która nas czeka, jeśli nie zostanie przeprowadzone referendum
konstytucyjne.
Winnych już widocznych przejawów państwa drugiej kategorii w nowej UE nie
można jednak szukać wyłącznie po stronie państw ościennych. Każdy, kto zada
sobie choć odrobinę trudu, by przypomnieć sobie proces negocjacyjny, zauważy,
że już od dawna nasze władze i ich wysłannicy do Brukseli ustawiali nas w
sytuacji kundla z podkulonym ogonem. Nic dziwnego, że doświadczeni hycle nie
ociągali się zbyt długo. Wystarczyła tylko odrobina zachęty i już mało
wygodnie siedzimy w klatce. A teraz, jako kundlowi, każe nam się siedzieć
cicho, cieszyć się, że jeszcze nikt nie zdecydował się nas ostatecznie uśpić
i cierpliwie czekać na rzucone ochłapy.
Negocjatorzy ze strony polskiej i kolejne rządy udowodnili aż nadto dobrze,
że potrafią być ulegli i wdzięczni za wszystko, co się im zaoferuje, nawet za
mocny pstryczek w nos. W jakiejś mierze sami więc zachęcili swoją postawą
reprezentantów Unii do lekceważenia i traktowania Polski jako przedmiotu, a
nie podmiotu polityki międzynarodowej. Dyskusja wokół konstytucji UE pokazuje
dziś również, jak celne i mądre były głosy tych zwolenników Unii, którzy
twierdzili, że kiedy się z nią zintegrujemy, będziemy mogli lepiej walczyć o
nasze interesy. Jak można było w ogóle o tym marzyć, przyjmując obce prawo,
godząc się na obcy pieniądz, likwidując gospodarkę pod obce dyktando - dotąd
nie rozumiem. Czyja władza i pieniądze, tego Unia.