wilk.podhalanski
06.11.08, 15:01
Najpierw mała prośba. Opatrzyłem ten wątek literkami /BF/ i to jest
mój dzisiejszy wynalazek :). Te literki to skrót od wyrażenia "Biała
Flaga" - a więc rozejm. Proszę, aby w tym wątku nie atakować się
wzajemnie, nie znieważać ludzi czy prezentowanych idei - za to
dyskutować problem, bez animozji. Spróbujmy. Niech moja forumowa
oponentka paczula odpuści tu wodzie, a moja przyjaciółka woda niech
nie gryzie paczuli :) Zawieszenie broni! Spróbujmy rozgryźc problem,
a nie zagryźć siebie wzajemnie. Dlatego też sugeruję, by nie
odpowiadać na zaczepki, a same umrą.
Ufam że skrót /BF/ się przyjmie i od czasu do czasu będziemhy mogli
pogadać sobie jak ludzie... z wilkami :)
Dzięki za uwagę! :)
+ + + +
Wielka Zmiana
Nie jestem zadowolony z polityków, którzy stanowią klasę rządzącą w
moim kraju. Nie dostrzegam w nich kompetencji, charyzmy, polotu, nie
widzę w nich przyszłości. Nie sądzę, żeby byli to nalepsi ludzie, na
jakich nas stać. Polska nie ma wielkiej porywajacej wizji na
najbliższe ani dalsze lata. Nikt nas nie porywa do walki o wspólne
lepsze jutro, jak kiedyś porywał nas JPII. Jednoczy nas jedynie
kwas, zgaga, sprzeciw.
Dwa dni temu Ameryka wybrała na prezydenta czarnoskórego człowieka,
potomka Kenijczyka, urodzonego w Honolulu. Trudno jest wytłumaczyć
Polakom na czym polega fenomen tego wyboru i co naprawdę się stało.
Znam USA doskonale i usiłuję znaleźć przykład, który byłby dla
Polaków adekwatny. 50 lat temu Czarnym nie wolno było wejść do kina
dla Białych, wsiadać do autobusów dla białych, myć rąk w publicznych
szaletach dla białych. Jak Polakom w czasie II Wojny Światowej.
Pogarda wobec Czarnych była tak powszechna, że nie mogli wejśc do
białej restauracji, dostac białej pracy, pójśc do białej szkoły.
I oto 2 dni temu przedstawiciel tej sponiewieranej mniejszości w
charyzmatyczny sposób porywa miliony białych i czarnych Amerykanów,
dając im nadzieję na nową Wielką Amerykę - i zostaje wybrany
prezydentem największego mocarstwa na swiecie. Dwa lata temu mało
kto o nim słyszał. Czy takie coś jest możliwe w Polsce?
Szukałem odpowiedzi najbardziej adekwatnej. Kto w Polsce skazany na
margines w takim stopniu, jak byli przez wiele lat czarnoskórzy
mieszkancy USA, mógłby mógłby stanowić porównanie dla zjawiska
Obamy? Kto spotkał się z równie powszechną pogardą i ostracyzmem?
Kogo katoliccy Polacy, ludzie o wielkiej skłonności do narodowych
uniesień, musieliby wybrać, żeby zrównać się mentalnie z wyborem
Obamy na prezydenta? Znajduję jedno skojarzenie: musielibyśmy wybrać
na prezydenta RP Cygana. Nie poetę Jacka Cygana, a śniadego Roma z
krwi i kości, mieszkającego z żoną Cyganką, mającego cygańskie
dzieci, wychowanego w cygańskim taborze na cygańskim osiedlu.
Takiego, na myśl o którym nasze pierwsze skojarzenia są pełne
poddejrzliwości i pogardy: handel patelniami, kradzieże, złote
łancuchy niewiadomego pochodzenia, nachalna żona-wróżka w kilku
spódnicach, gdzie chowa ukradzioną turystom forsę. Wyobraźmy sobie,
że przedstawiciel takiej mniejszości staje na czele jakiejś partii,
objeżdża, kraj wzbudza zaciekawienie, a wreszcie entuzjaczm i na
koniec nasze białych Polaków masowe poparcie. Czy jesteśmy na to
gotowi?
I czy aktualnie funkcjonujacy politycy polscy mogą nas poprowadzić
do takich możliwości?
Niedawno przez świat przewaliła się rewolucja technologiczna i
ekonomiczna, a ich skutkami są rewolucje moralna i mentalna. Obie są
NIE DO ZATRZYMANIA. Świat próbuje się zmierzyć z wielkimi
konfliktami religijnymi, migracyjnymi, z informacyjnym natłokiem i
medialnym chaosem, z nowymi zachowaniami, szuka nowych autorytetów,
na których mógłby się oprzeć. Nowe pokolenie Francuzów, Amerykanów,
Chińczyków rozgląda się gwałtownie i szuka nowych rozwiazań i
nowych ludzi. Widzimy też, że Rosja stoi w miejscu i się niepokoimy
z tego powdu. Dzieje się mnóstwo w świecie polityki, ekonomii i
kultury, są to zjawiska zupełnie nowe, XXI-wieczne a może i XXII-
wieczne. I co my Polacy na to? Tkwimy w końskich klapkach. Nadal nie
mamy rozwiązanego problemu samolotu dla prezydenta, medali z
Francji, krzesła w Brukseli, górników, pielęgniarek, KRUS-u. Za to z
lubością topimy się w rozbabranym błocie przeszłości.
Kula ziemska nie zaczeka na nas. Na naszych oczach ekslodował
ekonomiczny krach i jego skutkiem tworzy się zupełnie nowa wizja
ekonomii w skali globalnej. Właśnie powstaje nowa formuła dyplomacji
i nowe formy zagrożeń militarnych. Rodzą się nowe konflikty, które
będą musiały być inaczej rozwiązae niż dotychczas. Świat zaskakiwany
jest nieznanymi wcześniej zjawiskami społecznymi, na które
gwałtownie szuka odpowiedzi. Ekonomiczny rozwój Indii czy Chin,
którego się nikt nie spodziewał, wywrócił tabelę prymusów - już nie
ma pewności, czy amerykański kapitalizm jest najlepszy na świecie. A
może dziwaczna wersja chińska go zdetronizuje? A co, jeśli któregoś
dnia obudzi się Afryka i jej mieszkańcxy dogonią cywilizację? Co,
kiedy stopnieje Antarktyda? Jaki system na świecie zapanuje? Jaki
układ sił? Czy jesteśmy na to wszystko przygotowani? Pójdziemy drogą
czystego kapitalizmu, czy tez uznamy, że jego czas się wyczerpał?
Wszak Amerykańska gospodarka, uratowana rządową subwencją dla banków
w wysokości 700 miliardów, została de facto zsocjalizacjowana!
Utrzymano upadające prywatne banki z podatków obywateli! Ileż szkół
można by było za to wybudować i utrzymac przez lata! I teraz te
prywatne banki stają się własnością amerykańskiego rządu... Kto by w
to uwierzył 30 lat temu?
Wiele się dzieje na świecie. Trwa zupełnie nowa forma rewolucji - i
w jej trakcie nikt nie czeka na Polskę.
Czy polskie partie polityczne są na to gotowe? Czy mają wizje tego
rodzaju? Czy sa w stanie ogarnąć to, co się z ludzkością dzieje? Czy
są w stanie zobaczyć Polskę z tak wielkiej perspektywy? Czy są w
stanie pociągnąc za sobą naród, by do tych światowych działań z
pasją się włączył?
Czy jest zdolna do tego PO?
Albo PiS czy SLD?
Czy PSL?
Zapomnijcie.
Nikogo na świecie już nie obchodzi kto był kim w PRL, kim jest
Michnik, czy Wałęsa był Bolkiem. Gdzie dziś jest Solidarność.
Komuch, solidaruch - to dla świata koniec. Finito. Jakaś dziwna
walka plemienna na peryferiach. Zajęcia dla potomnych w wąskim
gronie. Kiedy piszę te słowa w TV widze demonstrację związkową i
palone opony, pracownicy żądają pieniędzy od rządu. Tego samego
żądali 5, 10, 15 lat temu i wcześniej, choć pod innymi barwami. Od
20 lat mamy tych samych polityków, którzy nie sa wstanie rozwiązać
tego problemu. I kiedy świat się przymierza do rozwiązania
największych problemów od 50 lat, kiedy wybiera się na Marsa,
poszukuje nowych paliw, żeby przedefiniować całkowicie kończące się
źródła energii i wreszcie szuka nowego systemu operacyjnego dla
całej kuli ziemskiej - nikogo tutaj to nie obchodzi. Wazne jest,
żeby kancelaria prezydenta nie powiadmiła kancelarii premiera o
swoich działaniach, bo komuś trzeba utrzeć nosa.
Na ekranie stoczniowiec mówi, że oczekuje od rządu, że rząd
spowoduje, że będą budowac statki. Tłum wiwatuje, na pikiecie
napis "Słońce Peru Król Bajeru".
Sarkozy zwołuje śniadanie. Fiasko na Wall Street wykazało, że świat
musi szukać zupełnie nowych dróg. Wszyscy włożyli miliardy Euro do
wielkiej pralni po katastrofie. My czekamy, czy fala tsunami nas
zabije, czy tylko poskrobie po plecach. Nie wiemy, czy chcemy euro i
kto powinien pojechac na ów poczęstunek i co tam powinien
powiedzieć. "To powiem, tamtego nie" mówi prezydent o dyrektywach
rządu. A rząd daje dyrektywy, ktore mają nie świat, ale prezydenta
ustawić do pionu. A co ma w głowie Sarkozy? On ma inny problem, bo
on wie, że dotychczasowy "Windows" dla gospodarczych i politycznych
mechanizmów świata przestał ogarniać jego potrzeby. Że trzeba
wymyśleć zupełnie nowy system operacyjny dla mieszkańców Zie