torpeda.wulkaniczna
18.11.08, 19:09
znalazłem. Co o tym sądzicie?
Czy wątek pożyje dłużej, niz mój ostatni, o zamordowaniu białego
żołnierza przez .... ( kurde, co jest poprawne?)i zatajeniu tego
faktu przed wyborami w USA, który został wywalony bez słowa
wyjaśnienia? ( nie było wulgaryzmów,epitetów etc.)
OŚWIADCZENIE WOJCIECHA SUMLIŃSKIEGO
Im więcej informacji o aferze aneksowej wychodzi na światło dzienne,
tym większą dostrzegam tendencję do „zaciszania" tematu, bądź
odwracania uwagi opinii publicznej od głównego nurtu wydarzeń.
Zastanawiające jest zwłaszcza noszące znamiona nagonki tropienie
przez „Newsweek" wyłącznie pobocznych, i to wyłącznie w negatywnym
dla mnie kontekście, aspektów sprawy. Pierwszy był artykuł, w którym
kwestionowano moją rzetelność. Twierdzono, że napisałem we „Wprost",
iż Zbigniew Siemiątkowski współpracował z mafią pruszkowską.
Wystarczyło tymczasem sięgnąć do tekstu „To tylko mafia", by
zobaczyć, że napisałem, iż nie wiadomo, czy świadek koronny mówił o
szefie Agencji Wywiadu, czy o innym Siemiątkowskim, ponieważ
informacji nie uszczegółowił. (Zbigniew Siemiątkowski nie chciał się
wypowiadać). Po raz kolejny „wyciągnięto" też historię publikacji w
Życiu o Janie Olszewskim, której sens w skutek poprawek
redakcyjnych - dokonanych bez mojej wiedzy - wypaczono.
Dziennikarz „Newsweeka" zarzucił mi, że pisząc ów tekst nie
skontaktowałem się z premierem. A wystarczyło - vide „ przypadek
Siemiątkowskiego"- sięgnąć do publikacji, by zobaczyć, że z
premierem się skontaktowałem. Dziennikarz sam będąc nierzetelnym
zarzucił nierzetelność mnie. (Bilans mojej „nierzetelności"- na 13
procesów z 13 lat dziennikarstwa śledczego w ogólnopolskich
redakcjach prasowych i telewizyjnych: 10 wygrałem, 2 zakończyły się
ugodą, 1 - z Waldemarem Chrostowskim, w pierwszej instancji,
przegrałem.)
Ciąg dalszy nagonki nastąpił, gdy na zlecenie prokuratury
przeprowadzono kontrolę w programie „30 minut", w którym
realizowałem reportaże o WSI i Księdzu Popiełuszce. I choć
nieprawidłowości nie stwierdzono, dziennikarze Tygodnika miesiąc
drążyli temat. Kolejnym wątkiem, który zainteresował Tygodnik, były
przelewy między mną i Leszkiem Pietrzakiem z Komisji Weryfikacyjnej
WSI. Okazało się, że przelewy dotyczą udziału Pietrzaka - eksperta
od działalności SB - w trzech odcinkach programu „Oblicza prawdy" i
opiewają łącznie na tysiąc pięćset złotych. Temat kolejny raz
okazał się mało atrakcyjny.
Ale ostatnio dziennikarze „Newsweeka" zainteresowali się, z czego
żyję oraz czy łączyłem działalność PR z dziennikarstwem. Ponieważ na
odpowiedź wyznaczono mi niewielką objętość, obok wypowiedzi
przekazanej Tygodnikowi, wyjaśniam sprawę publicznie. Na przestrzeni
ostatnich kilkunastu miesięcy zajmowałem się realizacją
programu „Oblicza prawdy" emitowanego w TVP Lublin i traktującego
głównie o działalności SB na Lubelszczyźnie, pracowałem dla „30
minut" w TVP 3 (do wiosny 2007), miałem kontrakt w
Tygodniku „Wprost" (wygasł w ubiegłym roku). Zajmowałem się także
szkoleniem dziennikarzy zorganizowanym przez Katolickie
Stowarzyszenie Inicjatyw Lokalnych, scenariuszami filmowymi dla TVP,
pisaniem książek dla Frondy - o tajnych operacjach służb specjalnych
PRL oraz o WSI (zarekwirowane przez ABW). Od wiosny 2007 roku
pracowałem na własny rachunek, nie pracowałem dla żadnej redakcji -
poza TVP Lublin. W owym czasie moja żona, która od pewnego czasu
wdrażała się w działalność medialną (poznając mechanizmy tego rynku
dalej wdrażać się nie zamierza) w imieniu naszej firmy podpisała i
realizowała trzymiesięczną umowę z Elektrownią Kozienice, polegającą
na doradzaniu zespołowi prasowemu. Ani w TVP Lublin, ani nigdzie
indziej nigdy nie poruszałem zagadnień z tego zakresu, działalność
ta nie miała żadnych „punktów stykowych" z moją pracą.
Być może jednak w najbliższym czasie dowiem się o sobie
interesujących rzeczy, być może wzorem sprawy Szeremietiewa zobaczę
w „Newsweeku" zdjęcie domu w Białej Podlaskiej opatrzone
podpisem: „Skąd miał pieniądze?" Być może też kolegom po piórze nie
przyjdzie do głowy, by to sprawdzić, dlatego wyjaśniam: dom
postawili rodzice żony w roku 2003 na darowanej nam przez nich
działce - byli jej właścicielami od lat kilkudziesięciu - aby
kontynuować budowę, teściowie sprzedali mieszkanie w Białej
Podlaskiej, w którym mieszkaliśmy od lat trzynastu i nawet to nie
pozwoliło na doprowadzenie domu do stanu pozwalającego na
zamieszkanie z małymi dziećmi, w efekcie moja rodzina mieszka kątem
u teściów. Ale to zapewne redakcji nie interesuje, bo, jak w
przypływie szczerości wytłumaczyła mi dziennikarka „Newsweeka" w
kontekście mojej sprawy najbardziej „interesujące są informacje
negatywne" i jako dziennikarz, powinienem to zrozumieć.* Czy aby na
pewno powinienem? ]
WOJCIECH SUMLIŃSKI