boravw12
23.02.09, 23:07
Od kilkunastu dni słyszymy ciągle o agencie Bolku; jest czy nie jest, wiedział
Wałęsa co robi czy też nie wiedział? A moim zdaniem problem tkwi zupełnie
gdzie indziej.
O tym, że Wałęsa to Bolek podano już w 1992 roku oficjalnie w materiałach min.
Maciarewicza tuż przed obaleniem rządu Olszewskiego, w puczu z czerwca 1992.
Mimo dużego szumu informacyjnego w polskojęzycznych mass-mediach, doskonale
widoczna była w 1992 roku atmosfera i strach tych wszystkich agentów.
Zdziwienie więc budzą dzisiejsze zaprzeczenia oraz poddawanie w wątpliwość
dokumentacji ze strony poprawnych politycznie "elit".
Życiorys Wałęsy można doskonale prześledzić w Internecie i nie jest on dla
nikogo, kto chce go znać, tajemnicą. W Gdańsku-Stogach przy ul. Tamka i Wrzosy
żyją ludzie, którzy doskonale pamiętają jego wyczyny w latach 1969-1975.
Problem zaczyna się od pytania co robił ten osobnik w wojsku w 1967 roku?
Według wieści gminnej był zwykłym kapusiem Informacji Wojskowej zwanej WSI.
Książka PT Cenckiewicza i Gontarczyka obejmuje tylko lata 1970-1976, a
przecież już przed tą datą Wałęsa był kapusiem milicji. Sęk w tym, że milicja
była służbą rządową i jej akta nie zostały przekazane do Instytutu Pamięci
Narodowej. Tak więc najbardziej krytyczny badacz najnowszej historii nie ma
żadnego sposobu na zweryfikowanie wieści gminnej.
Poza tym IPN nadal nie dysponuje aktami osławionej Informacji Wojskowej. A
wieść gminna głosi, że Wałęsę około 1975 roku przejęły z powrotem służby
wojskowe. I one go cały czas prowadziły, prawdopodobnie do dnia dzisiejszego.
Oficerem łącznikowym był niejaki Wachowski - kierowca, po 1990 roku szef jego
kancelarii, zresztą zastąpiony przez innego pułkownika WSI mecenasa
Kwiatkowskiego. A oficerem prowadzącym pozostawał kmdr Wawrzyniak.
Na potwierdzenie tej tezy niech wystarczy fakt nagłego przebudzenia się
wszelkich agentów w zrywie protestów przeciwko "szkalowaniu" narodowego
bohatera. Przecież każdy, jako tako myślący i rozeznany, obywatel łatwo
zrozumie, że zebranie w takim np. Szczecinie 1.500 podpisów w ciągu jednego
popołudnia jest w normalnych warunkach niemożliwe. Chyba, że dysponuje się
armią funkcjonariuszy. Jeżeli wiemy, że miasta: Gdańsk, Szczecin są miastami
portowymi, to powinniśmy również wiedzieć, że w nich rządy sprawowała
INFORMACJA WOJSKOWA WSI, a nie SB. Esbecy byli tylko wykonawcami, decyzje
zapadały na zupełnie innym szczeblu.
Innymi słowy - jeżeli chcemy poznać nazwiska byłych współpracowników tych
służb lub ich sympatyków to wystarczy zapamiętać i zapisać sobie nazwiska
osób, których podpisy znajdują się na tych protestach.
I TO JEST GŁÓWNA ZASŁUGA KSIĄŻKI PT Cenckiewicza i Gontarczyka. Doprowadzili
bowiem oni w sposób zupełnie bezkrwawy do ujawnienia się tak dużej liczby
agentów.
Na potwierdzenie powyższej tezy, że to WSI rządzi, a nie ktoś inny świadczy
film "Trzej przyjaciele", w skrócie poświęcony agentowi Maleszce
współpracownikowi "Gazety Wyborczej" zwanej potocznie "Jude Zeitung". Cóż,
film jak film. Podaje to co np. Telewizja Niepokalanów przedstawiła już kilka
ładnych lat wcześniej i dokładniej. Poza tym - jeden z tej trójki (Wildstein)
był szefem TV i w owym czasie filmu nie wyemitowano. Dlaczego?!
Normalnemu widzowi pamiętającemu lata 70-te, nasuwa się kolejne pytanie: jaki
konspirator nagrywa na taśmie tajne spotkania? Tym bardziej było to dziwne, że
na zdjęciach widzimy takich konspiratorów jak J. Kuroń. Przecież każdy, trochę
rozgarnięty człowiek wie, że jak się pracuje lub pracowało w podziemiu to
nawet zdjęć nie wolno było sobie robić, aby nie dawać dowodów bezpiece. A
tutaj, w tym filmie mamy kilkuminutowe fragmenty nagrań z tajnych rzekomo
zebrań.
Ponadto - w tym okresie jedynym urządzeniem umożliwiającym rejestrację obrazu
były kamery filmowe tzw. DS super 8. Te kamery nie miały możliwości nakręcania
tak dużych fragmentów bez przerwy potrzebnej na naciągnięcie sprężyny. Więc
albo w otoczeniu tych "trzech przyjaciół" był inny agent WSI, który po cichu,
ukrytą kamerą nagrywał całość spotkania, albo WSI dała komuś kamerę
niedostępną w oficjalnej sprzedaży. Jak by nie patrzeć, nie była to normalna
sytuacja. Emitowanie tego filmu właśnie obecnie w celu odwrócenia uwagi od
Wałęsy i sprawy Bolka jest także bardzo wymowne.