Dodaj do ulubionych

Adwokacki koń trojański

IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 20.11.03, 20:09
Sitwa adwokacka trzyma sie dobrze. To inteligentni i przebiegli
ludzie
Obserwuj wątek
    • Gość: źrenica MOŻE TYLKO BY W WARSZAWIE ?! IP: *.toya.net.pl 20.11.03, 20:12
      TO JEDNA Z NIEWIELU SPRAW, W KTÓRYCH NIE ZGADZAM SIĘ Z
      PAMPERSAMI - OBECNY STAN FAKTYCZNY JEST GWARANTEM WYSOKIEGO
      POZIOMU PALESTRY I RADCÓW PRAWNYCH. INNĄ KWESTIĄ JEST
      SKANDALICZNA POLITYKA I KONEKSJE ADWOKATURY WARSZAWSKIEJ,
      RZUCAJĄCA CIEŃ NA POZOSTAŁYCH, IDEOWYCH PRAWNIKÓW
      • inaww Do "żrenicy" 20.11.03, 20:27
        Po pierwsze: nie krzycz (nie pisz wersalikami)!
        Po drugie: kompetentnych i uczciwych prawników W CAŁEJ POLSCE
        można policzyć na palcach rąk niemal - już tu, na forum
        przetoczyły się gorące dyskusje na ten temat i nie udawaj, że
        nie wiesz o ogólnie negatywnej opinii o fachowości i uczciwości -
        szczególnie adwokatów... Korporacje nie służą klintom, tylko
        swoim członkom i nie powinny być JEDYNYMI sędziami we własnej
        sprawie.
        • Gość: fritz Korporacje adwokackie sa zlodziejskimi bandami IP: *.solnet.ch 20.11.03, 20:47
          Inaww, masz racje.

          Jedyna szansa jest dopuszczenie wszystkich po zdaniu egzaminow
          panstwowych prawa do wykonywania prawa. Punkt. Na pewne
          stanowiska moze byc wymagane jakies, z gory zdefiniowane
          doswiadczenie, ale kazdy adwokat po zdaniu prawa musi moc
          wykonywac swoj zawod. Gdyby uslugi adwokackie byly dostepne do
          wiekszej ilosci obywateli, zycie mialoby zupelnie jakosc. One
          nie sa dostepne z powodu zlodziejskich stawek adwokatow
          zoragnizowanych w korporacje, broniace i blokujace rozwoj
          zawody adwokata: w wyniku czego jest zbyt malo uslug adwokackich
          na rynku. Podobna sytuacja jest zreszta z hydraulikami.


          Mam nadzieje, ze projekt PiS przejdzie. W najgorszym razie,
          ludzie beda sie meczyc jeszcze dwa lata do nastepnych wyborow.
          Mam nadzieje, ze dadza wystarczajaca ilosc glosow miedzy innymi
          po to, aby bylo ich stac poradzic sie adwokata mieszkajacego na
          rogu.

          inaww napisała:

          > Po pierwsze: nie krzycz (nie pisz wersalikami)!
          > Po drugie: kompetentnych i uczciwych prawników W CAŁEJ POLSCE
          > można policzyć na palcach rąk niemal - już tu, na forum
          > przetoczyły się gorące dyskusje na ten temat i nie udawaj, że
          > nie wiesz o ogólnie negatywnej opinii o fachowości i
          uczciwości -
          > szczególnie adwokatów... Korporacje nie służą klintom, tylko
          > swoim członkom i nie powinny być JEDYNYMI sędziami we własnej
          > sprawie.
        • Gość: ość Ten prezydent /i jego ludzie/ zawsze za sitwą! IP: *.zabrze-roosvelta.sdi.tpnet.pl 20.11.03, 22:07
          inaww napisała:

          > Po pierwsze: nie krzycz (nie pisz wersalikami)!
          > Po drugie: kompetentnych i uczciwych prawników W CAŁEJ POLSCE
          > można policzyć na palcach rąk niemal - już tu, na forum
          > przetoczyły się gorące dyskusje na ten temat i nie udawaj, że
          > nie wiesz o ogólnie negatywnej opinii o fachowości i
          uczciwości -
          > szczególnie adwokatów... Korporacje nie służą klintom, tylko
          > swoim członkom i nie powinny być JEDYNYMI sędziami we własnej
          > sprawie.

          Mam wielką przyjemność, przynajmniej raz, w pełni zgodzić się
          z opinią inaww-a.

          PS. Czy ten beszczelny typ od prezydenta ma patent na jedyną
          wyrocznię, wykładnię i stanowienie pokrętnego tzw. prawa ?
          A propos beszczelnych typów prezydenta ; jak widać TEN
          prezydent ma dobrą ręke do promowania "szczególnie beszczelnych
          typów".
          Sam też nie raz obnażał swoją beszczelność oraz pogardę dla
          prawa i Obywateli, o zakłamaniu nie wspominając.
      • Gość: Thommas Stanowisko Rzadu - Druk Sejmowy 1694 IP: *.ceu.hu 20.11.03, 22:04
        Przeczytajcie sobie druk sejmowy nr 1694 - stanowisko Rzadu do
        proponowanych zmian ustaw o adwokatach, radcach i notariuszach,
        ktore "otworzylyby" dostep do tych zawodow. NOZ SIE W KIESZENI
        OTWIERA!!!
        orka.sejm.gov.pl/Druki4ka.nsf/0/D51569E3BD42AC3AC1256D9D0024A2F6/
        $file/1694-x.pdf

        Jak sie okazuje adwokatow wcale nie ma za malo i generalnie
        problem w ocenie towarzysza Millera nie istnieje... No coz, tak
        myslalem, ze projekt PiSu nie ma wiekszych szans w Sejmie.
        Zobaczymy tylko jak nasza palestra poradzi sobie z konkurencja
        ze strony prawnikow unijnych...
      • Gość: tłum Czy to Kossakowskiego powiesili w WARSZAWIE ?! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 20.11.03, 22:52
        za Targowicę!
      • Gość: ? Re: MOŻE TYLKO BY W WARSZAWIE ?! IP: *.505.15.tuwien.teleweb.at 21.11.03, 04:47
        Gość portalu: źrenica napisał(a):

        > TO JEDNA Z NIEWIELU SPRAW, W KTÓRYCH NIE ZGADZAM SIĘ Z
        > PAMPERSAMI - OBECNY STAN FAKTYCZNY JEST GWARANTEM WYSOKIEGO
        > POZIOMU PALESTRY I RADCÓW PRAWNYCH. INNĄ KWESTIĄ JEST
        > SKANDALICZNA POLITYKA I KONEKSJE ADWOKATURY WARSZAWSKIEJ,
        > RZUCAJĄCA CIEŃ NA POZOSTAŁYCH, IDEOWYCH PRAWNIKÓW
        Ideowi adwokaci nie istnieja(chyba ze w teorii).Jest to legalna
        organizacja przestepcza ktora czlowieka zepchnela do maszynki
        tuczacej ta kaste.Skandaliczna polityka wynika ze skandalicznej
        wspolpracy dwoch wyzutych z zasad klas jaka sa politycy i
        prawnicy.
    • Gość: PiotrP Re: Adwokacki koń trojański IP: 80.55.5.* 20.11.03, 20:13
      I pracujacy metodami mafijnymi/kartelowymi. Zmowy, Szantaze itp.
      • Gość: Saul Re: Do wszystkich idiotów IP: *.chello.pl 20.11.03, 21:09
        Palancie,

        Demokratycza wymiana poglądów i dyskusja nad kilkoma projektami
        to dla ciebie metody mafijne?? Na Białoruś!!!!
        • Gość: Andrzej Do idioty IP: *.acn.waw.pl 20.11.03, 21:19
          Gość portalu: Saul napisał(a):

          > Palancie,
          >
          > Demokratycza wymiana poglądów i dyskusja nad kilkoma
          >projektami to dla ciebie metody mafijne?? Na Białoruś!!!!

          To niesłyszałeś jak adwokaci i radcy prawni mowią o tej ustawie
          PiS. Same k... i ch.... lataja w powietrzu, bez daleszej
          argumentacji.
          • Gość: Saul Re: Do idioty IP: *.chello.pl 20.11.03, 21:27
            Akurat słyszałem - jest dużo bardzo rozsądnych argumentów - np. że nadzór
            państwowy jest najwyższym stopniem korupcji. Nikt tak się w tym kraju nie
            korumpuje jak urzędnicy Ministerstw decydujący o prawach i obowiązkach
            obywateli (np. do wykonywania zawodu -patrz zezwolenia i koncesje). Poza tym z
            demokracją w tym kraju może być różnie - a chciałbyś żeby cię w sprawie
            politycznej (np. za wyrażanie nieprawomyślnych poglądów) bronił adwokat z
            państwowego nadania, który zachowa się tak jak mu każe minister?? Wreszcie -
            wszyscy moi znajomi, którzy chcieli i się starali podostawali się na różne
            aplikacje - a wielu było naprawdę z nizin społecznych, bez znajomości i
            układów. - mam wrażenie że cała sprawa z ustawą PIS jest czyjąś manipulacją i
            służy wykorzystaniu zawiści jako mechanizmu napędzającego wyborczą koniunkturę.
            • Gość: Andrzej Czołowi manipulatorzy J. Okolski b. Dziekan Prawa IP: *.acn.waw.pl 20.11.03, 21:35
              Józef Okolski.: Środowisko prawnicze boi się nie tylko
              integracji z UE, ale w ogóle boi się konkurencji. Nawet nie
              chce dopuścić absolwentów wydziałów prawa. Wprawdzie korporacje
              zasłaniają się tym, że spełniają misję, służą państwu i
              społeczeństwu. Tłumaczą, że nie potrzeba tak dużo adwokatów,
              radców prawnych czy notariuszy, ale moim zdaniem jest to tylko
              egoistyczna obrona samorządów przed konkurencją. Niedawno
              dyskutowano szeroko ustawę o dopuszczeniu zagranicznych
              prawników, którzy będą mogli prowadzić praktykę prawniczą w
              Polsce. Polscy prawnicy na zasadzie wzajemności będą mogli
              wykonywać zawód w innych krajach. Uważam jednak, że nie
              spowoduje to masowej migracji prawników ani w jedną, ani w
              drugą stronę. Będą to raczej marginalne przypadki. Ci
              zagraniczni prawnicy, którzy mieliby przyjechać do Polski, już
              by tu przybyli wraz z pojawieniem się zagranicznych kancelarii.
              Inni z pewnością nie przyjadą do Polski tylko po to, by
              prowadzić swoje kancelarie w Toruniu, Białymstoku czy Lublinie.
              Sądzę, że są to przedwczesne obawy i w ogóle niepotrzebne.

              Istnieje natomiast problem kompetencji w pracach samorządów
              korporacji prawniczych. Brak kontroli z zewnątrz i brak
              czynników, które by ograniczały zakres władzy samorządów,
              powoduje, że zaczynają się one kierować własnym, partykularnym
              interesem. Profesor Andrzej Zoll w podobnym wywiadzie
              do „Edukacji Prawniczej” wskazał na czynnik genetyczny jako
              ten, który decyduje o dostaniu się na aplikację adwokacką. Jest
              to olbrzymi i realny problem. Wskazałbym, że jest to pewne
              ograniczenie dopuszczalności do zawodu. Gdyby dokładnie
              prześledzić historię, to ta teza z pewnością byłaby możliwa do
              obronienia. Sądzę, że lepszy jest model amerykański, gdzie
              młody prawnik kończy studia i praktycznej wiedzy uczy się sam.
              A potem trzeba zdać państwowy egzamin. Ten, kto zdaje, jest
              dopuszczany do wykonywania zawodu. Adwokaci nie mogą decydować
              o tym, kto ma być adwokatem. System bardziej demokratyczny
              stara się znaleźć inne rozwiązania.

              EP: Czyli system odbywania aplikacji powinien zostać poddany
              reformie w kierunku kontroli i dostępności!?

              J.O.: Gruntownej rewizji. I chociaż sam jestem adwokatem, który
              nie wykonuje zawodu, muszę stwierdzić, że ten system jest
              niedobry. Aplikacja jest zbyt długa, zły jest też system
              dopuszczania do jej odbywania. Na przykład władze samorządu
              notarialnego z jednej strony deklarują otwartość, a z drugiej
              zamykają drogę do notariatu; w Warszawie w jednym
              • Gość: Andrzej Rozbitek intelektulany prof. Zoll IP: *.acn.waw.pl 20.11.03, 21:37
                W czasie debaty w fundacji Batorego 25 kwietnia 2002 r., Prof.
                A. Zoll jasno wyraża się jak prawdziwy manipulator
                Białoruski: „Zdecydowanie opowiadam się za zorganizowaniem
                jednej aplikacji dla wszystkich zawodów prawniczych:
                pozakorporacyjnego egzaminu państwowego, oczywiście z udziałem
                przedstawicieli korporacji. Osoba po jego zdaniu i ukończeniu
                aplikacji miałaby otwarty dostęp do wykonywania wszystkich
                zawodów prawniczych. Mogłaby zgłosić się do izby adwokackiej
                prosząc o wpis i otworzyć kancelarię lub też zgłosić się do
                izby notarialnej. Oczywiście miałaby także uprawnienia w
                zakresie wykonywania zawodu prokuratora czy sędziego, ale po
                wypełnieniu wszystkich niezbędnych procedur (w przypadku
                sędziego: powołanie przez krajową radę sądowniczą, następnie
                mianowaniem przez prezydenta). Ten model bardzo dobrze
                funkcjonuje w wielu krajach europejskich i - sądzę - lepiej
                zabezpiecza właściwe wykonywanie poszczególnych zawodów
                prawniczych.”
                • Gość: lolo Andrzej - mądry inaczej? IP: *.gemini.net.pl / *.gemini.net.pl 21.11.03, 19:25

                  Co konkretnie w tej bardzo roządnej wypowiedzi jest twoim zdaniem manipulacją?
                  • Gość: Andrzej Andrzej - mądry inaczej? IP: *.acn.waw.pl 21.11.03, 19:46
                    Gość portalu: lolo napisał(a):

                    >
                    > Co konkretnie w tej bardzo roządnej wypowiedzi jest twoim
                    zdaniem manipulacją?

                    To pytanie należy zadać Saulowi, ponieważ On zarzuca, że to
                    jest jakaś manipulacja przeciw Adwokaturze, i na dodatek
                    Białoruska.
            • Gość: kangoo Re: Do idioty IP: Zaphod:* / 172.17.245.* 20.11.03, 21:57
              Gość portalu: Saul napisał(a):

              > Akurat słyszałem - jest dużo bardzo rozsądnych argumentów - np.
              że nadzór
              > państwowy jest najwyższym stopniem korupcji. Nikt tak się w tym
              kraju nie
              > korumpuje jak urzędnicy Ministerstw decydujący o prawach i
              obowiązkach
              > obywateli (np. do wykonywania zawodu -patrz zezwolenia i
              koncesje). Poza tym z
              > demokracją w tym kraju może być różnie - a chciałbyś żeby cię w
              sprawie
              > politycznej (np. za wyrażanie nieprawomyślnych poglądów) bronił
              adwokat z
              > państwowego nadania, który zachowa się tak jak mu każe
              minister?? Wreszcie -
              > wszyscy moi znajomi, którzy chcieli i się starali podostawali
              się na różne
              > aplikacje - a wielu było naprawdę z nizin społecznych, bez
              znajomości i
              > układów. - mam wrażenie że cała sprawa z ustawą PIS jest czyjąś
              manipulacją i
              > służy wykorzystaniu zawiści jako mechanizmu napędzającego
              wyborczą koniunkturę.

              Chyba w różnych krajach żyjemy. Mam kilkunastu znjomych prawników
              po studiach, a na aplikacje - najróżniejsze - dostali się tylko
              ci, którzy mają porządne plecy - np.: mama - przewodnicząca sądu,
              tatuś - adwokat etc.

              A nie lepiej pozostawić sprawę tzw. wolnej ręce rynku - niech
              KAŻDY absolwent prawa ma możliwość zdawania egzaminu państwowego
              (nie korporacyjnego), a o tym, czy będzie miał klientów, niech
              decyduje rynek - będzie dobry, poradzi sobie. Nie będzie miał
              klientów - może np: paść barany w Mongolii. Ostateczni nie ma
              obowiązku bycia adwokatem czy notariuszem.

              • Gość: Saul Re: Do idioty IP: *.chello.pl 20.11.03, 22:13
                Kangoo,

                Tak!! Wolna ręka rynku jak najbardziej za!! Ale na Boga nie kontrola
                Ministerstwa!! Toż to całkowity brak przejrzystości będzie. Zróbmy tak, jak w
                Szwecji że każdy może udzielać porad i już, jak spożywczak, ale nie zastępujmy
                kontroli sprawowanej przez bądź co bądź niezależnych adwokatów kontrolą
                sprawowaną przez urzędasa na etacie i z politycznego nadania bo będziemy mieć
                chamów z Samoobrony i SLD w Sądach , adwokaturze, notariacie i zdechniemy ze
                zgnojenia.
                • Gość: Andrzej Re: Do idioty IP: *.acn.waw.pl 20.11.03, 22:16
                  Tak!! Wolna ręka rynku jak najbardziej za!! Ale na Boga nie
                  kontrola Ministerstwa!!

                  No widzisz grzybku, przejzałeś na oczy. Czy nadzór Sądu
                  Najwyższego pasowałby ekscelencji? Oczywiście chodzi o egzamin
                  koncowy.
                  • Gość: Saul Re: Do idioty - BARDZO DOBRY POMYSŁ IP: *.chello.pl 20.11.03, 22:38
                    BARDZO DOBRY POMYSŁ - nikt go wcześniej nie wysunął. Najmniejsze szanse na
                    korupcję i wysoki prestiż.

                    Może polansować ten pomysł?? Powiało kulturą - podziwiam kolegę, bez urągania
                    i konstruktywnie.

                    Grzybku
            • Gość: mikelos genialnie, po prostu genialnie! gosciu IP: *.internetdsl.tpnet.pl 20.11.03, 22:27
              mozesz mi panie madralinski adwokacie adwokatow wytlumaczyc, jak
              to sie dzieje ze wiekoszosc jakze odpowiedzialnych zawodow radzi
              sobie bez korporacji (taki inzynier co mostek nad rzeka budowal,
              lekarz, czy inni), jakos tak sie smiesznie dzieje, ze Panstwo
              doskonale sobie z tym tematem radzi, i jakos nie mamy czerwonych
              mostow, a i opozycja nie ma problemow z dostepem do
              profesjonalnej sluzby zdrowia.

              jak ktos madry powiedzial, jesli nie wiadomo o co chodzi to
              chodzi o pieniadze! a w tym przypadku olbrzymie.
              za przyklad moge ci dac oplate dla notariusz, za jego 30 min.
              roboty ponad 2000zl, kilka umow dziennie i gosc po jakze ciezkim
              miesiacu moze sie dorobic domu na Mazurach..
              tego nawet nie mozna nazwac skandalem, to jest zwyczajne oszustwo
              i zlodziejstwo, na ktore spokojnie zgadzaja sie nasze tzw. elity

              prawnicy wszelkiej masci sa MAFIA (organizacja przestepcza
              powiazana z polityka) bo jesli branie ponad 2000zl za podpis nie
              jest przestepstwem, to ja juz nie wiem co jest!
              • Gość: Saul Re: genialnie, po prostu genialnie! gosciu IP: *.chello.pl 20.11.03, 22:46
                nie wiem czy to do mnie, ale wiem że kolega życia nie zna. Lekarze też mają
                korporację (Izby Lekarskie?)- słyszałeś o specjalizacjach??, inżynierowie -
                np. Stowarzyszenie Arcitektów - wiesz jak trudno zrobić uprawnienia i ile lat??

                Oj ta prpopaganda.

                PS nie mówię że to dobrze
              • Gość: lolo Kopernik też była kobietą? IP: *.gemini.net.pl / *.gemini.net.pl 21.11.03, 19:29
                Gość portalu: mikelos napisał(a):

                > mozesz mi panie madralinski adwokacie adwokatow wytlumaczyc, jak
                > to sie dzieje ze wiekoszosc jakze odpowiedzialnych zawodow radzi
                > sobie bez korporacji (taki inzynier co mostek nad rzeka budowal,

                budować mosty może każdy kto skończył studia inżynierskie???

                > lekarz, czy inni),

                Lekarzem też można być ot tak - przez samo ukończenie studiów? Człowieku, co ty
                wygadujesz??? Co to za przykłady?

            • Gość: Prawnik Ministerstwo Sprawiedliwosci IP: *.ceu.hu 20.11.03, 22:45
              Dziwne, ze np. w przypadku egzaminu sedziowskiego,
              organizowanego przez Min. Spr. nie ma korupcji... To moze jednak
              da sie? Nawet jak beda jakies przypadki (a w Polsce to
              nieuniknione), to w dalszym ciagu nie bedzie to tak, jak jest
              teraz, ze spoza ukladu nikt nie ma nawet szansy, zeby sie
              dostac. Niech uwalaja nawet polowe zdajacych, ale niech kazdemu
              bedzie dane przynajmniej sprobowac zdac ten egzamin. Rozumiesz o
              co mi chodzi?
              7 tys. adwokatow w 38-milionowym kraju? Przeciez to paranoja. W
              samej Warszawie powinno ich byc ze 30 tys. Zostaliby najlepsi.
              • Gość: lolo 1,5 % ? IP: *.gemini.net.pl / *.gemini.net.pl 21.11.03, 19:32

                Czyli adwokaci mają stanowić 15 % mieszkańców Warszawy? Jak rozumiem, żeby nie
                wyjść z wprawy mieliby się dla sportu procesować nawzajem ze sobą. A utrzymywać
                się z zasiłku?
                • Gość: Andrzej Re: 1,5 % ? IP: *.acn.waw.pl 21.11.03, 20:01
                  Gość portalu: lolo napisał(a):

                  >
                  > Czyli adwokaci mają stanowić 15 % mieszkańców Warszawy? Jak
                  rozumiem, żeby nie wyjść z wprawy mieliby się dla sportu
                  procesować nawzajem ze sobą. A utrzymywać się z zasiłku?

                  Wydaje się, że nie o to chodzi tylko o to, że nie mogą adwokaci
                  organizować konkursów na aplikacje, i jako korporacja
                  organizowac samodzielnie egzaminów, gdyż w pierwszym przypadku
                  i drugim naruszaja prawa do wyboru i wykonywnia zawodu, a nadto
                  nie mieści to się w koncepcji państwa prawa i państwa
                  demokratycznego. Zazwyczaj jesli dbamy o czyjeś prawa i
                  praworządność istnieje rozdział kompetencji np. jeden organ
                  robi to tj.zbiera dowody, a drugi podejmuje decyzje. Natomiast
                  ile osób będzie w końcu w stanie utrzymać się to nie jest
                  kryterium ważne z punktu wiedzenia prawa, a ekonomii. Tymczasem
                  ekonomią nie zajmują się prawnicy tylko doradztwem prawnym. I
                  jeszcze jedno, prawa absolwentów są naruszane w ten sposób, ze
                  tylko mała część może w zgodzie z prawem po studiach świadczyć
                  pomoc prawną i kształcić się, a przecież ustawa przed 1997 r.
                  mówiła co innego, że każdemu przysługuje wpis kto spełnia
                  przesłanki ustawowe wśród których nie było wymogu egzaminu
                  pisemnego i ustnego. Tak więc jeśli limity były 20 osób, a
                  kończyło studia 700 rocznie to biorąc pod uwagę, ilość osób
                  przyjmowanych do innych zawodów prawniczych zostawało bez pracy
                  i szans 500 osób czyli mamy 70% wskaznik osób odrzuconych i z
                  góry skazanych na półbyt. I właśnie o to chodzi, że adwokaci
                  nie mają prawa przedkładać swojego interesu intersom tych
                  pokrzywdzonych osób, a tego nie da sie zrobić w ramach obecnego
                  systemu naboru i aplikowania.
      • Gość: Prawnik Egzamin panstwowy IP: *.ceu.hu 20.11.03, 22:38
        Tylko wprowadzenie egzaminow panstwowych, uprawniajacych do
        wykonywania zawodu moze oczyscic to srodowisko, kiedy obecni
        bossowie znajda sie w mniejszosci...

        Nie rozumiem, dlaczego wszyscy mowia o tym jak o zlu, ktorego
        absolutnie nie mozna zaakceptowac. Tzn rozumiem - chodzi o kase
        i konkurencje z "mlodymi, gniewnymi i... wyksztalconymi".
        Przeciez w wiekszosci kancelarii to wlasnie
        absolwenci "odwalaja" cala robote, a szanowny mecenas tylko
        podpisuje papiery i faktury dla klientow.

        Glupie sa tez argumenty Rzadu o niedopuszczeniu do zawodu osob
        posiadajacych tytul doktora lub osob po egzaminie sedziowskim. W
        stosunku do doktorow wysuwa sie zarzut braku doswiadczenia,
        ktory mozna latwo obalic wprowadzajac obowiazek co najmniej 2
        letniej pracy w kancelarii przed uzyskaniem wpisu na liste.
        Natomiast aplikacja sadowa daje w tej chwili najlepsze
        przygotowanie prawnicze, a z egzaminem sedziowskim zaden inny
        nie moze sie rownac.
        Juz teraz sedziowie z 3-letnim stazem moga odchodzic do
        palestry, wiec argument, ze zmiana przepisow spowoduje odejscie
        sedziow mnie nie przekonuje. Poza tym Panstwo i tak nie zapewnia
        etatow w sadach dla wszystkich aplikantow po egzaminie tylko dla
        kilku, wiec co maja robic pozostali, swietnie wyszkoleni,
        wyedukowani i znajacy praktyke dzialania sadow mlodzi
        prawnicy?...
        • Gość: Andrzej Aplikanci sądowi IP: *.acn.waw.pl 20.11.03, 22:48
          P:Poza tym Panstwo i tak nie zapewnia
          etatow w sadach dla wszystkich aplikantow po egzaminie tylko
          dla kilku, wiec co maja robic pozostali, swietnie wyszkoleni,
          wyedukowani i znajacy praktyke dzialania sadow mlodzi
          prawnicy?...

          A: Akurat dzisiaj nad tym tez się zastanawiałem. Myśląc o
          propozycji F. Zolla rozwiązania problemu aplikacji i wykonywnia
          zawodu. Poza tyma adwokaci akurat zgadzają się że sędzią
          powinien zostać człowiek z wykształceniem i praktyką czy tez
          statusem naukowym, a nie zaraz po aplikacji; ale tego
          wszystkiego nie da się zrobic w ramach obecnego systemu
          aplikowania, ktory jest sam w sobie pelen sprzecznosci, juz
          wspanialomyslnie pomijam to, ze niezgodny z konstytucja (w
          przypadku radcow i adwokatow).
        • Gość: Saul Re: Egzamin panstwowy IP: *.chello.pl 20.11.03, 22:50
          Szkoda cię,

          Wierzysz że na sądowej nie ma korupcji?? W Warszawie są rody sędziowskie po 3
          pokolenia + żony i siostrzeńcy, a przy skierowaniach asesorów do wydziałów
          decydują wyłącznie znajomości - nie masz to sądzisz w Grodzkim na Bemowie
          gdzie psy dupami szczekają. I to jest zaznaczam za państwowe a nie za prywatne
          jak u adwokatów pieniądze.
          • Gość: Andrzej Egzamin panstwowy IP: *.acn.waw.pl 20.11.03, 23:07
            Ja w to nie wierzę. Sadze, ze prawnicza chu ---za ma wymiar
            prawie astralny. Osobiscie jeszcze bardziej nie lubie sedziow
            niz adwokatow. Nic bardziej nie wk----wia niz skorumowany
            sedzia. Czlowiek czuje sie na sali sadowej wobec takich
            przypadkow jak idiota. A poza sala jeszcze gorzej.
    • Gość: Maksior Re: Adwokacki koń trojański IP: *.hrz.tu 20.11.03, 20:15
      Korporacje to sqrwysynstwo najwyzszej proby - zblizamy sie do
      tych pieknych czasow, kiedy latwiej bylo zostac mistrzem
      cechowym przez ozenek z wdowa po rzemieslniku, anizeli przez
      wykazanie sie swymi umiejetnosciami. Wystarczy spojrzec na
      Niemcy - system dziala od wielu lat i to skutecznie, a rzetelne
      egzaminy panstwowe (polowa akademikow i polowa praktykow w
      komisji, egzaminy sa dwa w odstepie 2 lat, kiedy sie jest
      referendarzem) sprawiaja, ze byle lachudra ze znajomoscia paru
      paragrafow nie ma szans. Sumujac: lepszy i dostepne seny
      prawnikow...

      Maksior
    • Gość: Andrzej Adwokacki osioł trojański IP: *.acn.waw.pl 20.11.03, 20:31
      Stanowisko adwokatury jest szkodliwe dla Polski. W innych
      krajach europejskich poza Francją, o wstępie na aplikacje
      decyduje zwykłe oświadczenie woli zainteresowanego. Ponieważ
      aplikacje można odbywać w dowolnym kraju europejskim zaszkodzi
      to młodym absolwentom, którzy nie są polskimi aplikantami a
      chcieliby odbywać aplikacje w jendym z krajów unii
      europejskiej, gdyż w polsce jest egzamin, a w prawie
      wspólnotowym obowiązuje zasada wzajemności. W rezultacie ani
      Polacy nie będa aplikować za granicą, ani osoby z zagranicy w
      Polsce. Stracą na tym wszyscy nie wyłączając radców prawnych i
      adwokatów!
      • Gość: Stefan A znacie to "Boże chroń mnie przed adwokatami..... IP: 81.219.160.* 20.11.03, 20:49
        ....i lekarzami. To stara prawda życiowa.
    • Gość: j.owczarek pogoda dla bogaczy IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 20.11.03, 20:55
      adwokaci mają rację, jeśli spojrzeć na sprawę z pewnego dystansu

      nie sposób patrzeć jak zamykają się takie zawody, jak
      taksówkarze, taksówkarze wożący na lotnisko, rewidenci
      księgowi,pracownicy urzędów, izb skarbowych, celnicy, księża
      (sic!) itp. itp.

      a ogólniej, wszystkie zawody w których (na razie) kasa nie
      zależy od jakości usługi, tylko od układu

      w tym kontekście korporacja adwokacką należy proletaryzować na
      końcu

      J.O.
      • Gość: Andrzej pogoda dla bogaczy IP: *.acn.waw.pl 20.11.03, 21:02
        Z punktu widzenia swojej kieszeni i potrzeby zapewnienia
        przyszlosci dzieciom i krewnym maja jak najbardziej racje!
        Tyle, ze taki partykularyzm to tyle co anarchia, a anarchia to
        tyle co slabe panstwo, a slabe panstwo to rychle rozbiory. Tyle
        wiemy z historii Polski.
    • ich1 Najprostsze rozwiązanie problemu 20.11.03, 21:42
      Aż dziw, że nikt na to nie wpadł.
      Osoba która zda egzamin sędziowski na ocenę co najmniej dobrą, uzyskuje prawo
      wpisu na listę adwokatów, pod warunkiem, że zwróci koszty aplikacji sądowej.
      Jak policzyć koszty aplikacji sądowej? Ależ proszę bardzo: kwota przeznaczona
      przez sąd na szkolenia przez trzy lata podzielona przez liczbę aplikantów.
      I jescze jedno: przestańmy sobie opowiadać, że adwokat to zawód do którego
      potrzebne są jakieś specjalne kwalifikacje moralne. Wręcz przeciwnie, zbyt
      wysoko podniesiona poprzeczka w kwestii etyki jest tylko zbędnym balastem.
    • Gość: źrenica I TO BY BYŁO NA TYLE.... (wersaliką)-... PO PACHY... IP: *.toya.net.pl 20.11.03, 22:06
    • Gość: Tom A jak to wyglada w innych panstwach... IP: *.ceu.hu 20.11.03, 22:28
      Otoz prawie we wszystkich panstwach "zachodnich", a takze w
      bylych "demoludach", gdzie do niedawna byly podobne rozwiazania,
      jak w Polsce obecnie egzaminy sa panstwowe i dopuszczani sa do
      nich wszyscy, po spelnieniu okreslonych warunkow - najczesciej
      jest to 3 letnia praca w kancelarii albo sadzie. Dzieki temu w
      samym tylko Budapeszcie jest obecnie 3 razy wiecej adwokatow
      niz w calej Polsce!!! Takie reguly obowiazuja w Czechach,
      Slowenii, Serbii, Chorwacji, na Wegrzech i Bulgarii - o
      pozostalych panstwach nie wiem. Problemem moze byc znalezienie
      dobrej pracy, klientow, czy zalozenie kancelarii, ale to sa
      problemy wtorne, bo prawnikowi nie odmawia sie wykonywania
      zawodu tylko dlatego, ze nie ma tatusia, wujka, krewnego, czy
      znajomego w tym fachu albo po prostu "nie dal w lape" komu
      trzeba.

      Co prawda w Czechach poziom zdajacych egzamin panstwowy wynosi
      ok 60%, ale wciaz jest to nieporownywalnie wiecej niz w Polsce,
      gdzie na aplikacje przyjmowanych jest kilka, kilkanascie albo
      najwyzej kilkadziesiat absolwentow prawa w poszczegolnych
      okregach.

      W samym stanie Nowy Jork, tylko w 2003 roku egzamin adwokacki
      zdalo ok. 11.000 prawnikow!

      Podobnie jest wszedzie i to rynek decyduje, kto pozostaje w
      zawodzie i potrafi sie odnalezc w jego wykonywaniu, a kto po
      prostu rezygnuje i zmienia zawod.

      Dlaczego nie zrobic panstwowego egzaminu, na ksztalt egzaminow w
      sasiednich panstwach, czy chociazby polskiego egzaminu
      sedziowskiego? Zamiast pisania dwoch wyrokow kandydat musialby
      rozwiazac kilka kazusow, w tym napisac np. pozew, apelacje, czy
      opinie dla klienta. Oprocz tego bardzo szczegolowe i obszerne
      testy, bo tylko one w sposob obiektywny sprawdzaja wiedze -
      niech to bedzie np. 300 pytan ze wszystkich podstawowych
      dziedzin prawa. Niech ten egzamin bedzie trudny i niech go zdaje
      nawet tylko te 60%, ale niech kazdy ma szanse.
      A argument korporacji, ze przyszli adwokaci musza miec praktyke
      mozna wybic im z reki wprowadzajac wymog 2-3 letniej pracy w
      kancelarii, czy firmie prawniczej.

      Czy to byloby naprawde takie zle rozwiazanie?...
      • Gość: Mikelos obudz sie stary!!! to jest Polska... IP: *.internetdsl.tpnet.pl 20.11.03, 22:37
        porownujesz nas z cywilizowanymi krajami.. nie ta liga kolego,
        szukaj godnych porownan w Rosji, na Bialorusi czy Czeczenii...

        i dlugo to sie nie zmienii.. Polacy jak narod nie potrafia
        myslec, ktos im moze tluc przez 4 lata, ze sa okradani to przez
        panstwo, to przez jakies dziwaczne mafijne korporacje, ale co
        bedzie jak przyjda wybory, jak zwykle wygra partia gloszaca
        sprawiedliwosc spoleczna
        plakac sie chce..
        koniec kropka!
      • Gość: Andrzej A jak to wyglada w innych panstwach... IP: *.acn.waw.pl 20.11.03, 23:00
        >A argument korporacji, ze przyszli adwokaci musza miec
        >praktyke mozna wybic im z reki wprowadzajac wymog 2-3 letniej
        >pracy w kancelarii, czy firmie prawniczej.

        No, oczywiście tylko kto dostanie prace w takiej kancelarii...
        Tak czy inaczej nawet gdyby zmieniono ustawę to i tak zostanie
        pewien realny układ sił. A co do rozróżnienia na bosów i resztę
        pozadali to też nie jest pewien czy tak jest, przecież władze
        korporacji sa wyłaniane w drodze wyborów, a reprezentaci tak
        dobierani aby najlepiej chronic interesy materialne. Kto wierzy
        politykom, ze wszystko sie zmieni wraz ze zmiana ustawy jest
        naiwny. W grucie rzeczy sprawa jest dosc powazna ponieważ
        społeczeństwo nie przyzwyczajone do korzystania z prawników
        (dobrym testem na to byłoby powodzenie lub niepowodzenie
        niezaleznych i dzialajacych bez ukladow kancelarii np. doradcow
        prawnych - moim zdaniem szybko moga upasc). Wazne jest co z
        tego wyniknie czy chaos, czy jakas proba porozumienia.
        Oczywiste jest jedno, ze w trakcie transformacji jest okres
        przejsciowy, gdzie nikt nie bedzie zadowolony. Pytanie tylko
        jak dlugo by on trwał?
      • Gość: lolo lepsza kiła czy cholera? IP: *.gemini.net.pl / *.gemini.net.pl 21.11.03, 19:38

        Byłoby to bardzo dobre rozwiązanie - z tym, że równie odległe od obecnej,
        patologicznej sytuacji, jak i od korupcjogennych pomysłów PiS.
        Tymczasem dyskusja toczy się tutaj tak, jakby to były jedyne dwa możliwe
        warianty Kto ośmiela się krytyowac pomysły PiS od razu dostaje etykietkę
        obrońcy aktualnego systemu. Niektórzy sprawiają wrażenie, jakby lubili wybór
        między kiłą a cholerą.
        • Gość: Andrzej kiła czy cholera? IP: *.acn.waw.pl 21.11.03, 20:08
          Gość portalu: lolo napisał(a):

          >
          > Byłoby to bardzo dobre rozwiązanie - z tym, że równie odległe
          >od obecnej, patologicznej sytuacji, jak i od korupcjogennych
          >pomysłów PiS. Tymczasem dyskusja toczy się tutaj tak, jakby
          >to były jedyne dwa możliwe warianty Kto ośmiela się krytyowac
          >pomysły PiS od razu dostaje etykietkę obrońcy aktualnego
          >systemu. Niektórzy sprawiają wrażenie, jakby lubili wybór
          > między kiłą a cholerą.

          Oczywiście szczawie powinni się zastanowić nad sobą,idą jak
          stadko za tym kto im zamajta obietnicą gruszek na wierzbie, a
          tymczasem polityk to narzędzie w ręku ludzi chcących coś
          zmienić. Trzeba uważać, zeby nie odwrócić tej zdrowej sytuacji
          na odwrotną, a uwaga polega na dopuszczeniu dyskusji, a nie
          blatowaniu przeciwnika. Należy jednak uczynić jedno
          zastrzeżenie, że zwolennicy korporacji pojawiali się raczej w
          charakterze propagadzistów i purystów językowych a nie
          dyskutantów. A jak już dyskutowali to tylko o buchalterii, a
          nie prawie.
    • Gość: inż. A co z architektami i inżynierami bud. IP: *.ks.k.pl 20.11.03, 23:01
      Zaorać tą całą korporacyjną hołotę razem z SLD.
      Kaczyński na prezydenta.
      • Gość: Papuas A co z architektami i inżynierami bud. IP: *.acn.waw.pl 20.11.03, 23:08
        Gość portalu: inż. napisał(a):

        > Zaorać tą całą korporacyjną hołotę razem z SLD.
        > Kaczyński na prezydenta.

        Tak jest na dozywotniego w Papua Nowa Gwinea!!!
    • Gość: Wojtek !!!!!!!!sk..syny IP: *.pronet.lublin.pl / 192.168.0.* 20.11.03, 23:04
      skurwysyństwo rośnie w siłę, aż ręce
      opadają!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
    • Gość: Tom Re: Adwokacki koń trojański IP: *.olsztyn.sdi.tpnet.pl 20.11.03, 23:20
      Durny kraj durnych wyborców. Ale chyba tak jest wszędzie.
      Przykazania dla naiwnych, kasa i korporacja dla umoczonych w
      gnoju cwaniaków jak Towarzysz Kalisz i s-ka. Tylko kałasznikow
      rozwiąże ten problemik. Howgh!
    • Gość: Łuki Re: Adwokacki koń trojański IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 20.11.03, 23:28
      Prawnicy to banda MUŁÓW!!!
    • Gość: Łysy Re: Adwokacki koń trojański IP: *.internetdsl.tpnet.pl 20.11.03, 23:41
      w tym roku skończyłem prawo
      dziennie
      4.5 na dyplomie
      bede glosowal na PiS
    • Gość: aplikant Ludzie o czym wy mówicie ? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 20.11.03, 23:44
      Do wszystkich którzy jadą na adwoakturę:

      1.Na aplikacji adwokackiej w Warszawie, ogromna część ludzi to
      ludzie spoza Warszawy, często z malych miejscowości, niezamożni,
      też ludzie, którzy skończyli studia poza Warszawą.

      2. Wam się wydaje, że w tym zawodzie to tylko kokosy i kasa za
      nic ? A komu chcialoby się po studiach ganiac ciągle z rozprawy
      na rozprawe i po aresztach, komisariatach a potem jeszcze do
      późnego wieczora przyjmowac z patronem klientów ( niekoniecznie
      panów w drogich garniturach,ale np. starszą panią, którą
      potrącil samochód), miec do czynienia z klientami z urzędu,
      którzy często są narkomanami, psycholami, mieć codziennie przed
      oczami brutalny obraz najczarniejszej nędzy i rozpaczy w PL, z
      którym ludzie wykonujący tzw. normalną pracę nie mają nic do
      czynienia. A tak pracuje bardzo duża część aplikantów
      adwokackich.
      Moi koledzy po SGH zarabiają często większe pieniądze niż
      aplikanci adwokaccy a mają pracę 9-17, w ladnym czystym biurze,
      na luzie, nie umniejszając w niczym ich pracy. A tak czy siak
      wszyscy zarabiamy jak to mlodzi ludzie w Polsce- niezbyt wiele.

      To jest po prostu bardzo trudny, wyczerpujący i stresujący
      zawód, który się robi bo się po prostu lubi, a nie dla kasy.
      Choć pewien mniejszy niż większy procent adwokatów od spraw
      gospodarczych zarabia duże pieeniądze.

      Poziom etyczny wśród adwokatury jest taki sam jak w calym
      spoleczeństwie- adwokaci są też ludźmi- są uczciwi i nieuczciwi.
      O wiele więcej jest uczciwych niż nieuczciwych, ale tak jak w
      calym spoleczeństwie ludzi nieuczciwych jest w trudnych czasach
      i tak więcej niż powinno. A o nieuczciwych się slyszy.

      Więc o co chodzi tutaj z jakąś sitwą, która broni interesów
      itp. ?


      • Gość: Andrzej Ludzie o czym wy mówicie ? IP: *.acn.waw.pl 20.11.03, 23:51
        >Więc o co chodzi tutaj z jakąś sitwą, która broni interesów
        >itp. ?

        Nie wiem ja tu tylko zmywam talerze. Dowiedz się u Zolla,
        Okolskiego, Mazowieckiego. Kaczorom tez cos nie nielezy. Na
        liscie plac w GW jest pozycja aplikant adwokacki zarobek 0 PLN.
        Kurde niestarwnosc ich gnebi. Czy chcieliby za takie pieniadze
        pracowac, po zdanym egzaminie po podejsciu po raz dziesiąty.
        Chlop juz lysy a tu 0 PLN. Kobicie juz rece opadna od
        sprzatania po domach i mycia sraczy, zeby utrzymac takiego
        darmozjada... I czego tu zazdroscić lepiej myc talerze. Kurde.
    • Gość: Krzysztof K. Re: Adwokacki koń trojański IP: *.fema.pl / 192.168.2.* 21.11.03, 00:19
      Poziom i uczciwość prawników polskich sięgnęła dna. Nalezy
      ograniczyć korporacjonizm, dopuścić jak najwięcej nowych ludzi,
      stworzyć warunki dla możliwie największej i uczciwej
      konkurencji. Być może wyłoni się jakieś nowe pokolenie
      uczciwych, rzetelnych, odważnych prawników. Niestety
      przezwisko "rozbitek intelektualny" nadane prof. Zollowi przez
      jednego z internautów jest w dużej mierze słuszne.
      Dalsze forowanie korporacjonizmu może prowadzić do katastrofy
      kraju.
      • Gość: Andrzej Na czy miałoby polegać ograniczenie korporacjonizmu? IP: *.acn.waw.pl 21.11.03, 00:52
        Nie bardzo rozumiem jakie środki działania masz na myśli,
        nowelizacja ustaw korporocyjnych zaproponowana przez PiS nie
        ogranicza korporacjonizmu ani nie zmienia modelu systemu
        aplikowania. Nie jest wcale wykluczone, ze na jej podstawie nie
        wchodziłoby o wiele wiecej osób do zawodu niż obecnie, gdyż
        egzamin koncowy, by wykaszał nadmiar, a poza tym mogłoby się
        okazac, że i tak zdają tylko ci co zdaja obecnie. Warto jeszcze
        dodać, że aplikacje organizowałyby samorządy, no i mogłbo im
        się nie chcieć zrobić tego porządnie ze wzgledu na ilosc osób i
        ich jakość.
    • Gość: Zbynio Sitwa adwokacka tak jak paliwowa IP: *.telkab.pl 21.11.03, 00:29
      Obie trzymają się dobrze. A wogóle to czy ktoś może zliczyć
      sitwy w Polsce?
    • Gość: Raphael Czy ktoś może mi wyjaśnić, dlaczego dopuszczenie... IP: *.comnet.krakow.pl 21.11.03, 00:57
      ..."wszystkich" ma obnizyć jakość. Przecież tu będą działaś
      prawa rynku: do złego adwokata nikt nie przyjdzie. Podobnie jak
      do złego dentysty.
      • Gość: Andrzej Czy ktoś może mi wyjaśnić, dlaczego dopuszcze IP: *.acn.waw.pl 21.11.03, 01:08
        Obawiam się, że nie ma żadnego projektu, zakładającego
        dopuszczenie wszystkich do zawodu. Zaszło chyba jakieś
        nieporozumienie. Co innego jest dopuszczenie wszystkich do
        aplikacji, a co innego do zawodu adwokata lub radcy prawnego.
        Korporacje po prostu nie chcą i nie mogą kształcić wszystkich,
        którzy chcą, a jednocześnie nie chcą powierzenia organizacji i
        przeprowadzania aplikacji państwu. Wydaje się, że obowiązek
        dopuszczenia wszystkich do aplikowania jest zgodny z
        konstytucją, a obecny zapis o wpisie po przeprowadzeniu
        konkursu nie jest. I na to pytanie prawne powinien odpowiedzieć
        Trybunał Konsytucyjny. Jesli odpowie pozytywnie - adwokaci i
        radcowie zbankrutują, gdyż będą musieli wpisać wszystkich i
        zapłacić odszkodowania. W ten sposób może dojść do unifikacji
        zawodu adwokata i radcy prawnego. Ale unifikacja nie oznacza,
        że nie powstanie samorząd zawodowy czyli korporacja.
      • Gość: rybik Izba Architektoniczna - też korporacja.. IP: *.devs.futuro.pl 21.11.03, 08:53
        Architekci pozazdroscili prawnikom i zrobili podobną
        korpooracją. Zabronili wykonywania zawodu architektom nie
        bedacymi członkami Izby. Za członkowstwo trzeba płacić paru
        cwaniakom za ich etaty. Ta ustawa też powinna być
        zaskarzona do Trybunału Konstytucyjnego.
    • Gość: ROBAK Re: Adwokacki koń trojański IP: *.dip.t-dialin.net 21.11.03, 01:23
      Każdy wykonywany zawód powinien być wynagradzany za wykonane
      zlecenie po spełnieniu określonych warunków - Tu jest mowa
      głównie o rzetelności zawodowej i sui generis gwarancji.

      Mandant adwokacki nie daje żadnej rękojmi rzetelności wdrożenia
      i zaangażowania obrońcy w procesie. Te ostatnie znajdują sie w
      sferze werbalnej.
      Spór o wartości kilkuset złotych, staje się przedmiotem
      mniejszego adwokackiego zainteresowania, kiedy istnieją inne
      propozycje np. sporządzenia umowy nabycia praw majątkowych, za
      które to czynności prawnik otrzymuje honorarium w zależności od
      wartości sprawy co dzieje się bez konieczności wysiadywania w
      korytarzach sądowych.

      Znamiennym jest, że każdy (prawie) adwokat przy pierwszej
      wizycie z klientem a priori przewiduje korzystne położenie i
      przedstawioną sprawę jako słuszną, akceptując obronę, podsuwa o
      długim tescie blankiet pełnomocnictwa, (jakiego nota bene nikt
      nie czyta) i pobiera zaliczkę. Później ukazują się (niemal
      zawsze) dalsze nowe okoliczności, o jakie obrońca na początku
      nie indagował czym teraz obarcza mandanta.
      A klient nie może znać wszystkich faktorów istotnych dla sprawy.
      Takie musi solidny mecenas już na wstępie przewidywać i zabiegać
      o nie pytaniami.

      Kiedy później wyrok staje się niekorzystny, klientowi serwuje
      się wyjaśnienia w rodzaju: bo był młody "niedoświadczony
      sędzia", by były "nieprzewidziane fakty" itp.,
      uzupełniając: "ale moralnie... to pan jest wygrany".Czasem pada
      propozycja założenia rewizji czy odwołania... a przegrywającemu
      nasuwają się inne wątpliwości.

      Jeżeli każdy konflikt może być przued sądem pod względem
      rzetelności, zaangażowania i wykonania umowy przedmiotem sporu,
      to tę ewentualność należałoby dopuścić przede wszystkim wobec
      zleceń zawodów obrońców (i lekarzy).
      Istniejąca sytuacja przypomina słynne powiedzonko. "czy się stoi
      czy się leży..."

      Prawo równe dla wszystkich powinno wiązać też zawód prawniczy.

      Systemowi adwokatury trzeba nadać taką formę aby powstała jak
      jak najdalej idąca okoliczność możliwości wykluczania
      lekceważenia obowiązków zawodowych.
      Sądzę, iż zwiększona konkurencja wśród prawników mogłaby dać
      szanse ambitnym.

      Nadmieniam: na Hińskim dworze cesarskim, lekarz otrzymywał swoje
      honorarium tylko wtedy, kiedy członkiowie jego załogi cieszyli
      się zdrowiem.









    • Gość: a.kmieciak Re: Adwokacki koń trojański IP: *.lodz.cvx.ppp.tpnet.pl 21.11.03, 01:27
      Projekt PIS można, tak jak autorka, oraz jak większość
      zabierających głos w tym miejscu, oceniać jak inicjatywę poselską
      mającą na celu otwarcie, zamkniętych dotychczas, korporacji
      prawniczych.
      Można ją także oceniać jako próbę pozbawienia korporacji ich
      niezależności. Proszę mnie dobrze zrozumieć - nie chcę nikomu
      narzucać swojego, adwokackiego, punktu widzenia, chciałbym tylko
      aby moje racje zostały wysłuchane.

      1. Cokolwiek możecie Państwo powiedzieć dzisiaj o adwokaturze to
      nie można jej odmówić jednego - jej niezależności. Nie jest to
      żaden prezent - tę niezależność adwokatura ciężko sobie
      wywalczyła. Można nawet powiedzieć, że jej dzisiejsze kłopoty to
      jej stan naturalny - stan napięcia pomiędzy nią, a strukturami
      Państwa istniał zawsze. Niezależnie czy Państwo miało charakter
      konserwatywny, liberalny, czy socjalistyczny zawsze, mniej lub
      bardziej, chciało uzyskać wpływ na to kto zostaje adwokatem. To
      co się dzisiaj dzieje z inicjatywą PIS jest wyrazem tej
      powszechnej tendencji. Trudno się dziwić administracji państwowej
      - zawsze miała trudności z tolerowaniem ludzi od niej całkowicie
      niezależnych.
      W projekcie PIS nie to budzi, u nas adwokatów, największe
      zastrzeżenia, że ma być nas więcej i, że musimy pogodzić się z
      konkurencją. To już nastąpiło. Sprzeciw budzi sposób w jaki
      projektodawcy mają całą rzecz zorganizować.

      2. Państwo ma decydować kto zostanie aplikantem adwokackim i kto
      zostanie adwokatem. Przyznając sobie takie prawo, jednocześnie
      uchyla się od obowiązku zapewnienia odpowiednich środków
      koniecznych od wprowadzenia własnych rozwiązń w życie.
      Projektodawcy bez żenady przyznają, że środków na ten cel nie ma
      i nawet się tym nie zajmują. (Jest to fakt, który sam w sobie
      świadczy o niekonstytucyjnośći projektu).
      Oznacza to, że osoba przyjęta na aplikację nie będzie miała
      realnych szans jej ukończenia - chyba, że zostanie przyjęta (na
      podst. umowy o pracę) do działającej Kancelarii. Projekt PIS
      zakłada, że ci, którzy nie będą w stanie znaleźć takiej
      kancelarii zostaną automatycznie aplikantami Dziekana Izby.
      Patron z 2.000 aplikantów! Aplikantów tych trzeba wyszkolić - za co?
      Niezależnie od tego, co słyszę na temat niskiego poziomu
      kompetencji adwokatów, to istnieje jeden, jedyny sposób szkolenia
      aplikanta adwokackiego - występowanie w sądzie. (Dlatego
      przyznanie, automatycznie, doktorom praw uprawnień adwokackich
      może skończyć się tylko nieszczęściem. Były doktorant, bez
      jakiegokolwiek kontaktu z sądem, nie ma ŻADNYCH kwalifikacji do
      prowadzenia cudzych spraw sądowych).
      Powracając do aplikacji - aplikant, któremu nie da się możliwości
      występowania w sądzie nie będzie w stanie zdać egzaminu
      adwokackiego. Koniec. Kropka. Trzy lata nadziei i wyrzeczeń
      zmarnowane.
      W demokratycznym państwie nie ma możliwości zmuszenia kogokolwiek
      do zatrudnienia pracownika. Nie ma zatem możliwości zmuszenia
      adwokatów do przyjmowania pracowników - wielu nie ma zresztą na
      to środków.
      Skutkiem wprowadzenia ustawy w życie będzie powstanie
      "prawniczego proletariatu". Do czego zdolni będą tacy
      rozgoryczeni, zdesperowani, prawnicy trudno przewidzieć.
      Powstaje w tym miejscu pytanie - czy taki stan będzie w interesie
      wszystkich obywateli?

      3. Podsumujmy. Administracja państwowa (mówiąc wprost - partie
      polityczne) decydować będzie kto zostanie adwokatem.
      Jednocześnie, będzie miała do czynienia z tłumem, źle opłacanych,
      sfrustrowanych, skonflikotowanych prawników, gotowych do
      podjęcia się każej sprawy. Zostanie zachwiana obecna równowaga
      pomiędzy strukturami państwowymi a samorządnymi korporacjami,
      których nominalna samorządność pozostanie kompletną fikcją.
      Dodajmy do tego takie zjawiska jak powstanie systemu
      "korepetycji", niewątpliwie zaimportowanego z Uniwerstetów i
      pojawienia się nowego gatunku adwokatów - polityków. Czy taki
      system jest rzeczywiście w interesie obywateli? Czy interes
      absolwentów prawa jest na pewno, w tym miejscu, tożsamy z
      interesem zwykłych ludzi, którzy systematycznie wykorzystywani są
      przez różne państwowe (i nie tylko) instytucje? Proszę
      przynajmniej zastanowić się nad słusznością powyższych argumentów.

      4. Do internauty Toma - to co Pan proponuje oczywiście może być
      przedmiotem poważnej dyskusji. Wiele z Pańskich postulatów
      zostało w projekcie "adwokackim" zrealizowanych. Proszę zajrzeć
      na stronę www.adwokatura.org.pl - jest tam projekt naszej
      ustawy. Na pewno nie jest to projekt doskonały ale próbuje
      przynajmniej pogodzić dwie wartości - otwartość korporacji i jej
      niezależność. Jedna tylko prośba - proszę uwzględnić odmienność
      kultury prawnej w USA i w Europie. To zupełnie inne planety.

      5. Na koniec uwaga do Pani Ewy Siedleckiej.
      Szanowna Pani Redaktor. Niezależność adwokatury jest takim samym
      filarem demokracji jak niezależna prasa. Proszę zwrócić uwagę, że
      kłopoty adwokatury zbiegają się obecnie z kłopotami dziennikarzy.
      Tak było w I poł. lat 90-tych kiedy to władze państwowe próbowały
      osłabić tajemnicę, najpierw adwokacką, później dziennikarską.
      Dlatego z przykrością czytam takie, uwłaczające mi osobiście,
      tytuły jak "Adwokaci mafii", "Adwokaci diabła", "Zamiatanie
      śmieci pod dywan", "Polska Zjednoczona Partia Prawników" czy
      nawet "Adwokacki koń trojański". Z faktu, że z pewnością istnieją
      adwokaci, którzy przeszli na "Ciemną Stronę", czy z faktu, że
      popełniamy błędy nie wynika jednak, że ktokolwiek ma prawo
      nazywać mnie śmieciem czy adwokatem mafii. Mniejsza zresztą o
      moją osobę. Ten skrajnie trudny zawód wykonują jeszcze ludzie,
      którym ten kraj zawdzięcza bardzo wiele, a w szczególności bardzo
      wiele zawdzięczają im ci, którzy stanowią elitę władzy w RP -
      tymczasowo (przeważnie) w opozycji. Nasi starsi koledzy są
      pozostałością tego co w tym kraju było zawsze najlepsze -
      tradycyjnej polskiej inteligencji. Tej inteligencji, której
      zaplecze intelektualne, czy to co, nazywamy formacją duchową tkwi
      jeszcze w okresie międzywojennym. Nikt nie ma prawa tak o nich
      mówić! Proszę o tym pamiętać.
      Z poważaniem adw. Artur Kmieciak
      • Gość: Andrzej Adwokacki koń trojański IP: *.acn.waw.pl 21.11.03, 10:14
        Niezależność nie jest związana z podmiotem, który dopuszcza do
        wykonywania zawodu, ale z faktem czy po dopuszczeniu do zawodu
        podmiot ten ma wpływ na dopuszczonego, a z projektu PiS nie
        wynika w ogóle taki wpływ! Ograniczenia niezaleznosci to inny
        mechanizm, i jest to bardzo dyskusyjna sprawa, bowiem np.
        sądownictwo dyscyplinarne może ale nie musi służyć ograniczeniu
        niezalezności, pewien realny układ sił może służyć etc. Jeśli
        zaś chodzi o stanie na straży tradycji to trzeba sobie
        powiedzieć jasno, że nie tylko adwokatura z racji nazwy jest
        spadkobiercą, ale każdy wykonujący zawód prawnik jest
        spadkobiercą. I czy jest godny tego czy nie wynika tylko z jego
        zachowania. A tutaj jest bardzo różnie. Gdyby udało się wziąść
        to co najcenniejsze w środowisku adwokackim, i przenieść do
        bardziej współczesnej i mniej elitarnej struktury byłoby więcej
        spadkobierców. A co do projektu PiS, wbrew temu co Pan pisze
        nie jest to projekt nie do zrealizowania, pod warunkiem zmiany
        zasad finansowania aplikacji, ale jego główna słabość tkwi w
        tym, że nie można narzucić niechcianych uczniów rozgoryczonym
        patronom. Dlatego też wydaje mi się, że sama aplikacja powinna
        zostać przeniesiona poza kompetencje adwokatury i radców
        prawnych. Sądze, że rację co do modelu ma prof. A. Zoll.
        Rzecznik Praw Obywatelskich, który z racji tradycji rodzinnych,
        funkcji i dorobku naukowego, a także postawy moralnej; nie moze
        byc posądzany o nierozsądek.
        • Gość: a.kmieciak Re: Adwokacki koń trojański IP: *.lodz.cvx.ppp.tpnet.pl 24.11.03, 16:05
          > Niezależność nie jest związana z podmiotem, który dopuszcza do
          > wykonywania zawodu,
          Ma i to wielki - tym bardziej, że dotyczy zawodu o tak specyficznym
          charakterze. Adwokatura tym różni się od innych prawniczych profesji, że jej
          naturalnym przeznaczeniem jest konflikt z Państwem. Sędziowie, prokuratorzy, w
          części także radcowie prawni, a nawet pracownicy Uniwersytetów są, w mniejszym
          lub większym stopniu funkcjonariuszami publicznymi. W każdym razie to Państwo
          reprezentują. Z adwokaturą jest inaczej. Jej przeznaczeniem jest ciągły konfilkt
          z Sądem, Prokuraturą, Policją, Gminą, administarcją celną, skarbową itd.
          Dlatego to Państwo nie może, moim zdaniem, decydować o tym kto ten zawód wykonuje.
          > Ograniczenia niezaleznosci to inny
          > mechanizm, i jest to bardzo dyskusyjna sprawa, bowiem np.
          > sądownictwo dyscyplinarne może ale nie musi służyć ograniczeniu
          > niezalezności, pewien realny układ sił może służyć etc.

          Zgoda - są także inne czynniki, które wyznaczają zakres niezależności danej
          instytucji czy grupy zawodowej. Na przykład można wyobrazić sobie, że
          administracja niemiecka albo skandynawska uszanuje niezależność adwokatury.
          Czynnikiem, który musimy wziąć w naszej dyskusji pod uwagę jest to, że jest to
          polska administracja. Z jej bagażem upartyjnienia, totalitarnej przeszłości itp.

          > powiedzieć jasno, że nie tylko adwokatura z racji nazwy jest
          > spadkobiercą, ale każdy wykonujący zawód prawnik jest
          > spadkobiercą. I czy jest godny tego czy nie wynika tylko z jego
          > zachowania.

          Chciałbym powiedzieć, że z przyjemnością się z Panem spieram ale w tym miejscu
          muszę zwrócić uwagę, że nie twierdziłem, iż jedynie adwokatura jest
          spadkobiercą tradycji. Moja wypowiedź dotyczyła tego, że wśród jej członków są
          tacy spadkobiercy i, że należy im się od dziennikarzy odrobina szacunku.
          Natomiast tego, że wszyscy praktykujący prawnicy są spadkobiercami tej tradycji,
          to nie jestem pewien. Są bowiem tacy, którzy się tej tradycji sprzeniewierzyli.
          Niestety, nigdy nie zostali z tego rozliczeni.

          > nie jest to projekt nie do zrealizowania, pod warunkiem zmiany
          > zasad finansowania aplikacji, ale jego główna słabość tkwi w
          > tym, że nie można narzucić niechcianych uczniów rozgoryczonym
          > patronom

          Ale właśnie nie bardzo wyobrażam sobie jak taki system miałby być zorganizowany.
          Zasady finansowania aplikacji należą do najważniejszych elementów tego systemu.
          Pytanie jest następujące: KTO za to zapłaci? Państwo przyjmuje na aplikacje
          sędziowską i prokuratorską, i Państwo za to płaci. Państwo chce przyjmować na
          adwokacką i nie chce za to płacić.

          > Gdyby udało się wziąść
          > to co najcenniejsze w środowisku adwokackim, i przenieść do
          > bardziej współczesnej i mniej elitarnej struktury byłoby więcej
          > spadkobierców.

          To samo dotyczy środowiska akademickiego, sędziowskiego, prokuratorskiego itp.

          > Dlatego też wydaje mi się, że sama aplikacja powinna
          > zostać przeniesiona poza kompetencje adwokatury i radców
          > prawnych.

          Pozwolę sobie wyrazić odmienną opinię. Jeżeli przeczyta Pan na tej stronie
          wypowiedzi przedstawicieli środowiska sędziowskiego to zobaczy Pan, że ich
          wyobrażenia o tym, w jaki sposób nasz zawód powinien być wykonywany są zupełnie
          odmiennie niż adwokatów. Dlatego zderzenie tych wyobrażeń z rzeczywistością jest
          często, w przypadku zmiany zawodu, tak bardzo bolesne. Chodzi mi o to, że nie
          można wykształcić przyszłego adwokata poza środowiskiem adwokackim. Proponuje
          Pan przeniesienie aplikacji poza naszą korporację. Powstaje pytanie - gdzie? Do
          sądów,prokuratury, na uczelnie? Proszę wybaczyć - tam ich zawodu adwokata nie
          nauczą. Mają po prostu inne zadania do wykonania. Są takie umiejętności, których
          po prostu nie można nabyć słuchając nawet najlepszego wykładu. Dla aplikanta,
          którego pierwsza konfrontacja z sądem wiąże się z bardzo silnym napięciem,
          niezwykle ważną rzeczą jest umiejętność poradzenia sobie ze stresem. Mogą mu
          pomóc tylko ci, którzy taki stres przeżyli - starsi koledzy. To tylko przykład
          ale takich przykładów jest cały szereg.


          > prof. A. Zoll. Rzecznik Praw Obywatelskich, który z racji tradycji rodzinnych,
          > funkcji i dorobku naukowego, a także postawy moralnej; nie moze
          > byc posądzany o nierozsądek.

          Profesor Zoll jest wielkim autorytetem, znakomitym prawnikiem i uczonym. Nikt go
          w tym miejscu nie może posądzać o nierozsądek. Może jednak nie mieć racji.
          Bardzo uważnie staram się śledzić jego wystąpienia i nie ze wszystkimi tezami
          Profesora jestem w stanie się zgodzić. Choćby o postulacie zwiększonego wpływu
          środowiska uniwersyteckiego na korporacje prawnicze. Już o tym pisałem - jestem
          przekonany, że pomysł "upaństwowienia" aplikacji adwokackiej ma swoje źródło
          także i w tym, iż uczelnie kształcą zbyt dużą liczbę absolwentów, z którymi nie
          bardzo wiadomo co zrobić. Są to często ludzie, którzy kosztem dużego wysiłku
          zdobyli wykształcenie i, do których świadomości dociera fakt, że są w punkcie
          wyjścia. Presja jaką wywierają zmusza uczelnie do szukania rozwiązań. Takim,
          tymczasowym środkiem mogą być korporacje - jeżeli uczelnie uzyskają na nie wpływ
          lepiej będą sobie radzić z problemem. Fakt, iż w kraju potrzeba w rzeczywistości
          więcej sędziów, prokuratorów i komorników nie ma w tej sytuacji znaczenia bo nie
          o reformę wymiaru sprawiedliwości chodzi.
          Proszę mnie dobrze zrozumieć - nie chcę atakować uniwersytetów i uczonych, wśród
          których jest wielu moich przyjaciół. Nie znaczy to także, że odmawiam im prawa
          krytyki korporacji.
          Mój zarzut jest taki, iż system kształcenia uniwersyteckiego w RP sam wymaga
          pilnej reformy. Uważam, że nie można unikać konieczności posprzątania swojego
          podwórka drogą importowania problemów do kogo innego. To, z czym się nie mogę
          pogodzić to fakt, że postulaty reformowania adwokatury najgłośniej formułują dwa
          środowiska - Akademików i polityków. Same dotknięte poważnymi schorzeniami. To
          nie jest jedynie moje przekonanie - można mi zarzucić jednostronność. O głębokim
          kryzysie w jakim znalazły się Uniwersytety można przeczytać w jedym z numerów
          pisma "Res Publica". Nie muszę dodawać, że jest to teza postawiona przez samych
          uczonych.
          Właśnie dlatego uważam, że prof. Zoll mimo bezdyskusyjnych zalet, o jakich Pan
          pisze, może się mylić. Sam działa w bardzo szczególnych okolicznościach.

          Z poważaniem A.Kmieciak
          • Gość: Andrzej Adwokacki koń trojański IP: *.aster.pl / *.acn.pl 24.11.03, 19:07
            )Niezależność a wykonywanie zawodu zaufania społecznego
            Proszę Pana postawił chciałbym zwrócić Pana uwagę na zależność pomiędzy
            niezależnością, samorządnością, a zaufaniem publicznym. Otóż, jeśli zgodził
            się Pan, co do istoty zaufania społecznego, że dobro organizacji zawodowej
            jest podporządkowane interesom ogółu, to powinien Pan i zgodzić się, że muszą
            istnieć ustawowe gwarancje realizacji interesów ogółu. A jakie gwarancje są
            zawarte w ustawie o adwokaturze i projekcie jej nowelizacji? Moim zdaniem
            żadne adwokatura tak naprawdę odpowiada wobec Boga i historii! Osobiście
            jestem przeciwnikiem rozciągania tytułu zawód zaufania publicznego na zbyt
            wiele zawodów. Ta kwestia jest w Polsce kształtowana przez orzecznictwo, a
            więc orzecznictwo ustala kryteria uznania za zawód zaufania publicznego. Sąd
            Najwyższy uznał, że Adwokatura nie jest zawodem zaufania publicznego, gdyż
            istotą tego zawodu jest reprezentowanie prywatnych interesów stron w jakimś
            sporze. Trybunał Konstytucyjny odnosząc się do art. 65 ustawy o adwokaturze
            natomiast stosował pojęcie zawodu zaufania publicznego wobec adwokatury, co
            zostało natychmiast podniesione w sejmie przez posła SLD. Nie analizując
            wszystkich możliwych kryteriów chciałbym wyrazić swoje przekonania, że moim
            zdaniem zawody zaufania publicznego to zawody, wykonujące zlecone zadania
            państwa rozumianego jako władztwo, i adwokatura takim zawodem nie jest. W
            mojej opinii adwokatura jest zawodem, samoregulującym się tzn. opierającym się
            na normach prawa wewnętrznego, a właściwie na czymś więcej – na pewnych
            standardach postępowania. W tym kontekście na jej cechy wskazałbym
            samorządność i niezależność, ale i otwartość w tym sensie, że można do niej
            dość swobodnie przestępować. Tak było moim zdaniem w przedwojennej Polsce,
            gdzie było wielu adwokatów pochodzenia żydowskiego w sytuacji, gdy państwo
            polskie prowadziło politykę nacjonalistyczną, a więc wynika m in. z tego
            faktu, że przed wojną państwo traktowało zawód adwokata jako wolny zawód, a
            nie zawód zaufania publicznego. W taki sam sposób na ten zawód patrzą
            współcześnie Niemcy. Zbliżająca się tam kolejna reforma studiów wyższych oraz
            aplikacji ustawia adwokaturę niemiecką jako pierwszy stopień na drodze do
            kariery prawniczej. Adwokatem może być każdy kto zdał aplikację państwową, ale
            nie każdy może być sędzią, prokuratorem czy komornikiem. Do tych zawodów
            jeszcze potrzeba dalszych kwalifikacji i powołania przez urząd. Tak wiec
            nowoczesna adwokatura nie jest zawodem elitarnym. Zawodem elitarnym była przed
            wojną, ale elitarność ta wiązała się z pochodzeniem społecznym adwokatów,
            podobnie zresztą jak pracowników naukowych uniwersytetów (chociażby z tego
            względu, że dopiero profesorom płacono). Tak więc jeśli nawet zgodziłbym się z
            Panem, że to nie państwo ma decydować kto ten zawód wykonuje, a to nie
            obejmuje akurat moim zdaniem sytuacji, gdy mamy komisje egzaminacyjną np.
            złożoną z sędziów SN jak w USA, tylko gdy adwokatów mianuje Minister
            Sprawiedliwości – a takiego kuriozalnego projektu jeszcze nie ma – to w żadnym
            przypadku nie zgodziłbym się, aby o wstępie do tego zawodu mieli decydować
            sami adwokaci. Proszę przy tym zauważyć, że adwokat nie tylko reprezentuje
            strony w sądzie, i wobec Państwa, ale i udziela pomocy prawnej w obrocie
            gospodarczym i pozagospodarczym. Niestety musi być jakiś podmiot do którego
            mogą wstąpić wszyscy zainteresowani. I rozumiem tragiczną sytuację adwokatów,
            bowiem wypada cały czas z wyliczanki ene due rabe, że pada na WAS!!!
            (oczywiście po unifikacji z radcami, brrrr…)


            )Uszanowanie niezależność adwokatury.

            Rzeczywiście istnieje kwestia instrumentalnego traktowania zawodu prawnika
            przez państwa niedemokratyczne. Tutaj moim zdaniem tkwią przyczyny choroby
            adwokatury, chyba dużo nieświerzych jaj zostało podrzuconych do szacownego
            grona przez cały czas trwania PRL!
            Należy jednak zaznaczyć, że w logice PRL zawód adwokata był zawodem zaufania
            publicznego, a nadzór nad nim sprawowało państwo, które dodatkowo jeszcze było
            zainteresowane w ograniczaniu liczby praktykujących adwokatów. Tak więc krok w
            stronę demokracji dla adwokatury to krok w stronę zdecydowanego powiększenia
            swoich szeregów. Im was więcej będzie tym trudniej was będzie kontrolować.
            Elitą zarobkową i pod względem wiedzy będą jednak tylko niektórzy. Wynika z
            tego raczej, że słabsi intelektualnie i ekonomicznie adwokaci wywierają wpływ
            na władze adwokatury (które wbrew większości dyskutantów uważam za postawione
            na lepszym poziomie moralnym niż ogół, odwrotnie niż w przypadku radców
            prawnych, gdzie władze ….) aby ją zamknąć, i uchronić.

            )Są bowiem tacy, którzy się tej tradycji sprzeniewierzyli.

            Powiem więcej w początku lat 90 siątych najwięcej głosów krytycznych wobec
            adwokatury płynęło od adwokatów starszego pokolenia, i gdzieś te głosy się
            rozmyły pod koniec lat 90. Doszło w końcu dziś do odwrócenia sytuacji, gdzie w
            sytuacji zaniku wewnętrznej autorefleksji, adwokatura zetknęła się z masową
            krytyką z zewnątrz. A muszą Panu powiedzieć, ze ja sam w dużej mierze uczyłem
            się krytykanctwa z wypowiedzi adwokatów (jest artykuł publikowany w GW w roku
            1994 z wywiadem adw. Dariusza Okolskiego (chyba syna Pana dziekana J.
            Okolskiego, który powinien Panem przeczytać, i pogratulować swojemu koledze
            niezależności i najlepszych cech polskiego inteligenta).



            )Ale właśnie nie bardzo wyobrażam sobie jak taki system miałby być
            zorganizowany.
            ) […. Państwo chce przyjmować na
            )adwokacką i nie chce za to płacić.

            Wypadałoby, ze trzeba by było przekonać państwo, aby jednak zapłaciło. Z
            drugiej strony radcowie prawni, zapewniam Pana, potrafiliby na aplikacjach
            zbić niezły majątek, bowiem z obecnych aplikantów wyremontowali sobie
            wszystkie siedziby, a także kupili kilka nowych bardzo ekskluzywnych. (to się
            chyba nazywa płacić fryzowe).


            )Chodzi mi o to, że nie można wykształcić przyszłego adwokata poza
            środowiskiem adwokackim. Proponuje
            )Pan przeniesienie aplikacji poza naszą korporację. […] Są takie umiejętności,
            których
            )po prostu nie można nabyć słuchając nawet najlepszego wykładu.

            Moim zdaniem osoby uczestniczące w aplikacji po studiach musiałby zostać
            gdzieś zatrudnione, lub samozatrudnić się. Tak wiec wykłady adwokatów z
            dziedziny praktyki można połączyć z pracą i przebywaniem w środowisku. Zresztą
            obecnie w kilku przynajmniej kancelariach, pracują osoby bez aplikacji i po
            aplikacji. Jest jeszcze druga strona medalu wielu osobom wygodniej uczyć się
            od kogoś w konfrontowaniu się z kimś. Walka niedoświadczonej osoby z starym
            lisem bywa czasami bardziej wychowująca niż współpraca.


            )Właśnie dlatego uważam, że prof. Zoll mimo bezdyskusyjnych zalet, o jakich Pan
            )pisze, może się mylić. Sam działa w bardzo szczególnych okolicznościach.
            Podobnie jak Pan krytycznie odnoszą się do tego co uczelnia wyższa ma obecnie
            do zaoferowania studentom, ale z drugiej strony wiem, że prawnika kształtuje
            praca – obecność na rynku. Młody człowiek musi więc być możliwie szybko
            dopuszczony do pracy, i powiedziałbym, że ciągła praktyka i permanentne
            szkolenie zawodowe to w istocie to co jest najważniejsze w tym zawodzie.
            Absurdem z tego punktu widzenia jest sytuacja, gdy o dwadzieścia miejsc ubiega
            się tysiąc osób. A jeszcze większym absurdem jest to, że tak naprawdę
            prawników jest i za dużo i jest ich brak np. w sejmie, w ministerstwach.
            Kancelarie te największe w Polsce to są łupinki orzeszka ze śmiesznymi
            ludzikami w środku, rzuconymi na środek oceanu, a czasami w oko cyklonu; bo
            cóż to jest 60 osób zatrudnionych w największej kancelarii w Polsce, podczas
            gdy w Anglii mamy 25000 samych partnerów. Dochód Globalny polski to 100 mld
            dolarow a Wlk Brytanie 500. 60x5=300. Gdyby w Anglii tak samo podchodzono do
            spraw aplikacji jak w Polsce ich najwięks
            • Gość: a.kmieciak Re: Adwokacki koń trojański IP: *.lodz.cvx.ppp.tpnet.pl 24.11.03, 21:24
              > istnieć ustawowe gwarancje realizacji interesów ogółu. A jakie gwarancje są
              > zawarte w ustawie o adwokaturze i projekcie jej nowelizacji? Moim zdaniem
              > żadne adwokatura tak naprawdę odpowiada wobec Boga i historii!

              Trudno mi powiedzieć, jak miałaby wyglądać kwestia odpowiedzialności adwokatury
              jako całości, jako grupy ludzi wykonujących pewien zawód. Sądzę, że Pańskie
              rozważania dotyczące tego, czy adwokatura jest zawodem zaufania pulicznego, czy
              nim nie jest, mogą okazać się pomocne. Jeżeli adwokatura jest takim zawodem,
              czyli zawodem, który realizuje pewne funkcje państwowe z zakresu, przywołajmy
              klasyczne pojęcia - imperium, to nad taką konstrukcją odpowiedzialności
              adwokatury można się zastanowić. Jeżeli jednak jest tak, jak pan twierdzi, że
              adwokatura zawodem zaufania nie jest - to można jedynie mówić o
              odpowiedzialności samych adwokatów (dyscyplinarnej, cywilnej, karnej itp.).
              Przyznaje jednak, że całej sprawy nie mam jeszcze przemyślanej.

              > obejmuje akurat moim zdaniem sytuacji, gdy mamy komisje egzaminacyjną np.
              > złożoną z sędziów SN jak w USA, tylko gdy adwokatów mianuje Minister
              > Sprawiedliwości

              Wcale nie jestem pewien czy sędziowie są odpowiednimi kandydatami na członków
              takiej komisji, z tych samych powodów, dla których adwokaci nie są właściwymi
              kandydatami na członków komisji egzaminacyjnej sędziów. Pisałem już o tym.

              > adwokatury, chyba dużo nieświerzych jaj zostało podrzuconych do szacownego
              > grona przez cały czas trwania PRL!

              Jak Panu z pewnością wiadomo, minister miał prawo wpisu na listę adwokatów bez
              konieczności oglądania się na samorząd adwokacki. Skwapliwie z tego prawa
              korzystał. Przyna Pan jednak, że adwokatura, jako jedyna, próbowała się z tego
              rozliczyć.

              > Elitą zarobkową i pod względem wiedzy będą jednak tylko niektórzy. Wynika z
              > tego raczej, że słabsi intelektualnie i ekonomicznie adwokaci wywierają wpływ

              System zamkniętej, "limitowanej", adwokatury sprzyja najsłabszym - w ich
              interesie jest zachowanie status quo. Czy jednak mają oni aż taki wpływ na
              postawę władz adwokatury? - tego nie wiem.

              > krytyką z zewnątrz. A muszą Panu powiedzieć, ze ja sam w dużej mierze uczyłem
              > się krytykanctwa z wypowiedzi adwokatów (jest artykuł publikowany w GW w roku
              > 1994 z wywiadem adw. Dariusza Okolskiego

              Nie tylko on - w podobnym tonie wypowiadał się publicznie np. senator
              Piesiewicz, a prywatnie bardzo wielu adwokatów.

              > przypadku nie zgodziłbym się, aby o wstępie do tego zawodu mieli decydować
              > sami adwokaci

              To kto jeszcze? Pozwoli Pan, że zadam jeszcze jedno pytanie - jestem po prostu
              ciekaw Pańskiej odpowiedzi: czy adwokaci powinni mieć wpływ na nabór do innych,
              prawniczych zawodów?

              > Wypadałoby, ze trzeba by było przekonać państwo, aby jednak zapłaciło.

              Nie możemy przekonać o tym aby wypłacało w terminie nasze wynagrodzenia. Cóż
              dopiero aby płaciło za naszych aplikantów! Obawiam się, że to niewykonalne.

              Co do innych rzeczy poruszonych w Pańskim stanowisku to nie mam zasadniczych
              uwag - z większością się zgadzam. Niestety Pańskie rozważania dotyczące
              liczebności i siły angielskich kancelarii nie zmieściły się już na stronie. Z
              tego co zdołałem przeczytać to wszystko prawda tyle tylko, że przywołuje Pan
              jako przykład jedno z najbardziej rozwiniętych państw świata, kraj o niezwykle
              bogatej i nieprzerwanej tradycji prawnej. Obawiam się, że właściwym punktem
              porównania dla naszego kraju są kraje Ameryki Łacińskiej. Jeżeli już mamy szukać
              takich porównań z krajami Europy Zachodniej to należy wskazać na Hiszpanię,
              Portugalię i południowe Włochy.

              Z poważaniem A.Kmieciak


              • Gość: Andrzej Adwokacki koń trojański IP: *.aster.pl / *.acn.pl 24.11.03, 22:15
                > istnieć ustawowe gwarancje realizacji interesów ogółu.

                Moim zdaniem gwarancjami realizacji interesów ogółu na osobami zaufania
                publicznego jest tylko i wyłącznie nadzór!
                I jest to nadzór na osobami prawnymi, proszę zauważyć, że osobom prawną
                zaufania publicznego jest nie tylko organ samorządu zawodowego, ale i np. Bank
                Powszechny czy inny, gdzie pozycja (dobro) samego banku jak i akcjonariuszy
                jest także w interesie ogółu poddawana reglamentacji prawnej, gdzie
                poszczególne prawa są ograniczane, nie tylko przez instytucję nadzoru. Tak
                wiec Adwokatura i Radcowie Prawni interpretując prawo w kierunku uznania
                swojego zawodu za zawód zaufania publicznego, faktycznie dążą sami do
                podporządkowania korporacji państwu, a pośród organów państwa wymienię nie
                tylko, sejm (kluby polityczne), organy administracji, ale i władzę sądowniczą,
                która interpretuje zapisy ustaw korporacyjnych (i zapewniam Pana, że te
                interpretacje są na dzień dzisiejszy w stylu i duchu najlepszych osiągnięć
                PRL). Z drugiej strony wolny zawód oznaczałby niezależność i samorządność, i
                poddanie się sądownictwu dyscyplinarnemu i karnemu, ale wówczas upadnie
                zupełnie w świetle konstytucji RP jakakolwiek linia obrony przed gwałtownym
                zwiększeniem liczby aplikantów i osób uprawnionych do wykonywania zawodu.
                Tak, więc ja widzę wyraźnie zależność pomiędzy otwarciem się adwokatury i
                utrzymaniem niezależności.




                >Wcale nie jestem pewien czy sędziowie są odpowiednimi kandydatami na członków
                >takiej komisji, z tych samych powodów, dla których adwokaci nie są właściwymi
                >kandydatami na członków komisji egzaminacyjnej sędziów.

                Nie przeczę, że jest bardzo widoczny układ (niekoniecznie korupcyjny),
                pomiędzy sądami a różnymi kręgami interesów, ale nie sądzę, że sięga on aż do
                Sądu Najwyższego.

                >Przyzna Pan jednak, że adwokatura, jako jedyna, próbowała się z tego
                >rozliczyć.
                Nie przyznam, bowiem nie znam tych faktów. A poza tym pozostaje w kręgu
                intelektualnego oddziaływania Tygodnika Powszechnego, a tutaj o adwokaturze
                dobrze się nie pisze, z bardzo nielicznymi wyjątkami, i w stylu jak Pan mógł
                zostać adwokatem. Może to Pana zdumieć, ale wiele osób ma po prostu opory,
                aby zdawać na jakąkolwiek aplikacje, bo już samo podejście jawi w kategoriach
                upadku moralnego. A już zdawanie do radców prawnych to jest traktowane jako
                moralne samozatracenie się i samobójczy skok w otchłań i pustkę. Po prostu
                człowiek staje się we własnych oczach zupełnym zerem.




                >Czy adwokaci powinni mieć wpływ na nabór do innych,
                >prawniczych zawodów?

                Moim zdaniem nie powinni, ale to jeszcze nie oznacza, że moi przyszli
                konkurenci mają nieograniczone prawo selekcji. Dzisiaj nie ma koleżeństwa jest
                konkurencja! I to bardzo ostra. Moim zdaniem na aplikacje nie mają adwokaci
                prawa w ogóle egzaminować, a egzamin końcowy na adwokata powinien być w formie
                testu organizowanego w siedzibie sądu najwyższego.

                >Obawiam się, że właściwym punktem porównania dla naszego kraju są kraje
                Ameryki Łacińskiej. Jeżeli już mamy szukać
                >takich porównań z krajami Europy Zachodniej to należy wskazać na Hiszpanię,
                >Portugalię i południowe Włochy.

                Owszem może i tak jest, ale być nie musi, bowiem mamy sąsiada który jest
                mistrzem jeśli chodzi o organizację społeczną. Kim będziemy naprawdę zależy od
                nas.

                Z wyrazami Szacunku
                akr
                • Gość: a.kmieciak Re: Adwokacki koń trojański IP: *.tpnets.com 25.11.03, 13:34
                  > zwiększeniem liczby aplikantów i osób uprawnionych do wykonywania zawodu.
                  > Tak, więc ja widzę wyraźnie zależność pomiędzy otwarciem się adwokatury i
                  > utrzymaniem niezależności.

                  Taka zależność, jak można rozumieć polega na tym, że im większa liczba
                  aplikantów i adwokatów tym większa ich niezależność. Muszę przyznać, że ja tej
                  zależności nie widzę. Myślę, że możnaby było przeprowadzić analogiczne
                  rozumowanie wobec Uniwersytetów - im większa liczba studentów i nauczycieli tym
                  większa niezależność uczelni. Proszę mnie zrozumieć - nie chcę wykazać, że jest
                  dokładnie odwrotnie, sądzę, iż byłoby mi to równie trudno udowodnić, jak
                  udowodnienie Pańskiej tezy. Po prostu nie bardzo dostrzegam, w jaki sposób
                  kryterium ilościwe, w tym konkretnym przypadku, może mieć zastosowanie.

                  > Nie przeczę, że jest bardzo widoczny układ (niekoniecznie korupcyjny),
                  > pomiędzy sądami a różnymi kręgami interesów, ale nie sądzę, że sięga on aż do
                  > Sądu Najwyższego.

                  Nie chodziło mi o to. Wielokrotnie podkreślałem, że korupcja nie jest problemem
                  polskich sędziów. Nie znaczy to oczywiście, że jej zupełnie nie ma. Nie jest to
                  jednak problem o takiej skali jak w innych dziedzinach - administracji, służbie
                  zdrowia, oświacie, policji itp. Tym bardziej nie ośmieliłbym się nawet sugerować
                  takich praktyk sędziom SN. Miałem na myśli to, że sędziowie są odpowiednimi
                  egzamitorami dla sędziów, a adwokaci dla adwokatów.

                  > Nie przyznam, bowiem nie znam tych faktów.

                  Chodzi o autolustrację. Niezależną od procedur sądowych, opartą o przepisy o
                  odpowiedzialności dyscypilnarnej. Było o tym głośno dlatego uznałem, że Pan o
                  tym słyszał.

                  > intelektualnego oddziaływania Tygodnika Powszechnego, a tutaj o adwokaturze
                  > dobrze się nie pisze, z bardzo nielicznymi wyjątkami, i w stylu jak Pan mógł
                  > zostać adwokatem. Może to Pana zdumieć, ale wiele osób ma po prostu opory,
                  > aby zdawać na jakąkolwiek aplikacje, bo już samo podejście jawi w kategoriach
                  > upadku moralnego. A już zdawanie do radców prawnych to jest traktowane jako
                  > moralne samozatracenie się i samobójczy skok w otchłań i pustkę.

                  Rzeczywiście jestem zdumiony!
                  Rozumiem, że wymagania etyczne Redaktorów Tygodnika są bardzo wysokie - nie
                  stają oni przed praktycznymi dylematami typu: jak skutecznie bronić w procesie
                  wielokrotnego mordercy ale gwarancje oskarżonych, nawet tych najbardziej
                  odrażających, mają przecież uzasadnienie moralne.
                  Może źle zrozumiałem - może te opory moralne wynikają z niskiej oceny
                  konkretnych adwokatów. Co to jednak ma do rzeczy? - samemu można ten zawód
                  wykonywać zgodnie z zasadami, choć trudno ustrzec się błędów. Dlaczego cudzy,
                  zły przykład może stać na przeszkodzie w wykonywaniu jakiegokolwiek zawodu?
                  Sytuacja polskiej służby zdrowia to po prostu katastrofa a bardzo wielu lekarzy
                  ma bardzo wiele na sumieniu. Jest to powód aby z przyczyn etycznych odradzać
                  komuś wykonywanie tego pięknego zawodu?

                  > Po prostu człowiek staje się we własnych oczach zupełnym zerem.

                  Co takiego?
                  To pycha, wynikająca z megalomanii, pycha.
                  Rzeczywiście w tej sytuacji możliwość jakiegokolwiek porozumienia jest z góry
                  skazana na porażkę. Z kimś takim jak ja nie można po prostu się porozumieć.
                  Oczywiście powyższe uwagi Pana nie dotyczą. Mam wrażenie, że w wielu punktach
                  jesteśmy nawet zgodni.

                  Z poważaniem A.Kmieciak
                  • Gość: Andrzej Adwokacki koń trojański IP: *.aster.pl / *.acn.pl 25.11.03, 14:31
                    >nie bardzo dostrzegam, w jaki sposób
                    >kryterium ilościwe, w tym konkretnym przypadku, może mieć zastosowanie.

                    Proces upowszechnienia wyższego wykształcenia jak i wolnych zawodów rozpoczął
                    się w krajach rozwiniętych od końca lat 70-tych. W roku 90 odbywałem kurs na
                    Uniwersytecie w Cambridge, i zapewniam Pana, że wykładowca, który mnie
                    zaprosił wstydził się wszystkiego co wiązało się z pozostałością stanowych
                    podziałów społecznych w społeczeństwie angielskim. Nie ma zasadniczej różnicy
                    pomiędzy uczelniami a wolnymi zawodami. Im uczelnie i zawody są liczniejsze
                    tym większe mają znaczenie. Podobnie im państwo ma więcej ludzi z wyższym
                    wykształceniem, tym lepiej dla tego państwa. Jeśli chodzi o adwokaturę i
                    radców prawnych to problem dotyczy nie tyle reprezentacji ile pomocy prawnej.
                    Gdybyśmy założyli, że do wstępu na aplikację wystarcza dyplom wydziału prawa
                    i adm., niekaralność, ale bez postępowania kwalifikacyjnego to absolwenci
                    mieliby tak jak aplikanci prawo do samodzielnego udzielania porad, ale
                    reprezentowania w sądzie w substytucji radcy lub adwokata. Ponadto wszelki
                    konsulting byłby poddany kontroli korporacyjnej, zasadą przydatności do
                    zawodu. Tak więc na podstawie ustawy o radcach i adwokaturze można by było
                    wprowadzić pewien ład na rynku. A na straży tego ładu stałyby tak adwokatura
                    jak i radcowie prawni. I państwo nie miałoby nic do powiedzenia! Niestety
                    dziś, i to nie z przyczyn leżących po stronie uniwersytetów, sądów, partii
                    politycznych, czy absolwentów sytuacja jest inna. Tak wiec po rezultatach
                    działań można domyśleć się, że adwokatura i radcowie w sposób
                    nieodpowiedzialny społecznie zaczęli manipulować ustawą. A w ramach logiki
                    ładu korporacyjnego jaką Pan prezentuje rozwiązania Pan nie znajdzie. Logika
                    elitarności jest logiką słabego, a nie mocnego, podobnie jak obrona zagrożonej
                    twierdzy, wszelkim środkami (nie jesteśmy tak dalece niedouczeni procedury
                    administracyjnej, aby nieoriętować się jak dalece bezprawny sposób
                    orzecznictwo NSA w sprawach wpisów naruszyło prawa absolwentów prawa do
                    wykonywania zawodu).


                    >Rzeczywiście jestem zdumiony! [..]Może źle zrozumiałem - może te opory
                    moralne wynikają z niskiej oceny
                    >konkretnych adwokatów. [..] powód aby z przyczyn etycznych odradzać
                    >komuś wykonywanie tego pięknego zawodu?

                    Niestety cale środowisko jest nisko oceniane, głównie z punktu widzenia
                    etycznego; widzi się nielicznych sprawiedliwych w masie konformistów .
                    Natomiast zawód owszem jest piękny, ale jest to piękno występujące głownie
                    jako ideał, a nie praktyka.

                    > Po prostu człowiek staje się we własnych oczach zupełnym zerem.

                    To nie jest pycha lecz rezultat niezwykle brutalnego i amoralnego postępowania
                    Krajowej Rady Radców Prawnych. Wybór A. Kalwasa na trzecią kadencję jest
                    przecież tak naprawdę ogłoszeniem wojny na zniszczenie, to nie jest osoba
                    zaufania publicznego, aczkolwiek w tym wszystkim trzeba mu przyznać, że jest
                    to bezprawie cywilizowane tj. nikt nie stosuje przymusu fizycznego.
                    • Gość: a.kmieciak Re: Adwokacki koń trojański IP: *.lodz.cvx.ppp.tpnet.pl 26.11.03, 00:19
                      > Uniwersytecie w Cambridge, i zapewniam Pana, że wykładowca,
                      który mnie
                      > zaprosił wstydził się wszystkiego co wiązało się z
                      pozostałością stanowych
                      > podziałów społecznych w społeczeństwie angielskim.

                      Ponieważ miał się czego wstydzić. Tak samo jak brytyjskiej
                      spuścizny imperialnej. W Polsce pozostałości podziałów stanowych
                      istniały jeszcze przed wojną - zróżnicowane w zależności od
                      regionu. Oczywiście wojna i komunizm zniosły je zupełnie. Nie
                      jest to obecnie problem, z którym musimy, jako naród, się uporać.
                      Inaczej Brytyjczycy. Nic zatem dziwnego, że Pański gospodarz
                      odczuwał wyrzuty sumienia.

                      Jesteśmy obecnie społeczeństwem egalitarnym, w olbrzymiej
                      większości, chłopskiego pochodzenia. Naszym problemem są raczej
                      zaszłości o egalitarnym, a nie elitarnym, charakterze. Zachowań
                      postrzeganych jako elitarne powszechnie się nie toleruje, a
                      polityka ma zdecydowanie populistyczne zabarwienie. Dlatego
                      Pański przykład uważam za chybiony.

                      > Podobnie im państwo ma więcej ludzi z wyższym
                      > wykształceniem, tym lepiej dla tego państwa.

                      To wcale nie jest takie pewne. Może w Wlk. Brytanii jest inaczej
                      ale w Polsce "więcej" oznacza "gorzej". Jest to pułapka w jaką
                      wpadły, lub chciały wpaść, polskie Uniwersytety. Co bardziej
                      przenikliwi profesorowie już na początku lat 90-tych
                      przestrzegali czym może się skończyć taka radosna
                      "komercjalizacja" uczelni. W każdym razie przestrzegał przed tym
                      mój profesor. Jeżeli bowiem gwałtownej "scholaryzacji" nie
                      towarzyszą żadne, zasadnicze, zmiany struktualne to nie można się
                      dziwić, że uczelnie zaczęły sprzedawać marzenia a przestały
                      kształcić.
                      To się po prostu nie mogło udać, gdy struktura pracownicza
                      przypomina odwróconą piramidę - wąską, złożoną z asystentów i
                      szeroką - z profesorów. Pisanie doktoratów to nie Wyścig Pokoju,
                      chyba że kosztem gwałtownego obniżenia wymagań, a praca na
                      sześciu etatach, to żadna praca. Jeżeli zasadniczym zadaniem
                      uczelni jest zarabianie pieniędzy to naturalnym tego efektem jest
                      to, że ważni są ci, którzy pieniądze takie przynoszą.
                      Niekoniecznie jednak zasługują oni na dyplom wyższej uczelni. Tak
                      samo jak większość szkół prywatnych nie zasługuje na miano
                      Uczelni Wyższych.
                      Dlatego, między innymi, nie przekonują mnie Pańskie argumenty
                      dotyczące umożliwienia wszystkim absolwentom wykonywanie zawodu
                      adwokata czy radcy prawnego. Wielu z nich po prostu nie zasługuje
                      na miano absolwenta Wyższej Uczelni. Bardzo wielu z nich nie
                      miałoby najmniejszych szans na przedostanie się przez sito
                      egzaminów w latach 80-tych. W tych latach łódzki Wydział Prawa
                      kończyło 120 - 150 osób. Teraz wielokrotnie więcej. Jest to
                      jednak Wydział, który próbuje zachować odpowiednie standardy. Jak
                      jest w szkolach prywatnych - proszę poczytać w ministerialnym
                      raporcie.

                      W sieci znajdzie Pan kila stron, na których osoby anonimowe
                      zgłaszają różne pretensje wobec przedstawicieli różnych zawodów.
                      Taki dział posiada strona www Pana Kłaczyńskiego, na której
                      różni, niezadowleni obywatele zgłaszają uwagi wobec adwokatów.
                      Strona nie zawiera niestety działu poświęconego np. sędziom czy
                      prokuratorom - ale mniejsza o to. Można wyobrazić sobie stronę o
                      podobnym przeznaczeniu, na którą np. anonimowo, wpisywać się będą
                      studenci. Strona może dotyczyć wrażeń z tego, co im proponują
                      państwowe i prywatne uczelnie. Zapewniam Pana, że nie byłyby to
                      wspomnienia z Cambridge. Miałby Pan niepowtarzalną okazję
                      zapoznania się z bieżącą wysokością stawek za korepetycje,
                      niezapomniane opisy bójek, do jakich dochodzi w kolejkach do
                      egazminów, skarg na poziom ćwiczeń i wykładów, i jeszcze całą
                      masę niezwykle interesujących rzeczy.

                      Tego po prostu nie można zbyć twierdzeniem, że nie jest się
                      zadowolonym z tego co proponują wyższe uczelnie. Jest to bardzo
                      poważny problem, który wymaga bardzo poważniej reformy, wcale nie
                      mniejszej niż ta, którą się w tych samych uczelniach postuluje
                      wobec adowkatury.

                      Także dlatego jestem przekonany, że pracowników akademickich
                      należy trzymać z daleka od wszelkich egzaminów na aplikację.
                      Powinni zrobić najpierw porządek u siebie. Dopiero później mogą
                      reformować innych. W tej sytuacji nie jest decydujące, że wśród
                      nich są wspaniali prawnicy tacy jak prof. Zoll ponieważ nie tylko
                      z takich ludzi składa się środowisko akademickie. Podobnie jak
                      adwokackie.

                      Dlatego Pańskie uwagi dotyczące powszechności wykształcenia, praw
                      absolwentów do wykonywania zawodu itp.są może słuszne wobec Wlk.
                      Brytanii - ale mają się nijak wobec rzeczywistości z jaką mamy do
                      czynienia.

                      > Natomiast zawód owszem jest piękny, ale jest to piękno
                      występujące głownie
                      > jako ideał, a nie praktyka.

                      Pisząc o tym, że to piękny zawód miałem na myśli zawód lekarza.
                      Mój zawód nie jest "piękny" w tym sensie, że jego zadaniem jest
                      pomoc przy rozwiązywaniu sporów, a nie ratowanie ludzkiego życia.

                      > lecz rezultat niezwykle brutalnego i amoralnego postępowania
                      > Krajowej Rady Radców Prawnych. Wybór A. Kalwasa na trzecią
                      kadencję jest
                      > przecież tak naprawdę ogłoszeniem wojny na zniszczenie,

                      Teraz muszę przyznać, że ja nie jestem zbyt dobrze poinformowany
                      - o jaką wojnę na wyniszczenie chodzi, z kim?

                      Z poważaniem A.Kmieciak
                      • Gość: Andrzej Adwokacki koń trojański IP: *.aster.pl / *.aster.pl 26.11.03, 01:28
                        > przecież tak naprawdę ogłoszeniem wojny na zniszczenie,
                        >Teraz muszę przyznać, że ja nie jestem zbyt dobrze poinformowany

                        Szanowny Panie Mecenasie!
                        Adwokatura nie była pierwszym adresatem skarg do NSA w sprawie o wpis na listę
                        aplikantów. Pierwszym adresatem była Samorząd Radcowski. Skargi te pojawiły
                        się już w latach osiemdziesiatych, i sąd ten zastosował dwutorowe podejście do
                        realizacji praw do wykonywania zawodu radcy prawnego. Wobec aplikantów
                        sędziowskich uznawał, że normy prawa korporacyjnego nie mogą kształtować
                        sytuacji prawnej kandydata na aplikanta czy też kandydata na radę prawnego, a
                        wobec absolwentów prawa ten sam sąd uznał, że normy wewnętrzne korporacji mogą
                        kształtować prawa i obowiązki aplikantów. Pan Mecenas Andrzej Kalwas to wielce
                        czarujący przeciwnik, przepis prawa materialnego nie jest dla niego żadną
                        przeszkodą, a wręcz przeciwnie raczej przesłanką dodatnią, aby każda sprawa
                        została roztrzygnięta po jego myśli. A przy tym przed NSA nie można mu
                        udowodnić, żadnego karygodnego naruszenia etyki zawodowej, a przeciez
                        pozostawianie wniosków bez rozpatrzenia, nieodpowiadanie w terminach
                        ustawowych na pisma, oraz fałszowanie dat; a także niewykonywanie wyrokow sądu
                        jeżeli już takie się pojawią, no cóż kwalifikowałoby go jednoznacznie jako
                        osobe wobec ktorej nalezy wytoczyć postępowanie dycyplinarne, gdyby nie to że
                        jest po prostu nie winny z definicji. I Pan Mecenas się tym nie przejmuje, bo
                        ma bardzo wesoły charakter i w bardzo wesołym kraju żyje i wie że MISTRZ nie
                        musi wiedzieć, ale musi znać (tajniki sukcesu)! Jednak jest pewna cena, która
                        trzeba zapłacić za tą ogólną wesołość, otóż ceną Tą jest tolerowanie korupcji.
                        Niemożności zreformowania niczego, czy też udowodnienia pewnym osobom
                        czegokolwiek. Słowem ceną jest słabość Państwa, brak instynktu państwowego
                        jego obywateli, niski poziom kultury prawnej. A jezeli tak jest to nie ma
                        możliwości dialogu, ponieważ nie ma pola do prowadzenia dialogu, gdyż w
                        rodzimym języku posłgujemy się słowami, których znaczenie jest definiowane w
                        zalezności od partykularnego interesu. To jest właśnie sytuacja o której
                        Alexis de Tocqueville powiedziałby Panu, gdyby mógł, że zmiana już się
                        dokonała, ale jeszcze nie widzi Pan jej efektu, choć w gruncie rzeczy powinien
                        Pan rozumieć, że w tym układzie nie ma mowy o niezależności, bo po prostu
                        opiera się on na bardzo głębokiej zależności. Te wszystkie rzeczy o których
                        Pan pisał, że charakteryzują adwokaturę, ich po prostu już nie ma. Nie wiem
                        dokładnie kiedy nastąpił zupełny rozkład, ale ciała i ducha adwokatury już
                        nie ma. Jakby powiedział Szekspir pozostały tylko słowa.
                      • Gość: Andrzej Adwokacki koń trojański IP: *.aster.pl / *.acn.pl 26.11.03, 01:56
                        >Jesteśmy obecnie społeczeństwem egalitarnym, w olbrzymiej
                        >większości, chłopskiego pochodzenia.

                        To prawda jesteśmy społeczeństwem chłopskim ale nie zgodziłbym się, że
                        argument odnoszący się do stanów jest nie na miejscu. Może niedługo już w
                        ciemną listopadową noc, żak żałośnie zaniesie się na ulicy Bedanrskiej i w
                        Alejach Ujazdowskich: "Miałeś chamie złoty róg, miałeś chamie czapkę z piór,
                        teraz ostał ci się jeno sznur...". Wyczuwam, że są w takim nastroju...
          • Gość: rye Re: Adwokacki koń trojański IP: 5.2.* / *.chello.pl 27.11.03, 01:39
            "Adwokatura tym różni się od innych prawniczych profesji, że jej
            naturalnym przeznaczeniem jest konflikt z Państwem. Sędziowie, prokuratorzy, w
            części także radcowie prawni, a nawet pracownicy Uniwersytetów są, w mniejszym
            lub większym stopniu funkcjonariuszami publicznymi. W każdym razie to Państwo
            reprezentują. Z adwokaturą jest inaczej. Jej przeznaczeniem jest ciągły
            konfilkt
            z Sądem, Prokuraturą, Policją, Gminą, administarcją celną, skarbową itd.
            Dlatego to Państwo nie może, moim zdaniem, decydować o tym kto ten zawód
            wykonuje."

            Dlaczego nie ? Może dlatego, że Państwo jeszcze przed przyjęciem absolwenta na
            aplikację a priori będzie wiedziało, że określony kandydat jest zanadto
            wykształcony oraz zbyt przebojowy i potem nieźle Państwu da w kość w
            konfliktach z prokuratorami i gminami, i dlatego przyjmowani będą kandydaci ze
            wszech miar mierni. To nam Szanowny Pan chciał powiedzieć ?
      • Gość: Tom Projekt NRA - kpina w zywe oczy! IP: *.ceu.hu 21.11.03, 15:34
        Panie mecenasie - ten projekt to kpina w zywe oczy! O jakich
        postulatach pan mowi, ktore zostaly tam uwzglednione??? Cyba nie
        o tym, ze egzamin ma na celu "sprawdzenie i ocene poziomu...
        wiedzy ogólnej, kultury osobistej... a także zainteresowań
        intelektualnych i społecznych." To znaczy, ze jak ktos jest
        wybitnym prawnikiem, ale: nie ma pojecia o malarstwie, operze
        itp., zaklada wieczorem ciemna koszule do garnituru i zapina
        jednorzedowa marynarke na wszystkie guziki, a ponadto nie
        interesuje sie np. literatura Mlodej Polski, ale woli czytac
        fantasy i sience-fiction, to moze nie zdac egzaminu na
        aplikacje, bo "nie przejdzie weryfikacji"???
        Przepraszam za kolokwializm, ale czy Pan sobie jaja robi???

        Adwokaci to swiete krowy i maja nieslychanie wysokie mniemanie o
        sobie - najczesciej zupelnie bezpodstawnie. Pracuje w wymiarze
        sprawiedliwosci i powiem tylko jedno - bardzo czesto widzac
        aplikanta adwokackiego, a raczej slyszac jego "wywody" przed
        sadem nie zastanawiam sie jakim cudem zostal przyjety do
        palestry (bo to wiem - mam znajomych aplikantow i adwokatow,
        wiec nie czarujmy sie wzajemnie), ale zastanawiam sie, jakim
        cudem ten delikwent w ogole skonczyl studia prawnicze!!!???

        Przypomne tylko wypowiedz dziekana Lawrowskiego z Krakowa, ktory
        w oficjalnym wywiadzie powiedzial, ze gdyby mial do wyboru dwoch
        kandydatow o takiej samej wiedzy, ale jeden bylby dzieckiem
        adwokackiem, a drugi nie, to przyjalby pierwszego!!! I to jest
        wykonywanie zawodu zaufania spolecznego w demokratycznym
        panstwie prawa? Nawet nie powiedzial, ze staralby sie przyjac
        obu... Niektore izby w ogole nie przeprowadzaja konkursow
        czasami - mimo, ze taki obowiazek naklada na nie ustawa! To jest
        ignorowanie prawa panie mecenasie! I tonie przez poszczegolnych
        adwokatow, ale przez organy tej korporacji.

        Bedac w przeszlosci aplikantem sedziowskim mialem zajecia z
        dziekanem jednej z ORA nt. roli adwokatow w postepowaniu przed
        sadem itp. To bylo 1,5 godziny prania mozgu, ze jako przyszli
        sedziowie powinnismy zasadzac dla adwokatow maksymalne stawki,
        bo oni sie musza duzo napracowac!!! I to jest ten zawod zaufania
        publicznego?

        Potrzebujecie katarsis, panie mecenasie. Cala Polska tego
        potrzebuje - takze te rzesze obywateli, ktorzy nie przychodza do
        kancelarii, bo ich po prostu nie stac, a potem przegrywaja
        sprawy, ktore mogliby wygrac. Niestety, sedziowie nie sa od
        udzielania porad prawnych i nic na to nie moga poradzic...
        • Gość: Andrzej Projekt NRA - kpina w zywe oczy! IP: *.acn.waw.pl 21.11.03, 16:25
          Jako zywo kpina, zwlaszcza rozdział o aplikacjach. Nie lepiej
          przeczytać konstytucje, zanim się cos takiego napisze? Nie ma
          możliwości delegowania na korporacje prawa do organizowania
          konkursu. Po prostu nie ma! A jednak coś takiego od lat
          funkcjonuje w praktyce, no ale to już kryminał, i to o na
          prawdę przygnębiającym scenariuszu.
      • Gość: ich1 Pytania do pana mecenasa A. Kmieciaka IP: *.ists.pl / *.ists.pl 21.11.03, 22:03
        1.Proszę mi łaskawie wyjaśnić, jaki jest sens przepisów uniemożliwiających
        osobom, które nie są adwokatami lub radcami prawnymi reprezentowania
        przedsiębiorców przed sądami w sprawach gospodarczych. Przecież przedsiębiorca
        jest podmiotem, który działa na własne ryzyko, wymagania wobec niego są dużom
        wyższe niż wobec innych uczestników obrotu, zatem powinien on mieć pełną
        swobodę przy wyborze z czyich usług chce korzystać.
        2. Co adwokatów obchodzi, czy młodzi adwokaci będą mieli pracę, czy nie?
        Doprawdy, rzadki przykład altruizmu wśród ludzi parających się zarabianiem
        pieniędzy.
        3. Jak Pan ocenia poziom usług świadczonych w ramach tzw. "urzędówek"? Nie
        uwazą Pan, że to jeden wielki skandal?
        4. Od kiedy to prestiż jest dziedziczny? Pisze Pan: " Nasi starsi koledzy są
        pozostałością tego co w tym kraju było zawsze najlepsze - tradycyjnej polskiej
        inteligencji." Iluż to żyje w Łodzi adwokatów, którzy działali przed wojną?
        Warto przy tym zauważyć, że adwokaci roszczący sobie prawo do monopolu na
        tradycje polskiej inteligencji jest dość groteskowe. To samo można powiedzieć
        (i tak samo gołosłownie), o sędziach, oficerach wojskowych, wyższych
        urzędnikach. Rozmawiał Pan ostatnio z młodymi aplikantami? Umówmy się: taka
        rozmowa przygodą intelektualną nie jest.
        • Gość: a.kmieciak Re: Pytania do pana mecenasa A. Kmieciaka IP: *.lodz.cvx.ppp.tpnet.pl 22.11.03, 12:52
          > 1.Proszę mi łaskawie wyjaśnić, jaki jest sens przepisów uniemożliwiających
          > osobom, które nie są adwokatami lub radcami prawnymi reprezentowania
          > przedsiębiorców przed sądami w sprawach gospodarczych.
          Taki sam jak ten, który uniemożliwia im reprezentowanie w sprawach karnych i
          rodzinnych. Nie mają przygotowania do występowania przed sądem. Nie ma innej
          drogi niż aplikacja - tego nie kwestionują nawet zwolennicy projektu PIS.
          Ciekawy tylko jestem dlaczego Pański postulat dotyczy jedynie spraw
          gospodarczych a nie np. spraw z ubezpieczeń społecznych? Byłbym wdzięczny o
          wyjaśnienie.
          > Jak Pan ocenia poziom usług świadczonych w ramach tzw. "urzędówek"? Nie
          > uwazą Pan, że to jeden wielki skandal?
          Różnie. Specyfika tych spraw jest często taka, że nie pozostawia żadnego pola
          manewru dla adwokata. Dostaje on sprawę wniesioną przez kogo innego,
          niejednokrotnie oczywistą. Wielokrotnie musi działać wbrew własnej ocenie - np.
          wnosić wątpliwe środki odwoławcze ponieważ takie jest żądanie klienta z urzędu.
          Ten ostatni, z reguły, nie ponosi kosztów postępowania - wymagania ma zatem
          niezwykle wysokie.
          Skandalem jest niewątpliwie to, że nie płaci się przez klikanaście miesięcy
          wynagrodzenia za wykonaną pracę . Nie płaci tego Sąd, który ma stać na straży
          praworządności i który rozstrzyga spory - także o niewypłacone wynagrodzenia (a
          także za to skazuje - jest odpowiedni przepis w kk). Dotyczy to także
          wynagrodzeń biegłych, ławników itp. Nie jest to oczywiście zarzut po adresem
          sędziów, którzy nie mają na to żadnego wpływu. Cały system jest zły -
          rozwiązaniem byłoby np. wprowadzenie biur obrońców (pełnomocników) z urzędu.
          > 4. Od kiedy to prestiż jest dziedziczny?
          Proszę mi łaskawie wskazać miejsce, w którym wyrażałbym tak absurdalne przekonanie?
          > Iluż to żyje w Łodzi adwokatów, którzy działali przed wojną?
          Znów jest Pan nieuważny - nie napisałem, że są to ludzie, którzy wykonywali
          zawód przed wojną tylko, że są spadkobiercami przedwojennej, polskiej,
          inteligencji. Jest ich coraz mniej ale zapewniam Pana, że są. Nie jestem
          upoważniony do podawania nazwisk ale jest ich znacznie więcej niż w
          jakiejkolwiek innej korporacji prawniczej. Aby wszystko było jasne - nie mam
          pretensji o to, że pisze się o adwokatach źle. Mam pretensje, że się o nich
          piszę wyłącznie źle oraz, że się o nich pisze wyłącznie obraźliwie.
          > Warto przy tym zauważyć, że adwokaci roszczący sobie prawo do monopolu na
          > tradycje polskiej inteligencji jest dość groteskowe.
          Nie wiem Drogi Panie z kim mam przyjemność ale mogę się domyślać, że z kimś, kto
          ma wykształcenie prawnicze. Dlatego pozostaje mi wyrazić ubolewanie, że albo Pan
          nie czyta tekstów, które Pan ocenia, albo nie rozumie tego, co w nich jest
          napisane.
          Groteskowe jest to, że zadaje Pan samemu sobie pytania, po czy udziela Pan na
          nie odpowiedzi. Oczywiście Pańskie prawo - ale co to ma wspólnego z moją
          wypowiedzią?
          Gdzie napisałem, że adwokaci roszczą sobie prawo do monopolu na tradycje
          polskiej inteligencji? Napisałem, że w adwokaturze są jeszcze ludzie, którzy są
          jej spadkobiercami. Tak jak są jeszcze tacy ludzie np. na Uniwersytetach. Mało
          tego, z mojej wypowiedzi jasno wynika, że sam się z tej tradycji wykluczyłem.
          Pochlebiam sobie, że należę do polskiej inteligencji ale ubolewam nad tym, że
          nie jest to inteligenacja o przedwojennych korzeniach.
          > Rozmawiał Pan ostatnio z młodymi aplikantami? Umówmy się: taka
          > rozmowa przygodą intelektualną nie jest.
          Ostatnio nie rozmawiałem, ale jestem ciekaw ich spostrzeżeń po rozmowie z Panem.

          Z poważaniem A.Kmieciak
          • Gość: Andrzej Pytania do pana mecenasa A. Kmieciaka IP: *.aster.pl / *.aster.pl 22.11.03, 17:46
            K: nie mam pretensji o to, że pisze się o adwokatach źle. Mam pretensje, że
            się o nich piszę wyłącznie źle oraz, że się o nich pisze wyłącznie obraźliwie.

            A: Moim zdaniem są to nieuzasadnione pretensje. Od pewnego czasu w pismach
            adresowanych do masowego czytelnika pisze się źle, natomiast w tych które są
            adresowane do prawników - ton jest o wiele bardziej wyważony. Podobnie
            wypowiedzi posłów reprezentujących poszczególne kluby w sejmie były bardzo
            oględne. Kiedyś czytałem, że Adwokat musi mieć specjalne predyspozycje do
            wykonywania tego zawodu tj. skórę musi mieć grubą jak słoń, ale wrażliwość
            primabaleriny, w kontekście zawodu zaufania publicznego chodzi tutaj o to, że
            od adwokata oczekuje się szczególnego humanizmu w sprawach społecznych jak i w
            sprawie każdego człowieka tj. nie tylko klienta adwokackiego, ale generalnie.
            Osoba zaufania publicznego jest więc w jeszcze bardziej kłopotliwej sytuacji
            niż dajmy na to osoba publiczna, bowiem jej rola i jej interesy służyć mają i
            ustępować dobru ogólnemu. Niestety w aspekcie dobra ogolnego sądzi sie coraz
            powszechnej, że adwokatura jest gruboskórna. Społeczeństwu i Państwu nie są
            potrzebne dwie korporacje adwokacka i radcowska. Osobiście też jestem
            przeciwny aplikacjom korporacyjnym, a to z tego powodu, że wszystkim
            absolwentom prawa niezależnie od tego czy pracują w służbie cywilnej czy w
            obrocie gospodarczym czy organiazacjach społecznych; przydałoby się dobrze
            zorganizowane szkolenie zawodowe. I tego nie da się zrobić inaczej jak w
            ramach jednolitej aplikacji tak jak wyobraża to sobie prof. A. Zoll. W
            przeciwnym przypadku, nie da się podnieść ogólnej kultury prawnej naszego
            społeczeństwa. Ponadto gdybyśmy popatrzyli na prawo do wykonywania zawodu nie
            tyle adwokata, radcy czy notariusza, co generalnie prawnika; to w obecnym
            systemie widać jasno, że to prawo jest drastycznie ograniczone. Poza wszelkim
            sporem jest fakt, że duży procent prawników nigdy nie bedzie wykonywać zawodu
            prawnika, a jezeli będzie to często na takim poziomie, (i to całkowicie bez
            swojej winy), że można z powodzeniem powiedzieć, ze to jest wegetacja
            intelektualna. I o to tylko chodzi, że nie jest możliwe unowocześnienie
            organizacji życia społecznego, przy zachowaniu status quo.
            • Gość: a.kmieciak Re: Pytania do pana mecenasa A. Kmieciaka IP: *.lodz.cvx.ppp.tpnet.pl 23.11.03, 04:01
              >Kiedyś czytałem, że Adwokat musi mieć specjalne predyspozycje do
              > wykonywania tego zawodu tj. skórę musi mieć grubą jak słoń, ale wrażliwość
              > primabaleriny, w kontekście zawodu zaufania publicznego chodzi tutaj o to, że
              > od adwokata oczekuje się szczególnego humanizmu w sprawach społecznych jak i w
              > sprawie każdego człowieka tj. nie tylko klienta adwokackiego, ale generalnie.
              > Osoba zaufania publicznego jest więc w jeszcze bardziej kłopotliwej sytuacji
              > niż dajmy na to osoba publiczna, bowiem jej rola i jej interesy służyć mają i
              > ustępować dobru ogólnemu.

              Zgadzam się z Paniem absolutnie. Zawód zaufania publicznego oznacza w pierwszym
              rzędzie obowiązki. Nie jest to w RP postawa powszechna i adwokatura, niestety,
              nie jest tu wyjątkiem. Jest to zjawisko o bardziej uniwersalnym charakterze -
              zaangażowanie z lat 80-tych ustąpiło takim postawom jak ucieczka w prywatność w
              latach 90-tych. (oczywiście nie wszyscy adwokaci byli zaangażowani w to, co się
              działo w latach 80-tych, tak samo, jak nie wszyscy adwokaci dali się porwać
              komercjalicacji lat 90-tych).
              Jeżeli jednak przywołuję przykład polskiej, międzywojennej, inteligencji to nie
              robię tego przypadkowo. Jest to wzór do którego powinniśmy się odwoływać.
              Niestety nie robimy tego w sposób należyty dlatego:

              >Niestety w aspekcie dobra ogolnego sądzi sie coraz
              > powszechnej, że adwokatura jest gruboskórna.

              Po raz kolejny muszę się z Panem zgodzić. Rozumie Pan, że za to, co napisałem
              powyżej, nikt mnie po główce nie pogłaszcze. Jestem jednak przekonany, że tylko
              uczciwe stawianie sprawy może adwokaturze pomóc. To nie jest tak, że nie
              jesteśmu bez winy.
              >Społeczeństwu i Państwu nie są
              > potrzebne dwie korporacje adwokacka i radcowska. Osobiście też jestem
              > przeciwny aplikacjom korporacyjnym, a to z tego powodu, że wszystkim
              > absolwentom prawa niezależnie od tego czy pracują w służbie cywilnej czy w
              > obrocie gospodarczym czy organiazacjach społecznych; przydałoby się dobrze
              > zorganizowane szkolenie zawodowe.
              Co do pierwszej Pańskiej tezy mógłbym z Panem dyskutować. Praktyka sądowa ma
              jednak zupełnie inny charakter niż praktyka, nazwijmy ją, pozasądowa. Być może
              nieprzemyślane (moim, subiektywnym, zdaniem) zrównanie obu korporacji
              przyczyniło się do dzisiejszego zamieszania. Ale niewątpliwie jest to teza warta
              dyskusji. Nie będę się upierał, że mam tutaj bezwzględną rację. Chodzi mi tylko
              o to, aby tej, powszechnej aplikacji, nie organizowali politycy i profesorowie
              wyższych uczelni - a taki system przewiduje projekt PIS. Efekt będzie łatwy do
              przewidzenia - "korepetycje", fikcyjne apilikacje, dziwne egzaminy, kancelarie
              adwokackie w instytucjach państwowych itp.
              >I tego nie da się zrobić inaczej jak w
              > ramach jednolitej aplikacji tak jak wyobraża to sobie prof. A. Zoll. W
              > przeciwnym przypadku, nie da się podnieść ogólnej kultury prawnej naszego
              > społeczeństwa.
              Pan profesor Zoll pomija jednak jedną ważną okoliczność. Jest nią coraz bardziej
              chory system kształcenia uniwersyteckiego. Projekt PIS przewiduje nadawanie praw
              do wykonywania zawodu adwokata doktorom praw. Problem polega na tym, że nadaje
              je ludziom, którzy nie posiadają żadnego przygotowania do wykonywania tego
              zawodu. Studia uniwersyteckie, jak sam Pan wie doskonale, nie czynią nikogo
              adwokatem czy prokuratorem. Nie jest to zresztą ich zadaniem. Mają dostarczyć
              jedynie "aparatu pojęciowego" przyszłym adwokatom i prokuratorom. Ci ostatni,
              uczą sie podstaw swojego zawodu na aplikacji. Doktor praw, niezależnie od swoich
              osobistych predyspozycji, nie ma szans na uzyskanie takich kwalifikacji. Trzeba
              także z przykrością zauważyć, że poziom doktoratów systematycznie się obniża.
              Nie można oprzeć się wrażeniu, żę są to coraz częściej rozbudowane prace
              magisterskie pisane nie w rok - ale w cztery lata. W ogóle poziom kształcenia
              uniwersyteckiego pozostawia wiele do życzenia. Uniwersytety stały się
              przedsięwzięciami komercyjnymi - przykład katedry prawa cywilnego na UJ, gdzie
              jest bodaj sześciu profesorów, a nie ma komu prowadzić wykładów, jest doskonałym
              przykładem tej tendencji. Prof. Zoll powinien zastanowić się nad tym problemem,
              tym bardziej, że jest to jego macierzysta uczelnia.
              Jeżeli nasi uniwersytetcy koledzy chcą mieć wpływ na to, kto zostanie
              adwokatem, to może zasadny jest postulat odwrotny - może także my powinniśmy
              mieć wpływ na program nauczania na Uniwersytetach?
              W końcu Uniwersytety to placówki publiczne, w przeciwieństiwe do adwokatury,
              utrzymujące się także z pieniędzy podatników. Może warto zweryfikować sposób w
              jaki pieniądze te są wydawane. Może warto, aby programy nauczania zweryfikować
              pod kątem ich praktycznej przydatności. Może nasza, praktyków, obecność
              okazałaby się korzystna dla studnetów?
              Może ich o to zapytać?
              Może chcą na zajęciach posłuchać adwokata - na czym np. polega taktyka
              procesowa, jak zwracać uwagę na sposób w jaki jest formułowany protokół
              rozprawy, jak radzić sobie z nieprzychylnym sądem, jak pisać apelację itp.
              Uniwersytety organizują spotkania, na których politycy zabiegają o głosy
              studentów m.in. atakując adwokaturę. Może zorganizować spotkanie, na którym
              zapytamy Uniwersytety jak zagospodarowane zostały dziesiątki tysięcy dolarów z
              zagranicznych grantów? Rozgadałem się - proszę wybaczyć. Chodzi mi o to, że
              jeżeli nasi koledzy chcą z takim zapałem reformować adwokaturę to winni
              pamiętać o reformie swojego własnego podwórka. Nawet jeżeli pełnią funkcję
              Rzecznika Praw Obywatelskich.
              > że wszystkim
              > absolwentom prawa niezależnie od tego czy pracują w służbie cywilnej czy w
              > obrocie gospodarczym czy organiazacjach społecznych; przydałoby się dobrze
              > zorganizowane szkolenie zawodowe.
              Z pewnością. Niewątpliwie czytał Pan wypowiedzi na tej stronie młodych sędziów
              lub aplikantów sędziowskich. Z tych wypowiedzi wynika bardzo silne przekonanie o
              własnej intelektualnej przewadze nad adwokatami i radcami prawnymi. Po części
              jest to uzasadnione - sędzia, jako recenzent cudzej pracy, posiadający dodatkowo
              wąski zakres specjalizacji, ma naturalną przewagę na adwokatem. Jeżeli dodamy do
              tego to, że ma absolutną władzę na sali rozpraw (jak czegoś nie wie to zarząda
              przerwę i szuka starszych kolegów lub odracza rozprawę) to powszechne poczucie
              wyższości jest w pewnym sensie zrozumiałe.
              Prawdziwą wartość każdego prawnika poznać jednak można po sytuacjach
              niestandartowych - jeżeli przyjdzie mu się zmierzyć z problemem nowym, na który
              nie ma odpowiedzi w orzeczeniu Sądu Najwyższego lub komentarzu do danego
              kodeksu. Często ci wspaniali fachowcy zaczynają się gubić. Sędziowie karni w
              sprawach przestępstw gospodarczych, prokuraturzy stosujący cywilnoprawne
              instytucje, wspaniali obrońcy w kwestiach odszkodowawczych, popełniają błędy
              jakie nie przystoją aplikantom. Dlatego dość obcesowo potraktowałem sędziego
              (lub aplikanta sędziowskiego), który wypisał całą litanię pretensji pod adresem
              adwokatów.
              Tak się bowiem składa, że mam pewne pojęcie o prawie nowoczesnych technologii.
              To co w kraju potrafią robić, w tej dziedzinie, sędziowie i prokuratorzy (w
              pewnym zakresie i obrońcy) to połączenie filmu grozy i operetki. Proszę sobie
              wyobrazić, że słyszałem o kilku procesach, w których skazano oskarżonych za
              przestępstwa komputerowe w sytuacji, w której nie było nawet przepisów o
              sposobie zabezpieczania dowodów cyfrowych. Wniesienie w tych sprawach skarg do
              Trybunału Europejskiego postawiłoby polski wymiar sprawiedliwości w bardzo
              kłopotliwej sytuacji. Dlatego pozostaje mi tylko zgodzić się z Panem.
              Wykonywanie zawodu prawnika to także ciągła nauka. Niezależnie od korporacji.
              >o to tylko chodzi, że nie jest możliwe unowocześnienie
              > organizacji życia społecznego, przy zachowaniu status quo.
              Chyba się powtarzam, ale nie pozostaje mi nic innego jak podpisać się pod tym
              spostrzeżeniem
              Z poważaniem A.Kmieciak
              • Gość: lolo Re: Pytania do pana mecenasa A. Kmieciaka IP: *.gemini.net.pl / *.gemini.net.pl 23.11.03, 12:01
                Gość portalu: a.kmieciak napisał(a):

                > W ogóle poziom kształcenia
                > uniwersyteckiego pozostawia wiele do życzenia. Uniwersytety stały się
                > przedsięwzięciami komercyjnymi - przykład katedry prawa cywilnego na UJ, gdzie
                > jest bodaj sześciu profesorów, a nie ma komu prowadzić wykładów, jest
                doskonałym
                > przykładem tej tendencji. Prof. Zoll powinien zastanowić się nad tym
                problemem,
                > tym bardziej, że jest to jego macierzysta uczelnia.

                Panie mecenasie,

                Nie zamierzam odnosić się do meritum Pana argumentów, ale musze zareagować,
                jeśli jedno ze swych twierdzeń ilustruje Pan przykładem całkowicie chybionym,
                wymagającym sprostowania.
                Podaje Pan przykład Katedry Prawa Cywilnego UJ, gdzie jest "sześciu profesorów
                ale nie ma komu prowadzić wykładów".
                Otóż różne zarzuty padają w głośnym ostatnio konflikcie ale - dalibóg - nikt
                nie twierdzi, że "nie ma kto prowadzić wykładów"! Wykłady są 4 (nie licząc
                specjalizacyjnych) - prawo cywilne Cz. I i cz II na prawie oraz na
                administracji. Na wszystkie mieli obsadę, mieli też obsadę na oblegane przez
                studentów proseminaria i seminaria. W całym konflikcie nie chodzi więc o
                jakikowiek "brak czasu" tylko o wymagania egzaminacyjne, które dziekan uznaje
                za zbyt wysoie, skoro prawie połowa studentów oblewa ten egzamin. Tłem
                konfliktu jest natomiast przekoanie, ze to fama "cywila nie do zdania" powoduje
                spadek zainteresowania kandydatów studiami zaocznymi Skoro studia te sa
                bezwzględnie konieczne dla utrzymania wydziału (i nie chodzi tu o jakąkolwiek
                chciwość, tylko o zapewnienie pieniędzt na bieżące działanie wydziału) to
                śrubując wymagania cywiliści obietywnie szkodzą interesowi wydzału,
                odstraszając zaocznych.
                Prosze w przyszłości nie sięgac tak łatwo po tak chybione przykłady

                Natomiast co do prof. Zolla - jako praktyk nie śledzi Pan - jak widać - dysusji
                środowiskowych, ale akurat Zoll jest od dawna bardzo zaangażowany w sprawę
                reformy kształcenia (także zresztą aplikacji) i zgłasza w tej mierze różne
                propozycje.

                Z poważaniem
                lolo

                PS.
                > Może warto, aby programy nauczania zweryfikować
                > pod kątem ich praktycznej przydatności. Może nasza, praktyków, obecność
                > okazałaby się korzystna dla studnetów?

                Niewiele wyżej ma Pan za złe jednemu z wydziałów, że jego profesorowie są
                praktykami.

                > Uniwersytety organizują spotkania, na których politycy zabiegają o głosy
                > studentów m.in. atakując adwokaturę.

                Prosże o konkrety - na którym z uniwersytetów były spotkania o charakterze
                politycznym Jeśli to prawda - a nie mam podsatw by panu nie wierzyć - to jest
                to sytuacja skandaliczna.
                • Gość: a.kmieciak Re: Pytania do pana mecenasa A. Kmieciaka IP: *.tpnets.com 24.11.03, 18:42
                  > Otóż różne zarzuty padają w głośnym ostatnio konflikcie ale - dalibóg - nikt
                  > nie twierdzi, że "nie ma kto prowadzić wykładów"! Wykłady są 4 (nie licząc
                  > specjalizacyjnych) - prawo cywilne Cz. I i cz II na prawie oraz na
                  > administracji. Na wszystkie mieli obsadę, mieli też obsadę na oblegane przez
                  > studentów proseminaria i seminaria. W całym konflikcie nie chodzi więc o
                  > jakikowiek "brak czasu" tylko o wymagania egzaminacyjne, które dziekan uznaje
                  > za zbyt wysoie, skoro prawie połowa studentów oblewa ten egzamin.

                  Szanowny Panie. Informację na temat tego konfliktu posiadam z prasy, nie
                  ukrywam, że ten argument przyszedł mi do głowy spontanicznie, pod wpływem
                  ostatniej publikacji w "Polityce". Przyznaje, że być może nie został użyty w
                  sposób przemyślany. W końcu jest to spór, w którym każda ze stron ma swoje
                  racje. Jeżeli ktoś poznaje je za pomocą prasy, to jednak nie powinien pozwalać
                  sobie na jego rozstrzyganie.
                  Proszę zatem o potraktowanie tego incydentu jako efektu polemicznego
                  zaangażowania autora.
                  Sam konflikt jest jednak faktem. Niezależnie kto w nim mam rację, to jest to
                  spór o model kształcenia uniwersyteckiego. Z tym ostatnim nie jest zatem najlepiej.

                  > środowiskowych, ale akurat Zoll jest od dawna bardzo zaangażowany w sprawę
                  > reformy kształcenia (także zresztą aplikacji) i zgłasza w tej mierze różne
                  > propozycje.

                  Zaangażowanie Profesora jest mi znane, tak samo jak zaangażowanie samego UJ. Na
                  razie tylko tam dostrzega się publicznie rzeczy, których gdzie indziej nawet nie
                  próbuje się dostrzegać.

                  > Niewiele wyżej ma Pan za złe jednemu z wydziałów, że jego profesorowie są
                  > praktykami.

                  Nie mam tego za złe. Mam za złe, że nie potrafią tych dwóch (a często trzech,
                  czy czterech) rzeczy pogodzić.

                  > Prosże o konkrety - na którym z uniwersytetów były spotkania o charakterze
                  > politycznym.

                  Na warszawskim. Oczywiście, fromalnie, tematem tych spotkań była kwestia dostępu
                  do zawodów prawniczych. Spotkania te miały jednak charakter zwykłej,
                  politycznej, agitacji. Jeżeli nawet organizowali je studenci to nie zmienia to
                  faktu, że Uniwersytet ponosi za to odpowiedzialność.

                  Z poważaniem A.Kmieciak


          • Gość: ich1 Pytania do pana mecenasa A. Kmieciaka cd. IP: *.ists.pl / *.ists.pl 24.11.03, 00:42
            ad1. Służę odpowiedzią, ale napiszę tylko to z z czego sam Pan zdaje sobie
            świetnie sprawę: w przypadku spraw karnych, z zakresu ubezpieczeń społecznych
            czy nawet rodzinnych mamy do czynienia z orzeczeniami, które wywołują dla
            strony nieodwracalne skutki, które mogą zaważyć na całym jej życiu. Dotyczy to
            dziedzin życia, na których niekoniecznie osoby te muszą się znać i nie można
            im czynić zarzutu z ich igorancji. Dlatego nie należy dopuścić, by
            reprezentował je niewykwalifikowany pełnomocnik. Zupełnie inaczej sprawa ma
            się z przedsiębiorcami: przegranie procesu może dla nich oznaczać duże kłopoty
            finansowe, w najgorszym razie upadłość. Zatem jest to dla nich ryzyko, z jakim
            stykają się każdego dnia i żadne przepisy nie zabraniają im wiązania się z
            podejrzanymi kontrahentami. Dlaczego zatem w postępowaniu przed sądem nakazuje
            im się korzystanie z pomocy wykwalifikowanych usługodawców?
            Ad 2. No tak, skandalem nie jest to, że adwokaci w 4 przypadkach na 5
            traktują "urzędówkę" jak dopust boży i nie wywiązują się ze swoich
            podstawowych obowiązków, skandalem jest to, że nie płaci im się za to. Czy
            słowo "hipokryzja" coś Panu mówi?
            Nie odpowiedział mi Pan na pytanie o źródła wielkodusznej troski o pracę dla
            przyszłych młodych adwokatów. Jak rozumiem przez przeoczenie. Nie szkodzi -
            proszę mnie tylko nie pouczać o konieczności uważnego czytania tekstu.
            Ad 4. Kiedy pisałem o dziedzicznośći prestiżu i przedwojennej inteligencji
            chodziło mi o odpowiedź na Pański wielce napuszony elaborat do p. Siedleckiej.
            Powoływanie się adwokatów na tradycje inteligenckie jest dla mnie zabawne,
            ponieważ obecnie rola adwokatów jest zupełnie inna niż w czasach dawno
            minionych - obecnie to po prostu ciężko pracujący ludzie, którzy zazwyczaj są
            tak pochłonięci zarabianiem pieniędzy, że ich zainteresowania nijak nie
            pozwalają zakwalifikować ich do "inteligencji" (w tradycyjnym tego słowa
            rozumieniu). Pisze Pan, że "w adwokaturze są jeszcze ludzie, którzy są
            jej spadkobiercami". Ciekawe jest użycie słówka "jeszcze". Czyżby groziło im
            wymarcie?
            I wreszcie sprawa zasadnicza: nie jest problemem niezależność adwokatury, a
            jedynie użytek jaki z niej czynią. A praktyka jest niestety zasmucająca.
            Dzieci i krewni adwokatów niekiedy ( rzadko lub często - myślę,że wie Pan to
            lepiej ode mnie) prezentują żenujący poziom wiedzy na tematy prawne, ale także
            z zakresu tzw. wiedzy ogólnej, a mimo to bez większych problemów zdają
            egzaminy na aplikacje adwokackie. Nikt już nawet nie udaje, że punkty za
            pochodzenie nie odgryają żadnej roli. Ciekawe, kiedy adwokaci przyznają, że są
            rozstrzygające.
            I jeszcze jedna rzecz - anonimowość poglądów należy do podstawowych cech tego
            forum. Zrezygnował Pan z niej dobrowolnie, co oczywiście budzi szacunek, ale
            proszę nie czynić innym zarzutu, że tak nie postępują. Wypowiadanie się na tym
            forum nie jest niczyim obowiązkiem.
            • Gość: a.kmieciak Re: Pytania do pana mecenasa A. Kmieciaka cd. IP: *.lodz.cvx.ppp.tpnet.pl 24.11.03, 14:12

              ) reprezentował je niewykwalifikowany pełnomocnik. Zupełnie inaczej sprawa ma
              ) się z przedsiębiorcami: przegranie procesu może dla nich oznaczać duże kłopoty
              ) finansowe, w najgorszym razie upadłość. Zatem jest to dla nich ryzyko, z jakim
              ) stykają się każdego dnia i żadne przepisy nie zabraniają im wiązania się z
              ) podejrzanymi kontrahentami. Dlaczego zatem w postępowaniu przed sądem nakazuje
              ) im się korzystanie z pomocy wykwalifikowanych usługodawców?

              Wobec tej odpowiedzi pozostaje mi tylko stwierdzić, że się nie zgadzam z zawartą
              w niej argumentacją - muszę także przyznać, że także nie bardzo ją rozumiem.

              ) No tak, skandalem nie jest to, że adwokaci w 4 przypadkach na 5
              ) traktują "urzędówkę" jak dopust boży i nie wywiązują się ze swoich
              ) podstawowych obowiązków, skandalem jest to, że nie płaci im się za to.

              Nie płaci się wszytkim - niezależnie od ich starań. Jest to skandal i już.
              Nie odpowiadam za innych - mogę tylko powiedzieć, że sam się staram. Niestety
              zazwyczaj mam bardzo wąskie pole manewru.
              Powtórze jeszcze raz, to co już w tym miejscu mówiłem. System pomocy z urzędu
              jest zły. Rozwiązaniem mógłby być system publicznych biur obrońców
              (pełnomocników) z urzędu. Jest to jednak rozwiązanie kosztowne i nasze Państwo
              się do niego nie pali.

              ) Nie odpowiedział mi Pan na pytanie o źródła wielkodusznej troski o pracę dla
              ) przyszłych młodych adwokatów. Jak rozumiem przez przeoczenie. Nie szkodzi -
              ) proszę mnie tylko nie pouczać o konieczności uważnego czytania tekstu.

              Niczego w Pańskiej wypowiedzi nie przeoczyłem. Pozwoli Pan jednak, że zachowam
              przywilej mówienia i pisania tego co uważam za konieczne.
              Odpowiedź na Pańskie pytanie o, niespotykany w naszym zawodzie, altruizm czy
              wielkoduszność, jest trudna ponieważ, ze sposobu w jaki pytanie to zostało
              postawione, wynika, że wyklucza Pan, po prostu, takie motywacje. Jest zatem
              zwykłą zaczepką, którą najlepiej pominąć milczeniem. Skoro jednak jest Pan do
              niej mocno przywiązany to Panu odpowiem tak: moja pierwotna wypowiedź dotyczyła
              prawdopodobnej sytuacji, w której masy źle wykształconych, uzależnionych od
              administracji, prawników staną się przyczyną kłopotów, przy których te
              dziesiejsze nie są takie poważne. Nie ma w mojej wypowiedzi nic z altruizmu.
              Mógłbym powiedzieć o obywatelskim zaangażowaniu ale pewnie stałoby się to
              pretekstem do dalszych złośliwości.
              Problem po prostu polega na tym, że pozwala Pan sobie na osobiste wycieczki
              wobec kogoś kogo Pan nie zna. Nie zna Pan człowieka, ani jego systemu wartosci,
              ani jego życiorysu ale zadaje Pan takie pytania typu: "skąd u kogoś takiego jak
              Pan altruizm?". Zarzuca Pan innym niskie standardy intelektualne ale sam
              posługuje się rażącymi uproszczeniami i uprzedzeniami. Nie przyjmuje Pan do
              wiadomości, że motywacje innych są różne tak, jak różni są ludzie, niezależnie
              od zawodu, który wykonują. To tyle w tym wątku.

              ) Ad 4. Kiedy pisałem o dziedzicznośći prestiżu i przedwojennej inteligencji
              ) chodziło mi o odpowiedź na Pański wielce napuszony elaborat do p. Siedleckiej.

              Ten "elaborat" to kilka linijek. "Napuszony" - no cóż - możliwe, szkoda tylko,
              że nie odniósł się Pan do jego treści. Chodzi w nim o to, że w korporacji
              adowokackiej są ludzie, z których dokonań, w poprzednim ustroju, polskie
              środowisko prawnicze może być dumne, a którym się zwyczajnie ubliża. Inne
              korporacje prawnicze nie mogą (raczej) tego o swoich członkach powiedzieć.

              ) Powoływanie się adwokatów na tradycje inteligenckie jest dla mnie zabawne,
              ) ponieważ obecnie rola adwokatów jest zupełnie inna niż w czasach dawno
              ) minionych - obecnie to po prostu ciężko pracujący ludzie, którzy zazwyczaj są
              ) tak pochłonięci zarabianiem pieniędzy, że ich zainteresowania nijak nie
              ) pozwalają zakwalifikować ich do "inteligencji" (w tradycyjnym tego słowa
              ) rozumieniu).

              Aha.

              Moja odpowiedź będzie trochę dłuższa.

              W I poł. XIX wieku żył pewien francuski arystokrata - nazywał się Alexis do
              Tocqueville. Napisał m.in. książkę: "Stary ustrój i rewolucja". Teza tej książki
              jest taka: powszechne przekonanie, iż Rewolucja Francuska zniszczyła stary
              ustrój, przewróciła do góry nogami każdy przejaw życia społecznego, jest błędne.
              Stary ustrój niszczyła już monarchia, Rewolucja tylko ten proces zakończyła.
              Mało tego, bardzo wiele monarchii, którą obaliła, zawdzięcza.
              Zawdzięcza jej centralizację i rosnącą ingerencję Państwa w każdy przejaw życia
              obywateli. Tak jak za Ludwika XIV, decyzje w republikańskiej Francji zapadają w
              Paryżu i tylko tam. Stany, stowarzyszenia, prowincje, parlamenty tracą coraz
              bardziej na znaczeniu na rzecz paryskiego rządu i jego administracji. Nie ma już
              wolności politycznej - jest równość. Obywatel nie ma jest już poddanym, ale ma
              Pana - jest nim Państwo.
              Ot - kolejny napuszony elaborat.
              Dlaczego go napisałem?
              Chciałem w ten sposób osiągnąć dwa cele. Pierwszy to taki, że chciałem Panu
              wykazać, że publiczne formułowanie opinii typu "że ich zainteresowania nijak nie
              pozwalają zakwalifikować ich do "inteligencji" (w tradycyjnym tego słowa
              rozumieniu." - jest jednak ryzykowne. Jak każde uproszczenie.

              Drugie to takie, że poza jednym wyjątkiem nikt nie zadał sobie trudu krytki
              tezy postawionej w mojej pierwszej wypowiedzi. Może jest fałszywa? Może
              ograniczenie samorządności adwokatury leży jednak w interesie obywateli? Może
              ktoś podejmie się tego zadania?
              Póki co, to wypowiedzi kierowane pod moim adresem można podzielić na dwie grupy:
              pierwsze to obelgi, które jedynie źle świadczą o ich autorach, drugie to
              rozważania o sprawach z urzędu, o niskim poziomie merytorycznym adwokatów,
              słabości aplikantów itp. Są to sprawy niewątpliwie ważne ale drugorzędne. Nie ma
              mowy o sprawach zasadniczych. W tej całej dyskusji o adwokaturze w ogóle nie ma
              miejsca na takie rozważania. Nikogo, łącznie z liberalnymi politykami, nie
              obchodzą prawdopodobne skutki wprowadzenia ustawy PIS w życie. Mam na myśli
              skutki jakie dotyczyć będą obywateli - nie adwokatów.
              Jeżeli Państwo ma decydować o tym kto będzie, a kto nie będzie, adwokatem to
              adwokatury nie będzie w ogóle. Szczególnonie, że będzie to nasze Państwo. Z jego
              korupcją, klientelizmem, protekcją itp. Czy jest to sytuacja korzystna dla
              zwykłego obywatela - nie tylko dla absolwenta wydziału prawa? To jest pytanie,
              jakie w dyskusji starałem się postawić.
              Także dlatego przywołałem osobę Tocquevilla. Ponieważ on o tym właśnie pisał:
              Amerykanie tylko dlatego pozostali jednak wolnym narodem, że zachowali
              niezależność stowarzyszeń i korporacji, niezależność samorządów - tych
              terytorialnych i tych zawodowych. Uważam, że zamach na niezależność adwokatury
              jest kolejną próbą zawłaszczenia przez państwową administrację kolejnego obszaru
              życia obywateli.
              Czy nie widzicie Państwo tych potencjalnych zagrożeń czy nie chcecie ich zauważyć?
              Prasa jest pełna informacji o lokalnych politykach uzyskujących maturę w miesiąc
              i kończących studia w jeden rok. Czy macie wątpliwości, że te obyczaje przeniosą
              na aplikację adwokacką czy radcowską, a później do sal sądowych? Czy moje
              przewidywania co do pojawienia się nowej klasy polityków-adwokatów jest takie
              absurdalne? Będą jednocześnie funkcjonariuszami państwowymi i adwokatami.
              Rozumie Pan co to znaczy dla szarego obywatela? To bardzo źle znaczy.

              Co jakiś czas dyskutujemy w kraju o takich fundamentalnych rzeczach jak kara
              śmierci, aborcja, Konstytucja. Poziom tych dyskusji pozostawia sporo do
              życzenia. Jest albo wrzask albo publicystyka.
              Dyskusja o ustrojowej pozycji adwokatury jest też dyskusją na temat części
              naszego porządku konstytucyjnego. Byłoby dobrze aby na temat tego porządku mieć
              coś do powiedzenia.
              Pan wybaczy - Pańskie wypowiedzi, przynajmniej na razie, dowodzą, że niewiele ma
              Pan na ten temat do powiedzenia. A szkoda.

              ) Pisze Pan, że "w adwokaturze są jeszcze ludzie, którzy są
              ) jej spadkobiercami". Ciekawe jest użycie słówka "jeszcze". Czyżby gro
              • Gość: Andrzej Pytania do pana mecenasa A. Kmieciaka cd. IP: *.aster.pl / *.acn.pl 24.11.03, 16:29
                K: Nikogo, łącznie z liberalnymi politykami, nie obchodzą prawdopodobne skutki
                wprowadzenia ustawy PIS w życie. Mam na myśli skutki jakie dotyczyć będą
                obywateli - nie adwokatów.
                Jeżeli Państwo ma decydować o tym kto będzie, a kto nie będzie, adwokatem to
                adwokatury nie będzie w ogóle. Szczególnonie, że będzie to nasze Państwo. Z
                jego korupcją, klientelizmem, protekcją itp. Czy jest to sytuacja korzystna dla
                zwykłego obywatela - nie tylko dla absolwenta wydziału prawa? To jest pytanie,
                jakie w dyskusji starałem się postawić.
                A: Myślę, że nie bardzo Pan rozumie w jakiej roli występuje tutaj PiS. Z
                politycznego punktu wiedzenia chodzi tutaj o odebranie inicjatywy grupom
                społeczenym, i przeniesienie całego problemu na formum polityczno-
                parmalentarne, gdzie PiS chciałby doprowadzić do sytuacji przetargu, w swojej
                walce o wladze z reprezentami korporacji prawniczych. Nie jest jednak jasne
                dlaczego przedstawiciele PiS-u zaczeli obrażać na tak dużą skalę adwokatów i
                radców prawnych - doprowadzając do sytuacji, gdzie wszelka dyskusja przestała
                być możliwa, a po obu stronach barykady stoją dwie wrogie sobie grupy. Być
                może chodziło o to, że PiS chciał uzyskać większe wpływy wśród młodzierzy
                prawniczej, obiecując im w gruncie rzeczy gruszki na wierzbie. W ogóle jestem
                zdumiony jak działają młodzierzówki partyjne w państwie demokratycznym. One
                nie dyskutują tylko wysłuchują tego co mają im do powiedzenia liderzy
                partyjni. W rezultacie to trochę wygląda jakby konkurowało o wladzę ze sobą
                kilka partii marksistowsko-leniowskich. Nie ma Pan co się martwić o
                wprowadzenie w życie ustawy PiS, bowiem jej autorzy, oraz ci którzy ją
                taktycznie poparli, nie liczą się wogóle z taką możliwością. Reszta przymułków
                jest po prostu manipulowana.
                Pana teza o tym, że to Państwo będzie decydować o tym kto będzie adwokatem i
                radcą prawnym jest nieuzasadniona. W najgorszym przypadku, gdyby komisje
                egzaminacyjne chciały działać nierzetelnie, i ograniczyć ilość osób
                wykonujących zawod stosownie do sytuacji rynkowej, o tym kto może aplikować a
                kto nie decydowałyby pewne środowiska tj. krag ludzi z administracji
                państwowej, sądów, korporacji, uczelni wyższych. Tak wiec trzeba by było z
                nimi uzgadniać listę przyjętych. W sumie mielibyśmy coś takiego jak zmiana
                systemu politycznego po roku 1989 niby zasadnicza zmiana, a jednak... gdziś z
                radosnych trzewi klasy równiejszej niż inni dochodzi zdecydowane i miarowe
                chrum, chrum. Jak widać nie uważam obecnej sytuacji w adokaturze i u radców
                prawnych jako sytuacji, gdzie mamy do czynienia z samorządnością, i nie myślę,
                aby to się zmieniło w przyszłości. I nie jest to tylko moja ocena. Pan
                profesor J. Okolski w wywiadzie dla miesięcznika edukacja prawnicza
                wypowiedział taką opinię; "Istnieje natomiast problem kompetencji w pracach
                samorządów korporacji prawniczych. Brak kontroli z zewnątrz i brak czynników,
                które by ograniczały zakres władzy samorządów, powoduje, że zaczynają się one
                kierować własnym, partykularnym interesem. Profesor Andrzej Zoll w podobnym
                wywiadzie do „Edukacji Prawniczej” wskazał na czynnik genetyczny jako ten,
                który decyduje o dostaniu się na aplikację adwokacką. Jest to olbrzymi i
                realny problem. Wskazałbym, że jest to pewne ograniczenie dopuszczalności do
                zawodu. Gdyby dokładnie prześledzić historię, to ta teza z pewnością byłaby
                możliwa do obronienia. [..]Adwokaci nie mogą decydować o tym, kto ma być
                adwokatem. System bardziej demokratyczny stara się znaleźć inne rozwiązania.

                EP: Czyli system odbywania aplikacji powinien zostać poddany reformie w
                kierunku kontroli i dostępności!?

                J.O.: Gruntownej rewizji. I chociaż sam jestem adwokatem, który nie wykonuje
                zawodu, muszę stwierdzić, że ten system jest niedobry. Aplikacja jest zbyt
                długa, zły jest też system dopuszczania do jej odbywania".
                • Gość: a.kmieciak Re: Pytania do pana mecenasa A. Kmieciaka cd. IP: *.tpnets.com 24.11.03, 18:09
                  > parmalentarne, gdzie PiS chciałby doprowadzić do sytuacji przetargu, w swojej
                  > walce o wladze z reprezentami korporacji prawniczych. Nie jest jednak jasne
                  > dlaczego przedstawiciele PiS-u zaczeli obrażać na tak dużą skalę adwokatów i
                  > radców prawnych - doprowadzając do sytuacji, gdzie wszelka dyskusja przestała
                  > być możliwa, a po obu stronach barykady stoją dwie wrogie sobie grupy.

                  Mówiąć szczerze jestem po prostu wstrząśnięty poziomem agresji. Także i sposób w
                  jaki jest cała sprawa przez PIS prowadzona, jest dla mnie kolejnym argumentem,
                  jaki przemawia przeciwko projektowi tej partii. Jeżeli w ten sposób można
                  prowadzić spór o kształt polskiej adwokatury to do czego mogą się posunąć ci
                  ludzie w innych sporach?
                  Powyżej piszę o groźbie "upaństwowienia" adwokatury. Powinienem raczej pisać o
                  groźbie jej upartyjnienia.
                  > W najgorszym przypadku, gdyby komisje
                  > egzaminacyjne chciały działać nierzetelnie, i ograniczyć ilość osób
                  > wykonujących zawod stosownie do sytuacji rynkowej, o tym kto może aplikować a
                  > kto nie decydowałyby pewne środowiska tj. krag ludzi z administracji
                  > państwowej, sądów, korporacji, uczelni wyższych. Tak wiec trzeba by było z
                  > nimi uzgadniać listę przyjętych.

                  Osobiście nie jestem politykiem, z polityką jednak miałem w życiu do czynienia i
                  sądzę, że miałem wiele okazji aby przyjrzeć się jej mechanizmom, zwłaszcza w
                  lokalnym wydaniu. Niby wiadmo, że Rzeczpospolita jest upartyjniona ale to, co
                  mogłem osobiście zaobserwować przekroczyło moje wyobrażenia. Na poziomie dawnego
                  województwa, powiatu czy gminy odbywa się brutalny podział łupów. W
                  miejscowościach, w których urzędy są największymi pracodawcami w razie zmiany
                  ekipy często wszyscy dotychczasowi pracownicy idą na bruk. Mógłbym o tym mówić
                  bardzo długo ale podam Panu tylko jeden przykład: po to aby dostać posadę w
                  lokalnym oddziale banku trzeba, rzecz jasna, dać łapówkę. Ktoś, kto nie pracował
                  od wielu miesięcy oczywiście nie ma na nią pieniędzy. Można się zawsze jednak
                  dogadać - zatrudniony będzie przecież otrzymywać wynagrodzenie. Pracuje przez
                  pół roku bez wynagrodzenia i sprawa będzie załatwiona. Mamy więc przykład takiej
                  współczesnej formy pańszczyzny. Jest to przykład skrajny ale prawdziwy. Obawiam
                  się, że nie docenia Pan skali w jakiej przestrzeń naszego życia publicznego
                  została zawłaszczona przez partie i koterie. Przynależność do partii jest często
                  przypadkowa - nie są w tym wypadku ważne barwy czy ideologia. Nawiasem mówiąc,
                  partyjny stempel obecny jest także w wymiarze sprawiedliwości. Nie jest tak
                  widoczny ale jest. Nie ma go natomiast, na razie, w adwokaturze.

                  > J.O.: Gruntownej rewizji. I chociaż sam jestem adwokatem, który nie wykonuje
                  > zawodu, muszę stwierdzić, że ten system jest niedobry. Aplikacja jest zbyt
                  > długa, zły jest też system dopuszczania do jej odbywania".

                  Możliwe - jak jednak ulepszyć aplikację, jednocześnie trzymając administrację z
                  daleka?

                  Z poważaniem A.Kmieciak
                  • Gość: Andrzej Pytania do pana mecenasa A. Kmieciaka cd. IP: *.aster.pl / *.acn.pl 24.11.03, 19:34
                    >Jak jednak ulepszyć aplikację, jednocześnie trzymając administrację z
                    >daleka?

                    Po prostu podemując w porę madrą decyzję. W roku 1989 trzeba było aby
                    adwokatura otwrzyła się na reformę, a nie tylko na pozyskwanie pieniędzy z
                    transformacji gospodarczej (źródełko które zreszta szybko wyschło). W stanie
                    prawnym do 1997 r. wpis na listę aplikantów adwokackich miał charakter
                    deklaratoryjny. Trzeba było zreformować się i wpisywac wszystkich chetnych. W
                    ten sposób przez 10 lat adwokatura zmarginalizowałaby pozycje radców prawnych,
                    i w końcu mogła wchłonąc radców do siebie, na swoich zasadach. Adwokatura
                    zostałaby potężną korporacją, w pełni niezależną, samoregulującą się. Nikt by
                    adwokatury nie ruszył, a zwłaszcza administracja i politycy. Teraz siedzicie
                    umoczeni po uszy w łapce biznesmenów, administracji i polityków, ktorzy
                    rozgrywają waszą kartą stosownie do swoich intersów, wykorzystując pieniądze
                    frustracje społeczeństwa, które znalazło się w kryzysie na skutek ciężkiej
                    sytuacji państwa i gospodarki. A można było temu zapobiec. Jak mówi polski
                    przysłowie: "Polak mądry po szkodzie". Obowiązkiem Adwokata jest znać
                    perfekcyjnie jezyk ojczysty, a w tym polskie przysłowia...
                    • Gość: a.kmieciak Re: Pytania do pana mecenasa A. Kmieciaka cd. IP: *.lodz.cvx.ppp.tpnet.pl 24.11.03, 19:51
                      > przysłowie: "Polak mądry po szkodzie". Obowiązkiem Adwokata jest znać
                      > perfekcyjnie jezyk ojczysty, a w tym polskie przysłowia...
                      I polską poezję. Także pewien wiersz, w którym przysłowie to ma swoją
                      kontynuację. Obawiam się, że także prawdziwą.
                      Z poważaniem A.Kmieciak
    • Gość: les Re: Adwokacki koń trojański IP: *.atl.client2.attbi.com 21.11.03, 01:36
      sprawdza sie moje powiedzenie, juz o tym pisalem ,wszystkich
      adwokatow ustawic do 2 odlicz 2 rozwalic . glowe daje ze nie
      trafi sie jeden niewinny.sluzbe zdrowia do 3 odlicz 3 rozwalic.
      i jest o tak!!!!.
      • Gość: Zal Panie adwokacie Kmieciak IP: *.proxy.aol.com 21.11.03, 05:28
        Czlonkow korporacji - klanow- zwlaszcza prawniczych trzeba koniecznie
        przewietrzyc. Jesli jest tak swietnie, to dlaczego wymiar sprawiedliwosci jest
        w takim stanie, skorumpowany, w rozkladzie niedostepny dla przecietnego
        obywatela.
        Na pewno sam zna na Pan przypadki, ze swojego srodowiska ktore nie zawsze sie
        kojarza z przestrzeganiem prawa- moze sie myle.A jesli tak, to co Pan mogl
        zrobic? Moze Pan nie odpowiedziec.
        Mam ciagle obawy o sedziego, prokuratora czy adwokata, ktorzy wywodza sie z
        komuny szczegolnie o mentalnosc tych ludzi, o zle pojeta solidarnosc zawodowa w
        tym srodowisku, pojda w zaparte poszkodowany nie ma szans.Czekaja za ktos z
        bezradnosci machnie reka.
        Znam takie przypadki.
        Czy rzeczywiscie chodzi o troske korporacji, co potem zrobia ci, ktorych
        rzekomo bedzie za duzo na rynku, czy tez chodzi o partykularne interesy, tych,
        ktorzy juz sa i mlodych nie chca dopuscic. Mlode lata to najlepszy czas by sie
        uczyc. Szkoda je marnowac.Czy rzeczywiscie potrzebuja koropracje, by byli
        kontrolowani, przeciez to wolne zawody i kazdy ponosi odpowiedzialnosc za to co
        robi.
        A gdzie wy stara gwardia zdobywaliscie doswiadczenie,jak w wiekszosci dawano
        wam szanse stania sie adwokatem ,notariuszem, radca itd?

        Zechce Pan wejsc na strone
        www.superexpress.pl/iso/Dzisiaj/regiony/katnews/katnews_3.shtml
        i co by poradzil Pan temu nieszczecnemu polskiemu obywatelowi, ktoremu sie
        odmawia prawa do sadu, bo wystapil przeciwko mezowi pani sedzi- ktora w tym
        sadzie pracuje- a jej maz jest policjantem oskarzonym o falszywe zeznania.
        Sad odmawia przeprowadzenia sprawy, bo zaden sedzia nie chce podjac sie sprawy.
        by nie szkodzic kolezance.
        Przeniesc sprawy do innego sadu tez nie mozna, bo mozna to poczynic na rozprawie
        a sad w Bielsku- Bialej sie nie kwapi by taka sie odbyla.
        Za miesiac sprawa sie przedawni. Jak jest ktos z ich srodowiska w sprawie
        unmoczony, to sprawe w sadzie Bielsku - Bialej czy innym ukreca.
        Tak to wyglada w rzeczywistosci - ze obywatel ma prawo do sadu, zapewnione
        przez konstytucje no i co z tego?

        • Gość: a.kmieciak Re: Panie adwokacie Kmieciak IP: *.lodz.cvx.ppp.tpnet.pl 21.11.03, 16:29
          Na Pańskie pytanie dotyczące informacji z Superekspresu niestety muszę z
          przykrością odpowiedzieć, że trafiło pod niewłaściwy adres - ale kilka linków
          niżej są aktywni sędziowie - może oni Panu będą w stanie sensownie odpowiedzieć.
          Deklarują zresztą, że mają wyższe kwalifikacje.
          Z poważaniem A.Kmieciak
    • Gość: Praworządny Re: Adwokacki koń trojański IP: *.internetdsl.tpnet.pl 21.11.03, 06:18
      Trzeba wreszcie skończyć z mafią adwokacką. A tymi sługusami
      mafii. Normalny czlowiek za normalne pieniądze bardzo rzadko
      może liczyć na rzeczową pomoc tych ludzi. Zawsze się spieszą,
      zawsze są nieprzygotowani i przeważnie nieprofesjonalni.
      Zdarzało mi się ich widzieć w akcji, to zgroza. jest paru
      wybitnych, ale tych wynajmuje mafia albo kler, aby wydrzeć
      nienależne dobra, a naró. A naród mają oni w dupie. Rozpieprzyć
      korporację i nałożyć kaganiec papugom!!!.
    • Gość: someone Re: Adwokacki koń trojański IP: *.mosar.pl 21.11.03, 08:00
      Od przyszłego roku będę studiowała prawo (mam nadzieję). Prawda
      jest taka, że nie mając rodziny, która się tym zajmuje, nie mam
      zbyt dużych szans na aplikację :/ Powinni coś z tym zrobić i to
      szybko, bo niekompetentnych ludzi, bez powołana do tego zawodu,
      za to chcących zbijać kasę na nieszczęściu innych jest coraz
      więcej.
    • Gość: Los Re: Adwokacki koń trojański IP: *.visp.energis.pl 21.11.03, 08:10
      Pracuję w sądzie i to z własnego wyboru i naprawdę cieszę się,
      że nie jestem członkiem tych tzw. "elitarnych" korpracji
      prawniczych (adwokaci,radcy prawni). Praca adwokatów i radców
      jest w większości wypadków, jaka jest, czyli mizerna.
      Beznadziejne przygotowanie do sprawy, pozbawione sensu wnioski
      dowodowe, idiotyczne pytanie i oczekiwanie właściwie tylko na
      to, że sąd wszystko za nich zrobi. Niektórzy np. zapomnieli, ze
      od paru już lat proces cywilny jest kontradyktoryjny i to do
      stron należy prowadzenie procesu, ale po co o tym pamiętać,
      skoro i tak jesteśmy przecież nie do ruszenia. Konkurencja jest
      praktycznie żadna i tk też już pewnie zostanie. Po co dopuszczać
      nowych do zawodu, to byłoby niebezpieczne. Lepiej przecież, żeby
      adwokatenm czy radcą orawnym został znajomy, członek rodziny.
      Nieważne czy rozgarnięty, czy nie. Niestety tak będzie, dopóki
      samorządy prawnicze nie zostaną poddane choćby minimalnej
      konroli państwa (to co teraz moze zrobić Minister
      Sprawiedliwości albo sądy w celu zdyscyplinowania adwokatów i
      radców prawnych nie ma praktycznie żadnego znaczenia). No cóż,
      ale jak widać lobby jest silne i projekt ustawy,który dawał
      szanse na zmiany przepadnie. Tak to już w naszym kraju bywa, że
      liczą się przede wszystkim partykularne interesy jakichś tam
      grup. Może Państwo adwokaci i rady prawni opamiętają się i
      zaczną wykonywać swoje zawody w sposób rzetelny, kiedy ich
      klienci pojdą do sądu po odszkodowanie za złe prowadzenie
      sprawy, a to robi do tej pory niewiele osób. Oczywiście nie
      mozna generalizować, są pełnomocnicy przygotowani, posiadający
      szeroką wiedzę merytoryczną, szkoda tylko, że jest ich tak mało.
      Lekarstwem na to, byłaby właśnie większa konkurencja, na którą
      pozwoliłaby ustawa PiS-u, ale chyba nic z tego nie wyjdzie.
      • Gość: a.kmieciak Re: Adwokacki koń trojański IP: *.lodz.cvx.ppp.tpnet.pl 21.11.03, 16:43
        Szanowny Panie.
        Niestety nie jestem w stanie sprawdzić czy jest Pan rzeczywiście sędzią, (nie
        jest Pan bowiem łaskaw się przedstawić.) Jeżeli tak, to polecam pańskiemu
        osądowi problem jaki ma pewien obywatel kilka pozycji wyżej.
        Co do Pańskich uwag to zapewniam Pana, że rejestr grzechów akwokackich jest
        równie obszerny jak rejestr krzywd sędziowskich. Są różni sędziowie i różni
        adwokaci. Pan jak widzę ceni swoje kwalifikacje - to dobrze zawsze jest miło
        publicznie wyrazić gratulacje pod własnym adresem. Zapewniam Pana jednak, że
        pogląd zwyklego obywatela na pracę sądów jest jeszcze gorszy niż na pracę
        adwokatów. Jest to przekonanie często krzywdzące ale powszechne. Jednej tylko
        rzeczy nie rozumiem - postuluje Pan nadzór Ministra nad adwoktami. Nadzór ten
        przydałby się wobec sądów. Inaczej zaległości w ich pracy nie osiągnęłyby tak
        monstrualnych rozmiarów.
        P.S. Dodatkowo, poza świętami, 6 tygodniami urlopu, mieliście Państwo, decyzją
        waszych prezesów wolne: 2.05, dzień w okresie Bożego Ciała, Wniebowstąpienia i
        10.11.03. Zabieracie akta do domu - gdzie Waszej pracy nikt nie nadzoruje.
        Pojawiacie się w sądzie 2,3 dni w tygodniu. RP przegrywa sprawy w Trybunale.
        Jeszcze? Możemy się tak boksować jeszcze tydzień ku uciesze internautów.
        • inaww Adwokaci i nauka "zrób to sam" 21.11.03, 18:52
          Telekomunikacja Polska we Wrocławiu dopuściła się w stosunku do duuuużej grupy
          obywateli (lat temu 9) przestępstwa jednostronnego odstąpienia od pisemnych
          umów, zmieniając zasady płatności. Umowy - przez 4 lata co miesiąc chyba po 20
          połączeń miejscowych bezpłatnych, w rozliczeniach zsumowano te
          bezpłatne "jednostki rozliczeniowe" z 4 lat i odliczono je w ciągu kilku
          miesięcy, a potem podniesiono ceny. Zmieniono równocześnie zasady
          rozliczania "jednostek rozliczeniowych" czyli impulsów. W umowach - 1 impuls =
          jedno połączenie miejscowe bez liczenia czasu, w rozliczeniach 1 impuls = 3-
          minutowe połączenie miejscowe.
          O zmianach zasad rozliczania TP NIE POINFORMOWAŁA swoich klientów którzy mieli
          ulgi dostać wzamian za przedpłaty na założenie telefonów czyli swego rodzaju
          pożyczki dla TP. W rachunkach nie podawano cen ani specyfikacji a jedynie sumę
          należności. I - klienci nie zostali poinformowani o wcześniejszym ZAMIARZE
          DOKONANIA TAKICH ZMIAN ani nie pytano ich, czy się zgadzają na odstąpienie od
          umów. Abonenci którzy odliczali sobie od kwoty do zapłaty te bezpłatne impulsy -
          zostali zaskoczeni żądaniem spłaty odliczonej kwoty i odsetek za zwłokę,
          popartym grożbą oddania sprawy do sądu.
          Nie mam wykształcenia prawniczego, więc poszłam do kilku kolejnych "zespołów
          adwokackich". Na pytanie o to czy któryś z adwokatów SPECJALIZUJE SIĘ W
          SPRAWACH UMÓW CYWILNYCH usłyszałam w odpowiedzi że KAŻDY adwokat zna się na
          prawie, ale po krótkim zreferowaniu przeze mnie o co chodzi kolejni "znający
          się na prawie" adwokaci stwierdzali że to nie do wygrania, rzeczoznawcy w
          sądach to pracownicy TP i w ogóle co to za kwota trochę ponad 1000 złotych?...
          Mój argument, że ja jestem tylko jedną z oszukanych kilku (może nawet
          kilkunastu) tysięcy osób i że występuję nie tylko we własnym imieniu - był
          grochem o zamykane za mną drzwi. Pani adwokat która w swoim gabinecie wyraziła
          mi uznanie, że już jestem zorientowana nieżle w sprawach umów cywilnych i
          poradzę sobie sama w sądzie "udzieliła mi porady" (za 80 zł, bez pokwitowania!)
          nabazgrała mi na kartce schemat(!) pozwu do sądu, ale widząc, że nie ociekam
          złotem - odmówiła przyjęcia sprawy.
          Wywalczyłam (ach te dyskusje z radcami prawnymi TP!) tylko to, że nie było
          sądu, nie zapłaciłam "zaległości" z odsetkami, ale straciłam ulgowe impulsy na
          następne 3 lata, sporo nerwów i zaufanie do prawników. Zdobyłam za to sporą
          biblioteczkę różnych wyciągów z kodeksów cywilnych kilka Dzienników Ustaw i
          przekonanie, że prawnicy to ignoranci.
          • Gość: Andrzej Adwokaci i nauka IP: *.acn.waw.pl 21.11.03, 20:13
            Dobry przykład. W USA kancelaria by biegała po klientach po
            pełnomocnitwa, aby taką sprawę prowadzić za procent od
            wygranej. System kontynetalny jest inny - nie wypada...
            obsługiwać biednego klienta.
            • titus_flavius Re: Adwokaci i nauka 24.11.03, 21:32
              Gość portalu: Andrzej napisał(a):

              > Dobry przykład. W USA kancelaria by biegała po klientach po
              > pełnomocnitwa, aby taką sprawę prowadzić za procent od
              > wygranej. System kontynetalny jest inny - nie wypada...
              > obsługiwać biednego klienta.

              Ave,
              w systemie polskim nie ma pozwów zbiorowych, ani odszkodowań za straty moralne.
              Biegający adwokat nabawiłby się jedynie odcisków, a nie pieniędzy. Klienci nie
              chcą się też dzielić odszkodowaniami. Pamiętaj, że w USA adwokat zgarnia połowę
              odszkodowania ....
              T.
              • Gość: Andrzej No to co ze dostaje połowę kasy IP: *.aster.pl / *.acn.pl 24.11.03, 22:24
                Gdyby nikt nie wziął sprawy nie dostałbyć NIC!
                To ja mu bedę żałował 50%. Ja bych mu nawet w niektórych przypadkach dał mu 85%
                Albo i 100% za białogłowę, którą nie mógłbym odzyskać z bisurmańskiego raju.

                Jedny za Dunaj Turkom zaprzedano,
                Drugie do hordy dalekiej zagnano;
                Córy szlacheckie (żal się mocny Boże!)
                Psom bisurmańskim brzydkie ścielą łoże.
                • titus_flavius Re: No to co ze dostaje połowę kasy 25.11.03, 19:04
                  Gość portalu: Andrzej napisał(a):

                  > Gdyby nikt nie wziął sprawy nie dostałbyć NIC!
                  > To ja mu bedę żałował 50%. Ja bych mu nawet w niektórych przypadkach dał mu
                  85%
                  > Albo i 100% za białogłowę, którą nie mógłbym odzyskać z bisurmańskiego raju.

                  Ave,
                  ale tam tyle biorą za prowadzenie spraw niewątpliwych, ryzykownych zwykle nie
                  biorą.
                  T.
                  • Gość: lolo Re: No to co ze dostaje połowę kasy IP: *.gemini.net.pl / *.gemini.net.pl 26.11.03, 18:15

                    O tym nie wspominając że umowa z adwokatem powinna być jednak umową starannego
                    działania a nie rezultatu. Tak w ogóle - nie mówię o szczegółowych
                    rozwiązaniach.
    • Gość: Marcin Drodzy Państwo IP: *.chello.pl 21.11.03, 10:37
      Rozumiem gorączkę dyskusji, mam jednak prośbę o pochamowanie się w wyrażaniu
      opinii generlizujących, które obrażają. Jestem aplikantem adwokackim, który na
      studiach starał się porządnie uczyć, do egzaminu adwokackiego mocno zakuwał i
      za pierwszym razem go zdał. Nie tylko nie jestem spokrewniony z żadnym
      prawnikiem, ale jestem pierwszym pokoleniem w rodzinie, które ma wyższe
      wykształcenie. Nikt mi nie zabroni mieć poczucia rzetelnie wykonywanej pracy w
      okolicznościach, gdy każdą najbardziej przykrą sprawę z urzędu (a jest tego
      mnóstwo) wykonuję z równą staranością jak sprawy z wyboru. Mogę z pełną
      odpowiedzialnością i uczciwością to o sobie powiedzieć. I czuję się prawdziwie
      upokorzony, gdy patrzy się na mnie - a spotykam się z tym często - jako na
      osobę, która czy to po znajomościach, czy koneksjach rodzinnych, wspina się po
      drabinie kariery.

      A propos projektu PiS - brakuje mi jednego zasadniczego elementu, żeby uznać
      go za godny rozważań. Otóż zbyt dużo słyszy się na temat legitymacji moralnej
      członków ugrupowania w zakresie "czystości" drogi kariery urzędniczej
      obowiązującej w mieście stołecznym. Jeżeli na poziomie urzędu miasta w
      zakresie obsady stanowisk obowiązuje klucz partyjny, wizualizuje mi się
      optymistyczny obraz adwokata po wejściu w życie projektu PiS:

      adwokat a sali sądowej: "W całej rozciągłości popieram spiżowe słowa
      prokuratora!"

      Marcin

      • Gość: ich1 A na egzaminie nie sprawdzali ortografii? IP: *.ists.pl / *.ists.pl 21.11.03, 21:34
        "pochamowanie się w wyrażaniu"

        A stylistyki?

        "Otóż zbyt dużo słyszy się na temat legitymacji moralnej członków ugrupowania
        w zakresie "czystości" drogi kariery urzędniczej obowiązującej w mieście
        stołecznym", "wizualizuje mi się optymistyczny obraz adwokata"

        Na pewno nie masz w rodzinie adwokata?
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka