oldnick5
29.07.09, 10:44
Z historycznym bagażem ostatnich wieków, zwłaszcza komuszych
dziesięcioleci, w roku 1997 przyjęliśmy Konstytucję III
Rzeczpospolitej. Od początku było oczywiste, iż nie jest to dokument
ostateczny, że ewentualne poprawki, zmiany i uzupełnienia podyktuje
z namysłem praktyka następnych lat. Stało się niestety inaczej.
Polska demokracja utknęła, zaniechała samonaprawy, i dziś niektóre
jej rozwiązania (brak rozwiązań) nie odpowiadają już potrzebom
narodu i państwa oraz naprawdę bardzo nowych czasów. Smutnym dowodem
jest mierzony przez socjologów spadek wiary w sens osobistych
wysiłków na rzecz dobra wspólnego, niechęć angażowania się w sprawy
publiczne.
Klasa polityczna oraz środki masowego przekazu jak ognia unikają
tematów zasadniczych. Nie toczy się debata o naszej przyszłości -
tak, jakby ustrój Polski był dany przez Pana Boga, a wszystkie
szczegóły zostały raz na zawsze ustalone przy Okrągłym Stole.
Próby zainicjowania fundamentalnej rozmowy o fundamentalnych
państwowych sprawach spełzają na niczym (wiem, bo sam próbowałem
ciągnąć za rękaw rozmaite prominentne postacie i zachęcać prestiżowe
środowiska). Być może decydenci mają swój ważny interes w utrzymaniu
status quo.
Przykładów “z życia wziętych” mógłbym podać kilkanaście, ale ze
względu na czytelnicze lenistwo P.T. Odbiorców podam tylko cztery:
• Wszystkie czołowe państwa świata zaprowadziły u siebie
przejrzystą większościową ordynację wyborczą. Daje ona ustrój
polityczny bliższy społeczeństwu, całkiem inny niż ordynacja
proporcjonalna. W Polsce, pod rządami PiS i pod rządami PO, mimo
wielu przedwyborczych obietnic nikt nie kiwnął palcem w tym
kierunku; w rezultacie posłów nadal wybierają de factonie
obywatele, lecz partyjni bonzowie.
• Na naszych oczach następuje kres monteskiuszowskiego
trójpodziału władzy. Parlament, administracja oraz sądy coraz
częściej i w coraz większym stopniu są zastępowane przez media -
ale “ludzie mediów” nie pochodzą z demokratycznej elekcji, a za swą
działalność nie ponoszą praktycznie żadnej odpowiedzialności.
Medialną wolnoamerykankę mogłoby ukrócić nowe prawo prasowe, i jego
projekt (wzorowany na Europie) od dawna istnieje, lecz nie ma go kto
uchwalić, gdyż politycy, w trosce o parlamentarne zbawienie, boją
się mediów jak diabeł święconej wody.
• W Polsce społeczno-gospodarczej nic nie zmieni się dopóty, dopóki
nie zostanie uchwalone prawo, na mocy którego absolutnie
wszystkie finansowe szczegóły kontraktów między instytucjami
publicznymi a prywatnymi będą jawne i dostępne dla każdego obywatela.
Ta największa realna świętość panującego systemu, czyli tzw.
tajemnica handlowa w stosunkach publiczno-prywatnych, jest główną
przyczyną polskiej korupcji, którą za klęskę uważa, wg najnowszego
sondażu CBOS, 90% obywateli.
• Wedle prawa, tradycji oraz zdrowego rozsądku, suwerenem w państwie
jest Naród. Dlatego o przyjęciu obecnej ustawy zasadniczej, potem
zaś o przystąpieniu Polski do Unii ostatecznie decydował nie
parlament, rząd i prezydent, lecz - w referendach - sami obywatele.
Jednak gdy tylko funkcjonariusze państwa poczuli się pewniej,
wyraziście wskazali Narodowi jego miejsce w szeregu. W efekcie to
nie my, Polacy, mamy przyjąć (lub odrzucić) naszą nową europejską
konstytucję, lecz uczynią to – oczywiście dla naszego dobra – nasi
ukochani przywódcy. Wobec rzeczowych głosów domagających się
referendum w tak kardynalnej sprawie (by wspomnieć tylko dramatyczny
tekst Rzecznika Praw Obywatelskich w “Rzeczpospolitej”), posłowie,
senatorowie i dziennikarze zastosowali najstarszą i
najskuteczniejszą propagandową broń świata: całkowite milczenie…
Ludzi rozumnych i dobrych pozdrawiam serdecznie i z respektem
: - )
Stanisław Remuszko
www.remuszko.pl